Punktualnie o szóstej po południu Stiles wślizgnął się do uczelnianej kawiarni. Pora okazała się idealna, bo w środku nie było prawie studentów. Większość znajdowała się na popołudniowych wykładach albo przygotowywała się do zajęć następnego ranka, więc w lokalu było prawie pusto.
Przez chwilę spodziewał się znaleźć mężczyznę w skórzanej kurtce, toteż nie zwrócił prawie uwagi na siedzącego przy ostatnim stoliku biznesmena. Grafitowy garnitur i równie ciemna koszula, której co prawda nie krępował krawat, ale i tak całość wyglądała elegancko jakoś nie pasowała mu do Dereka. Tym bardziej nie spodziewał się, że mężczyzna będzie miał na nosie okulary o grubych oprawkach i laptop przed sobą, którego klapę właśnie zamykał i spoglądał wyczekująco na Stilesa, który niemal od razu poczuł kolejną falę gorąca, która uderzyła w jego policzki.
- Cześć – przywitał się przełykając ślinę.
- Witaj – odparł Derek jak kilka dni wcześniej i zlustrował go wzrokiem.
Stiles niemal od razu pożałował, że nie założył czegoś bardziej formalnego albo chociaż pozbawionego postaci z komiksów. Koszulka z Wonderwoman nagle przestała być tak wygodna jak wydawało mu się początkowo.
- Zamówię sobie kawę i zaraz wracam – oznajmił odchrząkując.
Prawie podbiegł do kontuaru mrucząc, że chce coś czarnego i mocnego, a ekspedientka uśmiechnęła się pocieszająco. Na końcu języka miał, że to nie jest rozmowa o pracę, ale wtedy mogłaby go najść ochota, żeby wytłumaczyć kim jest ten mężczyzna, a to doprowadziłoby tylko do kłopotów.
Wrócił z kawą w kartonowym kubku i usiadł niemal od razu zauważając, że Derek swoją dostał w filiżance.
- Nie wiedziałem, że je tutaj mają – stwierdził zaskoczony spoglądając na porcelanę nie najgorszej jakości.
Derek wzruszył ramionami, jakby to nie było coś, co zaprzątało w tej chwili jego myśli. Spakował laptop do torby i ściągnął z ucha słuchawkę dzięki której mógł rozmawiać przez telefon i nie mieć zajętych rąk. Na szczęście jednak zostawił okulary, chociaż Stiles nie był do końca przekonany czy one nie staną się przyczyną jego upadku.
Próbował wyobrazić sobie Dereka w czymś nieseksownym, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Na nim nawet koszulki Stilesa leżałyby dobrze opinając się tak, żeby odpowiednio uwypuklić mięśnie mężczyzny.
- Prowadzisz firmę? – zaryzykował pytanie mieszając patyczkiem w kubeczku.
Nie powinien dzisiaj słodzić, ale nie mógł się powstrzymać. Kawa z dodatkową porcją sacharozy nie pozwoli mu tej nocy zasnąć na pewno. Już wcześniej miał kłopoty z przespaniem całej nocy, bo budził się z ręką na penisie i imieniem Dereka na ustach, ale mężczyzna nie musiał o tym wiedzieć. Na szczęście Scott miał ciężki sen. Co nie znaczyło, że nie zauważył sinych podków pod jego oczami, na które teraz patrzył też Derek.
- Można tak powiedzieć – odparł mężczyzna wymijająco, biorąc kilka łyków kawy. Spojrzał na zegarek i rozejrzał się na około marszcząc brwi. – Jeśli nie chcesz, żeby współstudenci zobaczyli cię tutaj, proponuję przenieść tę rozmowę do mojego mieszkania – odparł Derek, sięgając po swoją torbę.
Stiles zamarł po raz kolejny zaskoczony.
- Ja nie wiem – zaczął niepewnie.
- Wiesz – stwierdził Derek z lekkim uśmiechem i Stiles naprawdę wiedział.
Nie było sensu protestować, gdy sam doskonale zdawał sobie sprawę do czego to wszystko prowadziło. Dlaczego Derek się z nim umówił i dlaczego sam chciał tego spotkania. Jakoś na każdym etapie mógł zaprotestować, ale nie zrobił tego.
- Mój samochód jest na parkingu – wyjaśnił mu mężczyzna, gdy wyszli z kawiarni.
Stiles tylko skinął głową, starając się nie patrzeć na Dereka i na jego tyłek w tych spodniach. Jeśli dżinsy wydawały mu się seksowne, nie wiedział nawet jak myśleć o pośladkach mężczyzny opiętych przez ten materiał.
