Laura nie wydawała się zaskoczona widząc go podczas śniadania. Może wiedziała, że przez cały czas spał w pokoju Dereka. Nie wydawała się mieć mu tego za złe i nawet przygotowała swoje świetne naleśniki, które zresztą pochłonął, jakby to był ostatni posiłek w jego życiu. Czekała go rozmowa z Harrisem. Nie sądził, aby miał inny wybór. Nie mogli współpracować, kiedy facet był ewidentnie idiotą. Zależało mu na reputacji i nie chciał jej tracić nigdy – a już na pewno nie przez rażące błędy, które dostrzegał własnym niewprawnym okiem.
- Wydajesz się zdecydowany – rzuciła Laura marszcząc brwi.
- Zdecydowany? – zdziwił się. – Jak to w ogóle wygląda?
- Proste ramiona, zacięta twarz, pewne ruchy – wyjaśniła mu, chociaż pytał czysto retorycznie.
Spojrzał na nią tym bardziej zaskoczony. Nie tego się spodziewał i pewnie to pokazało się na jego twarzy, bo uśmiechnęła się szeroko.
- W naszym zawodzie musimy uczyć się szybko oceniać ludzi – przyznała. – Negocjowanie wymaga również zdolności obserwacji. Musimy wiedzieć kiedy nasze propozycje trafiają na podatny grunt, a kiedy tracimy czas.
- To dalej trochę przerażające – stwierdził, zerkając niepewnie na Dereka.
Hale kilkukrotnie trafiał w dziesiątkę, kiedy Stiles myślał o Scotcie i Harrisie. Może nie zawsze wiedział w czym tkwił problem, ale potrafił określić pole. Nie był pewien jak się czuje z tym, ale pewnie Derek nie mógł wyłączyć umiejętności, których nabywał przez całe życie od tak.
- Hm – wyrwało mu się.
Laura uniosła brew.
- Jesteście trochę jak współcześni myśliwi, więc wykształciliście szereg cech, które pozwalają wam na przetrwanie w mocno konkurencyjnym środowisku – stwierdził.
- Panie antropolog i kto jest teraz przerażający? Nazywasz mnie drapieżnikiem? – zakpiła.
- Jesteś przecież dosłownie łowcą głów – odparł.
- Ale ich nie odcinamy – wtrącił w końcu Derek, przypatrując im się ciekawie. – A czasem powinniśmy. Może nawet powinniśmy odcinać łby nie tyle konkurencji co współpracownikom.
- Dalej się wkurzasz za to wczoraj? – prychnęła i przewróciła oczami.
- Wystawiłaś mnie – przypomniał jej Derek, ale jego ton nie wskazywał na to, żeby był faktycznie wściekły.
- Taaaaa i jestem pewna, że twoja słoneczna osobowość pomoże nam domknąć ten kontrakt – rzuciła, wzruszając ramionami. – Poza tym chcę wiedzieć skąd to zdecydowanie na twarzy Stilesa – zmieniła szybko temat, wpatrując się wprost w niego, jakby chciała go rozszyfrować.
- Ludzie mają prawo do swoich tajemnic – mruknął Derek, biorąc do rąk w końcu swoją kawę, która trochę kusiła go odkąd skończył swoje naleśniki.
- Ale przede mną?- spytała z niedowierzaniem, jakby znali się całe życie i przyjaźnili mniej więcej tak samo długo.
Co dziwniejsze Stiles odnosił właśnie takie wrażenie, odkąd się poznali. Laura przerażała go początkowo, ale może bardziej miał coś z tym wspólnego wstyd, którego doświadczył podczas pierwszego spotkania. W końcu przyłapała go w łóżku swojego brata i niewiele miał do dodania w tym temacie. Na pewno nie znał skutecznej linii obrony.
Nie używała tego jednak przeciwko niemu, chociaż pewnie ją kusiło. Derek rzucał jej jednak ostrzegawcze spojrzenia raz po raz, za co Stiles był cholernie wdzięczny. Nadal posiadał pewne granice. Zresztą niełatwo było mu też siedzieć podczas śniadania przy tej samej ladzie, na którą doszedł dwanaście godzin wcześniej. Derek zerkał na blat wzrokiem o wiele zbyt obojętnym, żeby to nie mogło niczego znaczyć. Jego brwi zresztą poruszały się raz po raz, jakby z niedowierzaniem, że jednak śniadanie nie jest tak łatwe i bezproblemowe jak się spodziewał.
