Spodziewał się, że ludzie zaczną się zachowywać w stosunku do niego inaczej, ale jedynie Jackson uważał przy nim. Zapewne, aby incydent z imprezy się nie powtórzył. Whittmore też przestał kpić, co było kompletnie czymś nowym. Stiles zapewne zauważyłby to, gdyby nie fakt, że zakopywał się coraz głębiej w książkach i Scott zmuszony był do przynoszenia mu posiłków, bo gdyby nie to – zapewne nie pamiętałby o nich. I tak schudł na twarzy – przynajmniej tak twierdziła Allison. Chociaż jego teoria była taka, że ciemne cienie pod oczami odejmowały optycznie kilogramów każdemu. On nie posiadał zbędnego tłuszczu, który mógłby oddać komukolwiek.
- Stary… - zaczął Scott.
Stiles spojrzał na niego trochę zaskoczony samym faktem, że McCall w ogóle znajduje się w ich pokoju.
- Kiedy ostatnio spałeś? – spytał jego przyjaciel wprost.
- A od kiedy tutaj jesteś? – zaciekawił się.
Jakimś cudem Allison zmaterializowała się przed nim i zabrała mu laptop, co przecież było bestialstwem. Za długo pracował, aby kradziono mu dorobek ostatnich…
- Jaki mamy dzień? – spytał ciekawie.
- Kładziesz się spać. Natychmiast – poinformowała go dziewczyna Scotta.
I nie była jego matką ani ojcem. Przyłożyła poduszkę do jego twarzy, co było idiotyzmem, bo przecież spanie na siedząco nie mogło być wygodne. Zasnął jednak, zanim zdążył się zastanowić nad tym głębiej.
ooo
Obudził go dźwięk telefonu i spadł z łóżka lekko spanikowany, bo nie wiedział jaka godzina, ale na pewno nie powinien był spać. Allison spoglądała na niego cierpliwie znad swojego podręcznika. Scotta nie było nigdzie w zasięgu wzroku, ale ponieważ ostatnio ludzie pojawiali się i znikali w tym pomieszczeniu – był przekonany, że magia istnieje.
- Spałeś osiem godzin, chociaż sądziłam, że będziemy mieli cię z głowy przynajmniej na dwa dni – poinformowała go Allison. – Twoja praca jest niemal skończona, Stiles. Dlaczego po prostu nie przespałeś się? – spytała. – Nie musisz tego sto razy poprawiać – dodała.
Spojrzał na nią tak, jakby zwariowała, ponieważ to była jego pierwsza poważna praca. I mierzył się z własnym wykładowcą, więc to musiało być na tyle dobre, że nawet jeśli nie dostałby tego grantu, na co miał nikłe szanse – Harris miał dostać w twarz. I to porządnie. Tak jak Stiles nie dałby mu nigdy w sposób czysto fizyczny nie dlatego, że był pacyfistą, ale przez to, że był synem szeryfa i wiedział jak wygląda pozew o pobicie. To totalnie nie wyglądałoby dobrze w jego papierach.
- Jeśli to skrewię… - zaczął.
- Jestem pewna, że twój wykładowca już skrewił, skoro się wycofałeś. Znam cię krótko, ale patrzyłam na twoją pracę przez ostatnie dni i chociaż jesteśmy na zupełnie innych kierunkach… - urwała Allison. – Jesteś geniuszem. Kiedy Scott tak twierdził, miałam ochotę się roześmiać. No bo wiesz… Oboje znamy Scotta. Jest ekstremalnie lojalny. Teraz jednak nie żartował. Nie hiperbolizował. Przewaliłeś materiał, który na pewno nie był przeznaczony dla twojego roku. Jestem tego stuprocentowo pewna, ponieważ większość z tych książek wyszła w ciągu tego półrocza, więc nie wpisano ich w tryb zajęć. Sprawdzałam to przez ostatnie dwadzieścia minut, kiedy pilnowałam, żebyś zaraz po obudzeniu się nie zabrał się do pracy – powiedziała jednym tchem.
I Stiles był pod wrażeniem. Przeważnie to on tak wiele mówił.
- Scott poszedł po coś do jedzenia. Schowałam twój laptop. Oddam, kiedy zjesz coś pożywnego i napijesz się herbaty – wyjaśniła.