Wsiedli do czarnego Camaro i Derek ściągnął marynarkę, która mogłaby krępować jego ruchy podczas jazdy. Zapiął pasy spoglądając z wyczekiwaniem na Stilesa i chłopak zdał sobie sprawę, że mężczyzna czeka na jakiś sygnał, że mogą ruszać.
- Możemy jechać – powiedział więc samemu sięgając po pas.
ooo
Mieszkanie Dereka było minimalistyczne. Stiles widywał już takie domy. Przeważnie należały do ludzi, którzy często wyjeżdżali i nie mieli czasu urządzić dobrze swoich apartamentów. Proste powierzchnie ułatwiały sprzątanie i trochę też uspokajały, pozwalały uporządkować myśli.
Stiles jednak nie miał ani chwili odkąd przekroczyli drzwi. Spodziewał się, że Derek zaproponuje mu drinka albo coś w tym stylu, dzięki czemu będzie mógł się rozluźnić. Może lepiej się poznają.
Mężczyzna jednak jak zawsze przeszedł do sedna bez owijania w bawełnę. Odebrał od niego kurtkę i torbę na ramię, a potem popchnął go nonszalancko na skórzaną kanapę i pocałował.
Stiles wyobrażał sobie długo swój pierwszy gejowski pocałunek, ale raczej nic nie umywało się do tego ruchu ust i języka, którymi Derek wdzierał się głębiej i głębiej w niego. Jakby chciał dosięgnąć jego duszy i zawładnąć nią chociaż na te kilka chwil. Co nie było trudne, bo dżinsy Stilesa stały się ciasne już w momencie, gdy mężczyzna go dotknął.
Derek nie przejmował się tym, że pomnie garnitur dociskając się mocniej do lżejszego ciała. Dopiero teraz Stiles zdał sobie sprawę, że są jednego wzrostu, ale mężczyzna był lepiej zbudowany. Zresztą nie zamierzał narzekać, gdy w końcu zdobył się na to, żeby zsunąć dłoń z karku Dereka i ostrożnie przesunąć nią po sporym bicepsie. Prawie jęknął, gdy mięśnie pod jego palcami okazały się tak twarde jak przypuszczał.
Derek tymczasem przestał maltretować jego usta i zajął się szyją. O wiele ostrożniej i bardziej delikatnie, ale wyznaczał po niej mokrą ścieżkę ugryzień. Z wprawą ściągnął jego koszulkę nie kłopocząc się pytaniem o zgodę i poluzował pasek przez co Stiles spanikował. Nie był pewien czy nie zepsuje chwili mówiąc, że to nominalnie pierwszy raz, gdy dotyka go mężczyzna. I pierwszy raz, gdy dotyka go ktokolwiek, kto nie jest nim samym. Nie wiedział jednak czy Derek nie wyśmieje go i nie wyrzuci za drzwi. W życiu nie chciałby doświadczyć takiego upokorzenia, więc zagryzł wargi i skupił się na tym, żeby nie powiedzieć czegoś głupiego jak Boję się albo Proszę, bądź delikatny, co nawet w jego myślach brzmiało śmiesznie.
- Rozluźnij się – wymruczał Derek do jego ucha, gryząc go we wrażliwy płatek skóry.
- Pomyślałem, że mógłbym – zaczął, ale słowa uwięzły w jego ustach.
- Przejąć inicjatywę – dopowiedział za niego mężczyzna rozsuwając bardzo powoli zamek w jego spodniach.
Leżeli teraz na boku na sporej kanapie Dereka tak, że gdyby Stiles podniósł głowę odrobinę zobaczyłby twarz mężczyzny, ale on tego wcale nie chciał. Czuł rumieniec na policzkach, który zapewne rozlewał się też po jego klatce piersiowej. Jego serce biło tak mocno, że na pewno słychać je było w całym pomieszczeniu, a na domiar tego przez spodnie przebijała się już boleśnie jego erekcja, która była dowodem na jego zbytnie zaangażowanie w sytuację.
Przytaknął nie chcąc ponownie używać zachrypniętego głosu.
Derek o dziwo położył się na plecach zostawiając w spokoju jego spodnie.
- Dobrze – zgodził się mężczyzna i spojrzał na niego wyczekująco.
Stiles zamarł zastanawiając się co powinien zrobić, ale szybko sięgnął po guziki koszulki, które z trudem odpiął drżącymi rękami.
- Mankiety – przypomniał mu Derek półgłosem, wyciągając w jego stronę nadgarstki, a potem ,gdy i one zostały pozbawione guzików, pomógł mu ściągnąć z siebie koszulę.
