Stiles nie wiedział do końca dlaczego Harris przyglądał mu się tak podejrzliwie. Sprawdził w lustrze, ale Derek nie zostawił na nim żadnych malinek. Nawet Allison obejrzała tył jego karku – na jego własną prośbę i nie zadawała pytań. Chociaż zapewne dziwnym się jej wydało, że jakakolwiek dziewczyna miałaby zostawić mu ślady właśnie tam. Musiałaby stać za nim. I generalnie Stiles nie chciał nawet przypuszczać co chodzi teraz po głowie Allison.
Scott przybił mu piątkę, jakby należało gratulować, gdy jego przyjaciel nie wrócił na noc do domu. I Stiles po prostu czuł, że coś wisi w powietrzu, bo McCall nie wspomniał o tym, że chce tę tajemniczą dziewczynę poznać. A Scott chciał uczestniczyć w każdym aspekcie jego życia. Brak zainteresowania i nacisków z jego strony – był przynajmniej podejrzany.
Harris tymczasem przyglądał się rozłożonym na podświetlanej szafce przedmiotom z twarzą człowieka, który stara się nie dać po sobie poznać, że nie ma zielonego pojęcia o co chodzi. Stiles stał z rogu pomieszczeni z notatnikiem w dłoni, ale wątpił, aby długopis był mu szybko potrzebny.

- Więc co pan tutaj widzi, panie Stilinski? – spytał Harris takim tonem, jakby zamierzał go odpytać.

I Stiles miał na końcu języka, że ma do czynienia z idiotą, który jakimś cudem dostał doktorat. Nie wiedział gdzie podarowują tytuły naukowe, ale zapewne musiało istnieć takie miejsce na globie, gdzie nie stosowano żadnych zasad. Harris nie założył nawet rękawiczek i Stiles drżał ilekroć mężczyzna zabierał się do podniesienia jakiegoś przedmiotu.

Tłuste paluchy mogły uszkodzić eksponaty sprzed ponad pięciu tysięcy lat.

- Uhm, więc… - zaczął, podchodząc bliżej i rzuciło mu się w oczy, że te przedmioty nie są nawet posortowane.

Westchnął i wyjął z tylnej kieszeni swoich spodni zapasowe rękawiczki lateksowe. Podał je Harrisowi, nawet nie patrząc w stronę mężczyzny, ale kątem oka widział jak ten się skrzywił z niechęcią. Nie przepadali za sobą – to było jasne. Jednak Harris najwyraźniej był całkiem świadom tego, że do miłej katedry na jakiejś europejskiej uczelni jest w stanie doprowadzić go tylko praca Stilesa. Oczywiście wiedział o tym, ale jednak sądził, że nie będzie zmuszony odwalić całej roboty sam. Wciąż się uczył, chociaż ostatnio więcej czasu poświęcił przedmiotom rytualnym z tego okresu, aby mieć punkt zaczepienia w innych kulturach, które antropolodzy badali jeszcze w latach siedemdziesiątych poprzedniego wieku. Wątpił, aby Harris zerknął do przygotowanego przez niego eseju.

- Więc musimy zacząć od podzielenia przedmiotów na… - zaczął.

- Panie Stilinski, przypominam panu, że oczywistości powinniśmy zostawić za tymi drzwiami. To jest praca ponad książkowe regułki, które pan tak uwielbia – wszedł mu w słowo Harris, zapewne chcąc mu pokazać, gdzie było jego miejsce.

Stiles mentalnie przewrócił oczami i wziął głębszy wdech, czując nagle, że to będzie cholernie długi dzień.

ooo

Allison podkarmiała go cukierkami z mentolem – zapewne w nadziei, że jego migdałki się w końcu poddadzą jej medycznym umiejętnościom. Scott przyglądał się temu podejrzliwie, ale Stiles uparcie wgapiał się w swoje notatki, które nie były nawet w połowie tak szczegółowe jak powinny. Harris nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo systematyczność miała ułatwić im później napisanie jakiegokolwiek artykułu. Stiles już w tym momencie miał pomysł na dwa, a dopiero zaczęli. Ku jego zaskoczeniu przedmioty, które im dostarczono z oznaczeniami stanowiska, pochodziły z dwóch epok. Wyglądało na to, że dwie kultury zamieszkujące po sobie ten teren wykształciły całkiem podobne rozumienie świata. A jednocześnie nie były piśmienne, więc przekazanie jakichkolwiek informacji pomiędzy nimi było niemożliwe.

