Stiles nie wiedział kiedy zasnął, ale doskonale zdawał sobie sprawę, co go obudziło. Czuł się w mieszkaniu Dereka na tyle komfortowo, żeby zostawić ścieżkę porozrzucanych ubrań, a sam spał bez bielizny. Mężczyzna obejmował go ciasno ramieniem i Stiles mógł wyczuć ich zmieszane zapachy.
Było mu błogo, zatem prawie dostał ataku serca, gdy dostrzegł kobietę przypatrującą im się z progu sypialni. Nie był pewien czy wrzasnął. Może tylko pisnął, ale Derek obudził się niemal natychmiast szukając niebezpieczeństwa.
- Laura – warknął Hale, przykrywając go szczelniej kołdrą, jakby chciał go ukryć.
Stiles nie miał nic przeciwko. Nie lepił się co prawda, ale pościel była tak poklejona, że na pewno zdradzała, co tu się wyprawiało jeszcze kilka godzin wcześniej.
- Miałaś być o dwunastej – warknął Derek.
- Na pewno gdzieś teraz jest dwunasta. Mogłam pomylić strefy czasowe – odparła kobieta lekko. – Zajmę mój stary pokój. Dołączycie do mnie w małym śniadaniu? – spytała jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby nie leżeli nago, splątani w pościeli.
Stiles usłyszał za sobą westchnienie, które dziwnie brzmiało jak rezygnacja.
- Za dziesięć minut – powiedział Derek. – Poza tym śniadanie o trzeciej w nocy? – spytał zanim kobieta zamknęła drzwi.
- Gdzieś tam na pewno jest ranek – westchnęła Laura, odchodząc.
Stiles leżał jak sparaliżowany na boku, przyciskany przez większe ciało. Był pewien, że nie ma pojęcia gdzie są jego ubrania, a najwyraźniej już za kilka minut miał zostać wyproszony z mieszkania Dereka i ta myśl wcale nie była przyjemna. Zdążył się już przyzwyczaić do tego ciepła i lekko szorstkiego charakteru mężczyzny. I może nie zakładał już, że może spędzą razem resztę życia, ale myśl, że będzie musiał dzisiaj wrócić do akademika nie była przyjemna. Może każde kolejne spotkanie miało się tak zakończyć.
- Przepraszam za moją siostrę. Miała przyjechać jutro – zaczął Derek, kładąc się nagle na plecach.
Kiedy Stiles odwrócił się w jego stronę, mężczyzna akurat przecierał twarz.
- Miałem nawet w planach ją odebrać, ale najwyraźniej nie nastawiła drugiego zegarka – westchnął Hale, jakby właśnie czegoś takiego się po niej spodziewał.
- Drugiego zegarka? – podchwycił Stiles pospiesznie.
- Pracujemy czasem w różnych strefach czasowych, a Laura ma problemy z wyliczaniem, która godzina jest tutaj, w domu. Ma dwa zegarki, ale zawsze zapomina je nastawić albo zapomina który jest który – ziewnął Derek. – Na co masz ochotę? – spytał.
Stiles poczuł, że na jego policzki wkrada się rumieniec.
- Twoja siostra jest zaraz obok – syknął oburzony.
Derek przez chwilę milczał, jakby nie do końca wiedział o czym rozmawiają, a potem prychnął szczerze rozbawiony. Stiles nie mógł sobie przypomnieć, aby widział mężczyznę śmiejącego się. Derek przeważnie posyłał mu krzywe uśmieszki albo uśmieszki satysfakcji, gdy udało mu się wytrącić go z równowagi.
- Na śródnocne śniadanie Hale'ów – uściślił Derek. – Co masz ochotę zjeść? – spytał.
Stiles poczuł się jak idiota.
- Uhm, a co przygotowujecie? – zainteresował się, żeby ukryć jakoś swoje zmieszanie.
- Nie wiem co mam w lodówce – westchnął Derek.
Leżeli przez chwilę, wpatrując się po prostu w sufit i Stiles zaczynał sądzić, że to jest najdziwniejsze, co mu się w życiu przytrafiło.
- Derek! Masz pustą lodówkę! – krzyknęła nagle Laura spod drzwi nie otwierając ich jednak tym razem.
- Twoja siostra zawsze wchodzi do twojej sypialni bez pytania? – wyszeptał Stiles.
Derek prychnął.
