Scott nie skomentował jego późnego powrotu i Stiles naprawdę się z tego cieszył. Derek wypuścił go od siebie kompletnie wykończonego i chłopak wątpił, żeby udało mu się wymyślić jakąkolwiek inteligentną wymówkę, którą McCall uznałby za pewnik. Na domiar tego piekł go tyłek, a ta sensacja nie należała do najprzyjemniejszych. Czuł się dziwnie luźno i zaczął obawiać się, że nie wysiedzi na cholernych zajęciach, które miały zacząć się już za siedem godzin.
Zepchnął do tyłu wszystkie myśli, które uaktywniły się w jego głowie, gdy tylko wyszedł z taksówki. Po raz pierwszy nie miał ochoty czegoś analizować.
- Stiles – odezwał się w końcu McCall.
- Tak? – spytał ostrożnie spod kołdry.
- Martwię się o moją mamę – zaczął Scott kompletnie zaskakując go.
Stiles podniósł się na łokciach i sięgnął po włącznik światła. Po chwili patrzył na zmartwioną twarz przyjaciela.
- Co się stało? – spytał nerwowo.
- Myślę, że stało się coś złego, a ona nie chce mi powiedzieć – podjął McCall. – Dzwoniłem do domu i odebrał twój tata. Kilka tygodni temu były jakieś włamania w Beacon. Myślisz, że ktoś mógł się próbować dostać do mojego domu? Mama mieszka teraz sama… Ma ten nowy kij, który dałeś jej na urodziny, ale… - urwał.
Stiles poruszył się nerwowo na swoim łóżku.
- Mogę spytać mojego ojca – zaproponował niepewnie.
- Pytałem, ale nie chciał nic powiedzieć. Czuję, że coś jest nie tak – westchnął McCall. – Zbliżają się egzaminy. Nie będę miał kiedy pojechać do domu – jęknął.
- Scott, gdyby działo się coś poważnego jestem pewien, że twoja mama powiedziałaby ci o tym. Poza tym, co jak co, ale ona umie o siebie zadbać. Nie zapominaj, że stary kij rozbiła na framudze okna do twojego pokoju prawie posyłając mnie na urazówkę – przypomniał i jego przyjaciel w końcu się uśmiechnął. – Poza tym zrobiłem jak radziła Allison – zmienił temat licząc w duchu na to, że o drugiej w nocy nie będą ciągnęli tej rozmowy zbyt długo.
- Tak? – spytał Scott, a potem zaskakując go kompletnie dodał – Cieszę się. – i zgasił światło.
ooo
Harris był fiutem. Stiles podejrzewał to od początku. Na dwa dni przed pseudo testem wywiesił na drzwiach sali informację, że zmienia formułę konkursu i wszyscy chętni do prowadzenia z nim badań będą odpowiadać ustnie. Do tego w obecności publiczności i Stiles wiedział doskonale jak to się skończy.
Nigdy nie był specjalistą od wystąpień publicznych. Nie chodziło bynajmniej o to , że nie potrafił wykrztusić z siebie nic, ale po prostu nie mógł sformułować logicznie spójnych zdań, których sam nie zabijałby już na początku setką dygresji. Kończyło się to zawsze tym, że nie pamiętał od czego zaczął, a prowadzący nie wiedział nawet jakie pytanie zadał. Egzaminy pisemne były o tyle łatwiejsze, że tylko w połowie musiał mierzyć się ze swoim ADHD, które już i tak uprzykrzało mu życie.
Do tego Allison jakimś cudem doszła do wniosku, że odkąd jest oficjalnie dziewczyną Scotta jest zobligowana do socjalizowania go. Skutkiem czego wylądowali podczas jednego z treningów na ławkach obserwując jak futboliści pocą się na trawniku starając się sprostać wyzwaniom, które przed nimi stawiał trener.
- Nie jest nawet w połowie tak straszny jak Finstock – westchnął Stiles, wyciągając długie nogi przed siebie.
- Kto to? – spytała ciekawie Argent.
