Stiles obudził się na dźwięk budzika. Derek wydał z siebie jakiś dziwny odgłos, gdy odsuwał się od niego na drugi koniec łóżka. Przez zaciągnięte kotary prześlizgiwało się niewiele światła, ale Stiles i tak dostrzegał linie mięśni pleców mężczyzny i całkiem sporej wielkości tatuaż. Derek przeciągnął się, a potem zaklął, zapewne na widok godziny. Nie mogli spać dłużej niż kilka godzin, ale Stiles i tak czuł się dziwnie wypoczęty. Na samą myśl o rozmowie z Harrisem otworzyły mu się szeroko oczy.

- Przepraszam. Zapomniałem wczoraj wyłączyć – mruknął Derek, a potem wsunął się z powrotem pod kołdrę.

- Nie wstajesz? – spytał Stiles, gdy mężczyzna objął go w pasie.

- Laura w domu – odmruknął Derek. – Masz zajęcia rano. Musisz się wyspać – stwierdził krótko.

Zdawało się, że mężczyzna nie potrafił wykrztusić o tak wczesnej porze więcej niż pojedyncze zdania, co wydawało mu się nagle bardzo zabawne. Nigdy nie widział Dereka tak zredukowanego. Hale nie był zbyt rozmowny, ale jednak posługiwał się bardziej złożonymi zdaniami.

- Nie zasnę – poinformował go Stiles. – Muszę się wykąpać. Kleimy się – dodał, a Derek przyciągnął go tylko mocniej do siebie, jakby niemo protestował przeciwko jakiemukolwiek ruchowi.

Stiles sam najchętniej zostałby w ciepłym łóżku, ale wizja spotkania z Harrisem skutecznie spędziła mu sen z powiek. Jego serce zaczynało bić coraz szybciej, jakby przygotowywało się do stresu, który miał nadejść. Wiedział, że musi się zmierzyć z tym wszystkim, bo gdyby zrezygnował nie spróbowawszy nawet, plułby sobie w brodę do końca życia. Jednak to wcale nie sprawiało, że wierzył w siebie bardziej.

Zabawne było to, że humor poprawiało mu jedynie to, że faktycznie z kimś spał. Robili z Derekiem naprawdę wiele, ale dopiero tej nocy tak naprawdę świat pokazał mu się w całej okazałości. I Hale zdawał się przechodzić do tego na porządku dziennym. Jakby odebranie mu dziewictwa nie stanowiło niczego doniosłego. Może dla Dereka nie, ale on już czuł się inaczej. Jakby po prostu świat stał się większy, bardziej wyraźny. W końcu przestał być jednym z tych nietykalnych, wiecznie zakopanych w książkach – jak żartował z niego Scott.

- Prysznic – powiedział Stiles, wysuwając się z objęć Dereka.

Mężczyzna wymruczał coś pod nosem, a potem westchnął.

- Na pewno? – spytał Hale, jakby nie do końca wierzył, że Stiles jednak wstaje. – Czujesz się dobrze? – dodał Derek mniej pewnie.

Stiles odchrząknął. Jego mięśnie może i były lekko naciągnięte, ale to nie było nic czego się nie spodziewał. Powinni byli zapewne wykąpać się wczoraj, bo lepił się dokładnie wszędzie, ale nie było to nie miłe. To były dowody, że to co robili w nocy – było całkiem realne. Namacalne.

- Jasne – odparł, starając się brzmieć nonszalancko.

Derek nie pytał dalej, ale zaskoczył go, podnosząc się również. Mężczyzna wciągnął na siebie luźne spodenki i podał mu pożyczone wczoraj szorty.

- Laura może wciąż buszować po mieszkaniu. Przestaje dopiero, gdy pada, a potem śpi przez dwanaście godzin jak zabita – wyjaśnił Derek, jakby to było coś, co powinien wiedzieć.

Stiles tylko skinął głową, a potem zaczął zbierać swoje ubranie. Derek niemal natychmiast zabrał jednak koszulkę z jego rąk i odrzucił ją na łóżko, a potem pocałował go w ramię.