- To jest część siostrzano-braterskich rzeczy, o których nie rozmawiamy. Myślałem, że masz podobną umowę ze Scottem – odparł wcale nie skrępowany.
Stiles kiwnął głową, bo to w zasadzie miało sens.
- Masz bardzo wąskie biodra, ale mam nadzieję, że moje szorty się z ciebie nie zsuną – powiedział nagle Derek, podnosząc się z łóżka.
Stiles w ciemności dostrzegł tylko zarys jego nagiej sylwetki. Zapewne powinni wziąć prysznic, ale nie potrafił się zmusić do wyobrażenia sobie siebie przemykającego do łazienki Dereka. Laura była odrobinę straszna z tym, że traktowała go jako normalny element krajobrazu. Może nie był pierwszym, z którym mierzyła się przez przypadek i nabrała doświadczenia w tym jak podchodzić do takich sytuacji na porządku dziennym. Ta myśl też nie była przyjemna.
Derek położył zaraz obok niego jakąś sporej wielkości koszulkę i szorty, które wyglądały jak jedne z tych, które noszą koszykarze.
- Grałem kiedyś – odparł mężczyzna, wciągając na siebie ubranie.
Stiles zaczął zastanawiać się, odkąd Derek dzielił się z nim jakimiś prywatnymi sprawami. Nie zamierzał jednak narzekać.
- Kiedy opowiadałem ci o Scotcie? – spytał nagle, nie mogąc sobie przypomnieć.
- Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy byłeś z nim w barze, prawda? – odparł Derek, wzruszając ramionami.
ooo
Laura piekła naleśniki, gdy weszli w końcu do kuchni. Stiles nie miał na sobie bielizny, ale nigdzie nie mógł znaleźć swoich bokserek, więc doszedł do wniosku, że z dwojga złego lepiej jest się nie spóźnić. Spodenki Dereka zresztą wydawały się całkiem wygodne, dopóki nie usiadł i lekko szorstki materiał nie otarł się o jego penisa.
Hale musiał pojąć w lot, co się stało, bo uśmiechnął się krzywo na widok jego rumieńca.
- Żadnego flirtowania przy stole w kuchni – zarządziła Laura ze szpatułką w dłoni.
Wyglądała przedziwnie o drugiej trzydzieści rano w garsonce, która wyglądała jak szyta na miarę, nad patelnią z naleśnikami.
- Byłam trochę zdziwiona, że mnie nie odebrałeś z lotniska… - zaczęła, a Derek przewrócił oczami. – Możliwe, że zegary w sali przylotów też nie są do końca czytelne. Dlaczego tam też wieszają ich dziesięć pozostanie dla mnie tajemnicą. Przecież kiedy przylatuję, chcę wiedzieć, która godzina. Nie sądzisz… - urwała, wpatrując się w niego. – Laura Hale – przedstawiła się, wyciągając ponad stołem rękę.
Ujął ją niemal natychmiast dziękując wszelkim bogom, że przemknęli na chwilę do łazienki, żeby opłukać twarze i dłonie. Nie lepił się, więc Derek musiał ich wytrzeć zanim zasnął, ale jego dłonie wciąż były w miejscach, o których nie powinien myśleć przy siostrze Dereka.
Jej uścisk był mocny i pewny, i wciąż go nie wypuszczała.
- Uhm… - zaczął. – Stiles. Stiles Stilinski – przedstawił się, przypominając sobie, że chyba właśnie na to czekała.
- Miło mi cię poznać Stiles. To bardzo oryginalne imię – zauważyła, wracając od naleśników.
- W zasadzie to nie jest moje imię, ale ponieważ moje prawdziwe brzmi… uhm… - urwał, mając nadzieję, że kobieta zrozumie.
Laura jednak wpatrywała się w niego, jakby oczekiwała, że będzie kontynuował.
- Okropnie brzmi i jest trudne do wyartykułowania – powiedział w końcu.
- Jakie jest twoje prawdziwe imię? – spytała, marszcząc brwi.
Do tej pory zainteresowało to jedynie Scotta, ale teraz nawet Derek wpatrywał się w niego z oczekiwaniem, jakby ta informacja miała zmienić bieg Ziemi.
- Stanisław – odparł, czując, że ciepło uderza w jego policzki.
