Stiles nie wierzył własnym oczom. Harris jeszcze tego samego dnia skontaktował się z nim i po krótkiej rozmowie ustalili grafik prac nad przedmiotami przywiezionymi z wykopalisk. Wyszedł z budynku uczelni na tak miękkich nogach, że Scott musiał go podtrzymywać.

- O Boże – powiedział, kiedy w końcu znaleźli się na trawniku.

Wiedział, że wszyscy się na nich patrzą, ale miał to daleko gdzieś. Dzisiaj był najpiękniejszy dzień jego życia i nie zamierzał się nikim i niczym przejmować. Sięgnął po komórkę i zaczął szukać numeru Dereka, ale zdał sobie sprawę, że w zasadzie nigdy do niego nie dzwonił. Nie powiedział mężczyźnie jak ważna była dzisiejsza rozmowa. Nie opowiadali sobie o szkole i pracy. Może i Derek był na tyle miły, żeby pamiętać, że Stiles musiał chodzić wcześnie na uczelnie, ale poza tym nie wspominali o takich tematach.

Zawahał się, nie wiedząc co stanie się, gdy naruszą tę niewielką granicę, którą wyznaczyli.
Zamiast tego jego kciuk przesunął się niżej na numer ojca.

- Tato! Dostałem się na te badania! – krzyknął do słuchawki.

Scott po raz kolejny skierował swoją pięść ku niebu w cichym wiwacie. Stiles sam nie mógł powstrzymać się przed wydawaniem różnych dźwięków. Nigdy nie był zbyt cichy, a radość i szczęście tylko sprawiały, że miał w sobie jeszcze więcej energii, której nie potrafił okiełznać. Może i zachowywał się jak wariat, ale właśnie zdobył wpis do CV, który miał mu zapewnić ukochaną pracę. Lydia, Scott, a nawet Jackson mieli ze swoimi kierunkami większe pole do popisu, ale on już rozpoczynając naukę wiedział, że jeśli nie chce sprzedawać frytek w McDonaldzie, musi zrobić coś innego niż inni. Coś więcej.

I to więcej właśnie nadeszło.

ooo

Nie był zaskoczony, gdy okazało się, że świętują we czwórkę. Jackson nie przyszedł. Może Lydia przekonała go, że nawet Stiles zasługiwał na jeden dzień wolnego od wrednego dupka. Martin uściskała go lekko, gratulując, a potem wciągnęła Allison w rozmowę o najnowszych trendach na rynku modowym – coś w czym pogubili się w ciągu kilku sekund.

Miał ochotę zapytać Lydii jak tam jej podróż. Czy rozmawiała z Jacksonem na temat jego wcześniejszego zachowania, ale musiałby wyjaśnić skąd tyle wie. Czuł też, że Derek nie byłby zadowolony, że jego tajemnice zawodowe są tak powszechnie obgadywane przez bandę studiujących dzieciaków.

Jego telefon milczał od kilku godzin. Stiles przypuszczał, że Derek i Laura spędzają dzień razem. Nie mogli się widywać dość często, skoro pracowali nawet za granicami kraju. Stiles podejrzewał, że siostra mężczyzny sporą część swojego życia spędziła w samolotach.

Wydawała się pełna energii nawet po przesiadkach. Jemu wystarczał jeden egzamin, aby kompletnie opadł z sił. Może to wiązało się z tym, że Derek ewidentnie miał jakąś rutynę dnia. Pewnie chodził na siłownie, bo Stiles wiedział, że takie mięśnie nie robiły się od siedzenia na kanapie.

- Stary, słyszałeś co powiedziałem? – spytał Scott, potrząsając lekko jego ramieniem.

- Hm? – wyrwało się Stilesowi.

Lydia przewróciła oczami, jakby nie spodziewała się po nim niczego innego.

- Daj mu spokój, widzisz, że zastanawia się od czego zacząć pracę z Harrisem – odparła Martin.

Może to faktycznie powinno zaprzątać jego myśli, ale potrafił się skupić tylko na wczorajszej nocy. I poranku. Równie pełnym emocji.

- Dzwoniłeś do mojej mamy, żeby powiedzieć jej o twoim sukcesie? Na pewno ucieszyłaby się z informacji – rzucił Scott.

