Obudził go zapach jedzenia, co pewnie wiele świadczyło o tym jak odżywiał się przez ostatnie dni. Jego żołądek zaburczał tak głośno, że nie byłby zdziwiony, gdyby usłyszano go w kuchni.
Z trudem uniósł się na rękach, orientując się, że gdzieś w czasie snu jego spodenki zsunęły się poniżej linii pośladków. Nadal zakrywały nogi, ale przecież nie takie było ich zadanie. Miał jedynie nadzieję, że Laura nie weszła do sypialni Dereka, aby upewnić się, że nie zapadł w jedną z tych niewyjaśnionych śpiączek, po których ludzie wstają dwadzieścia lat później i chcą kontynuować swoje życie jak gdyby nigdy nic.
Nie miał pojęcia która godzina, bo kotary nadal były szczelnie zasłonięte, ale z pewnością to nie był ten sam dzień, w którym spotkali się z Derekiem. Pościel obok niego miała dość charakterystyczny kształt, a to znaczyło, że ktoś z nim spał.
- Wgapiasz się w łóżko od pięciu minut. Może się jeszcze położysz? – zaproponował Derek.
I Stiles omal nie dostał zawału. Hale siedział w swoim fotelu z okularami na twarzy i najwyraźniej pracował. I jeśli planował zawsze sporządzać raporty bez koszulki – Stiles totalnie mógłby zostać jego asystentem.
- Teraz wgapiasz się we mnie – stwierdził Derek, ale wyglądał bardziej na rozbawionego. – A ja mam całkiem dobry widok, więc… - urwał.
Stiles zdał sobie sprawę, że pewnie przez ten cały czas leżał z pośladkami na wierzchu. I pewnie miałby z tym problem, gdyby nie fakt, że Derek widział nie takie rzeczy. I nie w takich pozycjach.
- Potrzebuje prysznica – zdecydował.
- Potrzebujesz śniadania – poprawił go Derek. – A potem prysznica.
- Prysznica – rzucił, ponieważ nie pamiętał kiedy ostatni raz się kąpał.
Możliwe, że Allison wepchnęła go pod prysznic jakąś dobę temu, ale to mógł być tylko koszmar rodem z Zatoki Perskiej. Pamiętał jakiś krzyk. Może wylądował tam nawet w ubraniu. Scottowi pod względem opieki nad kimkolwiek nie należało ufać.
- Prysznica – powtórzył zdecydowanie.
- Albo zjemy razem śniadanie, a kiedy będę miał pewność, że nie zemdlejesz z głodu, weźmiemy razem prysznic? – zaproponował Derek.
I bardzo chciał się nie zgodzić na to, ponieważ propozycja stanowiła jawną próbę przekupstwa. Jednak biorąc pod uwagę to, co robili ostatnim razem pod prysznicem – nie marzył o niczym innym. Możliwe, że jego penis już zaczął reagować, bo lekkie mrowienie w podbrzuszu zawsze było wstępem do pełnego podniecenia.
- Jasne, przekonałeś mnie – rzucił pospiesznie.
Derek uśmiechnął się do niego szeroko, a on próbował sobie wmówić, że jego serce wcale nie zaczęło bić mocniej. Hale normalnie wyglądał zbyt przystojnie, ale te okulary i brak koszulki robiły coś ze Stilesem.
- A może najpierw prysznic razem? – zaproponował.
- Yhym. A jak zemdlejesz? – zainteresował się Derek.
- Ludzie robią to kiedy inni są nieprzytomni. A przynajmniej tak słyszałem. Totalnie masz moją zgodę – powiedział pospiesznie.
Mężczyzna prychnął, a potem wydął wargi.
- Szkoda, że nie przeprowadziliśmy tej rozmowy wczoraj. Miałbyś zupełnie inny poranek – rzucił Hale, patrząc sugestywnie na jego nadal odkryte pośladki.
ooo
Laura robiła bardzo dobre naleśniki. Musiał jej przyznać, że znała się na tym. Albo Stiles był tak głodny, że zjadł ich dwa talerze ku jej radości. Derek najwyraźniej nie miał w zwyczaju pochłaniania takiej ilości jedzenia, a gotowanie dla jednej osoby było frustrujące. Stiles pamiętał to doskonale jeszcze z Beacon Hills, kiedy ojciec nie wracał po pracy do domu.