- Herbaty? Czy ja ci wyglądam na Anglika? Daj mi kawy, kobieto – jęknął.
Żaden mięsień na twarzy dziewczyny nie drgnął. Miała być o wiele cięższym negocjatorem niż Scott był kiedykolwiek.
ooo
Jego dłonie się odrobinę trzęsły, kiedy nadawał swój list. Dwa razy sprawdził adres. I naprawdę nie był nadal pewny czy to dobry pomysł. Profesor, którego mailowo prosił o konsultacje, okazał się diabelnie pomocny. To znaczy nie zrobił i nie powiedział nic, czego Stiles nie wiedział lub nie podejrzewał. Było mu jednak lżej, kiedy zdał sobie sprawę, że człowiek z tytułem naukowym popiera jego teorię. To jedno zdanie wystarczyło, aby przestał mieć koszmary nocne. No i przestał chodzić na zajęcia z Harrisem, co wiele pomogło na jego nerwy.
Wchodził do akademika, kiedy zamarł, dostrzegając całkiem dobrze znaną sobie sylwetkę. Derek stał kilka kroków od niego i spoglądał na niego z charakterystyczną zmarszczką między brwiami. Przez chwilę patrzyli na siebie i Stiles naprawdę sądził, że ma omamy wzrokowe.
- Cześć – powiedział.
Derek poruszył nosem jakoś dziwnie.
- Wróciłeś? – zdziwił się.
Hale przewrócił oczami.
- Wiedziałbyś, gdybyś odbierał swój cholerny telefon. Laura zdenerwowała się, kiedy ją olałeś – wyjaśnił Derek. – I zmusiła mnie, żebym sprawdził czy żyjesz – dodał odrobinę twardo.
Stiles zamrugał, a potem jego usta rozchyliły się szeroko.
- Jestem umówiony z Laurą! – wyrwało mu się o kilka tonów za głośno.
Możliwe, że kilku studentów mijających ich, przyjrzało mu się podejrzanie. Na kampusie jednak nie takie rzeczy się zdarzały.
- Stiles, dobrze się czujesz? – spytał Derek i teraz brzmiał na zmartwionego.
- Jasne, super świetnie – powiedział pospiesznie.
Derek spoglądał na niego nieufnie, jakby nie wierzył w ani jedno jego słowo. Może powinien był sobie darować ten entuzjazm.
- Mogłem nie spać kilka dni – przyznał w końcu.
Żaden mięsień na twarzy Dereka nie drgnął. I facet mógłby przesłuchiwać ludzi dla jakiejś agencji wywiadowczej, bo Stiles miał nagle potrzebę wyrzucenia z siebie wszystkiego, co byłoby straszne, bo nie chciał, aby Hale wiedział, jeśli zostanie relegowany z uczelni przez Harrisa.
- Stiles – westchnął Derek.
- Nie, poważnie. Dużo nauki. Wiesz jak jest ze studentami. Teraz jednak jestem kompletnie wolny. Mam czas. Mogę spać. Albo możemy jechać do ciebie? – spytał niepewnie.
- Czy twój współlokator da ci się normalnie wyspać? – zainteresował się Derek, ale jego głos brzmiał sceptycznie. – Może faktycznie zawiozę cię do siebie, żeby Laura zobaczyła na własne oczy, że jednak żyjesz i oddychasz. A potem zaśniesz na dwanaście godzin? – zaproponował Hale.
Stiles wiedział, że mruga, a jego usta są rozchylone. W zasadzie zapewne wyglądał jak idiota, ale lepiej panowałby nad sobą, gdyby jego umysł działał sprawnie.
- Uhm, jasne? Znaczy nie będzie ci przeszkadzać… - zaczął.
- Muszę nadrobić raporty. I dopilnuję, żebyś się przespał – powiedział Derek i tym razem w jego głosie nie było krzty wahania.
Nie proponowano mu niczego. Teraz rozkazywano i Stiles doskonale znał ten ton. Derek używał go rzadko, ale jeśli już – to po jego plecach przebiegał przyjemny dreszcz ekscytacji.
Ruszył w kierunku Dereka bez zastanowienia i zamarł tylko, kiedy usłyszał swoje imię.
