Musieli przysnąć, bo kiedy Stiles otworzył oczy w mieszkaniu było całkiem ciemno. Derek obejmował go ciasno rękami i oddychał rytmicznie w jego włosy, więc na pewno spał ,jak okazało się płytko, bo ziewnął, gdy tylko Stilinski poruszył się niespokojnie. Mężczyzna najwyraźniej należał do tego rzadkiego gatunku ludzi, którzy budzą się kompletnie przytomni, bo niemal natychmiast sięgnął do swoich spodni i wyjął telefon, sprawdzając godzinę. Musiało być naprawdę późno, bo warknął coś pod nosem niezadowolony i zsunął się z kanapy.

Stiles przez chwilę zastanawiał się jak zostanie wyproszony, ale Derek nie odezwał się jeszcze słowem. Zamiast tego wymacał w ciemności jego dłoń i pociągnął go do góry, więc chłopak wstał starając się w ciemności o nic nie potknąć. Mężczyzna przytulił go do siebie jeszcze raz całując miękko, a potem uderzył go lekko w pośladek.

- Łazienka to trzecie drzwi po lewej. Jutro pewnie masz rano zajęcia – wyszeptał w jego ucho Derek.

- Wcześnie – przyznał Stiles czekając na coś więcej ze strony mężczyzny.

- Zamówię ci taksówkę. Jutro z rana wylatuję na kilka dni do Nowego Jorku – wyjaśnił Derek popychając go we wcześniej wskazanym kierunku, więc Stiles po prostu ruszył i w połowie drogi niemal poraził go nagły błysk światła.

Kiedy wrócił po kilku minutach szybkiego prysznica, Derek siedział na kanapie w samej bieliźnie i okularach przeglądając na laptopie jakieś pliki. Zerknął na zegarek i przeciągnął się, gdy Stiles zbierał z podłogi swoje rzeczy zakładając je pospiesznie na siebie. Stilinski nie chciał nawet wiedzieć jaki widok sobą przedstawia. Zdziwił się też, gdy Derek wciąż w bieliźnie cmoknął go w drzwiach w usta podając mu kurtkę.

Taksówka faktycznie czekała już na ulicy, więc podał adres i starał się jakoś strzepnąć nadmiar wody z włosów. Nie było szans, żeby Scott nie zauważył jak bardzo pomięty wrócił ze spotkania. W łazience Dereka sprawdził czy mężczyzna nie zostawił na nim żadnych śladów, ale prócz kilku niewielkich siniaków od palców na biodrach, jego skóra była nienaruszona. A tych Scott na pewno nie dostrzeże.

Taksówkarz zerknął w lusterko z wszystkowiedzącym uśmiechem, ale Stiles nie zamierzał się przejmować. Coś dziwnego rozsadzało jego klatkę piersiową, co naprawdę wyglądało na szczęście.

Podróż nie trwała zbyt długo, tak jak poprzednio. Samochód zaparkował tuż pod drzwiami akademika i Stiles sięgnął po portfel.

- Pan Hale już zapłacił – powiadomił go taksówkarz zerkając do tyłu.

Stiles przez chwilę miał ochotę zapytać kim jest pan Hale, ale w ostatnim momencie powstrzymał się.

- Dziękuję – powiedział zamiast tego. – I dobranoc – pożegnał się wysiadając.

Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że Derek nie wyszedł z domu, więc musiał mieć otwarty rachunek w tej korporacji. Wciąż nie wiedział czym zajmuje się mężczyzna, ale jakoś przestało mu to przeszkadzać, bo w końcu się z kimś przespał. I nie był to ktoś całkiem anonimowy.

Wyciągnął telefon i edytował kontakt; Derek Hale. Przez chwilę przez myśl przeszło mu dopisanie jakiejś głupiej uwagi w stylu Gorące Usta, ale Scott czekał już na niego w progu.

- Widzę, że ktoś tu zaliczył! – krzyknął McCall i niemal z każdego pokoju wychynęła głowa.

- Zamknij się! – syknął Stiles, ale rozległy się już pierwsze gwizdy, a nawet brawa, gdy mijał poszczególne pokoje.

Wepchnął przyjaciela do środka i zatrzasnął drzwi z czerwoną ze wstydu twarzą.

ooo

Stiles obudził się rano wypoczęty i z głupawym uśmiechem na ustach. Scott przez pewien czas próbował wydobyć z niego informacje gdzie dokładnie był, ale milczał jak grób. Jeśli nauczył się czegoś przydatnego przy ojcu szeryfie to o ograniczeniu zeznań do koniecznego minimum.

