Stiles nie bardzo wiedział czy powinien pocałować teraz Dereka, gdy mężczyzna na ustach miał ewidentnie resztki jego nasienia. Hale zsunął z siebie spodnie i leżał teraz całym rozgrzanym ciałem na nim, nie przejmując się kompletnie niczym. Penis mężczyzny zostawiał na jego biodrze mokre ślady, gdy Derek umiejscawiał się wygodniej, przygniatając go do miękkiego materaca.

Stiles w końcu wziął głębszy oddech, czując, że jego puls przestał już na dobre wariować i podniósł się na łokciach przez nieuwagę prawie zderzając się z Derekiem czołami.
Mężczyzna zaśmiał się krótko, pozwalając się wywrócić na plecy i nie zaprotestował, gdy Stiles zaczął całować go po piersi. A Hale miał naprawdę boską klatkę piersiową. Teraz pokrytą warstewką potu, która pachniała trochę jak to czym spryskała go Allison. I Stiles uwielbiał ten zapach. Wbił nos głębiej we włoski mężczyzny, zaciągając się jak najgłębiej, częściowo odurzony. Jego zmysły wyostrzyły się niemal w tej samej chwili, gdy Derek ścisnął go ostrzegawczo za pośladek, gdy Stiles zsunął dłoń w okolice jego ciężkiego, nabrzmiałego od krwi penisa.

- Zostawimy to na później – wychrypiał Hale i Stilinski poczuł jak po plecach przebiega mu przyjemny dreszcz. Jakby sam głos Dereka zelektryzował jego ciało, co wcale nie było takie nieprawdopodobne, odkąd mężczyzna zdawał się grać na nim jak na bardzo dobrze znanym instrumencie. – Przygotujesz się dla mnie? – spytał Derek, owiewając jego ucho ciepłym powietrzem.

Stiles wciągnął do płuc więcej powietrza niż to konieczne, czując, że w jego policzki zaczyna uderzać gorąco. Dzięki wszelkim bóstwom, w które wierzyły ludy badane przez niego – światło w pokoju było zgaszone. Derek chyba musiał coś wyczuć, bo przyciągnął go bliżej, całując najpierw po szyi aż dotarł do ust, zawłaszczając je nawet bardziej niż Stiles myślał, że to możliwe.

Stilinski nie sądził, że tak szybko zacznie znowu się podniecać, ale penis Dereka wbijający się teraz w jego brzuch był tak ciepły… Język mężczyzny tak mokry, flirtujący z nim… A wszystko… tak dobre, że nie sposób mu było nie jęknąć w końcu, gdy Derek ścisnął ponownie jego pośladek, przywracając do świadomości.

- Przygotujesz się dla mnie? – powtórzył Hale i Stiles rozważał rzucenie wszystkiego w diabły, bo jego cholerne policzki ponownie płonęły. – Robiłeś to kiedyś sam? – ciągnął dalej Derek. – Rozciągałeś się niespiesznie marząc, żeby to był czyiś gruby, pulsujący penis? Myślałeś o moim fiucie? Śniłeś o nim jak toruje sobie drogę wewnątrz ciebie? – pytał Hale i to naprawdę było nie w porządku, bo Derek ewidentnie odnalazł jakiś jego słaby punkt, o którym nawet Stiles nie wiedział.

Cholerne słowa wypowiedziane tym niskim głosem sprawiały, że miał faktycznie ochotę rozłożyć szerzej nogi i po raz pierwszy w życiu zająć się samemu eksploracją swojego ciała. I nie wydawało mu się to już tak niestosowne. Co najwyżej niegrzeczne, a Stiles szczerze wierzył, że potrafiłby być niegrzecznym.

- A co jeśli tak? – zaczął chłopak dysząc. – Co jeśli faktycznie kilka ostatnich nocy spędziłem pieprząc prześcieradła przez sen w pustym akademiku, dochodząc z twoim imieniem na ustach? – spytał podejmując grę.

Czuł, że Derek uśmiecha się tuż przy jego policzku i mężczyzna delikatnie przygryza jego ucho.

- Lubrykant i prezerwatywy są w szufladzie – wyszeptał Hale i Stiles przełknął głośno ślinę.

Raczej nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji. Bardziej, że Derek pociągnie temat jak zawsze, wprawiając go w tylko większe drżenie. Tymczasem ciało Stilesa wibrowało teraz bardziej ze zdenerwowania.