- Chodź – powiedział cicho Hale, napierając na niego swoim ciałem.

Stiles zaczął się cofać powoli w stronę drzwi, a mężczyzna nie odrywał się od niego nawet na chwilę, wciąż naciskając. Dłonie Dereka błądziły po jego odsłoniętych plecach, a potem zatrzymały się na jego biodrach, jakby właśnie tam podążały od samego początku. I mężczyzna gładził kciukami jego skórę tuż nad linią, gdzie znajdowały się szorty. Stiles czuł się dziwnie szczupły, gdy w porannym słońcu dostrzegł jak wielkie wydają się dłonie Dereka. Zaskakująco ciemnie na jego bladej skórze, która bardzo rzadko bywała wystawiana na działanie promieni UV. Nawet tych naturalnych.

- Laura – zaczął Stiles i było to bardziej westchnienie.

Cokolwiek robił Derek, działało. Jego erekcja musiała być doskonale widoczna pod tym cienkim materiałem.

- Łazienka ma zamek – odparł mężczyzna.

I Stiles miał ochotę się roześmiać, ale wyszło to bardziej jak jęk, gdy Derek gryzł jego ucho. Cieszył się, że mężczyzna nie próbował go pocałować. Nie wymyli jeszcze zębów, a ta nocna przekąska na pewno nie pomogła. Zresztą może to przeszkodziłoby w ich dziwnym tańcu, gdzie krok za krokiem przesuwali się w stronę łazienki.

Drzwi pomieszczenia zatrzasnęły się za nimi głucho i Derek sięgnął, by przekręcić zamek. Zapadka znalazła się na miejscu i Stiles pomyślał, że chyba jedynym dźwiękiem w łazience jest teraz jego głośno bijące serce.

- Laura śpi – stwierdził Derek z dziwną pewnością w głosie. – Ale postaraj się jej nie obudzić… - dodał uśmiechając się drapieżnie.

Pewnie Stiles powinien uznać to za ostrzeżenie, ale mężczyzna odwrócił się do niego tyłem. Wyciągnął z kieszonki coś co wyglądało jak kolejny kondom i Stiles przełknął ślinę, bo Derek zrzucił niepotrzebne mu najwyraźniej spodenki i wszedł do kabiny prysznicowej. Nie zapraszał go nawet, ale Stiles i tak ruszył za nim, pozbywając się ubrania. Udało mu się nawet nie zaplątać o zbyt wielkie szorty, co uważał za swój prywatny sukces.

Woda była przyjemnie ciepła. I sądził, że Derek jakoś zainicjuje ich kontakt, ale mężczyzna namydlił swoje dłonie i zaczął wcierać w siebie pianę, jakby faktycznie zamierzał się wykąpać. Może Stiles zrobił jakąś zabawną minę, bo Hale prychnął, a potem przyciągnął go do siebie i ich śliskie ciała otarły się o siebie na całej linii.

- Zaraz przestaniemy się kleić – obiecał mu Derek, namydlając jego klatkę piersiową.

Stiles nie wiedział co powinien zrobić ze swoimi rękami. Derek poruszał lekko swoimi biodrami wbijając się od czasu do czasu mocniej w jego tyłek. I czuł, że to wszystko będzie prowadziło do czegoś więcej, bo Hale uwielbiał budować napięcie, jakby właśnie z tego czerpał głównie przyjemność. Stiles nie protestował – bynajmniej. Nigdy wcześniej nie przeżył cudowniejszej kąpieli. Nigdy dotąd nikt nie dotykał go w ten sposób – ostrożnie, ale zdecydowanie, poświęcając mu pełną uwagę. Wiedział, że jest priorytetem Dereka i chyba to tak naprawdę sprawiało, że prawie osuwał się w tył na większe ciało.

Ciepła woda zmywała z niego mydło i Derek ustawił ich tak, aby cała piana została spłukana. Prawie czknął, gdy jedna z rąk Hale'a przesunęła się między jego pośladki. Nie widział, aby Derek zabrał z sobą z sypialni nawilżacz, ale najwyraźniej naprawdę wiele mu umknęło. Mężczyzna ściągnął dyszę prysznica i odsunął ją od nich, jakby uznał, że są już wystarczająco czyści.