Nie wiedział czy pierwsza kultura wymarła z powodu głodu, suszy czy powodzi. Nie istniały dowody na ich nagły i gwałtowny koniec. Groty strzał czy prymitywne ostrza nie zostały znalezione. Wyglądało na to, że odeszli i ich miejsce zajął lud, który wiele wieków później przybył z północy.

Stiles mocno wątpił, aby Harris to zauważył. Dupek upierał się cały czas, że jedyna z naprawdę doskonale wygładzonych rzeźb była tak naprawdę laską rytualną. Jakby jakiekolwiek istniały poza kulturą Egiptu, która zresztą istniała na terenach oddalonych o tysiące kilometrów pustyni. Stiles miał ochotę rwać włosy z głowy, bo Harris rzucił okiem na zgromadzone przedmioty i chyba uznał, że jego życiowym przełomem będzie udowodnienie, że Egipcjanie w całości zasiedlili Afrykę.

- I nazywał ich Egipcjanami – prychnął.

A potem zdał sobie sprawę, że Allison wpatruje się w niego ciekawie.

- Harris – dodał mniej pewnie Stiles. – Ten doktor, z którym teraz pracuję. Oszalał. Sądzi, że dopasuje wyniki badań do swoich chorych założeń. Mam ochotę sprawdzić czy w ogóle ma doktorat. Kto mu dał doktorat – prychnął Stiles. – Eeee, a w zasadzie co tam u was? – spytał, starając się uśmiechnąć.

- Zastanawiamy się nad wyjściem do kina. Lydia i Jackson przeprowadzają się z końcem semestru – odparł Scott. – Nie wiem czy wiesz…

- Wiem, wiem. Cieszy mnie, że Jackson wyciągnął głowę z tyłka… Chociaż wiesz co? Nie, lepiej byłoby Lydii bez niego – odparł wrednie.

Scott uniósł brwi wyżej.

- Rozmawiałeś z Lydią? – zdziwił się jego przyjaciel. – Mówiła, że nie miałeś dla niej ostatnio czasu.

Stiles na końcu języka miał, że Derek trzymał rękę na transferze Lydii i zdał sobie sprawę, że to nie była odpowiedź, której mógł udzielić. Nie zdawał sobie nawet sprawy, że Hale tak mocno wsiąkł w jego życie.

- Uhm, po prostu zakładam, że Jackson jest dupkiem – odparł, ale to nie było żadne wyjaśnienie.

Scott spojrzał na niego marszcząc brwi, a potem zacisnął usta w wąską kreskę. Miał tę minę zawsze, gdy nadciągała poważna rozmowa. I Stiles za wszelką cenę chciał tego uniknąć, ale ich mały pokój zajmowały w tej chwili trzy osoby oraz sterta jego książek, która z powodzeniem przypominała mężczyznę uzależnionego od hamburgerów. Biblioteka Uniwersytecka straciła kilka dobrych kilogramów i McCall był zmuszony pomóc mu to wszystko wtaszczyć do nich.

- Stiles… - zaczął Scott i wziął głębszy wdech. – Ostatnio chodzisz spięty… - ciągnął dalej tak ostrożnie, że Stiles czekał tylko na pytanie o narkotyki.

- Nie biorę – powiedział pospiesznie i Scott prychnął.

- Wiem – odparł jeszcze dla potwierdzenia jego przyjaciel. – Po prostu… jeśli coś się dzieje, możesz ze mną porozmawiać. Wiesz, że jesteśmy przyjaciółmi i zrobiłbym dla ciebie wszystko, prawda? Możesz mi powiedzieć o wszystkim, a nawet nie mrugnę okiem. Znamy się…

- Tak, tak… Zrozumiałem – powiedział szybko, czując, że na jego karku zaczyna się pojawiać nieprzyjemny rumieniec.

Nigdy się nie okłamywali, a czuł, że ukrywanie się teraz, gdy sypiał z Derekiem było formą kłamstwa. Kiedy był sam – temat nie musiał wypływać, ale wszystko się zmieniło. I po części naprawdę tego nienawidził.

ooo

Nie dostrzegł Laury nigdzie, gdy ponownie znalazł się w mieszkaniu Dereka. Hale otworzył mu z okularami na nosie, co było w pewnym sensie jego kryptonitem. Nie umawiali się, że spotkają się dzisiejszego dnia, ale Scott i Allison mieli plany, które go nie włączały. I w sumie cieszył się, bo nie był gotów na trójkąt ze swoim prawie bratem i jego dziewczyną. Wątpił, aby kiedykolwiek był na to gotowy. Derek otworzył mu oczy na wiele i ośmielił, ale wciąż istniały pewne granice.