Stiles nie mógł nie otrzeć swoją stopą o jego łydkę, korzystając zresztą z tego, że Laura nie była świadoma tego co się dzieje. Derek spojrzał na niego krzywo, poprawiając się na swoim krześle, więc zrobił to jeszcze raz, rozbawiony i trochę zafascynowany tym jak policzki Hale'a ciemnieją. Gdyby nie siedzieli tak blisko, pewnie umknęłoby mu to, ale faktycznie widział słaby rumieniec na zwykle opalonej twarzy.
Laura spojrzała na niego podejrzliwie i wydęła usta.
- Zdecydowany – powtórzyła uparcie. – Zdecydowanie zdecydowany – dodała, chyba rozbawiona własną grą słów.
ooo
Harris spoglądał na niego z dłońmi zawiniętymi na piersi. Stiles nie przygotował prezentacji, ale podchodził do kolejnych grup eksponatów, starając się mu wyjaśnić na co patrzyli. Podłużna figurka, którą ten idiota nazywać prehistoryczną lalką przedstawiała kobietę i mężczyznę. Byli złączeni w całość plecami i chociaż ich cechy budowy zatarł czas nadal można było zauważyć charakterystyczny kształt piersi z jednej i członek z drugiej strony. Derek pytał go o jego ulubione rytuały seksualne, ale nie zajmował się antropologią płci. To nie oznaczało, że nie wiedział o niej nic.
- Panie Stilinski – zaczął Harris. - Jestem pewien, że poczuł się pan ważny, kiedy wybrałem pana do asystowania przy badaniach, ale chyba nie zdaje sobie pan sprawy z pochodzenia słowa 'asysta' i co za tym idzie, pana roli w tym przedsięwzięciu – westchnął Harris, jakby Stiles był kimś cholernie męczącym z tym przydługim wykładem, który wygłosił jeszcze kilka minut temu.
Co gorsza Harris wydawał się go nawet nie słuchać, więc wszystkie jego notatki, kilka dni pracy znowu poszło na nic. Mężczyzna był tak przekonany o swojej wszechwiedzy, że nie docierało do niego jak kardynalne błędy popełnił i Stiles był przerażony rozmiarami katastrofy, która nadciągała. Nie miał wątpliwości, że jego doktorat stał pod znakiem zapytania. Nie był pewien co badał wcześniej Harris, ale zapewne znalazłby w publikacji pełno rażących błędów. Nie miałby problemu z tym, żeby odwalić całą brudną robotę za doktora, począwszy od opisu przedmiotów po sporządzenie artykułów do czasopism branżowych, ale Harris musiałby wtedy zgodzić się z jego teorią.
Spojrzał na mężczyznę niepewny co teraz. Miał plan, kiedy wchodził do budynku ich instytutu, że jeśli porozmawiają jak równy z równym to dojdą do porozumienia. Nie nazwał mężczyzny ani raz niedouczonym imbecylem. Wyjaśnił mu w czym tkwiły błędy w ocenie niektórych z przedmiotów znalezionych podczas wykopalisk, a to dalej okazało się na nic.
- Panie Stilinski, sugerowałbym… - zaczął Harris.
- Nie – powiedział krótko, prostując się i odkładając swoje rękawiczki na stół. – Nie wezmę w tym udziału na takich warunkach – dodał.
Harris spojrzał na niego zszokowany i wściekłość szybko pojawiła się na jego twarzy.
- Mogłem przypuszczać, że przerośnie cię prawdziwa praca, ale dałem ci szansę i zmarnowałem kilka dni całkiem niepotrzebnie. Upewnię się, żeby to… - zaczął Harris, ale Stiles był już w drodze do drzwi.