- Stiles? Stary, wszędzie cię szukaliśmy – rzucił Scott, podbiegając bliżej. – Do jakiej poczty poszedłeś? Allison nie wiedziała kiedy się jej urwałeś i biegamy po całym kampusie…
- Mamy pocztę na kampusie? – spytał zszokowany.
Scott spojrzał na niego jak na idiotę, a potem zerknął na Dereka, jakby do końca nie wiedział skąd kojarzył faceta. W końcu impreza, na której Hale nakrzyczał na Jacksona była ponad miesiąc wcześniej.
- Hej – rzucił niepewnie jego przyjaciel.
- Witaj – odparł Derek i twarz mężczyzny jak zawsze nie mówiła wiele.
Napięcie pojawiło się nagle w powietrzu i nie miał pojęcia, że to w ogóle możliwe, ale Scott wydawał się odrobinę wyższy.
- Derek Hale, Scott McCall. Scott to jest Derek – przedstawił ich pospiesznie.
Derek był na tyle miły, że wyciągnął nawet dłoń na powitanie, a Scott ujął ją podejrzliwie, nie spuszczając mężczyzny z oka.
- Super. Skąd się znacie? – spytał jego przyjaciel niemal od razu.
- Z baru – przyznał szczerze Stiles.
A ponieważ świat był cudowny od czasu, kiedy pocałował Jacksona – pomijając smak piwa, którego nie potrafił się pozbyć przez kilka kolejnych godzin – nie musiał się już kryć.
- Jadę do Dereka wyspać się, bo na naszym piętrze każdej nocy są przynajmniej trzy kontrimprezy. Także pokój jest twój i Allison. Nie musisz dziękować stary – rzucił.
Derek wyglądał na zaskoczonego i Stiles zdał sobie sprawę, że w tym całym zamieszaniu nie powiedział Hale'owi o najnowszej rewelacji. Zapewne też na jego komórce, którą wyciszył, kiedy obudziła go dwie doby temu, widniało kilka wiadomości i pewnie jakieś dziesięć nieodebranych połączeń. Chociaż Laura była uparta – mogło być jeszcze gorzej.
- Uhm, Scott wie, że jestem gejem – poinformował Dereka, którego kąciki ust lekko drgnęły.
- Owocna rozmowa? – zaryzykował Hale.
- Pocałowałem Jacksona Whittemore'a, żeby przestał mnie w końcu wkurzać – przyznał bez cienia żenady.
Derek skrzywił się lekko i Stiles w pełni popierał.
Scott spoglądał na niego, a potem na Dereka. I tak w kółko, dopóki na jego twarzy nie pojawiło się zrozumienie.
- Och, och. Och! – wyrwało się McCallowi i to była prawie cała gama dźwięków.
- Jakiś problem? – spytał Derek nieprzyjemnie obojętnym tonem.
- Totalnie żaden – powiedział szybko Scott, ale wgapiał się w Hale'a uparcie.
- Chryste – wyrwało się Stilesowi. – Ja chcę iść spać – powiedział całkiem szczerze, bo od kiedy wysłał swoją pracę, poziom adrenaliny w jego organizmie skutecznie spadał.
Teraz czuł się jedynie coraz bardziej wyczerpany.
Derek wyciągnął w jego stronę swoją rękę, bardzo powoli i ostrożnie, jakby nie miał pojęcia co w ogóle chciał z nią zrobić. Objął go w końcu jednak ramieniem, przyciągając do siebie tylko bliżej. Stiles byłby zaskoczony tym gestem, gdyby nie fakt, że zapewne się już kiwał na boki.
- Nie dawaj mu kawy, nawet jeśli będzie bardzo chciał – rzucił Scott nagle.
- Wiem – odparł Derek i przewrócił oczami. – Wróci jutro cały i zdrowy – obiecał jeszcze, zanim poprowadził go w stronę uczelnianego parkingu.
ooo
Laura rzuciła mu się na szyję, co było czymś nie całkiem niespodziewanym. Musiał ją nieźle nastraszyć przez co odczuwał lekkie wyrzuty sumienia. Nie zrobił tego specjalnie. Kiedy jednak sprawdził swój telefon dotarło do niego, że Derek na zmianę z siostrą próbowali się do niego dodzwonić od dobrych trzech dni. Sam zacząłby świrować po tym czasie.
