Dereka nie był w mieście, a on utknął nad pracą, do której wyniki badań nie były kompletne. Jego notatki były dość szczegółowe, ale to nie mogło zastąpić żywego kontaktu z okazami, do których dostęp miał Harris. Był pewien, że gdyby oficjalnie wystąpił do uczelni o udostępnienie mu tych antropologicznych zabytków, zapewne zmierzyłby się z Harrisem o wiele za wcześnie. I nie chciał ryzykować, ponieważ ujawnienie wyników jego badań musiało wyjść z zaskoczenia. W innym wypadku Harris oskarżyłby go o kradzież własnej pracy i zabrał wszystko to, czego Stiles dokonał sam. Nie miał wątpliwości, że dupek przez większą część czasu nie miał pojęcia na co patrzył i tylko współczuł koledze z grupy, który dokonał sporego błędu. Decyzja o dołączeniu do Harrisa zapewne wyszła pod wpływem chwili. Doktor może specjalnie nawet szukał kogoś na jego roku, aby pokazać mu, iż potrafił.

- Jak ci idzie? – spytał Scott.

Stiles chciał powiedzieć, że kończył, ale to był dopiero początek.

Najchętniej skonsultowałby to z kimkolwiek, ale profesorowie na jego katedrze zapewne wiedzieli o jego starciu z Harrisem. Podsyłanie im czegokolwiek byłoby jak strzał w kolano. Nie miał pojęcia jak wszystko skleić w sensowną całość. Wyciągnął pewne wnioski w stosunku do prawie każdego skatalogowanego przedmiotu, ale nadal pozostawały te, których nie widział na oczy, ponieważ nie zdążył ich wyciągnąć z wielkich drewnianych skrzyń wypełnionych suchą trawą. Nadawała się idealnie do przewożenia znalezisk.

- Potrzebuję to skonsultować – westchnął. – I nie dam rady – dodał.

- Stary, jestem pewien, że masz rację, skoro ten Harris nie ma pojęcia nawet jak prowadzić zajęcia – pocieszył go Scott. – Wyślij maila do kogokolwiek – rzucił, jakby to było takie proste.

I może rzeczywiście było. Stiles przecież nie tracił nic. A studenci notorycznie zadawali idiotyczne pytania swoim profesorom. Zasięgali zdania uczonych z innych uniwersytetów, aby dodać dodatkowe linijki w bibliografiach. Często ci profesorowie chcieli naprawdę pomóc tylko po to, aby ich imię i nazwisko wyszło przy okazji jakiejś publikacji. Wiedział, że Lydia robiła podobnie przez ostatnie lata, ilekroć chciała napisać do jakiegoś periodyku naukowego.

Scott chyba coś do niego mówił, ale Stiles nie słuchał, ponieważ był zbyt skupiony na ekranie swojego komputera. Potrzebował jakiegoś niezależnego profesora z uczelni maksymalnie daleko położonej od nich. I może nawet wypadało odezwać się do kogoś w Europie, chociaż jeśli nie liczyć Wielkiej Brytanii, naukowców stamtąd nie ceniono aż tak wysoko, jeśli nie publikowali wyników badań w amerykańskich czasopismach.

- Wiesz, że dzisiaj jest impreza pożegnalna Lydii, prawda? – spytał Scott ostrożnie i Stiles akurat to dosłyszał.

Atak paniki byłby jak najbardziej na miejscu. Nie miał czasu na spędzeniu całej nocy na piciu. Derek wyjechał i to pod pewnym względem było cudowne, ponieważ miał teraz czas na naukę. Z drugiej jednak tylko Hale potrafił go skutecznie odstresować. A nie powiedziałby teraz nie nawet na mały numerek na pieprzonej ladzie w kuchni. I piętnaście minut całowania z obłapianiem jak za starych dobrych czasów w szkole średniej byłoby wybawieniem.

- Mogę wyjść na góra godzinę – rzucił od razu.