Nie wiedział zresztą co miałby powiedzieć przyjacielowi. Wszystko stało się tak szybko i sam nie był pewien czy zobaczy jeszcze Dereka. Mężczyzna w zasadzie nie określił się pod tym względem, chociaż Stilesowi wydawało się, że Derek chyba był zainteresowany. Na pewno był miły, bo zamówił mu tą przeklętą taksówkę, za którą nawet sam zapłacił, a przecież nie musiał. Nie miał też obowiązku całować go na do widzenia. Mógł równie dobrze wyrzucić go bez prysznica na zewnątrz, gdy tylko się ocknęli.

Stiles nie znał się na etykiecie po, ale doświadczenie ze studenckich imprez mówiło mu, że zostawanie u kogoś po pierwszej nocy nie jest chyba zbyt mile widziane. Marsz wstydu, który się wtedy zyskiwało był najbardziej żenującym porannym rytuałem, który widywał w każdą niedzielę o wczesnych godzinach. Każdy wiedział w końcu co robiłeś i z kim, a to nie zawsze była pożądana informacja.

Stiles nie miał czasu dłużej nad tym wszystkim myśleć, bo doktor Harris rozpoczął kolejny bezsensowny wykład. Jakimś cudem ten mężczyzna nauczał przedmiotu, o którym nie miał zielonego pojęcia przez co studenci musieli podwójnie się uczyć. Raz po Harrisowemu, żeby zaliczyć zajęcia, a drugi raz po takiemu jakim powinno być, żeby nie mieć braków na następnym semestrze.

Na domiar tego wykładowca chyba zamierzał niedługo zasiąść pomiędzy profesorami tej zacnej uczelni, bo stawał się coraz większym wrzodem na dupie.

Stiles osobiście wątpił czy Harris odróżniłby czaszkę homo erectus od homo neanderthalensis nawet gdyby były podpisane. Facet po prostu nie czytał.

Umęczony dwoma godzinami straconymi bez sensu dowlókł się w końcu do swojego pokoju i zamarł, gdy zobaczył nagie pośladki przyjaciela.

- Scooootttt – warknął, zasłaniając oczy i cofając się na korytarz.

- Stiles! Wróć za godzinę albo dwie! – krzyknął po drugiej stronie McCall.

- Jasne! Nie spiesz się! Jeśli chcesz, żeby była zadowolona! – odkrzyknął wiedząc, że przyjaciel pewnie ma teraz ochotę zatłuc go za te słowa.

Zgodnie z niepisaną umową zamknął się w bibliotece uczelnianej na kilka kolejnych godzin.

ooo

Minęło parę dni zanim zdał sobie sprawę, że za każdym razem, gdy spogląda na telefon ma nadzieję na jakąś wiadomość od Dereka. Mężczyzna był dla niego zagadką z rodzaju tych, które chciało się rozwiązać. Z jednej strony zastanawiająca była jego pewność siebie, stanowiąca sporą część jego uroku osobistego. Z drugiej dziwna łagodność, z którą obniósł się z nim, gdy byli w jego mieszkaniu. Stiles nie wątpił, że pozwoliłby Derekowi na wszystko czego chciałby mężczyzna, ale ten nie sięgnął po więcej niż powinien. Zamiast tego skupił się bardziej na dawaniu przyjemności partnerowi, co raczej stanowiło rzadkość. Stiles co prawda nie miał zbyt wielkiego doświadczenia w tej kwestii, ale nie był idiotą.

Zawsze lepiej było otrzymywać niż dawać.

Tymczasem Hale nie odzywał się od przeszło trzech dni i Stiles wahał się czy powinien do niego zadzwonić. Może Derek jeszcze nie wrócił z tej podróży służbowej?

Scott próbował go wyciągnąć na kolejną z imprez studenckich, które zaczęły się już w czwartek, ale prawdę powiedziawszy nie miał ochoty. Harris miał we środę wybrać studenta, który pomógłby mu w prowadzonych badaniach i o ile sam pomysł współpracy z wykładowcą napawał go obrzydzeniem, tak naprawdę mogło się to przysłużyć jego przyszłej karierze.

Powinien więc uzupełnić wiedzę, a nie pić piwo z bandą futbolistów, którzy tolerowali go tylko dlatego, że był przyjacielem Scotta.

- Może nie dziś – westchnął z nadzieją, że przyjaciel odpuści.

- Chciałem przedstawić ci Allison – zaczął z nadzieją w głosie McCall. – Wiesz, że to zawalę, jeśli ciebie nie będzie. Zaczęliśmy źle. Zostałem u niej na noc, a potem ona u mnie. Jest super, ale ona może być tą jedną jedyną – jęknął. – Nie chcę, żeby to skończyło się w łóżku – dodał spoglądając na niego tymi wielkimi brązowymi oczami, którym jak do tej pory nikt się nie oparł.