- Twoja mama akurat była u nas w domu, gdy dzwoniłem. Tata przekazał jej wieści, już gratulowała – odparł Stiles.

Scott zmarszczył brwi. Stiles przeglądał wiadomości z Beacon, ale nie zauważył żadnej wzmianki o włamaniach. A tamtejsi dziennikarze na pewno nie przepuściliby takiej gratki. Byli tak małym miastem, że największe newsy dotyczyły bohaterskich strażaków ściągających koty z drzew. Jego ojciec co prawda nigdy na to nie narzekał – departament policji istniał i dobrze się miał, gdy zajmował się głównie wstawianiem mandatów.

Morderstwo w okolicy oznaczałoby też śmierć dosłownie jednego z mieszkańców. I fakt, że jakiś inny musiałby tego dokonać. Stiles nie wyobrażał sobie takiego śledztwa w ich małej społeczności. To zniszczyłoby atmosferę w Beacon Hills na lata o ile nie dłużej.

Scott wpatrywał się w niego, jakby czekał na coś. Stiles po prostu nie miał pojęcia co jeszcze dodać.

- Jestem pewien, że to tylko wybryki nastolatków – odparł, starając się uspokoić przyjaciela.

- Co? – spytał Scott.

- No, pamiętasz jak sądziliśmy, że w Beacon Hills grasuje włamywacz? – przypomniał mu.

Scott przewrócił oczami.

- Moja mama ma kij bejsbolowy ukryty pod łóżkiem – poinformował go nagle McCall.

Stiles parsknął, ponieważ nie spodziewał się niczego innego.

ooo

Derek zadzwonił jeszcze tego samego wieczoru. Stiles prawie spadł z łóżka, gdy dostrzegł numer na wyświetlaczu i rzucił spanikowane spojrzenie w stronę Scotta. Jego przyjaciel wraz z Allison oglądał jakiś film i w Stilesa uderzyły dźwięki strzelaniny, gdy tylko ściągnął swoje słuchawki.

- Wychodzę! – rzucił tylko, a potem udał się do ich komunalnej kuchni, czując się trochę jak idiota.

Nikt z tego pomieszczenie nie korzystał tak późno, więc liczył na zapewniony spokój.

Oddzwonił i nie musiał czekać długo aż Derek odebrał telefon.

- Hej – zaczął, starając się brzmieć spokojnie.

- Witaj – odparł Derek. – Czujesz się dobrze?

- Co? Ja? Oczywiście. Czuję się wyśmienicie, wspaniale, powiedziałbym cudownie… - zaczął się plątać, a potem umilkł, gdy usłyszał śmiech Dereka.

Jeszcze niedawno nie sądził, że mężczyzna potrafi wydawać takie dźwięki. Możliwe, że oswajali się ze sobą. Stiles na pewno czuł się w jego towarzystwie o wiele swobodniej.

- Pytam czy nic cię nie boli po wczorajszym. Żadnych naciągniętych mięśni? – spytał Derek i gdy wspomnienia z nocy ponownie w niego uderzyły, poczuł, że zaczyna się rumienić.

To był pierwszy raz, gdy ktoś jednym zdaniem wprowadzał go w stan permanentnego podniecenia. A stanie w kuchni z erekcją na pewno należało do grupy rzeczy dziwnych. Na pewno nie normalnych.

- Czuję się dobrze. Naprawdę dobrze – dodał, a potem miał ochotę uderzyć się w czoło.

Brzmiał jak idiota. Może nim był. Może przy Dereku stawał się idiotą. To nie byłoby nawet niemożliwe. Przy Lydii robił z siebie bałwana przez lata. Nie chciał jednak, żeby Derek myślał o nim tak jak Lydia.

- Nic mi nie jest – dodał, ponieważ mężczyzna wciąż milczał.

- Masz ochotę się dzisiaj spotkać? – spytał Derek.

Stiles zamarł, ponieważ było naprawdę późno. I spotkanie tak wcześnie wydawało mu się dziwne. Przeważnie robili sobie jakieś przerwy. Derek pracował w końcu, a Stiles miał uczelnie. Najchętniej co prawda, wybiegłby z akademika już teraz, ale wszystko wydawało mu się zbyt szybkie. Nie chciał, żeby Derek się nim znudził. Podświadomie oczekiwał, że ich wczorajsza noc będzie ostatnią. Nie chciał zakładać, że mężczyzna będzie zainteresowany w kontynuowaniu ich znajomości, ale naprawdę cieszył się, że się pomylił.