- Lydia zrozumie – uspokoił go Scott.

ooo

Laura zadzwoniła do niego popołudniem, twierdząc, że wyszłaby z nim na kawę, jeśli ma czas. Musiał się niestety zasłonić nauką, co nie było kłamstwem. Wyczuła jednak, że coś jest nie tak i po chwili dostał smsa od Dereka z zapytaniem czy wszystko gra.

Powiedzmy. Nic czego nie przewidziałem. Mówiłem ci, że biorę udział w badaniach naukowych? Muszę to zebrać w całość, a nie jestem pisarzem.

Może przez to, że od kilku dni siedział w wordzie i modlił się do bogów weny o natchnienie, zaczął pisać pełnymi zdaniami, ale Derek wydawał się usatysfakcjonowany jego odpowiedzią i życzył mu szczęścia, co było nawet miłe. Stiles nie miał czasu na grzeczności i planował skopać Laurze tyłek. Donoszenie bratu naprawdę nie było konieczne. Nie musiała też wymuszać na nim umówienia się na kawę w pierwszej wolnej chwili, którą miał znaleźć. A która nieprzypadkowo wypadła w dniu, w którym musiał wysłać swoje badania. Potem już nic się nie liczyło i nie miał szans na poprawienie niczego.

Scott potrząsnął nim, a potem podał mu kubek z kawą. Allison stała już z jego spodniami i koszulką w dłoniach, więc porwał je, zanim ruszył w stronę łazienki. Nie był do końca pewien czy traktowali go jak niezdolnego do opieki nad sobą czy tak po prostu wyglądała przyjaźń, ale jego umysł nie pracował na takich obrotach od czasów… W zasadzie nigdy. Wszystko to, co widział przed oczami, to kolejne znaleziska i połączenia między nimi. Jak to mogło układać się w całość. Może miał do czynienia z przedmiotami kultu. Jeśli tak, to równość pomiędzy kobietami, a mężczyznami była bardzo ważna. To co Harris wziął za zabawkę z czasów prehistorycznych, stanowiło artefakt wielkiej wagi. Może nawet swego rodzaju boga, który posiadał cechy charakterystyczne dla obu płci. Nie zajmował się antropologią tego rodzaju, ale miał podstawy, które pozwalały mu stwierdził na co patrzył. Wszystko zostało lekko zatarte przed czas, ale nadal nie pozostawiało wątpliwości.

- Stiles! Nie utoniesz! – krzyknął do niego Scott.

Może faktycznie stał pod natryskiem o kilka minut za długo.

ooo

Lydia wyglądała pięknie jak zawsze i uderzyło go, że wie na temat jej transferu o wiele więcej niż znajdujący się w domu bractwa studenci. Jakoś znajomość z Hale'em stanowiła tak naturalną dla niego rzecz obecnie, że świadomość, iż nikt o tym nie wie, odrobinę bolała. Przede wszystkim Jackson, który został upokorzony przez Dereka na jego oczach, próbował sobie odbić na nim przez pierwsze minuty wieczoru.

Miał naprawdę po dziurki w nosie żartów na temat jego dziewictwa. Nie chwalił się tym, że już miał za sobą pierwszy raz. I jakoś był przekonany, że jego doświadczenie w tej mierze mocno przekraczało to, co robili obecni na imprezie studenci. Derek wiedział co robi w łóżku, a oni mieli lata nauki przed sobą. Może zresztą nigdy nie mieli dojść do punktu, w którym byliby tak dobrzy. Stiles myślał o tym z pewną satysfakcją.

- Wiesz, mogłeś się mu odgryźć – rzuciła Allison. – Scott mówił mi o tajemniczej dziewczynie, od której wracałeś w środku nocy – dodała, poruszając całkiem sugestywnie brwiami.

I jakby tego było mało, wrócił dawny strach, że ktokolwiek odkryje jego orientacje. Na imprezie było kilku gejów i wszyscy ich lubili, ale on stanowił całkiem inną ligę we wszystkim. Jeśli ktokolwiek miał wylecieć z jakimś homofobicznym bełkotem to do niego, ponieważ Stiles był cholernym pechowcem. I jasnym było, że Jackson – król dupków – go nie cierpiał. Nie chroniło go nic.

