Stiles od rana w poniedziałek spoglądał niepewnie na swój telefon. To było głupie, wiedział o tym. Widział się w końcu z Derekiem trzy razy i nie zamienili więcej niż kilka zdań. Scott miał trochę racji, gdy mówił, że Hale jest przytłaczający. Wszystko wydawało się o wiele bardziej wyraźnie w jego towarzystwie, a atmosfera gęstniała, chociaż to akurat mogła być zasługa feromonów.

Najgorsze, że Stiles nie mógł sobie pozwolić na rozproszenie teraz, gdy wreszcie miał szanse zaangażować się w prawdziwe badania nad artefaktami znalezionymi w Etiopii przez archeologów z Berkley. Co prawda widzieli je już całą grupą, ale miał nadzieję, że będzie mógł nad nimi popracować. Badania nie będą należały do przełomowych, pozwoliłyby mu jednak wykazać się, a to już było wiele.

Tymczasem nie mógł się skupić na niczym innym niż osoba Dereka Hale'a, a konkretnie jego usta, które naprawdę potrafiły wiele; od doprowadzenia go do orgazmu po zatrzymanie w miejscu Jacksona.

Za oba te talenty oddałby wszystko.

Telefon zabuzował w jego dłoni i prawie upuścił go na uczelniany trawnik.

Wysiadłem z samolotu. Masz dzisiaj ochotę się spotkać?

Dopiero po siódmej będę wolny – odpowiedział pospiesznie.

Taksówka będzie czekać przed akademikiem – napisał jeszcze Derek i Stiles wysłał krótkie OK.

Przez chwilę oddychał głęboko, żeby uspokoić rozkołatane myśli. Nie bardzo wiedział w co powinien się ubrać, ale odkąd to nie była randka chyba nie musiał się tym przejmować.

Chociaż z drugiej strony Derek nie wspomniał o tym gdzie się wybierają, więc może wyjdą gdzieś poza mieszkanie?

- Głupi jesteś – mruknął sam do siebie.

Derek spędził kilka godzin w samolocie i zapewne zamierzał się tylko odprężyć, co idealnie wpasowywało się w plany Stilesa. Sam tez potrzebował kilku chwil wytchnienia po tylu godzinach nauki. Czuł, że więcej nie jest w stanie wchłonąć i teraz wszystko zależało tylko od decyzji Harrisa, a przede wszystkim jego antypatii.

Facet po prostu nie żywił sympatii do nikogo.

ooo

Wpadł do swojego pokoju niemal natychmiast skupiając się nad zawartością swojej szafy. Zmełł w ustach przekleństwo, bo każda z jego koszulek miała nadruk z jakąś komiksową postacią, więc od wizerunku dziecinnego nieprzystosowanego społecznie nerda najwyraźniej nie ucieknie. A przynajmniej nie tego wieczoru. Allison uśmiechnęła się z łóżka Scotta, gdzie oboje oglądali na laptopie jakiś romantyczny film. McCall wyglądał jakby zjadł właśnie surowego kota, więc to musiało być coś z Jennifer Aniston.

- Randka? – spytała dziewczyna, odrywając się na chwilę od ekranu.

Stiles zamarł odwracając się ostrożnie.

- Nie – odparł i wiedział, że żadne z nich mu nie uwierzyło. – Tak jakby. Generalnie liczę na seks – odparł w końcu szczerze rejestrując zaskoczone spojrzenie Scotta.

- Od kiedy uprawiasz seks i ja nic o tym nie wiem? – spytał podejrzliwie jego przyjaciel.

Stiles zagryzł wargi czując, że źle to rozegrał. Scott bardzo rzadko porzucał takie tematy, chociaż obecność Allison mogła działać na jego korzyść. Zanim jednak zdążył jakkolwiek zmienić kierunek rozmowy, dziewczyna parsknęła rozbawiona.

- To nie kwestia tego jak zaczynacie, ale jak skończycie – powiedziała puszczając oczko porozumiewawczo do McCalla, który zaczerwienił się wściekle.

- Fakt – stwierdził Scott i udał, że właśnie ogląda jak Aniston zostaje zamknięta w bagażniku samochodu.

- To nasze prawie trzecie spotkanie – westchnął Stiles nie mogąc się powstrzymać.

W dłoniach ściskał już miękki kawałek materiału z Kapitanem Ameryką, który przynajmniej miał neutralnie granatowy kolor.

- No to co? – spytała Allison z przekąsem.

Stiles nie chciał też podążać w tym kierunku, bo nie był gotowy przyznać, że nic na dobrą sprawę nie wie. Nie chciał spodziewać się więcej i chcieć więcej niż Derek skłonny był mu dać.