- Powiesz co cię tak zaabsorbowało, że sądziłam, iż potrącił cię autobus? – spytała Laura.
Rozważał tylko ułamek sekundy czy powinien się przyznać. Prawda była jednak nadal zbyt ekstremalna.
- Wystartowałem w konkursie o grant na badania – powiedział ostrożnie.
Laura zamrugała, a potem jej twarz rozświetliła się.
- Nie, nie możesz go sprzedać na Harvard – westchnął Derek, zapewne czytając siostrze w myślach.
- No przestań – zaśmiała się. – Jest idealny!
- Uhm, jeszcze nie dostałem tego grantu. Wiesz o tym, prawda? I prawdopodobieństwo, że uznają w ogóle moje badania za cenne albo wiarygodne jest tak nikłe... – zaczął.
- Jest taki uroczy – weszła mu w słowo Laura, kompletnie ignorując jego słowa. – Skarbie, my sprzedajemy marzenia. Ludzi. Nie sukcesy. Na sukcesy zarabiasz sam – poinformowała go z uśmiechem. – A czasami samym sukcesem jest to, że nie skończyłeś jeszcze studiów, a już mierzysz wysoko. Zawsze lubiłam ambitnych ludzi.
Derek przewrócił oczami, jakby słyszał to nie pierwszy raz.
- Sprzedajesz mu standardową pogadankę. Poważnie, Laura. Odpuść – powiedział Hale, ale w jego głosie był cień humoru, który objawiał się dość rzadko.
Stiles jednak polował na te momenty.
- Idę pod prysznic – rzucił, ponieważ nie wydawało mu się, że powinni wychodzić z kuchni razem z Derekiem.
Laura jednak spojrzała na niego ze skrajnym przerażeniem, jakby właśnie powiedział coś okropnego.
- O nie nie nie – powiedziała pospiesznie kobieta. – Wychodzę. Jak Boga kocham, wychodzę! – zagroziła.
- Jesteś ateistką – przypomniał jej Derek. – Bóg ci nie pomoże – dodał, uśmiechając się wrednie.
ooo
Ciepła woda spływała po jego plecach wąskim strumieniem. Jego mięśnie nie budziły się bynajmniej do życia. Gdyby mógł, pospałby jeszcze. Zrezygnował z czwartkowych zajęć, bo nie był w stanie się skupić, ale musiał pojawić się na wykładach chociaż następnego dnia. A to oznaczało, że nie mógł zostać cały dzień u Dereka. Mężczyzna niby go nie zapraszał do tego, ale też niespecjalnie wyrzucał od siebie.
Drzwi łazienki uchyliły się i lekki zimny powiew sprawił, że na jego skórze pojawiła się gęsia skórka. Derek jednak wsunął się pod prysznic i wtulił się w niego bez większego wahania. Przez chwilę stali pod natryskiem ciesząc się chyba głównie ciepłem wody, która spływała po ich ciałach. Nie dotykali się nawet tak bardzo. Derek przylegał do niego po prostu i to było dobre.
Stiles miał prawie wrażenie, że mężczyzna zdążył za nim zatęsknić przez ostatni tydzień, w którym się nie widzieli. I trochę z jego winy nie mieli nawet telefonicznego kontaktu. Powinien był chociaż zerkać na komórkę.
Derek objął dłońmi jego biodra i zacisnął mocno palce na jego skórze, a potem Stiles poczuł jego włosy na swoich pośladkach i twardniejący penis, który starał się jakoś wpasować w dostępną mu przestrzeń. Mężczyzna parę razy trącił go swoimi biodrami w tyłek, jakby sprawdzał czy to będzie dostatecznie wygodne.
- Co myślisz? – spytał Derek.
