Na szczęście dla Szweda, nikt z najbardziej wpływowych państw świata nie miał nic przeciwko drobnemu przesunięciu obrad, a same rozmowy przebiegały spokojnie. Wyjątkowo nawet, Włochy nie psuł tematyki, nie wprowadzał za dużo zamieszania, a i Węgry nawet jako-tako próbowała współpracować. Niemcy dawał z siebie oczywiście wszystko, zawsze starał się wyciągnąć z tych spotkań maksimum możliwości. Szczególnie, że teraz także między innymi rozważali rozwiązanie konfliktu na Ukrainie.
Obrady miały trwać 4 dni, a obecnie minęły dopiero dwa, odbywały się miesiąc po wizycie Beilschmidta w Sztokholmie. Miesiąc, przez który owszem, rozmawiał ze swoim kochankiem, czasem do siebie pisali, ale ani razu wówczas się nie spotkali. Teraz, przez te godziny, kiedy siedzieli przy wspólnym stole, Ludwig miewał momenty dekoncentracji, podczas których chciał podejść i poprosić Szweda na stronę, tylko po to, by ponownie znaleźć się w jego ramionach. Nie rozumiał tego i umysłem uważał to za zbędne, za jedną z wielu zachcianek słabej ludzkiej woli. Dlatego też nic w tym kierunku nie robił, chociaż podczas obrad nie szczędził mu zerknięć. Z wzajemnością, jak zdążył zauważyć, parokrotnie ich oczy się spotkały podczas gdy inni mówili. Wówczas Niemiec także się dekoncentrował, nie dawał jednak po sobie tego poznać i starał się odzyskiwać wątek od razu, kiedy go tracił. Szwed wydawał się dobrze łączyć uczestnictwo w rozmowach i chwilowe przerwy, by na niego spojrzeć. Wydawał się słyszeć i rozumieć cały czas.
Zakończyli właśnie pierwszą turę drugiego dnia, pierwsze trzy godziny za nimi, po przerwie czekały kolejne trzy. Przerwę Ludwig zazwyczaj wykorzystywał na kawę lub posiłek, nie interesując się tym, co robili inni, w jakie grupy się zazwyczaj zbierali. Skinął tylko Belgii głową, jak zawsze czynił, co już lata temu zaczęło być między nimi znakiem „zobaczymy się później". Belgijka jednak teraz wychyliła się nieco bardziej, a jej koci uśmiech zwiastował nie dokończony temat.
- Ludwig, zostań no na chwilę. – poprosiła, wstając ze swego miejsca.
Na sali było jeszcze nieco krajów, więc też machnęła ręką, by blondyn za nią poszedł. Ludwig nie wiedział, o co może chodzić, podążył za nią w milczeniu, zachowując swoją biznesową, oficjalną postawę w przeciwieństwie do dziewczyny. Sama wyprowadziła go do mniejszej sali konferencyjnej, obecnie pustej, nie odbywało się w niej dzisiaj nic. Niemcy nie rozumiał. Kompletnie nie rozumiał tego wyciągnięcia z rutyny na stronę, przecież nic jej nie zrobił ani nie mieli tajnych ustaleń między sobą. Belgijka się jednak uśmiechała cały czas, usiadła sobie na stole, za co Ludwig miał ochotę ją zganić. I pewnie by to zrobił, gdyby nie jej słowa.
- Co Cię łączy z Panem Szwecją?
Poczuł, jak lekko zaczynają drżeć mu ręce, kiedy usłyszał to pytanie wypowiedziane słodkim tonem przez kobietę spoglądającą na niego żywo i ciekawsko. Nie cierpiał kłamać, ale tak naprawdę nie umiał nazwać ich relacji, nie wiedział, co dokładnie połączyło go z mrukiem. Wydawałoby się, że tylko seks, ale wtedy Berwald pożegnał go tak czule, jakby łączyło ich też bardzo poważne uczucie.
- Nic… - odparł po chwili namysłu, wpatrując się w kobietę trochę bezwiednie.
Dziewczyna uniosła brwi, a jej uśmiech się niebezpiecznie poszerzył. Niemiec już czuł, że zaczyna się denerwować całą tą sytuacją.
- Na pewno nic? – zapytała niby grzecznie, ale jednak w tych kocich oczach było coś przenikliwego. Blondyn przełknął nerwowo ślinę.
- Tak. Na pewno nic.
Odparł już pewniejszym, bardziej zdenerwowanym tonem, jakby chciał odgonić natręta. Dziewczyna jednak westchnęła, tak jakby była jego starszą siostrą, po prawdzie czasami naprawdę się tak zachowywała.
- Nie umiesz kłamać.