Dobrze wiedział co sugeruje Allison. Słyszał ją kilka dni wcześniej, gdy mówiła jednej z koleżanek, że po pierwszych kilku spotkaniach już wiedziała, że chce być ze Scottem. Nie skojarzył tego aż do teraz i wcale nie zrobiło mu się lepiej. Chwycił jedne z bardziej dopasowanych dżinsów i zamknął się w łazience.

Pochylił się nad umywalką i spojrzał w lustro, zastanawiając się czy powinien zgolić kępki zarostu, które zdążyły odrosnąć. W odróżnieniu od Scotta nie musiał mordować się co rano, ale wolał, żeby Derek do listy jego wad nie dodał braku testosteronu albo czegoś podobnego. Już teraz miał dość żartów Jacksona.

Wyszedł po prawie trzydziestu minutach prawie dostając ataku serca, gdy Allison prysnęła w niego czymś podejrzanie pachnącym. Najwyraźniej namówiła McCalla do używania perfum. Zapach był męski, ale niezbyt ciężki. Zresztą i tak nie miał czasu na kolejny prysznic, więc cmoknął ją tylko w policzek przez co zachichotała.

- Słodki jesteś – zaćwierkała za nim. – Nie zrób niczego czego ja bym nie zrobiła! – krzyknęła jeszcze przez otwarte drzwi, aż kilka osób obejrzało się za nim, gdy opuszczał budynek.

Zawahał się wsiadając do taksówki, bo nie znał adresu, ale kierowca o nic nie spytał i po prostu ruszył.

Przed drzwiami Dereka nie znalazł dzwonka, więc po prostu zapukał. Mężczyzna był w połowie rozmowy, ale wpuścił go do środka wskazując palcem na kanapę. Sam wyszedł do kuchni i wrócił z kieliszkiem w dłoni. Przysłuchując się swojemu rozmówcy nalał Stilesowi wina, a potem zawisł w pół ruchu.

- Panie Whittemore, z całym szacunkiem, ale wolałbym żywcem połknąć Naja Naja* niż pracować dla pana – warknął w końcu Hale. – I nie, nie pracuję dla panny Martin, ale dla przyszłych pracodawców panny Martin. I nie, nie podam panu nazwy firmy, która mnie wynajęła – dodał rozłączając się.

Ściągnął okulary i przetarł zmęczone najwyraźniej oczy. Stiles już wcześniej zauważył, że mężczyzna nie zdążył się przebrać ani osuszyć po prysznicu. Wciąż miał wilgotne włosy i luźne spodnie, które zwisały na jego biodrach. Stiles mógł się założyć, że Derek nie ma bielizny i nie mógł odwrócić wzroku od ścieżki ciemnych włosów, która ginęła dopiero za materiałem spodni.

- Przepraszam – powiedział w końcu Hale, nalewając sobie odrobinę alkoholu.

Zamknął laptop nie kłopocząc się wyłączeniem systemu i ściągnął go z zawalonej papierami ławy. Wyglądał na zmęczonego i spiętego, więc Stiles ostrożnie przysunął się bliżej. W jego nozdrza niemal od razu uderzył zapach żelu pod prysznic, którego musiał użyć mężczyzna. Nie wyglądało na to też, żeby Derek zamierzał założyć koszulkę, ale Stiles nie miał wcale nic przeciwko.

- Jackson niestety jest dupkiem i nic nie wskazuje na to, żeby miał ewoluować w najbliższym czasie, chociaż Lydia pracuje nad nim – odparł Stilinski.

- Znacie się? – zdziwił się Derek.

- Jesteśmy z jednego miasta. Chodziliśmy razem do szkoły średniej – wyjaśnił czując się nagle skrępowanym.

Hale znowu patrzył na niego z tą dziwną intensywnością, która sprawiała, że czuł się rozkładany na elementy składowe. Przysunął się zatem odrobinę bliżej zerkając niepewnie na mężczyznę, który bez słowa odebrał mu kieliszek i odstawił go na stół.

W chwilę potem był całowały i pieszczony w sposób, który wyrywał z jego ust ciche westchnienia. Derek też wydawał się o wiele bardziej odprężony. Zamiast jednak popchnąć go na plecy jak prawie tydzień wcześniej Hale podniósł się nagle, oblizując spierzchnięte wargi i wyciągnął do niego rękę.

- Tutaj nie będzie nam wygodnie – powiedział Derek sugestywnie patrząc na niewielki korytarzyk, który musiał prowadzić do jego sypialni.