Tak jak Stiles przypuszczał ciemny materiał skrywał opalone ciało, które nazwałby doskonałym gdyby tylko nie brzmiało to patetycznie. Przyłożył dłoń do ciemnych włosków, pokrywających klatkę piersiową mężczyzny i przez chwilę wsłuchiwał się w jego przyspieszony oddech. Dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę jak głupio musi wyglądać i uśmiechnął się z zakłopotaniem, a potem niemal spanikował, gdy zorientował się, że nie wie co teraz powinien zrobić. Ostrożnie pocałował Dereka w usta i zsunął się niżej po jego szorstkiej szczęce, a w końcu szyi do zaskakująco delikatnej skóry na jego mostku. Mężczyzna ani przez chwilę nie spuścił z niego wzroku co tylko spotęgowało jego zdenerwowanie, więc zawahał się i oblizał nieświadomie suche z nerwów wargi.
- Co chciałbyś? – spytał przełykając ślinę.
- Żebyś przestał udawać, że masz o czymkolwiek pojęcie – odparł niemal natychmiast Derek i Stiles zamarł z lekko rozchylonymi ustami. Mężczyzna przyciągnął go do kolejnego o wiele mniej żarłocznego pocałunku przez co teraz stykali się klatkami piersiowymi. I Stiles mógł poczuć przez cienki materiał, że Derek jest tak samo podniecony jak on, ale najwyraźniej o wiele bardziej opanowany sądząc po pewnych ruchach jego dłoni, które pocierały uspokajająco teraz żebra Stilinskiego.
Mężczyzna równo przyciętymi paznokciami przejechał niby przypadkowo po jego napiętych plecach i Stiles poczuł jak jego zakończenia nerwowe stają w płomieniach poddając się tym dłoniom, wyginając się instynktownie. Usta Dereka zdusiły jego cichy jęk wraz z ostatnim krótkim całusem.
- Dokładnie – wyszeptał mężczyzna. – Mogę powiedzieć ci co chcę zrobić – zaproponował ściągając z nosa okulary, które groziły spadnięciem w każdej chwili.
Stiles nie mógł zdecydować się czy Derek wygląda seksowniej w nich, czy bez nich. Nie miało to jednak znaczenia, bo mężczyzna przewrócił ich tak, że leżał teraz na Stilinskim. Nie wcisnął mu jednak kolana między nogi jak się można było spodziewać. Podtrzymywał się jednak na łokciach, żeby nie zmiażdżyć mniejszego ciała i zawisł kilka centymetrów od Stilesa.
- Zdejmę ci spodnie – zaczął Derek niskim głosem. – A potem wezmę cię w usta – dodał.
I Stiles nie słuchał dalej, bo w jego mózgu nagle zabrakło krwi, która pobijając rekord Guinessa spłynęła w niższe rejony w ciągu sekundy.
Derek uznając ciszę za zgodę zsunął się po jego ciele, lokując się tuż nad do połowy ściągniętymi spodniami i pogładził jego wystające biodra. Mężczyzna zanurzył się w wąskiej ścieżce włosków przez chwilę przyzwyczajając się do zapachu, a potem ostrożnie zsunął więżący erekcję materiał. Penis wyskoczył ze spodni niemal natychmiast z ulga, którą Stiles poczuł ,a która zamieniła się szybko w czystą torturę, bo Derek otoczył główkę jego cieknącego członka ustami i zaczął z przerażającą powolnością otaczać ją swoim językiem. Kilka razy zahaczył o szczelinę na samym czubku, ale nic nie wskazywało na to, żeby w najbliższym czasie miał przestać się bawić.
A Stiles nie był cicho. Jęczał i wił się, starając się ze wszystkich sił nie wbić w ciepło, które mu zaoferowano, a które teraz tak podstępnie torturowało go niepełną stymulacją. Był pewien, że Derek tylko go drażni, ale mężczyzna nie mógł wiedzieć, że nawet ten dotyk w końcu jest w stanie go uwolnić. A Stiles paradoksalnie nie chciał tak szybko dojść. Jeśli miał to być ten jeden jedyny raz to chciał, żeby to trwało i zostało dobrze zapamiętane.
Może Derek też to rozumiał, bo objął w końcu jego penisa dłonią i zsunął usta niżej, biorąc go niezbyt głęboko, ale na pewno o wiele bardziej satysfakcjonująco. I teraz, gdy cały jego członek został obdarzony odpowiednią uwagą, Stiles pomyślał, że mógłby spokojnie tak pozostać. Albo umrzeć. W tej chwili nie za wiele się dla niego liczyło prócz wilgotnego gorąca, które otaczało jedną z najwrażliwszych części ciała.