To nie było pytanie, to było stwierdzenie faktu, a oboje wiedzieli, że ona ma rację. Niemiec poczerwieniał na twarzy mimowolnie, co chyba tylko upewniło kobietę w tym przekonaniu.
- To nie do końca są Twoje sprawy, Lauro. – zwrócił jej uwagę, denerwując się coraz mocniej. A przez to był coraz bardziej oschły i tylko hamował się, żeby nie podnieść na nią głosu, jednak za bardzo cenił sobie współpracę z nią.
- Wiem, wiem, nie miej mi tego za złe! - dziewczyna wzruszyła ramionami lekko, po czym stanęła na równych nogach – Po prostu pogadaj z nim, bo samym spojrzeniem nie przekażesz mu, że go kochasz.
Belgia skierowała się do drzwi i opuściła pomieszczenie, zostawiając Niemca w całkiem niezłym skołowaniu. Nie chodziło tylko o to, że ma Berwaldowi coś powiedzieć, Niemcy nie wiedział tak do końca, co to mogłoby być. Szwed pociągał go straszliwie, to prawda, przyciągał jego spojrzenie mimowolnie. Z drugiej strony Ludwig nie czuł podenerwowania, kiedy przebywali w oddaleniu, a kiedy zaś siedzieli obok, nie odczuwał palpitacji serca, faerii uczuć, jak to wielu pisarzy ujmowało w swych romantycznych powieściach. Niemiec był poważnie zakochany tylko jeden raz w swoim życiu i z perspektywy czasu mógłby ten stan przyrównać do choroby, kiedy nie jesteś w stanie skupić się na czymkolwiek innym. Wówczas była to kobieta, która niestety nic do niego nie czuła i trzymała go na odległość. Właśnie dlatego nazwał to wówczas chorobą, kiedy jego organizm nie mógł współgrać z decyzją umysłu. Teraz nie przechodził tego stanu, zdarzało mu się nawet zapominać o starszym blondynie w trakcie tego miesiąca. Chociaż kiedy go widział, nie mógł się napatrzeć…
Opcja spędzenia jednak razem nieco czasu wydała mu się bardzo kusząca, jednak Berwald także już kilka chwil temu opuścił biurowiec, musiał się najpierw upewnić, gdzie go szukać. Tylko czy sam Szwed chciałby się spotkać? Tego nie wiedział, ale i bez tej informacji wyjął telefon i zaczął szukać jego numeru, sam powoli ruszył ku schodom.
„Gdzie jesteś? Chciałbyś spędzić nieco czasu razem?"
Wysłał to do niego, ukrył telefon i skupił się na drodze. Zdążył minąć ostatnie nacje i dotrzeć aż na parking, zanim otrzymał wiadomość zwrotną. Szczerze zaczął się wcześniej obawiać, czy mu nie przeszkodził.
„Restauracja Moeder Lambic przy bulwarze Anspach. Chodź, pozostali ruszyli do innego lokalu."
Wsiadł do samochodu, włączył go, od razu wyszukując też mapę na GPS. Nie przeszkadzało mu to mieć telefonu w dłoni i odpisywać, dawno temu praca zmusiła go do wyrobienia podzielnej uwagi. Bulwar, o którym była mowa, znajdował się nawet relatywnie blisko, co Ludwiga niezmiernie ucieszyło, spacer zapowiadał się dla niego korzystnie.
„Nie dołączyłeś do pozostałych?"
Przełączył na GPS w telefonie i zamknął wóz, ruszając już przed siebie. Im szybciej, tym lepiej, wysyłanie wiadomości poza granicami swojego kraju było drogie, w Niemcu obudziła się potrzeba zaoszczędzenia pieniędzy.
„Nie czułem potrzeby."
Odebrał wiadomość, ale już nie odpisywał, skoncentrował się na trasie. Przeszedł przez kilka pomniejszych uliczek i wyszedł na szeroką, ozdobną trasę, przez którą przechodziło wiele osób, w większości turystów. Zewsząd dało się słyszeć różne języki, nie tylko rodzimy flamandzki, ale sporo francuskiego, holenderskiego, niemieckiego i nordyckiego, także nie mniej hiszpańskiego, czy jakiegoś słowiańskiego. Tak otoczony ludźmi każdej maści przemieszczał się szybko, mijając kolejne zabudowania.