Stiles nie tracił czasu na zastanawianie się i podniósł się niezwłocznie. Z największą chęcią zacząłby już w salonie ściągać ubranie, ale uznał to za fatalny pomysł, gdy tylko wyobraził sobie zbieranie ciuchów, gdy będzie się potem zbierał. Derek pacnął go lekko w pośladek, pospieszając go i podskoczył zaskoczony, ale spora dłoń mężczyzny już ściskała jego tyłek, rozmasowując piekące miejsce.

Jakoś dotarli do sporych drzwi, które Hale zatrzasnął za nimi, a potem przyparł go do chłodnego drewna, wgryzając się ostrożnie w jego obojczyk.

- Przez cały ostatni tydzień mogłem myśleć tylko o tym – wychrypiał Derek przytrzymując jego dłonie nad głową.

Stiles przez chwilę czuł się dziwnie bezbronny, ale bynajmniej nie w ten negatywny sposób. Hale dawał mu pewne poczucie bezpieczeństwa, gdy odzierał go z wszystkich masek, które do tej pory nosił.

- Tylko o tym, co z tobą zrobię, gdy cię zobaczę – mruczał dalej mężczyzna, odciągając go od drzwi.

Stiles musiał przyznać, że mięśnie Dereka nie stanowiły tylko elementu pokazowego. Na pewno działały też w pełni prawidłowo, bo Hale niemal przeniósł go przez całą sypialnię zanim rzucił na łóżko i nakrył sobą. Ta siła właśnie stanowiła coś pierwotnego, dzikiego, co tak bardzo go podniecało od początku.

Derek tymczasem torował sobie drogę, zębami unosząc jego koszulkę, a potem szarpiąc się nerwowo z paskiem. Stiles zapewne z radością by mu pomógł, gdyby mógł poruszyć dłońmi, które mężczyzna wciąż przytrzymywał. Powiercił się więc szukając chociaż odrobiny tarcia i Derek ugryzł go ostrzegawczo w kość biodrową.

- Nie kombinuj – wymruczał mężczyzna liżąc niewielki ślad, a Stilesa przeszedł dreszcz, gdy chłodne powietrze owionęło mokrą plamkę. – Kiedyś przypnę cię kajdankami do łóżka – dodał Derek i Stiles nie mógł tego nie potraktować jako obietnicy. – Powiedz mi czego chcesz – poprosił w końcu mężczyzna, co okazało się torturą samą w sobie, bo Stiles miał tysiące pomysłów. Każdy wydawał się dobry do zrealizowania. Przypominając sobie jednak jak skończyły się próby przejęcia przez niego inicjatywy przestał walczyć z dłonią, która przytrzymywała jego ręce ponad głową.

- Będę je tak trzymał – obiecał cicho, ale sądząc po pomruku aprobaty, który wydarł się z ust Dereka, mężczyzna doskonale go usłyszał.

Puścił go też, teraz z łatwością rozpinając mu spodnie i wyciągając na wierzch jego członek. Przez chwilę wydawało się, że te grzeszne usta znowu doprowadzą na szczyt, ale mężczyzna tym razem skusił się tylko na kilka niezobowiązujących liźnięć, które zostawiły sporo wilgoci na jego członku. I już same ruchy powietrza i zasychająca ślina doprowadzały go do szaleństwa.

Derek rozsznurował jego buty, a potem wrócił na wysokość pasa i zsunął w dół jego spodnie i bieliznę. Stiles skopał tenisówki wyginając się w stronę dłoni, które gładziły wewnętrzną stronę jego ud. Derek nie próżnował i szybko dotarł w bardziej interesujące rejony, zmuszając go do rozsunięcia szerzej nóg, a potem ulokował się pomiędzy nimi wygodnie.

Stiles nie potrafił dokładnie określić czym jest to uczucie, którego doznawał leżąc wyciągniętym i nagim pod cięższym i silniejszym wciąż ubranym mężczyzną. Nie był przytłoczony, a przynajmniej nie w negatywnym tego słowa znaczeniu. Derek emanował zresztą spokojem i czymś, co Stiles mógł nazwać tylko seksem. Mężczyzna poruszał się płynnie, w pełni świadom tego co z nim robi, o czym świadczył delikatny uśmieszek zadowolenia, który pojawił się, gdy tylko Stiles wypuścił wyjątkowo głośno powietrze z płuc, bo Hale zdecydował się objąć jego członek swoją ciepłą dłonią. Chłopak niemal jęknął, gdy ręka zsunęła się niżej i zamknęła na jądrach.

- Może obeszłoby się bez kajdanek – stwierdził po chwili Derek, przesuwając palcami po jego napiętym ciele, aż do dłoni Stilesa, które ściskały ramę łóżka.