- Poznaję Allison i wychodzę – oznajmił mu, wyciągając ołówek z ust.

Rzucił okiem w lustro i przetarł zmęczoną twarz. Godziny spędzone w bibliotece odbiły się na nim dość znacznie. Nie sypiał też dobrze budząc się i czując na penisie usta, których już tam nie było. Ktoś kiedyś powiedział mu, że seks jest uzależniający i dopiero teraz zrozumiał co to tak naprawdę znaczy. Najgorsze, że miał ochotę na więcej, a Derek się nie odzywał.
Wciągnął buty i przeciągnął się, pozwalając strzelić kościom na co Scott się skrzywił.

- Tylko pięć minut. Zagadaj ją i wiesz… - zaczął McCall.

- Wiem, wiem. Wyczuj czy się jej podobasz – westchnął Stiles.

Czasami zastanawiał się czy Scott zadawał sobie sprawę, że stawiał go w wyjątkowo gejowskich sytuacjach zmuszając go do rozmów ze swoimi przyszłymi dziewczynami. Już samo to, że Stiles dość dobrze rozgryzał płeć przeciwną powinno być podejrzane, ale McCall zdawał się nie dopuszczać do głowy takich myśli.

Kiedy weszli do domu bractwa , ktoś wręczył im po kubeczku piwa, które Stiles zostawił na pierwszym lepszym stoliku. Skierowali się do grupy dziewcząt, które zachichotały na widok Scotta, który zdobył na ostatnim meczu coś co nazywali przyłożeniem albo dołożeniem. Stilesowi prawdę powiedziawszy było wszystko jedno. Allison nie była najładniejszą z grupy, ale na pewno uśmiechała się najszerzej na widok McCalla, więc to musiało być szczere. Nie był zresztą zaskoczony, gdy instynktownie ustawili się tak, że dziewczyna opierała się o ramię Scotta.

Oddalił się odrobinę od grupki i uniósł oba kciuki do góry tak, by żadna z dziewcząt nie zobaczyła tego gestu. McCall wyszczerzył się szeroko i wyszeptał coś do ucha Allison na co dziewczyna ochoczo przystanęła. Stilesowi pozostawało tylko mieć nadzieję, że nie jest to kolejne zaproszenie do pokoju, bo dzisiaj naprawdę musiał się pouczyć. I właśnie miał wyjść, gdy kątem oka zauważył dobrze znaną sylwetkę.

Derek Hale stał na schodach próbując porozmawiać z przystawiającą się do niego dziewczyną. Ewidentnie nie był zadowolony z nagłej adoracji, ale najwyraźniej kobieta tego nie dostrzegała flirtując z nim otwarcie. W końcu złapał za nadgarstek jej dłoń, która pocierała jego zarośnięty policzek i wywarczał coś ostrzegawczo.

Dziewczyna popatrzyła na niego oszołomiona i w ciągu kilku sekund opuściła jego towarzystwo. Stiles wykorzystał okazję i niby przypadkiem przysunął się bliżej z lekkim uśmiechem. Starał się nie trzymać dłoni w kieszeni wiedząc, że wygląda wtedy głupio.

- Zgubiłeś się? – spytał starając się brzmieć niezobowiązująco.

Derek spojrzał na niego zaskoczony, jakby nie spodziewał się go tutaj spotkać. Przez chwilę Stiles wystraszył się nawet, że być może mężczyzna nawet go nie poznał, ale usta Hale'a wygięły się w drapieżny półuśmiech, od którego przeszły go ciarki.

Zanim jednak Derek zdążył cokolwiek powiedzieć, Jackson zmaterializował się o kilka kroków od nich.

- Stilinski? Nie powinieneś sprawdzić czy McCall nie potrzebuje niańki? – spytał Whittemore.

Mina Dereka uległa kompletnej zmianie i zagościła na jego twarzy emocja, której Stiles nigdy więcej nie chciał zobaczyć. Hale był wściekły i to dość poważnie, a co najgorsze Jackson właśnie wchodził w tryb dupka, który przybierał, gdy chciał pokazać komuś jego miejsce.

- Stilinski? Ogłuchłeś? – spytał Whittemore przewracając oczami.