- Złap się za coś – poradził mu Derek i Stiles miał ochotę zażartować, ale palce rozciągające go sprawiały, że nie miał nawet siły na protesty.

Jego dłonie same powędrowały do niewielkiego uchwytu, który zapewne miał przeciwdziałać upadkom pod prysznicem. Derek pocałował go w kark, jakby nagradzał go za posłuszeństwo, a potem wbił się z niego ostrożnie. Stiles wiedział, że to nie mogło być wygodne. Nie było między nimi wielkiej różnicy wzrostu, ale jednak kąt sprawiał, że Derek utrzymywał ich obu, i pchając w niego, sprawiał, że Stiles raz po raz tracił równowagę. Zresztą penis mężczyzny dźgał jego prostatę, co miało wiele wspólnego z tym, że ściskał uchwyt tak mocno, jakby zależało od tego jego życie.

Szum płynącej pod ich stopami wody nie zagłuszał wiele. Stiles nie wiedział, który z nich dyszał tak głośno, ale może to był dźwięk oddechów ich obu. Nie miał pojęcia dlaczego Derek nie puścił jeszcze dyszy cholernego prysznica i nie zaczął obciągać jego penisa. To było jedyne właściwe zajęcie dla tamtej drugiej dłoni, ale Hale najwyraźniej miał całkiem inny plan, bo Stiles poczuł nagle strumień ciepłej wody masujący jego jądra od spodu. I jeśli to nie było piekło i niebo zarazem to nie miał pojęcia jak to nazwać.

Wrażenie nie było tak silne, żeby posłać go na sam kraniec, a Derek jednocześnie pilnował, aby nie zsunął swoich nóg, więc nie miał się nawet jak bronić. Miał ochotę uciec od tego, a najlepiej wbić się mocniej, ale nie mógł się ruszyć, a jego dłonie zdawały się wczepione w ściankę prysznica, jakby to ona trzymała go jeszcze przy świadomości. Derek wbijał się w niego w stałym tempie, owiewając ciepłym powietrzem cały jego policzek. Był otoczony zapachem ich dwójki i lekko perfumowanego mydła. I przy każdym ich ruchu dysza prysznica przesuwała się lekko pieszcząc nie tylko jego jądra, ale również trzon jego penisa.
Może wariował, ale nie potrafił opisać słowami, co czuł, a one stanowiły podstawę egzystencji. Żył, aby rozumieć.

- Odpuść – wyszeptał Derek.

I może to był właśnie jego koniec. Nie wiedział w zasadzie kto wydał z siebie ten dziwny dźwięk, ale pociemniało mu przed oczami, gdy dochodził i poczuł, że Derek przeniósł dyszę prysznica wyżej, torturując jeszcze jego wypompowującego się penisa. Jego nasienie znikało wraz z wodą w kratce. Nie wiedział jakim cudem nie puścił uchwytu, ale zwisał z głową opartą o jedno ramię, gdy Derek sztywniał za nim, wbijając się w jego tyłek ostatni raz.

- Stiles – szeptał mężczyzna.

I może to był najpiękniejszy dźwięk jaki w życiu słyszał.

ooo

Siedział przed salą, czując się tak źle, że miał ochotę wymiotować. Nie sądził, że aż tak wielu studentów zainteresuje się badaniami Harrisa. Korytarz był pełen ludzi i co gorsza zdawali się wzajemnie znać. Stiles nie miał pojęcia skąd, bo tylko nielicznych z nich pamiętał z zajęć. Może inne wydziały pokrewne przysłały swoich reprezentantów. Nie był pewien.

Komórka w jego kieszeni zawibrowała, więc przygryzł wargę i spojrzał na wiadomość.

Laura jest przekonana, że specjalnie rano puściliśmy sobie jakiś horror. Twierdzi, że słyszała wyraźnie, że kogoś mordowano. A uprzedzałem, żebyś był cicho ;) Powodzenia dzisiaj.