Uniósł się na łokciach nie bez trudu i sięgnął do szufladki, po omacku szukając pudełka. Coś zabrzęczało, gdy tknął to palcem, więc z ciekawości objął dłonią metalowy przedmiot, o którym doświadczenie podpowiadało mu, że to na pewno kajdanki. I to nie zwykłe kajdanki, które można kupić w sex shopie (Scott posiada parę albo nawet dwie), z których można się uwolnić w każdej dowolnej chwili. Ale całkiem solidne, z dobrym zamkiem, stosowane w policji kajdanki.

- Znalazłeś coś co ci się podoba? – spytał Derek, ściskając go znowu za pośladek i Stiles westchnął, bo cholera, ale to naprawdę było dobre uczucie. Nie całkiem bolesne, z odpowiednim naciskiem i wyważone tak, by czuł się chciany, a nie traktowany rzeczowo.

Palce Dereka wbiły się głębiej, wsuwając w szczelinę pomiędzy jego pośladkami i mężczyzna musnął niby przypadkiem jego wejście. Stiles nie mógł nie wygiąć się w poszukiwaniu większego nacisku, ale Hale cofnął dłoń.

- Więc? Wrócisz tu do mnie? – spytał Derek.

- Z kajdankami czy bez? – odparł Stiles bez zastanowienia.

- Powiedziałbym, że to zależy od ciebie – zaczął mężczyzna, układając się wygodniej na pościeli. – Ale nie chcę, żeby twój pierwszy raz, nasz pierwszy raz – poprawił się Derek. – Był na takich zasadach – dodał spokojnie.

Stiles zmarszczył brwi i pogładził palcem chłodny metal, zamiast tego jednak wyjął tubkę i folijkę z prezerwatywą.

- Zasadach? – spytał chłopak, kładąc się z powrotem na przyjemne ciepłym ciele.

Derek objął go ramieniem i pocałował miękko w usta już nie dysząc tak bardzo jak wcześniej. Najwyraźniej sam też zdecydował się na rozleniwienie atmosfery.

- Nic, czego byś nie chciał. Nic, co by ci się nie spodobało – wyszeptał Derek do jego ucha, zmieniając ich pozycję tak, że teraz Stiles był przygniatany do łóżka.

Mężczyzna zsunął swoją dłoń pomiędzy nich, muskając niby przypadkiem jego miękki jeszcze penis, całując go rozpraszająco po szyi. Stiles czuł, że klei się cały od potu, ale najwyraźniej nie przeszkadzało to Derekowi, który schodził ustami tylko niżej, aż zatrzymał się nad jego sutkami i po prostu spojrzał w górę, przykuwając nagle jego uwagę.

- Miałem plany na dzisiejszą noc – zaczął Hale, zabierając z jego dłoni ściskaną wciąż tubkę z nawilżaczem.

- Pewnie je zepsułem – odparł Stiles zanim zdążył się powstrzymać i Derek zamarł nad nim.

- Dlaczego tak sądzisz? – spytał szybko mężczyzna.

Stiles nagle poczuł się dość nieswojo. Bardziej niepewnie niż zazwyczaj, szczególnie, że Hale wydawał się teraz poświęcać mu sto procent swojej uwagi w kwestii, którą wolałby pominąć. Pchnął więc biodrami do przodu, żeby może jakoś zachęcić mężczyznę do zmiany tematu, ale Derek przytrzymał go dłońmi i zmusił do bezruchu.

- Drażniłem się z tobą – zaczął nagle mężczyzna. – Drażniłem się, bo chciałem zobaczyć jak daleko poprowadzi cię twoja brawura – dodał, całując jego wystającą kość biodrową.

Stiles przypomniał sobie ich pierwszy spędzony razem wieczór i zagryzł wargę nerwowo.

- Cały czas ze mną walczysz, chociaż nie masz podstaw do tego – ciągnął dalej Hale. – Czy zrobiłem cokolwiek, co nie sprawiłoby ci przyjemności? – spytał znowu tym dziwnym tonem, który balansował na granicy kokieterii i bezwzględnej szczerości.

Stiles mógł wyczuć jego ciepły oddech, który unosił do góry włoski na jego brzuchu. Nie mógł nie spojrzeć ponownie w dół, wprost na Dereka liżącego teraz okolice jego pępka.

- Jeśli obawiasz się oddać komuś kontrolę – zaczął po chwili Hale. – Musisz sam ją przejąć. Jeśli uważasz, że jesteś gotowy – ciągnął dalej. – Jestem bardziej niż chętny – zakończył podnosząc się teraz wyżej.