Zamknął je z hukiem, nie zwracając uwagi nawet na studentów, którzy podskoczyli wystraszeni na jego widok. Normalnie nie robił tak wiele hałasu, ale miał ochotę coś rozwalić. Harris zamierzał narobić mu kłopotów, ale akurat ten doktor nie znosił go od samego początku, więc może powinien był zakładać, że ich współpraca nie skończy się dla niego dobrze. Wiedział też jakie braki miał ten dupek, ale jeden błąd nie mógł przekreślić jego kariery. I na pewno nie zamierzał się poddać.
Scott spojrzał na niego trochę zaskoczony, kiedy wparował bez pukania do ich pokoju w akademiku. Allison na szczęście była ubrana, więc uśmiechnął się do nich przepraszająco, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że pewnie wyglądał jak wariat. Przebiegł cały kampus, wściekły na siebie i wszystko wokół. Mógł pozwolić Harrisowi na zrobienie z nich idiotów i pewnie dostałby dobry stopień, ale to był tylko jeden przedmiot i zmuszony do zdawania komisyjnego na pewno dałby sobie radę. To był jego świat.
- Stiles – zaczął Scott niepewnie.
- Zrezygnowałem z badań z Harrisem – poinformował go.
- Stary – zaczął McCall i Stiles nie był pewien czy to znaczy 'zwariowałeś' czy 'przykro mi'.
- Myślał, że trzyma w dłoniach lalkę, a tymczasem to jedno z największych znalezisk od czasu odkrycia 'najstarszego dziecka świata' – jęknął, chowając twarz w dłoniach. – On ma figurkę, która pokazuje jasno, że pozycja kobiety w prehistorycznym świecie była równa mężczyźnie i że czczono obie płcie – wyjaśnił.
Scott oczywiście nie zrozumiał z tego ani słowa.
- Co zrobisz? – spytał McCall rzeczowo.
- Nie wiem. On pewnie już idzie do dziekanatu. Może zdążę na niego złożyć skargę – westchnął.
- Twoje słowo przeciwko jego słowu – rzuciła Allison i wiedział, że miała rację.
Harrisa znano szeroko jako najbardziej irytującego dupka, więc może nie będzie miał wielkich kłopotów. Nienawidził obrywać za niewinność.
- On pracuje nad tym wszystkim, bo dostał grant, prawda? – spytała dziewczyna ostrożnie.
- Tak – westchnął.
- Kto dostał ten grant? Uczelnia czy Harris? – zainteresowała się.
Wzruszył ramionami.
- Nie jestem pewien – przyznał. – Wiem, że mieliśmy wnioski wstępne przedstawić do końca następnego tygodnia.
- Więc jeszcze nie ma tego grantu. Na razie przygotowuje się do konkursu – zauważyła Allison.
I Stilesa nagle uderzyło co sugerowała.
- Mógłbym się ubiegać o to dofinansowanie i prawo do analizy znaleziska – powiedział z lekkim niedowierzaniem, że nie wpadł na to wcześniej. – Ale nie mam opiekuna. Jestem studentem. A Harris obrobi mi tak tyłek, że pewnie nikt nie będzie mnie chciał słuchać.
- Ponieważ w tym kraju jest tylko jedna uczelnia – westchnęła Allison.
Odbił się od swojego łóżka i przytulił ją naprawdę mocno.
- Kocham cię – powiedział jedynie i dziewczyna zaczęła się śmiać jak opętana.
- Hej! – zaprotestował słabo Scott.
ooo
Derek nie dopytywał, kiedy Stiles wymówił się z wieczornego spotkania. Mężczyzna miał pod koniec tygodnia znowu wylecieć do jakiegoś egzotycznego miasta i ostrzegł go, że będzie pozostawać poza zasięgiem przez pięć kolejnych dni. Laura zajmowała tymczasowo jego mieszkanie i Stiles mógł z niego korzystać kiedy chciał, jeśli hałas w akademiku zacznie doprowadzać go do szaleństwa.
Podejrzewał, że największy problem będzie stanowić Harris, który podobno o niego wypytywał kilku kolegów z ich roku. Nikt specjalnie nie wdawał się w dyskusje z tym dupkiem, więc pewnie nie uzyskał zbyt wielu informacji. Stiles i tak był zbyt zajęty szukaniem grantu, który Harris chciał wygrać. Uczelni zapewne zależało na tych pieniądzach, bo do badania przedmiotów dostali jedną z najlepszych sal i całkiem nowy sprzęt. Przeważnie nie inwestowano w antropologię, ponieważ nie odnosili spektakularnych sukcesów jak chemicy czy robotyka. Ich znaleziska i badania nie były wychwalane przez media i pokazywane w dziennikach. Publikowali sporo prac naukowych, ale pisma naukowe nie miały renomy wśród zwykłych ludzi, a uczelnia chciała być na językach wszystkich.