- Nie rób więcej takich rzeczy – powiedziała Laura.
- Przepraszam – rzucił, starając się posłać jej swój najlepszy niewinny uśmiech.
Laura go nie kupiła.
- Wyglądasz, jakbyś stracił ze cztery kilo. Nie, żeby było z czego odejmować – prychnęła kobieta.
- To przez cienie pod oczami – poinformował ją i to wcale jej nie pocieszyło.
- Stiles idzie spać – rzucił Derek, popychając go w stronę swojej sypialni.
I to było naprawdę miłe, że użyczał mu swojego łóżka. Na jego piętrze naprawdę hałasowano. I chociaż zdążył się do tego przyzwyczaić przez ostatnie lata, teraz potrzebował faktycznego odpoczynku. Poza tym Scott zasługiwał, aby oddano mu pokój. Miał w końcu dziewczynę i Stiles był pewien, że zaburzył ich życie seksualne. A przynajmniej miał nadzieję, że jego przyjaciel nie uprawiał przy nim seksu.
Dostał spodenkami w twarz i zamrugał zaskoczony. Derek niemal natychmiast zabrał mu materiał z twarzy, kiwając z niezadowoleniem głową.
- Zero refleksu. Nie widziałeś nawet jak leciały, prawda? – spytał Hale i wydawał się nawet odrobinę rozbawiony. – Jak długo nie spałeś? – spytał ciekawie.
- Przed tym jak Allison i Scott położyli mnie siłą do łóżka czy po tym? – zainteresował się.
Jego spodnie znalazły się w okolicy jego kolan i to nie było wcale seksowne, bo gołym tyłkiem wylądował na chłodnej pościeli, kiedy Derek popchnął go na łóżko bez ostrzeżenia.
- Hej! – zaprotestował słabo. – Mogę sam się rozebrać – dodał.
- Jakoś wątpię – prychnął Derek. – Tak jak mogłeś się sam ubrać? – spytał ciekawie Hale.
- Co jest nie tak z tym jak się ubieram? – rzucił zbulwersowany. – Albo nie, nie odpowiadaj – dodał pospiesznie, ponieważ Derek akurat zawsze wyglądał zbyt dobrze.
I Stiles nie widział go w żadnych nerdowskich koszulkach. Derek ubierał się jak dorosły.
- To nie jest twoja koszulka – poinformował go Hale.
Stiles spojrzał na materiał o kilka rozmiarów za duży.
- Uhm, Scotta – jęknął.
Faktycznie niewiele widział, kiedy sięgał po ubranie. Starał się doczytać do końca swoją pracę, zanim zakleił kopertę. Nie miał zbyt wielu fotografii znalezisk, ale miał nadzieję, że tyle wystarczy. Wywołał wszystko, co miał na komórce. Allison pomogła mu wyostrzyć zdjęcia w programie do obórki fotografii. A przynajmniej sądził, że to była jej robota.
Spodnie Dereka były o kilka rozmiarów za duże i ledwo utrzymywały się na jego wystających biodrach. Pewnie dlatego tak łatwo było je na niego naciągnąć. Stiles zresztą nie protestował, bo chociaż dotyk Dereka nie miał seksualnego podtekstu, był całkiem miły. A pościel była miękka i pachniała świeżością. Nie pamiętał kiedy oddał do prania prześcieradła u siebie. I pewnie powinien to zrobić, kiedy tylko wróci do akademika.
- Potrzebujesz jeszcze czegoś? – spytał ciekawie Derek.
- Zgaś światło? – zaryzykował.
- Jest środek dnia – poinformował go Hale całkiem poważnie. – Zobaczę jednak co da się zrobić – obiecał.
Stiles nie prosił o nic więcej. Zamknął oczy, zanim zdał sobie sprawę, że ta ciemność wokół to jednak nie sprawka Dereka. Dopiero później usłyszał dźwięk zasuwanych kotar i czerń zrobiła się bardziej intensywna.
- Śpij, Stiles – rzucił Derek, jakby trzeba było go jeszcze zachęcać.