- Nie całuję i nie opowiadam o tym – odparł tylko.

Allison przewróciła oczami, a potem wzięła kolejny łyk piwa.

- Nie pijesz? – zdziwiła się.

- Tylko kawę. Chcę dzisiaj posiedzieć dłużej – przyznał.

- Będziemy ze Scottem u mnie – poinformowała go.

- Uch, nie musicie… Nie powiedziałem tego, żeby was wywalić… - zaczął pospiesznie, bo nie wyszło to całkiem dobrze.

- Nigdy nie korzystasz ze swojego pokoju. Wywalaliśmy cię tak często, że teraz twoja kolej na wykopanie nas – prychnęła i przewróciła oczami, jakby pojęcia nie miała dlaczego robił takie problemy.

Może sam fakt, że była trochę obca, sprawiał, że skrępowanie powracało. Pomiędzy Derekiem, uczelnią i badaniami nie miał zbyt wiele czasu dla nich. Poznał Allison jakiś czas temu i rozmawiał z nią zaledwie kilka razy. Częściej się po prostu mijali, ale wydawała się rozumieć, że taka cena przychodziła wraz z jego kierunkiem.

Jego telefon zawibrował. Derek przysyłał mu od czasu do czasu smsy, co było miłe. I trochę zaskakujące. Nie sądził, że tym razem będą w stałym kontakcie. Normalnie Hale znikał i pojawiał się bez uprzedzenia. Sądził, że tak działał ich układ, ale Laura wszystko zaburzyła. Derek wydawał się dbać. Albo przynajmniej sprawiał takie wrażenie, a Stiles nie chciał tego komplikować. Jego życie obecnie ssało dostatecznie mocno, aby nie mógł się skupić na rzeczach bieżących. Nie chciał myśleć o przyszłości.

- Stilinski przez całą szkołę średnią był zakochany w mojej dziewczynie – poinformował wszystkich Jackson.

Scott wydawał się zniesmaczony. Lydia zirytowała się jak zawsze, ale pozostali się śmiali, kiedy Whittemore pokazywał na niego palcem. Do tego Stiles był akurat przyzwyczajony.

- Może dlatego nadal jest dziewicą. Wciąż czeka na Lydię – ciągnął dalej dupek.

Stiles pojęcia nie miał dlaczego nadal się z nim zadawali. Na pewno duża rola w tym była Lydii. Nie mogli jej zostawić tylko dlatego, że jej chłopak był tłukiem.

- A może problem tkwi w tym, że nikt go po prostu nie chce. Słyszałem, Stilinski, że wywalili cię z badań na wydziale – rzucił Jackson jeszcze, patrząc prosto w jego oczy.

I może coś się w nim przepięło w tym momencie, ale było niewiele rzeczy, z których był dumny. A decyzja o sprzeciwieniu się Harrisowi stanowiła punkt zwrotny w jego życiu. Potrafił. Mógł. Wierzył w siebie.

- Jackson, dupku, nigdy nie wiedziałem dlaczego tak bardzo skupiasz się na mnie – zaczął, podchodząc bliżej. – Poważnie, stary. Ta obsesja trwa od szkoły średniej. Ktoś mógłby nazwać to miłością – zakpił.

Whittemore musiał być w szoku, że Stiles jednak postanowił odpowiedzieć. To był precedens, chociaż ostatnio się mu odgryzł dość skutecznie. Teraz jednak był zbyt przemęczony, aby myśleć i reagować. Złapał dupka za szyję i kiedy ich usta się złączyły, poczuł pewną satysfakcję, bo Jackson instynktownie rozchylił wargi, wpuszczając jego język głębiej. Każdy kto znajdował się w salonie bractwa widział dokładnie co się działo. I Stiles puścił tłuka, zanim Jackson zdążył się opamiętać.