Ciepłe usta odnalazły jego własne w ciągu sekund i chyba nigdy nie odzwyczai się od pocałunków takich jak te. Derek wydawał się też całkiem świadom tego co z nim robi. Stiles czuł na skórze jego uśmieszek, gdy mężczyzna objął go mocno.

Zerknął na stolik zawalony dokumentami i zesztywniał mimowolnie. Oczywiście wiedział, że Derek pracował cały czas, ale jakoś wydawało się to krążyć bardziej po jego podświadomości.

- Przeszkadzam? – spytał niepewnie.

Derek wzruszył ramionami, jakby nie był do końca pewien własnej odpowiedzi.

- Potrzebuję pół godziny – powiedział mężczyzna szczerze. – Jeśli zaczekasz…

- Jasne. Będę cichutko jak myszka – dodał, odwieszając swoją kurtkę.

Torbę na ramię położył koło kanapy Dereka i wyciągnął swój notatnik, zastanawiając się ile przypomni sobie z pracy z Harrisem. Nie zdążył wykonać nawet szczątkowych szkiców przedmiotów, które już omówili, a były im potrzebne do artykułów. Oczywiście mogli skorzystać ze zdjęć, ale lepiej pisało się, widząc na oczy co się omawiało. Numerki, które przydzieliła ekspedycja wykopaliskowa nie mówiły mu zbyt wiele. PR-212 nie brzmiało nawet w połowie tak odlotowo jak rzeźbiona w granicie figurka przedstawiająca pierwiastek męski i żeński zarazem. A Stiles był pewien, że z tym właśnie mieli do czynienia. Ta kultura na równi stawiała kobiety i mężczyzn, i nie było to takie nieprawdopodobne. Dopiero później zaczęto całą tą seksistowską machinę zniszczenia. Ludy Europy Północnej opierały się jej najmocniej, ale i one uległy, gdy traktaty polityczne stały się ważniejsze od własnych zwyczajów.

Starał się wynotować wszystko, co przyszło mu do głowy. Wątpił, aby Harris skorzystał z jego wiedzy. Doktor wydawał się nadal traktować go jak dziecko w ciemności błądzące. Albo po prostu go nie lubił za to, że Stiles widział jak na dłoni jego braki. I nie zamierzał się podpisywać pod pracami, które opierały się na tak mylnych fundamentach. Nie wiedział za bardzo co powinien zrobić. Wycofanie się teraz wydawało mu się mocno nieodpowiednie. Nie chciał zostać oznaczony jako student, który miał taką okazję i ją zaprzepaścił. Z drugiej strony praca z Harrisem wydawała się niemożliwa.

Scott radził mu, aby napisał własne artykuły i opublikował je w tym samym czasie co Harris. Na pewno to było ryzyko, ale mogło się opłacić, gdyby jakiś profesor zgodził się z jego wnioskami. Czuł się trochę jak tchórz, gdy wykorzystał tę wymówkę jako powód swojego stresu. Scott zasługiwał na prawdę. I Stiles czuł, że jego przyjaciel przyjąłby wieści nie najgorzej. Znali się od lat i McCall nigdy nie był homofobem. Nie było powodu, aby zaczął być nim teraz.

- Wszystko w porządku? – spytał Derek.

- Co? – wyrwało mu się.

- Siedzisz od dziesięciu minut wpatrując się w przestrzeń. Skończyłem przeglądać umowy i nawet starałem się tobą potrząsnąć… - zaczął Derek u sugestywnie spojrzał na swoją dłoń, która nadal spoczywała na ramieniu Stilesa.

Zaczerwienił się wściekle.

- Przepraszam – powiedział pospiesznie, czując się jak idiota.

- Nie ma za co? – odparł Derek i wzruszył ramionami. – Coś się stało? Coś ze Scottem? – spytał, marszcząc brwi i może Hale czytał w myślach, bo trafił w dziesiątkę.

Albo kółko znajomych Stilesa było tak niewielkie, że zawsze wypływało jedno nazwisko. Nie miał rodzeństwa. Jego ojciec mieszkał daleko. To było oczywiste, że Scott był pierwszym wyborem Dereka.