- Sądzę, że ze słuchem Stilesa jest całkiem w porządku. Nie wiem jak z twoim rozumem – warknął Derek zaskakując kompletnie Jacksona. – Dobę temu miałeś być w Nowym Jorku i tylko na osobistą prośbę panny Martin wróciłem po ciebie – zaczął o wiele głośniej niż powinien. – Znam gwiazdy takie jak ty. Bohaterów jednego sezonu. Jeśli wydawało ci się, że w tym transferze chodziło o ciebie, grubo się mylisz. Nie wiem dlaczego ona jest do ciebie taka przywiązana, ale wiedz o tym, że w każdej chwili mogę zerwać umowę, a wtedy zostaniesz na lodzie. Wystarczy jeden mój telefon, a któryś z moich współpracowników niby przypadkiem przedstawi jej kolejnego z pretendentów do Medalu Fieldsa – zakończył i w pomieszczeniu zrobiło się bardzo cicho.

Jackson przez chwilę spoglądał na mężczyznę w czystym szoku, aż nagle coś do niego doszło, bo zbladł.

- Pakuj się szczeniaku! – warknął Derek i Stilesowi przez moment wydawało się, że Hale tupnął też nogą.

To jednak nie było ważne, bo Whittemore bez słowa pobiegł na piętro i zatrzasnął za sobą drzwi. Derek rozejrzał się po pomieszczeniu i westchnął.

- Nie macie czasem imprezy? – spytał mężczyzna spoglądając kpiąco na didżeja, który natychmiast włączył głośniej muzykę.

Stiles stał jak sparaliżowany nie wiedząc, co w zasadzie powinien zrobić. Ludzie wokół nich szeptali coś wskazując palcem na Hale'a. Stilinski miał ochotę schować się tam, gdzie nikt nie będzie ich widział, ale dłoń Dereka powstrzymała go w pół kroku.

- Wyjazd się przedłużył – odparł mężczyzna. – Wrócę w okolicach poniedziałku i skontaktuję się z tobą? – zakończył lekko pytająco, więc Stiles skinął po prostu głową.

Derek puścił jego dłoń, zerkając do góry, gdzie stał już spakowany Jackson.

Kiedy wychodzili Stiles usłyszał jak Whittemore mówi zduszonym głosem.

- Przepraszam, panie Hale.

ooo

Stiles nie musiał długo czekać ,aż wieści dotarły do niego. Jackson w zasadzie podobnie jak Scott chodził z nim do szkoły średniej w Beacon Hills, więc i na uniwersytecie utrzymywali pozory przyjaźni. Pocztą pantoflową dowiedzieli się więc, że dziewczyna Whittemore'a – Lydia dostała propozycję pracy od jednej z wiodących firm informatycznych, ale jednocześnie musiała przenieść się z MIT na Uniwersytet Harvarda. Wiedziała, że tak ukróci swój czas i nie będzie mogła spotykać się z Jacksonem, więc zaproponowała umowę wiązaną – przeniesie się, jeśli jej chłopak również przetransferuje się na Harvard. Problem polegał tylko na tym, że Jackson nie był dobrym studentem, więc musiał nadrobić to osiągnięciami w sporcie. Ostatnie zawody pokazały, że jednak jest w nim coś interesującego.

Stiles wcale nie był zaskoczony, że Derek wściekł się. Sam pewnie miałby dość rozmów z Jacksonem już po paru minutach, a Hale najwyraźniej zmuszony był do negocjacji z dzieciakiem.

- Skąd znasz Hale'a? – spytał w końcu Scott następnego dnia.

- To ten facet, którego spotkałem w barze. Ten od drogiej whiskey – odparł nie odrywając wzroku od książki.

- Allison mówi, że jest jednym z wziętych head hunterów – wyjaśnił McCall. – A ona się na tym zna, bo jej ojciec też się tym zajmuje – dodał.

- Możliwe. Nie wiedziałem aż do tej imprezy w sobotę – przyznał Stiles starając się brzmieć neutralnie.

Tylko siłą woli nie wygooglował jeszcze mężczyzny.

- Widziałeś jak załatwił Jacksona? Facet jest przytłaczający – ciągnął dalej Scott.

- Nazwałbym go raczej intensywnym – westchnął Stiles, zamykając w końcu podręcznik. – Jest coś co chcesz mi powiedzieć? – spytał zirytowany.

Scott zaplótł na piersi dłonie i spojrzał na niego niepewnie.

- Sądziłem raczej, że ty będziesz chciał mi o czymś powiedzieć – odparł McCall ostrożnie i Stiles zachłysnął się powietrzem ze strachu, że Scott może cokolwiek podejrzewać. – Na przykład o tej lasce, u której spędziłeś te upojne chwile kilka dni temu – dodał McCall i Stiles odetchnął z ulgą.

- Jeśli chcesz znać szczegóły to gdzieś mam film – skłamał gładko parskając, gdy Scott zrobił przerażoną minę.