Mężczyzna splótł ich palce razem, a potem położył się na nim nie przejmując się wcale tym, że szorstki materiał spodni musi drażnić erekcję chłopaka. Poruszył ostrożnie biodrami ocierając się o niego odrobinę mocniej i bardziej zdecydowanie. Stiles przez chwilę myślał, że Derek nie zamierza go nawet dotknąć, ale ciepła dłoń zsunęła się ponownie w dół jego ciała, omijając jego twardy członek. Mężczyzna ugiął jego nogę w kolanie i przyciągnął ją bliżej do siebie, otwierając go jeszcze bardziej, a potem palce Dereka zsunęły się pomiędzy jego pośladki.

- Szzzzzz – wymruczał mężczyzna przy jego ustach, gdy Stiles przełknął głośno ślinę.

Chłopak nie starał się zsunąć nóg ani nawet poruszyć pod badawczym wzrokiem Dereka, więc Hale pogładził pierścień mięśni, który odruchowo skurczył się pod tym dotykiem. Stiles poczuł na ustach uśmieszek mężczyzny, gdy wypuścił powstrzymywane w płucach powietrze.

- Odpręż się – polecił mu Derek, chociaż łatwiej było to powiedzieć niż zrobić.

Hale bez wahania nacisnął opuszkiem na miękkie ciało, nie otwierając go jednak. Chwilę badał strukturę, a potem wycofał palec i uderzył parę razy o delikatny pierścień mięśni. Sensacja nie była nieprzyjemna, ale drażniąca. Stiles nie był pewien jak zakwalifikować to uczucie, ale nie to było w tej chwili ważne. Jego mięśnie rozluźniły się w ciągu kilku minut, a on sam sapnął, gdy poczuł dziwną pustkę pomiędzy nogami. Derek nie wsunął w niego nawet palca, a on już wił się szukając większego kontaktu. Dłoń, która tak podstępnie go torturowała, zniknęła, co też skwitował niezadowolonym parsknięciem. Palce jednak szybko powróciły, chłodne i śliskie, więc zmusił się do tego, żeby otworzyć oczy.

Derek pochylał się na kilka centymetrów od jego twarzy, obserwując go z zadowoloną miną. Nie spuścił z niego oka nawet wtedy, gdy przebił się przez ciasny krąg mięśni i zaczął go niespiesznie pieprzyć. Boleśnie powolnymi i posuwistymi ruchami, jakby jego palce miały nie kilka centymetrów, ale przynajmniej kilkanaście. Stiles mógł poczuć każde zgrubienie kostek, które przeciskało się przez jego otwór, ale to wszystko traciło na znaczeniu, bo to było za mało.

- Więcej – zażądał więc przygryzając wargi, gdy Derek zaczął całować go po szyi, a potem wsunął w niego kolejny palec, krzyżując je w środku.

Mężczyzna najwyraźniej zamierzał go zabić, bo nic nie wskazywało na to, że przyspieszy w najbliższych minutach. Stiles próbował sam się poruszać na wbitych w niego palcach, co Derek skwitował pełnym aprobaty pomrukiem nie przestając nawet na chwilę ssać jego obojczyk. Nie trwało to długo zanim zaczął sapać i połykać ciche jęki. To wciąż było za mało. Czuł się zbyt luźny i pewnie użyłby własnych palców jako substytutu, ale Derek przytrzymywał jego obie dłonie, urządzając sobie właśnie wycieczkę krajoznawczą w okolicach jego sutków, które wydawały się tak samo zmaltretowane jak jego luźna dziura. O dziwo jego prawie nietknięty, zapomniany penis zdawał się żyć własnym życiem i groził niekontrolowanym wybuchem od kilku minut, które wydawały się wiecznością. Stiles nie był idiotą – wiedział, że jeśli zaraz nie dostanie czegoś więcej ta zabawa zmieni się w torturę, bo już w tej chwili był tak wrażliwy tam na dole, że Derek równie dobrze mógłby dmuchać w jego tyłek ciepłym powietrzem, a i tak Stilinski wiłby się i jęczał.

- Więcej – zażądał, ale mężczyzna ugryzł go w sutek.

- Nie – odparł Hale, uśmiechając się przy jego skórze. – Chcę, żebyś był ciasny, gdy następnym razem będę cię pieprzył.