- Uhm – wyrwało mu się i nagle zdał sobie sprawę, że jeśli ktokolwiek miał go zrozumieć to właśnie Derek.

Pamiętał minę Hale'a, gdy ten dowiedział się, że jego przyjaciel pojęcia nie miał o jego orientacji. Nie wstydził się, ale mimo wszystko ukrywał. I nie wiedział jak to nazwać wtedy, a teraz nic się nie rozjaśniło.

- Mogę zadać ci osobiste pytanie? – zaczął Stiles, zaciskając nerwowo palce na swoim notatniku.

Derek zdjął okulary i przetarł twarz, a potem spojrzał na niego wyczekująco.

- Pytać możesz zawsze. Czasem po prostu nie odpowiem. Zależy jakie to pytanie – przyznał szczerze Hale.

Stiles skinął głową, uznając, że to całkiem uczciwe.

- Jak powiedziałeś Laurze, że jesteś gejem? – spytał, przełykając nadmiar śliny, który nagle pojawił mu się w ustach.

Derek przez chwilę przypatrywał mu się naprawdę intensywnie.

- Ona wiedziała zanim ja się domyśliłem – powiedział ostrożnie Hale.

Stiles w zasadzie nie był aż tak zaskoczony.

- Więc nie rozmawialiście tak naprawdę? – upewnił się i Derek podrapał się po karku.

- O nie, rozmawialiśmy. Wiedziała, ale nie powiedziała ani słowa. Czekała, aż przestanę się wić – przyznał z krzywym uśmieszkiem mężczyzna.

I to cholernie pasowało do Laury.

- Wtedy wzruszyła ramionami i dodała, że cieszy ją, że nie jestem półinteligentem – dodał, ewidentnie próbując sobie przypomnieć tamtą rozmowę.

I kiedy spojrzał ponownie przytomniej na Stilesa, między jego brwiami pojawiła się poprzeczna zmarszczka.

- Chodzi o Scotta? – spytał wprost Derek.

Stiles nawet nie próbował udawać, że nie.

- Rozmawiałeś z nim i źle to przyjął? – spróbował jeszcze raz Derek.

- Nie, nie. Scott jest świetnym gościem – powiedział Stiles, czując się w obowiązku obronić przyjaciela nawet przed hipotetycznym oskarżeniem o homofobię.

- Ale nie powiedziałeś mu – ciągnął dalej Derek.

Stiles wziął głębszy wdech.

- Nie, nie powiedziałem mu… - przyznał i urwał. – Jeśli mu powiem…

- To będzie tak, jakbyś to całkiem otwarcie przyznał – odgadł Derek bez problemu.

Stiles starał się uśmiechnąć, ale mu nie wyszło. I zdał sobie sprawę, że Derek stał się nagle bardziej spięty. Nie chciał, aby mężczyzna myślał, że Stiles się wypierał tego, ich, siebie. To zapewne tak wyglądało, ale problem był o wiele bardziej złożony.

- Chcę mu powiedzieć – powiedział pospiesznie. – Nie wiem tylko kiedy i jak. I mój ojciec jest setki kilometrów stąd. Jesteśmy sami. Moja mama nie żyje. I nie wiem co on pomyśli. Jeśli Scott będzie wiedział… Wszyscy muszą się dowiedzieć, a ja nie wiem…

Derek położył mu uspokajającą dłoń na kolanie.

- Jeśli będziesz się przejmował tym, co świat o tobie pomyśli, świat to wykorzysta – zaczął Hale. – W tamtym barze nigdy nie przyznałeś się otwarcie. Nigdy nie powiedziałeś mi, że jesteś gejem. Może spróbujesz teraz? – zaproponował.

Stiles zamrugał, za bardzo nie wiedząc co powinien zrobić.

- Jestem gejem – powiedział trochę niepewnie i zdał sobie nagle sprawę, że coś przestało go ściskać w piersi.

Chyba nigdy nie przyznał tego na głos.

- Jestem gejem – powtórzył o wiele pewniej i Derek uśmiechnął się krzywo.

- Lepiej? – spytał mężczyzna.

- O wiele – odparł Stiles, lekko zaskoczony.

- To świetnie, bo zamierzam ci pokazać wypływające z tego profity – dodał Hale, skubiąc ustami płatek jego ucha.