Dalsze wspomnienia były już zasnute mgłą, ale jawnie z nich wynikało, że pół nocy spędzili w miłosnych uniesieniach. Ludwig nie pamiętał, by Szwed od niego odchodził, być może to młodszy z nich usnął jako pierwszy, w każdym razie też kiedy Niemiec otworzył już oczy, Nordyka nigdzie wokół nie było. Ludwiga bolała głowa, tak jak całe ciało, ale nie czuł się fatalnie, na szczęście. W domu było cicho, dało się słyszeć ledwie dostrzegalne buczenie akwarium, jednak poza nim żadnego dźwięku.

Spojrzał na zegarek, dochodziła ósma. Powinien się zaraz wymeldować z pokoju i ruszać w trasę do Berlina, a znajdował się raptem na początku tego ciągu obowiązków. Usiadł, rozejrzał się, jego ubrania były porozrzucane wokół, dokładnie tak, jak rzeczy jego kochanka, kiedy oboje wzajemnie się ich pozbawiali. Niemiec przeciągnął się jeszcze, aby się nieco rozbudzić, po czym zaczął ubierać się relatywnie szybko, zaczesał też palcami włosy do tyłu. Niestety, te opadły mu na twarz, tworząc tę cholerną grzywkę. Nie mógł na nią jednak nic poradzić, przynajmniej teraz, dopiero w pokoju może będzie w stanie ją zlikwidować.

Ostrożnie zajrzał do pokoju Berwalda, zauważając go od razu na łóżku. Mężczyzna, choć postawny i na co dzień straszny, teraz po prostu, całkiem uroczo sobie spał, schowany pod kołdrą i z wtuloną połową twarzy w poduszkę jak w najukochańszą osobę. Był bardzo spokojny, jego twarz, zazwyczaj kamienna i nieprzenikliwa, teraz była idealnie odprężona, dając poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Ludwig zaczynał żałować, że nie może się od tak, po prostu przy nim położyć i przytulić, że musi już jechać do siebie. Z miłą chęcią spędziłby tu jeszcze trochę czasu. Może nawet i kilka dni.

Przysiadł przy nim i pogładził ostrożnie szwedzki policzek, to jednak wystarczyło, by Lwa Północy obudzić. Jasne, błękitne oczy, przepełnione jeszcze sennością i rozleniwieniem skupiły się na cieniu górującym nad ich właścicielem, w następnym momencie zaś Berwald ujął dłoń młodszego i przytulił do swojej nagiej klatki piersiowej.

- Będę musiał iść. – Ludwig szepnął do niego, choć sam nie wiedział, czemu ściszył swój głos tak bardzo. Być może wszechobecna cisza go do tego prowokowała.

Berwald mruknął przeciągle, przymknął i znów otworzył oczy. Widać było, jak ta informacja powoli przechodziła przez jego jeszcze uśpiony umysł i powoli zaczynała dla niego nabierać sensu, sam Sve lekko zacisnął dłoń na nadgarstku Niemca. Na szczęście, nie bolało.

- Ni' wolisz si' napić k'wy przed dr'gą? – zapytał go po chwili, koncentrując swój wzrok znowu na młodej nacji. Ta jednak pokręciła głową.

- Nie trzeba, dziękuję. Będziemy w kontakcie, prawda?

Szwed ostrożnie skinął głową, wyciągnął jednak do niego drugą rękę, zapraszająco. Ludwig ostrożnie objął go i przytulił się na chwilę, a silne nordyckie ramiona otoczyły go, gładząc po włosach. Zazwyczaj to Ludwig wspierał jakąś słabszą osobę, teraz było odwrotnie, a sam Niemiec musiał przyznać, że poczucie bezpieczeństwa, jakie z tego płynęło, było bardzo przyjemne. Równie bardzo, jak pocałunek, który Berwald złożył na jego ustach. Ludwig nie wiedział nawet, jak powinien na to reagować, ale odczuwał to jako miłe. Po prostu przez chwilę leżał na nim z przymrużonymi oczyma, dając się trzymać i gładzić.

Ostatecznie Szwed puścił go i lekko trącił w ramię, Niemiec, chociaż przeciągle, to podniósł się, siadając na łóżku, jeszcze popatrzył na rozespanego kochanka. Z niezrozumiałych dla siebie przyczyn bardzo niechętnie się od niego oddalał, podniósł się, skinął mu głową i wyszedł. Najchętniej by został. Berwald nie poszedł za nim, przymknął znów oczy i wrócił do snu. Młodszy z nich pozostawił więc drzwi zamknięte jedynie na klamkę, kiedy wyślizgnął się z jego domu.