- Trener lacrosse'a. Scott nie mówił ci, że trenowaliśmy razem w Beacon Hills? – zdziwił się.
- Stilinski nigdy nie wyszedłeś na boisko – wtrącił się niemal natychmiast Jackson sięgając po ręcznik, żeby obetrzeć spocone czoło. – Nie wiem czy to można było nazwać treningiem w twoim wykonaniu. Przez ciebie Finstock nazywał nas panienkami – dodał patrząc na niego sugestywnie i Stiles poczuł zdradliwy rumieniec, który wślizgiwał się właśnie na jego policzek.
Kilka osób wokół zachichotało, ale Allison nie wydawała się zadowolona. Najwyraźniej dostrzegła, że Whittemore dokucza mu tylko, gdy Scotta nie było w pobliżu. I faktycznie, gdy tylko McCall podbiegł do ławek, Jackson rozpoczął pierwsze z okrążeń, które polecił im zrobić trener.
- O co z wami chodzi? Myślałam, że się przyjaźnicie – zdziwiła się Allison.
Stiles wzruszył ramionami, ale dziewczyna chyba faktycznie czekała na jego odpowiedź.
- Nigdy nie przyjaźniłem się z Jacksonem. Scott zresztą też nie, ale jesteśmy z Beacon i oni obaj teraz trenują… Wiesz zresztą jak jest – westchnął.
- Nie zapominaj o tym, że podkochiwałeś się w Lydii – dorzucił swoje trzy grosze McCall. – Stiles przynajmniej raz w tygodniu pisał poematy na temat jest włosów – dodał Scott uśmiechając się szeroko.
- Hej! Na moją obronę muszę powiedzieć, że ten odcień truskawkowy blond jest jej naturalnym kolorem! – mruknął udając obrażonego.
Scott przewrócił oczami, a potem pognał w ślad za kolegami.
ooo
Stiles nie był nawet bardzo zaskoczony, gdy odebrał kilka godzin później kolejnego smsa z zapytaniem czy ma dzisiaj czas. Rzucił tylko okiem na stertę podręczników, które tak uparcie studiował odkąd tylko Harris ogłosił konkurs i odwrócił się w stronę Scotta, przyglądającemu się mu z zamyśleniem.
- Wciąż myślisz o swojej mamie? – spytał niepewnie przyjaciela, sięgając jednocześnie po komórkę.
- Też – przyznał McCall, odwracając nagle wzrok. – Wydaje mi się, że kocham Allison – wykrztusił w końcu słabo.
Stiles zamarł w połowie pisania sms i uśmiechnął się z konsternacją.
- To chyba dobrze, skoro ona kocha ciebie – powiedział niepewnie.
Scott otworzył bardzo szeroko usta i podskoczył na łóżku.
- Powiedziała ci to? Słyszałeś jak ona to mówiła? Komu to mówiła? – zasypał go pytaniami McCall.
- Scott, uspokój się. Allison nie musiała tego nikomu mówić. To oczywiste. Patrzy się na was i wie. Zresztą, skąd wiesz, że ją kochasz? – spytał w zamian.
Scott poruszył się niespokojnie i rumieniec wdarł mu się na policzki. Rozmarzony wzrok dopełnił obrazu i Stiles miał ochotę powiedzieć, że dla niego wszystko jest już jasne, ale McCallowi udało się wykrztusić coś sensownego.
- Nie mogę przestać o niej myśleć. I wiesz, ufam jej – ciągnął Scott. – I chyba zrobiłbym dla niej wszystko, gdyby tylko poprosiła. I nawet prosić nie musi – dodał zawstydzony.
Stiles parsknął chcąc rozładować atmosferę.
- No to wpadłeś McCall. Upewnij się, żeby dziewczyna wiedziała, że musi mnie poprosić o twoją rękę, stary – zażartował, chociaż naprawdę poczułby się zaszczycony, gdyby Allison się na to zdobyła.
Scott był jedynakiem podobnie jak on i obaj traktowali się jak bracia.
Miał właśnie coś dodać na ten temat, gdy przyszedł sms.