- Stanisław – powtórzyła Laura bez najmniejszych problemów. – Z takim imieniem z łatwością zostałbyś profesorem jakiejś nudnej katedry. Doktor Stanisław Stilinski – powiedziała kiwając głową.
- Laura jest dobra w dziwnie brzmiących imionach – poinformował go Derek. – I trochę wredna. Stiles jest studentem antropologii – oznajmił jej brat.
Kobieta przewróciła oczami.
- Na pewno fascynujący kierunek. Kiedyś szukałam nawet jednego antropologa… - zaczęła i zmarszczyła brwi.
- Szukałaś antropologa? – wszedł jej w słowo Stiles.
- Szukałam antropologa – potwierdziła spokojnie. – Tym się zajmuję. Tym się zajmuje też Derek. Wyszukujemy ludzi i dajemy im oferty nie do odrzucenia – stwierdziła.
- Headhunterstwo – odparł, przypominając sobie, co Allison mówiła o swoich rodzicach.
Derek i Laura wydawali się stosunkowo dość młodzi. Każdy przecież jednak kiedyś zaczynał.
- Jestem pełno licencjonowanym łowcą głów – powiedziała obniżając głos i wpatrując się w niego intensywnie.
Ten wzrok musiał być rodzinnym dziedzictwem.
- Nie sprzedasz Stilesa – warknął Derek. – Przestań się w niego tak wpatrywać – dodał.
Laura przewróciła oczami i wróciła do patelni tylko po to, żeby w chwilę później wrócić z trzema talerzami pełnymi naleśników. Stiles wziął głębszy wdech, rozkoszując się przyjemnie waniliowym zapachem.
Może gdyby nie był środek nocy, zjadłby je wszystkie, ale pierwszy raz w życiu jego żołądek zdawał się buntować. Możliwe, że gdyby Laura nie wpatrywała się w niego jak sokół, miałby większy apetyt. Z drugiej jednak strony kobieta nie była, aż tak inwazyjna jak się obawiał na samym początku.
- Długo jesteście razem? – spytała ciekawie, gdy brał pierwszego gryza.
Czknął i prawie udławił się kawałkiem. Czuł, że łzy napływają mu do oczu. Derek jednak nie wyglądał na zmieszanego.
- Nie twoja sprawa – odparł Hale.
- Nie bądź taki. Przylatuje po prawie miesiącu i zastaję cię nie-samego w łóżku – ciągnęła dalej.
- Możesz nie przy nim? – spytał Derek z nadzieją w głosie.
Laura zaśmiała się krótko.
- Der, skarbie, boisz się, że go spłoszę? – spytała słodko. – Jeśli ty go nie wystraszyłeś do tej pory, znaczy, że jest nieśmiertelny i uodporniony – poinformowała brata tak lekko, jakby rozmawiali o pogodzie.
Stiles odchrząknął, nagle skrępowany. Zaczynał dostrzegać, że Scott jednak nie zachowywał się zawstydzająco. McCall miał pewne granice, których nie przekraczał. Laura zdawała się niczym nie przejmować. Nawet o drugiej trzydzieści. A może przede wszystkim o drugiej trzydzieści.
Ręka Dereka wylądowała na jego kolanie, jakby chciał go uspokoić.
- Uhm… - zaczął Stiles niepewnie.
Laura uśmiechnęła się w jego stronę szeroko i jednocześnie dziwnie drapieżnie.
- Nie pozwolisz się spłoszyć, co nie Stiles? – spytała lekko.
- Uhm – wyrwało mu się z ust.
Scott zapewne by go nie poznał w tej chwili. Normalnie miał problemy z tym, żeby nie mówić za wiele, ale najwyraźniej Hale'owie skutecznie zamykali mu usta. Nie potrafił wymyślić nic elokwentnego i naprawdę chciałby zrzucić to na porę, o której jedli oraz to, że naprawdę był wyczerpany, co zaczynał coraz mocniej odczuwać.
Naleśniki przed nim leżały prawie nietknięte.
- Laura – warknął Derek.
Zdawało się, że to jakaś taka jego forma porozumiewania się z siostrą.
- Jest prawie trzecia. Wracamy do łóżka. Stiles ma jutro zajęcia, a ty leciałaś przez kilka godzin – przypomniał siostrze szorstko.
- Przez kilkanaście. Miałam przesiadkę – poinformowała go Laura. – Dobranoc chłopcy – dodała, odwracając się do nich tyłem.