Byli jednego wzrostu i poprzednim razem się udało. Nie był pewien czy miał siłę na jakiekolwiek akrobacje. Wyspał się, ale jego mięśnie od ciągłego pochylania się nad książkami, nie były w najlepszej kondycji i Derek musiał o tym wiedzieć, bo splótł ich palce razem, stabilizując go na mokrej powierzchni kabinki prysznicowej. Hale przyległ do jego pleców, ocierając się swoim członkiem o jego pośladki. To tarcie zapewne osiągnęłoby lepsze efekty, gdyby stali twarzą w twarz, ale druga dłoń mężczyzny zsunęła się z jego biodra i objęła jego penisa budzącego się powoli do życia. To miało być drastycznie szybkie. Pojęcia nie miał kiedy ostatni raz się dotykał. Na pewno nie w tym dobiegającym już końca tygodniu. Jego jądra chyba nigdy dotąd nie były tak ciężkie, ale za to winił Dereka. Mężczyzna sprawił, że jego organizm sądził, iż już zawsze będzie obdarowywany stałymi orgazmami i produkował zbyt wiele spermy. A jeszcze niedawno był nietknięty.
- Jesteś cholernie twardy – poinformował go Derek z jakąś dziwną satysfakcją.
Ten ton zawsze sprawiał, że po ciele Stilesa przechodziły dreszcze. Wiedział doskonale, co przyjdzie teraz. Derek nie mówił wiele, ale jeśli już – warto było go słuchać. Stiles nie zamierzał uronić ani słowa.
- Uczyłeś się tak pilnie przez ten cały czas, że zapomniałeś nie tylko o śnie? – rzucił mężczyzna i Stiles nie odpowiedział, bo to było dość oczywiste, biorąc pod uwagę jak teraz bardzo drżało jego ciało.
Może chodziło bardziej o oczekiwanie na to, co nieuniknione. Nic nie było w stanie powstrzymać zbliżającego się wielkimi krokami orgazmu. Pocieszał się jedynie tym, że pewnie będzie gotów do drugiej rundy w mgnieniu oka.
Derek złapał jednak odrobinę mocniej za trzon jego penisa i jego cudowne spełnienie odeszło w niepamięć.
- O nie, nie, nie! – zaczął, starając się wyrwać, ale mężczyzna był silniejszy.
- To byłoby za szybko – wychrypiał Derek w jego ucho. – Chcesz sprawdzić jak długo wytrzymasz? – spytał Hale.
- Nie – przyznał szczerze Stiles, ale po jego plecach przebiegł przyjemny dreszcz.
Był tak blisko, że jego palce u stóp się podwijały i z pewnością to nie pomagało mu w staniu stabilnie na swoich już drżących lekko nogach.
- Nie? – upewnił się Derek, poruszając dłonią ponownie po jego trzonie.
Odnosił wrażenie, że stwardniał jeszcze bardziej, chociaż to chyba nie było możliwe. Już wcześniej wydawało mu się, że byłby w stanie ciąć szkło. Albo wbijać gwoździe. Cokolwiek. Jego umysł i tak nie pracował aż tak dobrze, aby jego myśli posiadały jakąś sensowną ciągłość. Nie, kiedy Derek zaczynał od delikatnych pieszczot, muskając zaledwie jego napiętą rozgrzaną skórę.
Nie zdziwiłby się, gdyby woda na jego penisie wysychała od ciepła jego ciała. Palce mężczyzny wydawały się chłodne.
- Na ile pewne jest twoje nie? – spytał Derek wprost od jego ucha i to powinno być zakazane, bo stanowiło jakiś rodzaj tortury.
Stiles totalnie nie był też tak pewny swojego, nie. Chciał spełnienia i to jak najszybciej, a Derek obiecywał jedynie długą zabawę. Jakaś część jego umysłu wiedziała, że i tego przyjdzie kres, ale tak bardzo chciał już sięgnąć po ciastko, którego sobie nieumyślnie odmawiał przez tak długi tydzień. Pełne siedem dni. Nigdy tak długo nie wytrzymał.
- Tydzień – jęknął, bo przypomniał sobie wyraźnie, że to Derek dotykał go ostatni.
- Och wiem, dlatego to będzie takie dobre – obiecał mu mężczyzna. – Jeśli mi pozwolisz… - urwał Hale sugestywnie. – Jeśli mi pozwolisz, spodoba ci się to. Orgazm, który się z ciebie wyrwie, będzie niezapomniany, Stiles. Mogę cię o tym zapewnić. Szkoda byłoby nie wykorzystać takiej okazji – dodał.