Mężczyzna płynnym ruchem zsunął się z niego, ale wbrew oczekiwaniom Stilesa nie położył się na plecach. Został na kolanach, układając się wygodniej na dłoniach, żeby równomiernie rozłożyć ciężar swojego ciała i obrócił w jego kierunku głowę. I Stiles przełknął nadmiar śliny, który nagle pojawił się w jego ustach, bo Hale faktycznie nie żartował. Oddałby mu się tutaj i w tej chwili. I to wydawało się całkowicie nierealne.

Stiles nie bardzo wiedział też co powinien zrobić, bo nabiegły już krwią penis Dereka zwisał ciężko między nogami mężczyzny. Bogowie jedni wiedzieli, że pewnie było to już niewygodne, ale Hale zdawał się nie zwracać na to uwagi.

Stiles natomiast poczuł, że i jego członek zaczyna się bardziej interesować sytuacją. Ostrożnie dotknął napiętych pleców mężczyzny, który wygiął się w jego kierunku i schował twarz w poduszkę. Rozłożył też szerzej nogi, zapraszając go najwyraźniej i Stiles zamarł, bo nie do końca wiedział co powinien tam zrobić. Wiedział mniej więcej co podoba się jemu, ale Derek…

- Cholera – jęknął chłopak. – Poinstruuj mnie – dodał, przełykając ślinę i własne zawstydzenie.

Hale nawet nie drgnął.

- Na mnie czy na tobie – spytał spokojnie mężczyzna i Stiles nie zastanawiał się długo, obrócił się tylko na plecy i rozszerzył nogi, wychodząc z założenia, że dzisiaj już się naprawdę nagadał i chyba całkiem spłonie z zażenowania, jeśli będzie musiał to powiedzieć na głos.

Derek prychnął, przyciągając go po prostu bliżej i ugryzł w ramię, jakby ostrzegawczo.

- Teraz usiądziemy – zaczął mężczyzna, faktycznie przesuwając ich tak, że obaj siedzieli w miarę wygodnie.

Derek oparty o ramę łóżka, a Stiles plecami do niego, pomiędzy jego nogami. I Hale splótł na chwilę ich palce, rozprowadzając po jego dłoni śliską substancję. Zsunął ich ręce pomiędzy nogi Stilesa, nadgarstkiem zahaczając o jego w pełni widoczną już erekcję. Kąt chyba nie był najwygodniejszy dla mężczyzny, bo zatrzymał swoją dłoń na wysokości jego jąder.

Stiles miał ochotę zażartować, że Derek powinien od razu powiedzieć, że tak to wszystko będzie wyglądało, ale głos zamarł mu w gardle, gdy poczuł jak mężczyzna bawi się lekko ciągnąc go za mosznę.

- Pogłaszcz się delikatnie – wyszeptał do jego ucha Derek.

I Stiles przełykając ślinę przyłożył palec do swojej dziury, czując jak jego mięśnie zaciskają się nieznacznie. Nie bardzo wiedział czy z powodu dziwnego wrażenia czy oczekiwania.

- Zrób kilka niespiesznych kółek. Pamiętasz chyba co robił mój język – ciągnął dalej Derek i cholera, ale Stiles prawie odgryzł teraz swój, gdy wspomnienia uderzyły w niego z całą mocą.

Tak cholernie chciałby teraz poczuć to przyjemne mokro.

Derek ugryzł go w szyję, przywracając do rzeczywistości.

- Skup się – rozkazał półszeptem, co wydawało się dziwne, bo siedzieli zamknięci w sypialni mężczyzny.

Stiles tymczasem okrążał swoje wejście samym opuszkiem, wcale nie zaskoczony, że mięśnie pod jego palcem odprężają się. Wrażenie nie było nieprzyjemne, ale nie mogło konkurować z niczym co Derek robił swoim językiem ostatnio.

- Jeden palec – zarządził po chwili mężczyzna. – Jeden palec aż po pierwszą kostkę – wyszeptał.

Stiles pokonał barierę mięśni i zagryzł wargę, bo to nie było kategorycznie to, czego oczekiwał. Za mało, za płytko. Jego palce były wąskie, chociaż długie, nie do porównania z tymi Hale'a, które nawet poruszając się tylko kilka centymetrów w nim, wydawały się rozciągać go do granic.

- Głębiej – warknął Stiles i miał ochotę zaśmiać się, bo przecież do jasnej cholery on kontrolował swoją dłoń i nie musiał prosić Dereka o zgodę.