Stiles dość zaskoczony dostrzegł, że wciąż miała na stopach szpilki. Allison zawsze nazywała je torturą wymyśloną przez mężczyzn i nie rozumiała dlaczego ktokolwiek miałby chodzić w nich dla własnej satysfakcji. Laura jednak wydawała się zachowywać dość komfortowo, biorąc pod uwagę porę, fakt, że poznała kochanka swojego brata oraz niedawny lot.
Stiles zaczynał bać się poważnie Hale'ów.
Derek gryzł przez chwilę naleśnika, ale nie wyglądało na to, aby mieli zostać długo w kuchni. Mężczyzna zerknął na niego kątem oka i uśmiechnął się krzywo.
- Nie jesteś głodny? – spytał Derek.
- O drugiej trzydzieści? – odbił piłeczkę.
- Laura ma tendencje do chodzenia w kółko po lotach. Szczególnie tych dłuższych. Nie przyznaje się, ale boi się latać – poinformował go Derek.
- Też nie jestem fanem samolotów – przyznał Stiles i spojrzał w dół na dłoń mężczyzny, która zaczyna wsuwać się pod pożyczone spodenki.
Koszykarskie szorty miały o wiele za dużo miejsca, więc Derek byłby wstanie nawet dotrzeć do jego penisa niepowstrzymywany. Stiles nie był jeszcze twardy, ale nie brakowało mu wiele. Materiał może i był przyjemny z wierzchu, ale wnętrze było lekko szorstkie. Nie pomagał fakt, że dotykał tkaniny gołym tyłkiem.
Miał też mocne przeczucie, że Derek nie kłopotał się bielizną, co wydawało mu się mocno perwersyjne.
- Co robisz? – spytał, przełykając nadmiar śliny.
- Co mogę robić o drugiej trzydzieści? – odbił piłeczkę Derek i pochylił się, żeby pocałować go miękko w usta.
Stiles uśmiechnął się lekko, gdy poczuł w ustach słodki smak naleśników. Derek w dresie i rozczochranych włosach wydawał się o wiele bardziej ludzki, dostępny. Wyglądał chłopięco z sosem klonowym w kącikach ust i lekkim rumieńcem na twarzy. Jego oczy błyszczały jednak czymś niebezpiecznym i wyzywającym, czego Stiles nie przegapił.
- Laura… - zaczął, gdy dłoń Dereka przesunęła się niezwykle wysoko.
- O której musisz wstać? – spytał mężczyzna.
- Rano. Wcześnie. Mam to coś, co mówiłem, że nie powinienem się przejmować, ale chciałbym chociaż rzucić okiem na notatki – poinformował Dereka, starając się oddychać spokojnie.
- Na pewno będziesz przygotowany pierwszorzędnie – odparł Hale z dziwną pewnością w głosie.
Stiles miał ochotę zaprzeczyć i powiedzieć, że Harris jest dupkiem, ale musiałby opowiedzieć o co dokładnie się starał. A Derek wciąż nie opowiedział mu o swojej pracy. Czy o siostrze, którą spotkał przez przypadek. A która spała zapewne gdzieś za ścianą. Nie widział gdzie dokładnie poszła, ale nie zamierzał się tym też za bardzo interesować.
Derek wstał i splótł ich dłonie razem, ciągnąc go w stronę swojej sypialni.
- A naleśniki? – spytał Stiles, spoglądając na pozostawiony za nimi bałagan.
Nie znał Dereka dobrze, ale wiedział, że Hale uwielbiał porządek. Wszystko w jego mieszkaniu było pod kontrolą i na swoim miejscu. Nie wyobrażał sobie nawet miny Dereka na widok ich normalnego akademikowego bałaganu, który wynikał po części z tego, że te pokoje naprawdę były małe, a oni ze Scottem przez te lata zdążyli zgromadzić wiele książek. I nie mogli się żadnej z nich pozbyć. Nie chciał nawet wspominać o starych notatkach.
Sądził, że Derek zacznie go całować, gdy tylko drzwi pokoju zamkną się za nimi, ale mężczyzna poprowadził go do łóżka i zaczął się rozbierać. Nago już wsunął się pod kołdrę, przyciągając go bliżej do siebie, dokładnie tak jak się obudzili prawie pół godziny wcześniej.
- Dobranoc, Stiles – powiedział jeszcze Derek, drażniąc jego kark lekko swoim zarostem.