- A Laura? – spytał słabo, wiedząc, że to kiepska wymówka.

- To moje mieszkanie. Musi to jakoś znieść, skoro okupuje mój salon – odparł Derek.

Stiles przygryzł wargę.

- Jasne, o której? – spytał w końcu, wiedząc, że jest cholernie słaby.

Jednak dostał się na wymarzone badania i coś od życia mu się należało.

ooo

Czuł się dziwnie w kolejnej taksówce, którą wysłał Derek. Scott nawet nie mrugnął okiem, gdy usłyszał, że Stiles wychodzi. Allison pomogła mu nawet dobrać ubranie za co byłby jej wdzięczny ,gdyby nie fakt, że to nie była randka. I nie chciał, aby tak to brzmiało. Nie chciał tego tak traktować.

Derek odebrał od niego kurtkę, wieszając ją zaraz koło drzwi. Nie umknęło jego uwagi, że Hale nie ogolił się od rana. Przeważnie Derek starał się mieć gładkie policzki. Stiles wnioskował, że miało to coś wspólnego z jego spotkaniami z klientami. Wiele firm miało dresscode i musiał on obejmować brodę Dereka.

Laura wyszła z kuchni z wielką miską popcornu, ubrana w znoszoną koszulkę, która była na nią o kilka rozmiarów za duża. Stiles podejrzewał, że ukradła ją z szafy Dereka.

- Hej Stiles – przywitała się.

- Miło cię widzieć wypoczętą – odparł.

Wydawała się o wiele spokojniejsza, jakby cała energia z wczorajszej nocy uszła z niej podczas snu.

Nie sądził, że dołączą do niej na kanapie, ale Derek pchnął go w kierunku salonu.

- Wina? – spytał mężczyzna.

- Lubisz karmelowy popcorn? Powiedz, że lubisz karmelowy popcorn – dodała pospiesznie Laura, podając mu miskę. – Ten dietetyczny świr nie pozwala mi jeść cukru – poskarżyła się, wskazując na Dereka palcem.

- Lubię karmelowy popcorn – powtórzył po niej, starając się nadać swojemu głosowi neutralnym ton.

Laura spojrzała na niego, mrużąc niebezpiecznie oczy.

- Stanisławie – jęknęła. – Cukier to podstawa – pouczyła go, a on zamarł.

Od lat nikt nie odmieniał dobrze jego imienia. Słuchanie go z ust obcej kobiety było dziwne. Laura musiała zauważyć, że coś jest nie tak, bo od razu przestała się z nim droczyć.

- Nie lubisz swojego imienia – stwierdziła.

Derek podał mu kieliszek wina, spoglądając między nich oboje, jakby zastanawiał się co stracił.

- Tylko moja mama potrafiła je wypowiedzieć – odparł, wzruszając ramionami. – Nie żyje od ponad dziesięciu lat. To dziwne słyszeć je ponownie – przyznał.

Coś przebiegło po twarzy Laury, ale kobieta uśmiechnęła się przepraszająco.

- Nie mów tylko, że już nie będziesz. To po prostu dziwne je słyszeć – poinformował ją. – Co oglądamy? – spytał, starając się zmienić temat.

- Cokolwiek po angielsku – rzuciła Laura. – Nie wiesz nawet jak trudno wytrzymać w Azji bez kablówki. Derek wyciąga telewizor tylko na dni, gdy jestem w Stanach. Normalnie doskonale wiem, że jest jednym z tych mnichów bez elektryczności i…

- Mam telewizor – wszedł jej w słowo Derek. – I jest irytujący. Zbiera kurz. Jeśli masz ochotę tutaj sprzątać, jesteś jeszcze milej widziana – warknął Hale.

Stiles faktycznie dopiero teraz zauważył, że za stolikiem kilka metrów przed kanapą pojawiła się dodatkowa szafka z całkiem sporym ekranem.

- Kupiłeś go, bo miałeś dość wysłuchiwania mojego zrzędzenia – oskarżyła go Laura.