- Czyli dzisiaj też znikasz? – spytał McCall z lekkim uśmiechem.
ooo
Kiedy Stiles wszedł do mieszkania Dereka, mężczyzna miał na sobie luźne spodnie, pod którymi na pewno nie nosił bielizny, jak dowiedział się dzień wcześniej. Hale skierował się do kuchni, machając niezobowiązująco w stronę kanapy i przyniósł mu kieliszek z winem. Dopiero w tej chwili Stiles dostrzegł słuchawkę w jego uchu, więc jego rozmówca musiał mieć naprawdę wiele do powiedzenia.
Derek cierpliwie wysłuchał do końca i westchnął nagle zmęczony.
- Jutro i nie przed dwunastą - powiedział Hale, spoglądając na Stilesa, który właśnie wziął niewielki łyk wina.
Z wszelkich alkoholi ten był chyba jedynym, który na dłuższą metę mu odpowiadał. Coś mówiło mu, że Derek już po tej wizycie w barze wiedział o tym. Mężczyzna był bardzo spostrzegawczy i inteligentny, przez co i ze względu na to niepokoił ludzi. To połączenie potrafiło być niebezpieczne.
- Sięgam po to, co chcę i, jeśli prawo tego nie zabrania, ty też nie masz prawa – podjął Derek z lekkim uśmieszkiem wysłuchując odpowiedzi. – Do jutra – dodał i rozłączył się.
Stiles upił kolejny ostrożny łyk wina i poczekał aż Hale do niego dołączy na kanapie. Już wcześniej odkrył, że Derek nie ma telewizora, więc wieczory musiał spędzać czytając albo… Albo i nie, pomyślał czerwieniąc się na wspomnienie tego dlaczego tutaj jest.
Już wcześniej zastanawiał się jakim cudem mężczyzna jeszcze się nim nie znudził. Nie zamierzał jednak marnować czasu na myślenie o tym, skoro można było działać. Czuł, że powinien coś powiedzieć, bo cisza stawała się dość nieprzyjemna, ale nic sensownego nie chciało przyjść mu do głowy. Nie mogli przecież iść do łóżka bez zamienienia ani jednego słowa.
- Nie pracujesz czasem zbyt dużo? – spytał w końcu, niemal gryząc się w język, bo to byłoby tyle na niezobowiązujące tematy.
Powinien zapewne zagaić coś o pogodzie albo jakimś meczu. Derek wydawał się jednak rozbawiony.
- Nie mam normowanych godzin pracy – odpowiedział tylko, przysuwając się odrobinę bliżej.
Obserwował Stilesa przez chwilę tym swoim badawczym wzrokiem, więc chłopak za wszelką cenę starał się nie gapić w rejony, w które wcześniej zaglądał. Na przykład na pozbawioną koszulki klatkę piersiową czy ścieżkę włosków od pępka w dół. Mógłby co prawda skupić się równie dobrze na twarzy, ale wzrok Dereka był tak intensywny, że zazwyczaj spuszczał oczy jak zawstydzona dziewica.
- Jest środek tygodnia. Zdziwiłem się, że nie masz egzaminów. Zdaje się semestr się kończy – stwierdził Hale, zaskakując go.
- Większość zajęć już mam pozaliczanych. W zasadzie zostało mi takie małe coś, co jest nadprogramowe i zapewne i tak nic z tego nie wyjdzie, więc nie było sensu marnować na to czasu – westchnął, przypominając sobie o Harrisie.
Derek zmarszczył brwi z miną, która jasno mówiła o tym, że nie nadąża, więc Stiles poruszył się niespokojnie na swoim miejscu.
- Nie musimy o tym rozmawiać – powiedział Hale, podwijając pod siebie jedną z nóg, jakby czytał w jego myślach.
Stiles westchnął z ulgą i przywarł do niego, odkładając kieliszek na szklany stolik. Po raz drugi to on miał na sobie więcej ubrań, ale tym razem zamierzał to wykorzystać. Dotykał więc Dereka, gdzie tylko mógł dosięgnąć, ale mężczyzna szybko unieruchomił jego dłonie na swojej klatce piersiowej.