Nigdy nie przywiązywał wagi do architektury, jaką właśnie mijał. Nie znał się za bardzo na tym, nigdy nie kazano mu zaprojektować żadnego budynku, nie leżał ten temat zatem w jego kompetencji. Ponadto, nie rozróżniał za bardzo wzorów wykuwanych w murach dla ozdoby, nie rozróżniał typów portali, okiennic, czy samego układu budynku. Oczywiście, jeśli by mu nakazano nauczenie się kolejnych stylów na raz, uczyniłby to, jednakże nie interesowało go to kompletnie i wątpił, czy kiedyś ten stan rzeczy uległby zmianie…
Czy Berwald się interesował architekturą, czy szedł przez miasto, wyszukując budynki w swoim ulubionym stylu? Tego Ludwig nie wiedział, z jednej strony Berwald mu kompletnie na takiego nie pasował, z drugiej strony Szwed był o wiele starszy i mógł mieć do jakiegoś okresu sentyment. To kolejna sprawa, o którą kiedyś będzie musiał okularnika zapytać.
Tak dumając sobie nad kwestiami architektonicznymi, filozoficznymi i socjalnymi nawet nie zauważył, kiedy już stanął pod odpowiednim wejściem. Czarna tablica została pomalowana kredą, imitując banderkę reklamową informującą o najlepszej ofercie tego dnia, drewniane okrągłe stoliki stały rozstawione całkiem zgrabnie na dworze jak i w środku lokalu, każdemu z nich towarzyszyły po trzy krzesła, chociaż czasem klienci poprzestawiali sobie je dla dopasowania do grupek. W środku podłużna lada baru stanowiła dobry blat dla stojących na niej odwróconych kieliszków, a za kelnerami alkohole stały na półeczce tuż pod neonowym napisem. Z głośników leciała muzyka, niestety gatunek popularny, ale Ludwig jakoś to przełknął. Nigdy nie lubił tego typu muzyki.
Berwald siedział i zajadał posiłek, popijając sokiem prawdopodobnie jabłkowym, też od razu zauważył go. Kiedy ich oczęta wreszcie się spotkały, Szwed skinął mu ostrożnie głową, a Ludwig podszedł do jego stolika od razu.
- Ciekawe miejsce. Chociaż nie w moim guście. – zagadnął, siadając na miejscu obok.
Okularnik zapił jeszcze kęs w swoich ustach i odetchnął cicho, spoczywając już wzrokiem na młodym mężczyźnie, jak to zwykle czynił, nawet jeszcze kiedy naprawdę nie łączyło ich nic poza biznesem. Choć czy i teraz tak nie było? Sam nie był pewny.
- J'ki masz g'st? - skontrował zaraz pytaniem, powracając do jedzenia. Nad tą kwestią Niemiec do tej pory też się nie zastanawiał, dopiero musiał to przemyśleć.
- Myślę, że... inny klimat, po prostu. Bardziej neutralny pod względem subkultury, czy gustów wystroju. Po prostu, neutralny.
- Cz'li nij'ki. - Ludwig już zyskiwał pewność w swoich słowach, kiedy Berwald znów go jej pozbawił.
Niemiec spojrzał na starszą nację boleśnie, jakby z urazą, acz Szwed tylko posłał mu rozbawione spojrzenie i wziął kolejny kęs, następnie podsunął mężczyźnie kartę dań. Machinalnie Beilschmidt zaczął przeglądać ofertę, czując rosnący głód, zapach ryby z talerza Nordyka go nęcił. Zdecydował się właściwie kiedy kelner podszedł, by zapytać o zamówienie, a więc i zaoszczędził nieco na czasie.
To jednak nie poprawiło mu humoru za bardzo, bowiem nie wiedział, co mówić. Na domiar złego Berwald nie słynął z rozmowności i Ludwig czuł, że to na nim spoczywa obowiązek inicjacji kontaktu. Wszystko aby tylko nie siedzieć w ciszy. Nie żeby mu to specjalnie przeszkadzało, jednak jeszcze chwilę temu rozważał tyle kwestii, o które planował mieszkańca Sztokholmu zapytać…
Niemiec zauważył, że utwór się zmienił, jakoś tak machinalnie zerknął w kierunku baru.
- Odpowiada Ci ten rodzaj muzyki..? - wypowiedział w końcu, kiedy kolejny lekko drażniący utwór został włączony. Sve zerknął na niego, marszcząc lekko brwi.
- Ni' przeszk'dza mi. J'k każdy.
Ludwig zmierzył go uważnym wzrokiem, chwilę się zastanawiając nad tym, co usłyszał, pozwolił sobie ostatecznie na szczerość.
- Czyli... w kwestii muzyki to Twój gust jest nijaki?
Szwed zamrugał, przeanalizował sobie jeszcze raz tę wymianę zdań, po czym parsknął pod nosem. Bez uśmiechu, ale chyba rozbawiło go to.
- Mhm. Tu mni' masz. - odparł neutralnie, wycierając już usta niedbałym ruchem w serwetkę. Ludwig jednak spostrzegł jeszcze nieco sosu na policzku Nordyka, to pokazując na swoim zasugerował mu, gdzież on jeszcze jest brudny. Ten zaś zaraz tam się wytarł.