- Nie zamierzam nawet zaprzeczać – odparł Derek, nie przejmując się tym, że Laura właśnie teatralnie złapała się za serce, udając, że naprawdę mocno ją uraził.

ooo

Stiles ocknął się, gdy ktoś się poruszył. Derek próbował się obrócić na wąskiej kanapie, a ponieważ leżeli ściśnięci, to nie mogło się udać. Objął mocniej mężczyznę w pasie, orientując się, że stracił oparcie i zaraz spadnie, a potem dostrzegł, że Laura przygląda im się ze swojego fotela.

- Chyba powinienem… - zaczął, nie wiedząc nawet co chce powiedzieć.

Odlepić się od twojego brata. Przestać obmacywać twojego brata na twoich oczach.

- O Boże – jęknął, czując, że na jego policzki wkrada się rumieniec.

- Chłopcy – westchnęła Laura i uderzyła Dereka pięścią w łydkę.

Stiles słyszał, że rodzeństwa preferują miłość antagonistyczną, ale ten cios miał zostawić siniak. Sądził też, że zaraz spadnie, ale Derek otworzył oczy zdezorientowany, a potem przyciągnął go mocniej do siebie.

- Cholerne seriale – warknął mężczyzna w jego włosy.

Laura wyszła z salonu, ale Stiles wciąż słyszał jej śmiech. Próbowali się jakoś wyplątać. Nie miał nawet pojęcia, że dwoje ludzi tylko dysponując czterema kończynami w sumie, potrafi stworzyć taki węzeł. Noga Dereka znajdowała się między jego udami, a on sam jakimś cudem trzymał swoją dłoń pod mężczyzną. Derek starał się jakoś oswobodzić swoją rękę, ale zaklinowała się między ich ciałami, a kanapą.

- To nic nie da – warknął Hale, zirytowany, a potem zepchnął ich z kanapy.

Stiles zamknął oczy tylko na sekundę, a potem zaskoczony poczuł, że jakimś cudem wylądował na mężczyźnie. I chociaż klatka piersiowa Dereka była twarda, na pewno nie tak jak podłoga. Spojrzał w oczy Hale'a, które błyszczały łobuzersko, jakby Derek był bardzo zadowolony, że jego plan się powiódł. Może leżenie na podłodze nie było w sumie takie złe. Stiles zazwyczaj tylko przez kilka minut mógł poczuć pod sobą mężczyznę. Przeważnie to Derek przygniatał go do płaskich powierzchni i to też było dobre.

Pochylił się nie odrywając oczu od mężczyzny. A potem cmoknął go delikatnie w usta, nie pogłębiając kontaktu. Czuł, że całe jego ciało pracuje. Ręce, które trzymał po obu stronach głowy Dereka, nogi rozsunięte tak, aby wygodnie leżał na mężczyźnie i biodra, które ocierały się o przyrodzenie Hale'a. Czuł, że zaczynają znajdować pewien rytm, gdy tylko krótko całował Dereka, poruszając się w górę i w dół. I mężczyzna nie próbował go powstrzymać czy kontrolować jego ruchów, jakby to leniwe tempo w pełni mu wystarczało.

- Sypialnia? – spytał, zaskoczony tym, że jego głos jest zachrypnięty.

Na dobrą sprawę nawet się nie dotknęli. Wciąż byli w ubraniach. A jego serce biło tak nienaturalnie szybko. Derek nie wyglądał na zrujnowanego jak on. Ale daleko było mu do swojego zwykłego opanowania. Oddychał odrobinę szybciej, a na jego czole pojawiły się pierwsze kropelki potu.

Derek uśmiechnął się lekko, a potem zaczął podwijać jego rękaw. Stiles oczekiwał jakiejś odpowiedzi, więc zamarł, nie wiedząc co powinien zrobić. Jego ręce zaczynały omdlewać, bo utrzymywał na nich ciężar niemal całego ciała. Derek tymczasem uniósł głowę. Nie pocałował go jednak, ale polizał wnętrze jego łokcia, sprawiając, że ręka Stilesa ugięła się mimowolnie. Wrażenie z prędkością światła uderzyło w jego penisa i wyrwało z jego ust westchnienie.

- Sypialnia – zgodził się Derek, unosząc ich obu bez problemu.