- Wiem, że sekretnie marzyłeś o tym od lat. To ostatni pocałunek, skarbie. Jestem zajęty – poinformował go, a potem podszedł do Lydii, która kiwała głową z aprobatą i pożegnał się szybko.

ooo

Pierwsze iskierki paniki poczuł, kiedy zdał sobie sprawę, że Scott podążył za nim. Nie usłyszał McCalla początkowo. Wszyscy śmiali się, nabijając się z Jacksona. Część ludzi klaskała i gwizdała. Hałas był dostatecznie duży, że nie słyszał nawet własnych myśli.

Scott jednak za nim wybiegł i Stiles nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, co zrobił wcześniej na oczach wszystkich. Mógł twierdzić, że to był tylko głupi kawał albo się upił, ale jego przyjaciel wiedziałby lepiej. I nie potrafiłby go okłamać, dlatego zawsze unikał tego tematu jak ognia. Czuł się tylko odrobinę lepiej, że Allison nie towarzyszyła McCallowi.

- Stiles! – krzyknął Scott chyba po raz setny.

Jego astma nie mogła ułatwiać biegu, więc miał jeszcze pewne szanse na ucieczkę, ale i tak mieszkali w jednym pokoju. Laura pozwoliłaby mu pewnie zostać w mieszkaniu Dereka, ale to byłoby dziwne.

Zatrzymał się więc na środku kampusu i przetarł twarz, na której perliły się krople potu.

- Scott – zaczął, ale słowa utknęły mu w gardle.

- Stary, to było świetne – powiedział McCall zaskakując go lekko.

Wziął głębszy wdech, ponieważ Scott patrzył na niego z jakąś dziwną radością w oczach. I to nie miało sensu. Chyba, że McCall naprawdę sądził, że to była tylko zagrywka, żeby zirytować Jacksona. A takie było prawdopodobieństwo. I Stiles wolał już, żeby Scott krzyczał, że nie są już przyjaciółmi, bo nie musiałby niczego uściślać i wyjaśniać.

- Stary ja… - zaczął i urwał. – To nie był żart – przyznał w końcu.

Scott uniósł brew, jakby czekał na jakieś wnioski.

I Stilesa uderzyło nagle, że jego kumpel był całkiem zrelaksowany.

- Wiedziałeś? Znaczy wiedziałeś, że jestem gejem? – zdziwił się.

Scott wzruszył ramionami.

- A myślałeś, że nie wiem? – zdziwił się McCall. – Znamy się całe życie. Wiesz o mnie więcej niż ja sam, stary.

- Dlaczego nigdy nic nie powiedziałeś? – spytał wprost.

- Myślałem, że to jedna z tych rzeczy, o których nie gadamy – przyznał Scott, przewracając oczami. – Poza tym… Masz kogoś – upewnił się. – To nie był żart? Pójdziemy na podwójną randkę? – zasypał go pytaniami, na które Stiles na pewno nie był gotów. – Allison totalnie chce podwójną randkę. Nie wiesz nawet jak długo mnie nudzi, żebyśmy cię umówili…

- Stary, jestem gejem. Nie pójdę na żadną randkę z jej koleżankami – zaznaczył z pewnością w głosie.

- Nie koleżankami – jęknął Scott. – Ona ma takiego kolegę z lekcji samoobrony. Ale jak kogoś masz to nieaktualne – rzucił.

Stiles nie był do końca pewien czy na pewno znajdował się w środku nocy na kampusie swojej uczelni umawiając się na podwójną randkę ze Scottem i Allison. Zamrugał, uszczypnął się i nadal miał smak piwa Jacksona na języku, więc może nie powinien był go całować, aż tak bardzo.

- Stary wiesz… Nie do końca kogoś mam – przyznał ostrożnie. – Uprawiamy seks – przyznał.

- Bez szczegółów – rzucił Scott pospiesznie.

- Totalnie bez szczegółów. Tylko, że… - urwał, starając się sobie wyobrazić Dereka na spotkaniu z McCallem i Allison.

Kompletnie sobie tego nie wyobrażał. Nie rozmawiali nawet, kiedy byli we dwóch.

- Pomyśl o tym, bo ona urwie mi głowę – jęknął Scott.

- Zobaczę co da się zrobić – westchnął. – Ale nie wcześniej niż po tym jak wyślę papiery do uczelni – zastrzegł.