- Sypialnia – powiedział jedno słowo i Stiles podniósł się pociągając mężczyznę za sobą.
Chłopak od razu podążył we wskazanym kierunku bez zbędnego wahania. Czuł za sobą obecność Dereka, która jednocześnie uspokajała go i wprowadzała w pewnego rodzaju przyjemne podniecenie. Takie krótkie spacery do łóżka w całkiem wiadomym celu miały jednak swój urok. Hale promieniował ciepłem i pewnością siebie, a może to właśnie ona była taka rozgrzewająca.
Stiles nie wiedział i nie bardzo zamierzał się tym w tej chwili przejmować, bo Derek pchnął go na łóżko, nie kłopocząc się zamykaniem za nimi drzwi. Mężczyzna sięgnął niemal od razu do jego spodni, pozbawiając je paska jednym silnym pociągnięciem. Sprzączka wydała z siebie wysoki dźwięk w kontakcie z podłogą, który kategorycznie kontrastował z głuchym łoskotem, z którym upadły jego buty.
Stiles w ciemności nie widział nic, ale czuł na sobie wzrok Dereka, zbyt intensywny by móc go przegapić. Hale wisiał nad nim kilka centymetrów tak, że nie dotykali się i to było irytujące. Sięgnął więc do szyi mężczyzny i przyciągnął go do pocałunku.
Derek smakował alkoholem i sobą, czymś, co sprawiało, że Stiles nie miał go dość i nawet po powrocie do zimnego pokoju w akademiku, wciąż pozwalał sobie na rozsmarowywanie na języku resztek tego, co było tylko wspomnieniem. Nie wiedział za bardzo czy to normalne, ale nie potrafił przestać, chcąc jak najdłużej czuć więź z mężczyzną. Tak jak teraz, gdy brał i czerpał z całych sił, bo dostał nieme przyzwolenie na sięganie po to, czego chce. Więc przyciągał Dereka coraz bliżej wczepiając się w niego mocniej i mocniej, chcąc wyzbyć się myśli, która gdzieś tam zrodziła się w jego podświadomości, że Hale zostawi go, gdy tylko dostanie czego chce.
Bo czy Stiles miał mu coś więcej do zaoferowania?
Derek odepchnął go lekko, kończąc niespodziewanie pocałunek i spojrzał na niego jakoś miękko, co kompletnie kontrastowało z twardą erekcją, która wbijała się teraz w brzuch Stilinskiego. Mężczyzna poruszył biodrami chyba bardziej nawet instynktownie szukając tarcia i potarł kciukiem jego gładki policzek. A potem pochylił się zostawiając na jego szczęce serię niezwykle lekkich pocałunków, które skończyły się tuż przy jego uchu. Słyszał, że Derek mruczy coś do niego, ale nie potrafił zebrać myśli, żeby skupić się na tyle i usłyszeć o co chodzi. Jego mózg stał się papką już w momencie, gdy penis Hale'a otarł się o jego członek łącząc ich w jednym z najwspanialszych tańców świata.
- Jesteś przekonany – jęknął Derek, przywracając go na chwilę do świadomości i to całkiem niepotrzebnie, bo kolejne wątpliwości wróciły.
Stiles wolałby już w tej chwili zaproponować, że chyba powinni się lepiej poznać. Najlepiej na jakiejś kolacji, ale ręka Dereka właśnie gładziła jego nagie udo, a oczy mężczyzny błyszczały dziko w ciemności. Stiles najchętniej przestałby rozważać czy Hale faktycznie zgodziłby się na jakąkolwiek formę interakcji z nim poza tą łóżkową. Doświadczenie jednak podpowiadało mu, że mężczyzna pokroju Dereka nigdy nie zainteresowałby się kimś takim jak on. I jeśli istnieje taka szansa – powinien czerpać z tej sytuacji jak najwięcej może, więc objął mężczyznę w pasie i pchnął do przodu biodra, mając nadzieję, że wystarczy to za każdą z odpowiedzi.