Stiles przełknął ciężko, a potem rozstawił odrobinę szerzej nogi i naprawdę próbował sobie wmówić, że robi to tylko dlatego, żeby złapać łatwiej równowagę. To na pewno nie była zgoda na cokolwiek Derek kombinował, ale nie protestował więcej, kiedy mężczyzna zsunął dłoń na jego jądra, a potem zważył je w rękach, jakby chciał sprawdzić jak wiele spermy się w nich już zebrało. Były ciężkie jak kamienie. Stiles to czuł wyraźnie. I tak cholernie wrażliwe, że każde muśnięcie sprawiało, że spinał się cały. Jakby już wcześniej jego ciało nie było w stanie zwiększonej uwagi.
Dłoń Dereka poruszała się leniwie na jego penisie, prawie jakby mężczyzna dotykał go kompletnie bez intencji doprowadzenia go dalej. Stiles zagryzł wargi, starając się powstrzymać wszystkie te dźwięki, które budowały się w nim. Po jego członku spływała woda, ale czuł wyraźnie kroplę własnego nasienia, która uformowała się na główce jego penisa. To wydawało się wiecznością, kiedy w końcu spłynęła niżej, tylko po to, aby zostać rozsmarowaną przez palce Dereka.
Miał nadzieję, że Hale obejmie go, ale zaraz potem chciał to odwołać, bo mężczyzna zaczął obciągać mu zaskakująco szybko i Stiles nagle zdał sobie sprawę, że kiedy tylko zbliży się do upragnionego orgazmu, ten zostanie mu odebrany. Możliwe, że spodziewał się tego, ale nic nie mogło go przygotować na to, że Derek zaciśnie dłoń na jego fiucie, zabierając mu to wszystko, co miał na wyciągnięcie ręki.
- Nienienie - zaprotestował, ale nawet w jego uszach zabrzmiało to słabo.
Derek polizał jego kark, jakby to miały być jakieś pieprzone przeprosiny. Kontynuował jednak dalej, więc Stiles nie wiedział do końca czy chce bawić się w tą grę. Coś budowało się w nim i to było ogromne. Stres z kilku tygodni zaczął spływać z niego. Nie mógł sobie przypomnieć nawet co było tak ważne, że nie obciągnął sobie sam przez ostatni tydzień. To z pewnością było idiotyczne i nie miało znaczenia, kiedy emocje mieszały się z sobą i nie miał pojęcia na czym się skupić. Derek obejmował go teraz jedną ręką, stabilizując całym ciałem. Czuł jak bardzo podniecony jest Hale. Mężczyzna zresztą oddychał nierówno wprost do jego ucha i ciepłe powietrze owiewało jego małżowinę, co też samo w sobie było przyjemne. Nigdy nie był równie blisko innego człowieka i ta bliskość była cudowna.
Derek wydawał się doskonale znać jego ciało. Gładził go, by zaraz później zagrać na nim o wiele ostrzej i w ciągu sekund doprowadzić go do wrzenia. I jego członek był tak wrażliwy, że teraz niewiele było mu trzeba, aby rozpędzał się od zera do setki. Czas, w którym dochodził prawie na szczyt, skracał się tak boleśnie, że zaczął podejrzewać, że uwolni go zapewne przypadkowy powiew wiatru, nad którym Derek nie mógł przecież panować.
- Wejdź we mnie – wychrypiał, bo jego własne pośladki zaciskały się same wokół nicości.
Jego ciało było napięte jak struna i teraz na pewno drżał, nie panując już kompletnie nad niczym.
- Chryste – wyrwało się Derekowi.
Mężczyzna zapewne nie spodziewał się po nim takich słów i dobrze.
- Teraz, Stiles. Już – obiecał mu Hale, a Stiles mu wierzył, bo co mu pozostało.
Derek pozwolił mu tym razem dojść, a raczej wyrwał orgazm z jego ciała tak nagły i silny, że kolana się pod nim ugięły. Miał wrażenie, że dochodził całym ciałem. Jego mięśnie spięły się, a jądra skurczyły. Zamknął oczy, a może po prostu wszystko pociemniało. Nie był pewien.
Nie potrafił uspokoić się jeszcze długo, kiedy Derek masował jego ramiona.