Stiles chciał zaprotestować albo zacząć błagać, albo się wyrywać, albo cokolwiek, byle więcej. Derek jednak przekręcił w nim palce i jeśli do tej pory wydawało mu się, że jest w niebie tak teraz zaliczył wszystkie planety Układu Słonecznego. Zapewne mógłby kontemplować to czy podobne rozbłyski widywano już na Słońcu albo przy śmierci jakiegokolwiek z Czerwonych Karłów, ale Hale objął jego cieknący członek swoimi ustami i wszystkie myśli uleciały gdzieś w przestworza.

Stiles wiedział, że to nie potrwa długo, bo palce poruszające się w nim maltretowały właśnie prostatę, gdy Hale zaczął wysysać jego mózg przez szczelinę w penisie, co prawdę powiedziawszy chyba się udało, bo Stilinski mamrotał coś bez ładu i składu, i sam nie wiedział kiedy złapał wolnymi już dłońmi za głowę mężczyzny i pociągnął go za włosy ostrzegawczo. Derek nie odsunął się, ale zamiast tego wbił w niego palce aż do granic możliwości i przytrzymał, gdy Stiles prawie zsunął się w łóżka, kiedy dochodził z niepowstrzymywanym już jękiem.

Przez dłuższą chwilę Stilinski dyszał zaciskając na czymś pięść i dopiero, gdy spojrzał w dół zdał sobie sprawę, że dalej ciągnie za włosy Dereka, który wcale nie wydawał się tym jakoś zmartwiony czy urażony. Ze wstydem zauważył też, że Hale nie ściągnął jeszcze nawet spodni, chociaż na samym ich środku widniała ciemna plama, więc mężczyzna faktycznie cały ten czas był bez bielizny.

I nie wiedział czemu wydało mu się to takie seksowne, bo przecież sam teraz leżał rozłożony na łóżku jak go Pan Bóg stworzył. Zamiast jednak poddawać się bezsensownym przemyśleniom, pociągnął mężczyznę za splątane kosmyki wyżej i pocałował go w usta, które smakowały gorzko i znajomo. I Stiles odkrył, że nie ma nic lepszego niż postkoitalne odprężenie, gdy bez żenady obrócił Dereka na plecy i wbił się z zapałem w jego usta, a potem usiadł okrakiem na jego biodrach i zaczął szarpać się ze śmiechem z jego spodniami. Hale uśmiechnął się lekko, ale nie skomentował jego niezdarności i chwała. Zamiast tego mężczyzna zaparł się stopami w materacu i uniósł biodra, podnosząc też Stilesa, który prawie spadł z zaskoczenia. W lot jednak pojął o co chodzi i zsunął spodnie z Dereka, a potem ponownie opadli na pomiętą pościel.

- Chrysssste – wysyczał Stilinski przylegając ciasno do twardej klatki piersiowej pod nim. – Będziemy musieli zrobić to i w ten sposób – dodał z entuzjazmem zanurzając nos we włoskach, które pokryte były mgiełką potu.

Nie próbował być nawet subtelny, gdy ostrożnie polizał cholernie twardy członek mężczyzny i zamarł kilka centymetrów od bordowej główki. Miał ochotę powiedzieć, że nie ma zielonego pojęcia co robi, bo najwyraźniej Derek się tym nie przejmował, a irytowało go bardziej udawanie, że jest inaczej. To jednak nie było konieczne, bo ciepła dłoń mężczyzny objęła jego głowę i Hale spojrzał na niego z pytaniem w oczach. Chyba dostrzegł odpowiedź, której szukał, bo oparł się o ramę łóżka i pogładził opuszkiem jego usta.

- Uważaj na zęby – pouczył go Derek, naprowadzając go na swojego penisa, więc Stiles objął go wargami z wahaniem, a potem sam pchnął niżej, wsłuchując się z satysfakcją w niski pomruk, który wydarł się z ust Dereka.

Dłoń mężczyzny wciąż obejmowała jego kark, ale była bardziej zabezpieczeniem, a Hale nie kontrolował ani głębokości ani prędkości jego ruchów i dobrze, bo szczęka zaczęła Stilesa boleć już po kilku chwilach. Nie odpuszczał jednak i z zaskoczeniem w pewnej chwili poczuł jak Derek odciąga go od swojego członka. W kilka sekund później na jego klatce piersiowej pojawiły się ciepłe krople spermy, a sam nie mógł powstrzymać się przed zadowolonym uśmieszkiem.

Derek pociągnął go w dół, rozcierając pomiędzy nimi lepki bałagan, ale całując tak mocno, że Stilesowi naprawdę było wszystko jedno. Nie pozwolił się też tak od razu wciągnąć na większe ciało reagując dopiero, gdy Hale ugryzł go ostrzegawczo w ramię.

- Agresywnie-pasywny – westchnął Derek wtulając się w niego mocniej.