- Wiesz, że chcę w ciebie wejść – jęknął Hale i Stiles po prostu go pocałował, bo chyba słowa w tej sytuacji były zbędne. – Tak cholernie chcę wejść w twój ciasny tyłek – dodał Derek połykając końcówki i Stiles owszem właśnie zagryzł swoją wargę, żeby nie jęknąć.
Tego wszystkiego było już za dużo. Czuł napięcie odkąd tylko pojawił się w mieszkaniu i chyba podniecony był już w taksówce. W obecnej chwili jego wrażliwy penis uwięziony między ich ciałami właśnie przechodził egzamin życia, bo pozwalał się dalej torturować tym niespiesznym pchnięciom, które kontynuował Derek. Do tego mężczyzna nie potrafił chyba przestać mówić, bo szeptał mu do ucha co tak dokładnie zamierza z nim zrobić i Stiles prawie wdzięczny był, że wyłapuje tylko połowę z całego tego monologu, który zaczynał się od słów wypieprzę cię, a kończył na tym, że Stiles nie usiądzie przez tydzień. Być może brzmiałoby to jak groźba, gdyby nie było tak słodką obietnicą.
Derek dotykał go teraz wszędzie, opuszkami palców budząc kolejne z jego nerwów do życia, jakby nie wystarczyło, że Stiles już stał w ogniu.
- Czuję jak jesteś blisko – wyszeptał Hale kilka centymetrów od jego brzucha i jak się tam znalazł rozbrzmiało w głowie Stilesa. – Wytrzymasz aż cię przygotuję czy chcesz dojść już teraz? – spytał ochrypniętym głosem mężczyzna. Takiego głodu Stiles nie słyszał jeszcze nigdy. Derek spoglądał na niego jak na danie główne na wystawnej kolacji po miesiącach postu. – Jesteś tak wrażliwy, że wątpię, żebyś dał radę przetrzymać pieprzące cię palce – dodał Derek całkiem przytomnie i Stiles zapewne zaczerwieniłby się z zażenowania, gdyby nie fakt, że naprawdę najchętniej doszedłby już teraz. – Czego chcesz, Stiles? Mam wypieprzyć cię teraz palcami, a potem zabawić się dłużej z twoją dziurą? Chcesz moje usta? – pytał dalej i jeśli nie była to tortura zamierzona, Stiles nie wiedział czym to było.
Spojrzał instynktownie na pełne wargi mężczyzny, które teraz wygięły się w zadowolonym uśmieszku. Derek oczywiście podchwycił jego wzrok momentalnie i schylił się nad jego penisem, muskając go tylko jednak ustami. Zamarł na kilka centymetrów od celu każąc mu czekać. A może błagać… Jeśli Derek chciał, żeby Stiles błagał…
- Proszę – wyjęczał Stilinski i poczuł jak Hale splata ich palce, a potem prowadzi jego dłonie na swoją głowę.
- Lubisz kontrolować pchnięcia – szepnął Derek. – Wiem, że chciałbyś pieprzyć moje usta – dodał i jak zwykle to nie było pytanie.
Derek naprawdę, aż nazbyt wiele stwierdzał. Zbyt często też trafiał, bo o ile wcześniej zrobił z mózgu Stilesa papkę, chłopak nie wiedział jak nazwać teraz ten stan. Jedyne do czego był zdolny to chwycić mężczyznę mocniej, obejmując jak Derek kilka dni temu, jego kark i naprowadzić go na swojego członka.
Sądził, że Hale spróbuje jakoś spłycać pchnięcia albo stopować jego ruchy, ale szybko zdał sobie sprawę, że ponownie może brać ile chce. Pieprząc mężczyznę w usta, które potrafiły wszystko. Ciepłe, mokre i wymagające. Usta, które kilka dni temu lizały jego jądra. Usta, które już wcześniej doprowadziły go do orgazmu. Usta, które w końcu przyniosły mu wolność i teraz, gdy z jasnymi błyskami przesłaniającymi mu widok i łzami pod powiekami dochodził zaciskając dłonie tylko mocniej na spoconych od wysiłku włosach.