I już gdy tylko pomyślał, że tak wygląda raj, Derek cofnął głowę wypuszczając go prawie z ust, a potem wrócił na poprzednie miejsce liżąc go po całej długości i to było jeszcze lepsze. Mężczyzna starał się utrzymać stały rytm, który nawet nie był tak ważny jak sam obecny zabieg, który sprawiał, że palce u stóp Stilesa zwijały się boleśnie. Jego ciało chciało zawinąć się wokół głowy Dereka, który wyprawiał właśnie z nim cuda. Przytrzymać go tam dłużej, wcisnąć się dalej i jego dłonie same powędrowały do włosów mężczyzny zaciskając się na nich na pewno boleśnie.
Spojrzał w dół spanikowany, że być może zrobił coś nie tak, ale Derek uśmiechał się wokół jego penisa.
- OmójOmójBożeOmójBoże – wyrwało się z jego ust i nie wiedział czy sprawił to ten widok czy fakt, że mężczyzna zaczął mocno ssać nawet nie bawiąc się już w półśrodki.
Coś co zawiązywało się w jego brzuchu od cholernego spotkanie w kawiarni, właśnie osiągnęło szczyt.
- Ja… - zająknął się, chwytając mocniej kanapy.
Derek najwyraźniej pojął w lot o co chodzi, ale zamiast odsunąć się, zaczął ssać tak mocno, że w jego policzkach pojawiły się dołeczki, a potem w kącikach jego zaczerwienionych warg pojawiły się krople spermy, których nie zdążył wyłapać.
Stiles bezwolnie obserwował jak mężczyzna podnosi się na ręce, a potem układa wygodniej na boku wciąż nie spuszczając z niego wzroku. Nawet nie zastanawiając się nad tym za bardzo, sięgnął do Dereka po krótki pocałunek, który smakował czymś gorzkim, co okazało się jego własną spermą. Nie był do końca przekonany czy ten smak mu się podoba, ale nie był też jakoś wyjątkowo fatalny. Derek najwyraźniej nie miał nic przeciwko niemu, a jeśli to gwarantowało, że zrobią to kiedykolwiek kolejny raz – było to warte każdego wyrzeczenia.
Całowali się przez chwilę niespiesznie i Stiles szybko zdał sobie sprawę, że mężczyzna wciąż jest twardy. Ostrożnie, o wiele śmielej już, zsunął dłoń do klamry jego paska, a potem do guzika i zamka. Derek podniósł biodra ułatwiając mu zsunięcie spodni i bielizny za jednym zamachem. Bez wahania skopał buty na podłogę pozbywając się też zbędnego ubrania, więc Stiles wykorzystał ten moment, żeby i siebie rozebrać do końca.
Przylgnął do mężczyzny całując go na wpółprzytomnie po ramionach i piersi, ale Derek przytrzymał go w miejscu łapiąc sporą dłonią za jeden z jego pośladków. Podciągnął go wyżej ponownie łącząc ich usta, a potem wolną dłonią złapał Stilesa za nadgarstek i pocałował jego wystające kostki. Wpatrując się w niego intensywnie wyprostował jego palce, wsuwając je ostrożnie pomiędzy swoje rozchylone wargi i pogładził opuszki językiem, mocząc je szczodrze. Po chwili wypuścił je z ust i mokrą dłoń Stilesa zawinął wokół swojego członka, poruszając się w jej rytm.
Derek był twardy, tak cholernie twardy, że Stiles nie mógł uwierzyć, że to jego sprawka. Skóra na penisie mężczyzny była napięta i jedwabiście gładka, ale tak gorąca, że ślina szybko zaschła. Zabrał więc swoją dłoń i zanurzył palce w swoich ustach wzdychając, gdy zdał sobie sprawę, że teraz na języku ma smak mężczyzny. Oczy Dereka zmrużyły się niebezpiecznie, a jego kąciki uformowały się w niewielki uśmieszek satysfakcji. Stiles pospiesznie powrócił do obciągania go bez wahania stosując na nim te same techniki, które działały na niego.
Kciukiem rozsmarowywał pojawiające się na główce krople i zawijał nadgarstek od czasu do czasu zmieniając rytm. Derek dyszał w jego włosy, ale nie jęczał, a Stiles chciał go usłyszeć. Chciał sprawić, żeby mężczyzna wypowiedział jego imię, więc pochylił się w dół i wziął w usta sutek, który niemal natychmiast stał się twardy. Żuł ostrożnie wrażliwy kamyczek wsłuchując się w coraz bardziej urywany oddech Dereka i przyspieszył ślizgając się po penisie dłonią mokrą od potu, śliny i spermy.
Mężczyzna w końcu zesztywniał w jego dłoniach i bez ostrzeżenia wytrysnął pomiędzy nich ciepłymi strugami.