- Głębiej – zgodził się jednak mężczyzna i Stilesowi odrobinę ulżyło, gdy wsunął w siebie palec na tyle, na ile pozwalała mu przestrzeń.

Derek całował go teraz po karku, gryząc od czasu do czasu, chociaż Stiles naprawdę wątpił, żeby zostały jakieś ślady. Mężczyzna zawsze był bardzo opanowany i ostrożny. Tak jak teraz, gdy przestał bawić się jego jądrami i złapał za jego nadgarstek, kontrolując prędkość z jaką Stiles wsuwał i wysuwał z siebie palec.

Słowa gdzieś umknęły, gdy chłopak odchylił głowę w poszukiwaniu pieszczących go ust. I gdy te same usta odnalazły go w tej samej chwili, gdy do pierwszego palca dołączył drugi. Większy, cieplejszy, mniej znany.

Stiles wyciągnął do tyłu wolną rękę przyciągając Dereka tylko bliżej i bliżej, nie przejmując się tym, że penis mężczyzny zostawia na jego plecach mokry strumyczek, a Derek sapie w jego usta nie mogąc złapać powietrza.

I palce w jego tyłku, poruszając się synchronicznie, rozciągają go przyjemnie.
Mężczyzna w końcu oderwał się od niego, całując go ponownie po ramieniu. Wysunął też ich palce z jego tyłka, co prawdę powiedziawszy niezbyt Stilesowi odpowiadało, bo jak dla niego mogłyby tam zostać.

- Na kolana – wychrypiał Derek w pewnej chwili, szukając najwyraźniej prezerwatywy.

I Stiles miał wielką ochotę zażartować, że mężczyzna stracił całą swoją elokwencję, gdyby sam tylko potrafił cokolwiek powiedzieć. Jego gardło wydawało się ściśnięte, a z ust wychodziły mu wyłącznie sapnięcia, których nie mógł powstrzymać, podobnie jak jęku, gdy Derek w końcu znalazł się za nim i wsunął ostrożnie samą główkę.

Wrażenie nie należało do najlepszych, ale dłoń mężczyzny na jego penisie rozpraszała go dostatecznie mocno, by prawie przegapił napór, który powoli się zwiększał ,aż Derek w całej swej okazałości znalazł się w środku.

I świat Stilesa skurczył się na chwilę do penisa mężczyzny, rozciągającego go do granic tego co przyjemne. Balansującego na samej krawędzi czegoś co mógł tylko opisać słowami dużo, gorąco, twardy. A potem i słów zabrakło, gdy Derek zaczął się poruszać w tył i w przód.

- Tak cholernie ciasny – zajęczał mężczyzna, doprowadzając Stilesa do wrzenia, bo jeśli ktoś taki jak Hale nie potrafi się powstrzymać, znaczy, że dzieją się rzeczy naprawdę dobre.

Którym Stiles naprawdę nie zamierzał zaprzeczać, szczególnie odkąd twardy penis Dereka ocierał się teraz pod doskonałym kątem o jego prostatę. To też było za wiele i za bardzo. Zbyt nieznane, zbyt nowe, żeby wiedział jak kontrolować własne drżenie. Własne jęki i westchnienia, a których nie chciał zduszać poduszką.

Spodziewał się, że Derek wydusi, wybije swoimi biodrami z niego orgazm, i naprawdę prawie już niemal go miał w zasięgu ręki, ale mężczyzna zacisnął rękę na podstawie jego penisa, zatrzymując w sekundzie pierwsze fale, odsyłając je gdzieś, cholera i to było nieludzkie, bo chęć, potrzeba prawie bolała.

- Nienienienie – zajęczał Stiles, czując, że obciera sobie łokcie, ale Derek trzymał go mocno, wchodząc raz po raz.

- Razem – wychrypiał i cholera, ale Stiles prawie załkał, gdy mężczyzna znowu otarł się o ten magiczny punkt w nim, który zaczynał nienawidzić odkąd przed jego oczami pojawiały się mroczki, a nie mógł po prostu dojść i odpłynąć w niebyt.

Derek oddychał teraz spazmatycznie, gubiąc rytm i tak! Na wszelkie znane Stilesowi bóstwa, uścisk na jego penisie zaczął słabnąć. Mało tego Hale ponownie ruszał niespiesznie ręką doprowadzając go do punktu, z którego nie będzie już odwrotu.

Stiles zadrżał prawie przegapiając, że Derek za nim zesztywniał, wbijając się w niego maksymalnie, prawie boleśnie. A potem obaj upadli na mokre prześcieradło, splątani i dyszący.