Stiles czuł, że jego policzki robią się czerwone. Nie znał siostry Dereka, ale coś podpowiadało mu, że ona doskonale zdawała sobie sprawę, co usłyszała. I miała mu nigdy nie zapomnieć tego delikatnego błędu. Czy dwóch. W końcu przyłapała go nago w łóżku ze swoim bratem. Nie wiedział jak ma sobie poradzić z tą sytuacją. To było nowe, a jak wszystko nowe należało zbadać i zanalizować. Tylko, że teraz nie miał czasu, bo wchodzili do środka wpuszczani przez Harrisa, który rzucił mu niechętne spojrzenie.

Zajął swoje miejsce i zaczął nerwowo stukać ołówkiem o biodro. Harris nie zadawał pytań pomocniczych. Studenci po prostu opowiadali o sobie, co było najgorsze, bo Stiles miał nagle pustkę w głowie. Mógł dać wykład o antropologii kulturowej. Był nawet na kilku wystawach etnograficznych i chociaż Scott go za to nienawidził, zamierzał jeszcze w tym miesiącu iść na kolejne ekspozycje. Miał wiele do powiedzenia o przedmiocie ich badań i byłby nawet w stanie to odnieść do najnowszych badań, które dopiero publikowano, ale Harrisa najwyraźniej to nie interesowało. Wiedzę bowiem mógł mieć każdy. Chyba, że był Adrianem Harrisem – facet miał doktorat za nic. Ale jednak on dostał grant i mieli badać coś, co Stiles chciał dostać w swoje ręce. Wiedział, że jest najlepszym z tej grupy. Nie przyszedł, aby zabłysnąć biustem jak dwie studentki, które w tej chwili poprawiały swoje dekolty. Jego stypendium świadczyło o oddaniu sprawie i zainteresowaniu przedmiotem.

Harris spoglądał jednak na nich wszystkich znudzonym wzrokiem, jakby słyszał to już wcześniej. Znał ich w końcu od podszewki i Stiles był pewien, że to był dopiero początek tych tortur. Odchrząknął, czując się nagle mocno nie na miejscu. Jego dłonie spazmatycznie ścisnęły niepotrzebne notatki, które przygotowywał od tygodnia, chociaż wiedział jak marne szanse miał na starcie. Zawsze stawiał się właśnie w takich sytuacjach. Z góry przegrany, ale nie potrafił odpuścić. Jak wtedy z Lydią. Scott twierdził, że kiedyś go to zniszczy, ale to nie był ten dzień.

- Nazywam się Stiles Stilinski – przedstawił się, czując się coraz pewniej z każdym słowem. – Możemy siedzieć tutaj i marnować czas. Pan wie, że się nie zgadzamy w wielu kwestiach i wiem, że pan za mną nie przepada – powiedział całkiem szczerze i dostrzegł wyraźne zaskoczenie w oczach Harrisa. – Ale obaj wiemy, że jestem najlepszy. I jeśli chce pan pracować z najlepszymi, jestem do pana dyspozycji – dodał przygryzając wargę.

Harris spoglądał na niego dłuższą chwilę, jakby pojęcia nie miał co się właśnie stało. Stiles prawdę powiedziawszy zaczynał podejrzewać, że miał jakieś dziwne załamanie nerwowe. Może Derek miał rację i powinien był przespać cały ranek. Albo w ogóle nie wstawać z łóżka.

Harris jednak po raz pierwszy wydawał się zainteresowany. Przez krótką chwilę Stilesowi wydawało się nawet, że nie widzi w oczach mężczyzny aż tak silnej nienawiści. Została raczej zredukowana do ewidentnej niechęci.

Ktoś parsknął nerwowo, więc napięcie musiało udzielić się wszystkim.

- Spotkanie uważam za zakończone – powiedział nagle Harris, wstając ze swojego krzesła. – Skontaktuję się z wybranymi osobami, aby przygotowały esej… - urwał, bo Stiles na wpół świadomie podał mu kilkanaście stronic, które przygotowywał przez ostatnie dni. – Esej – powtórzył Harris.