Scott starał się mu nie przeszkadzać i jeszcze tego samego wieczora przenieśli się do Allison, ale raj nie trwał długo. Ktoś na piętrze miał urodziny, więc Stiles skończył ze słuchawkami na uszach. Wysłał zapytanie do organizacji, która wprowadziła grant w imieniu Brooma, który spędził niemal całe swoje życie w Afryce Południowej poświęcając się badaniom. W licznych regulaminach oraz co ważniejsze wytycznych dotyczących prac, które należało nadesłać na konkurs ze wstępnymi przewidywaniami kierunku badań nie wspominano o doktorze czy profesorze prowadzącym, ale Stiles zadrżał na sam widok miejsca, w którym jego instytut miałby przybić swoją pieczątkę. Wystarczyło tyle, żeby jego marzenia prysły, więc wziął głębszy wdech i wpisał w wyszukiwarkę nazwę Uniwersytetu Hopkinsa, z nadzieją, że uczelnia znajduje się na tyle daleko, że macki Harrisa tam nie sięgną.
ooo
Nie pamiętał kiedy ostatnio spał, ale to się nie liczyło, kiedy Harris spoglądał na niego mściwie z katedry. Musiał pojawić się na zajęciach i czekał. aż mężczyzna zacznie. Jego koledzy odwracali się, aby spojrzeć na niego, więc plotki rozniosły się z prędkością błyskawicy. Może powinien zadzwonić nawet do ojca zanim dotrze to do Beacon Hills.
Starał się skupić na książce, którą miał przed sobą, ale Harris chodził dumny jak paw, wyświetlając im jakąś cholernie nudną prezentację. Miał cholernie dość uczenia się dwa razy; twierdzeń Harrisa oraz faktycznych przyczyn wędrówki ludów w Australii. Może przeniesienie się na inną uczelnię miałoby sens. Nie musiałby patrzeć na tego faceta dwa razy w tygodniu i znosić jego przytyków. Ciągłego 'ale pan Stilinski na pewno jest innego zdania', wtrącanych po raz czwarty.
Nikt z Hopkinsa do niego nie napisał, ale dostał rano maila od zarządu przyznającego grant Brooma. Pieczątka uczelni zostawała przybita i tak dopiero kiedy zweryfikowano badania. Nikt nie chciał przyznawać się do porażki swoich pracowników naukowych, więc przeważnie czekano na opinię grupy profesorów. Miał więc przynajmniej cień szansy, że jego praca zostanie przeczytana i oceniona na równi z innymi, a niczego więcej nie chciał.
Harris organizował kolejny konkurs na swojego asystenta i Stiles był trochę zaskoczony, kiedy chłopak z jego grupy zgłosił się podczas tych samych zajęć. Może też skuszony wizją swojej pierwszej publikacji pod kierownictwem tak sławnego antropologa jakim był Harris. Stiles nie znał dokonań tego faceta i nie chciał poznać.
Wylatuję dzisiaj. Mała zmiana planów. Zadzwonię po powrocie. Dałem Laurze twój numer, ponieważ nalegała.
Sms był jak zawsze lakoniczny. Derek nadawałby się do pisania telegramów na zlecenie.
- Pan Stilinski przerósł nas tak bardzo, że nie musi już nawet udawać, że słucha na wykładach – powiedział Harris.
Stiles prawie wypuścił komórkę z dłoni wcale nie zaskoczony, że facet wgapia się wprost w niego. Kilku jego kolegów zaczęło chichotać. Normalnie nie bawił się telefonem na zajęciach, ale Harris nie potrafił prowadzić zajęć. Jego wyjaśnienia nie trzymały się kupy i z każdym słowem udowadniał, że wie o czym mówi.
Zacisnął zęby i zaplótł dłonie na piersi. Jedyne co mu zostało to zdecydowanie.