- Nie wyglądasz jednak, jakby Ci to przeszkadzało.
- Cu..? - Sve chyba nie pojął od razu.
- Gust. Rodzaj nijakiego gustu.
Sve tylko wzruszył ramionami, opierając się spokojnie na krześle. Wyglądał na zrelaksowanego, co cieszyło oczy Niemca.
- K'żdy jest d'bry. Tu ni' podl'ga dysk'sji.
Kelner zabrał Szwedowi talerz, zaś obok Niemca postawił szklankę napoju i koszyk ze sztućcami.
- "O gustach się nie dyskutuje", wyznajesz to?
Berwald pokiwał głową, jego wzrok był wciąż przenikliwy. Ludwig podparł głowę na ramieniu, obserwując go cały czas, nie unikał kontaktu wzrokowego. Miał wrażenie, że Szwedowi to imponuje, być może dlatego, że gro osób często odwracało od niego spojrzenie, nierzadko ze strachem. Ludwig właśnie się go nie bał i to chyba się Berwaldowi podobało. Póki co, zwilżył usta i zaczął temat dzisiejszego zebrania, by poznać opinię Nordyka na jego temat, wymienić się poglądami, czy ewentualnie zanotować sobie rzeczy do poprawy. Niestety flegmatyczność Szweda sprawiała, że niewiele mu przeszkadzało, to utrudniało rozeznanie.
Niemniej Szwed wypowiadał się bardziej na temat innych nacji, na temat ich udziału i problemów, jakie sprawiali. I niestety Ludwig musiał mu przyznać rację, niektórzy po prostu zdawali się czerpać rozkosz z utrudniania rozwiązywania spraw.
Później przyszedł już talerz jedzenia, na co Ludwig dość chłodno skinął głową, chociaż tak naprawdę był bardzo kontent z otrzymanego obiadu, był bardzo głodny. Podjął w międzyczasie jakąś luźną rozmowę na kolejny neutralny temat, ale nie uzyskał z niego żadnych ciekawych informacji dotyczących kochanka. Rozmowa też się szybko urwała, Berwald pozwolił mu w spokoju zjeść, samemu poddając się zadumie. A że faktycznie jedzenie mieli tutaj dobre, to Ludwig pochłaniał kolejne kęsy ze smakiem.
Ludwigowi zajęło kilka chwil, nim talerz przed nim zaczął być widoczny. Po kilku kolejnych mógł szczęśliwie odetchnąć i zrelaksować się, tak jak Berwald wcześniej. Po prawdzie, Szwed go teraz obserwował czujnie, ale nie posępnie. Ludwig skoncentrował na nim też swoje oczęta.
- Jaki masz plan na teraz? - zagadnął, by przerwać ciszę, nawiązał z nim też kontakt wzrokowy. Sve dumał przez chwilę nad odpowiedzią w kwestii pozostałych około dwóch godzin.
- J'chać... przebr'ć si' i odpucząć. - postanowił po namyśle, spoglądając na Niemca z niemym zapytaniem "a co?".
Ludwig też musiał się namyślić, nim zadał właściwe pytanie, przynajmniej spróbował.
- Mogę jechać z Tobą? - zapytał nieco ostrożniej, niż zazwyczaj. Berwald przechylił głowę, a jego oczy delikatnie błysnęły wesoło.
- Ze mnu... przebr'ć si'?
Mimowolnie przez niemiecką głowę przeszło kilka obrazów z wieczora, jaki spędzili razem przed miesiącem. Mimowolnie też policzki Ludwiga zrobiły się czerwone, co z pewnością nie uszło uwadze Berwalda, a jednak Niemiec nie odwrócił wzroku. Wziął tylko oddech, aby się uspokoić.
- Chciałem po prostu spędzić nieco czasu sam na sam. Ale jeśli oferujesz...
Już kolor powoli odpływał mu z twarzy, wracał do normalności, poza tym Sve nie prowokował więcej. Tylko pokiwał głową i już zaczął szukać wzrokiem kelnera, chciał zapewne szybko się znaleźć w hotelu. Sprawnie opłacili rachunki i wyszli, kierując się do białego wozu Berwalda, który to wsiadł za kółko, a Ludwig ulokował się obok na miejscu pasażera.
Starał się siedzieć spokojnie, ale wcześniejsza prowokacja Berwalda co jakiś czas mu się przypominała. Sama świadomość, że jedzie właśnie najpewniej nie tylko pogadać, ale na coś więcej, chociaż do tej pory ani nie tęsknił za nim ani nie łudził się, że kiedyś to powtórzą – sama ta świadomość wywoływała w ciele Ludwiga lekkie mrowienie. A co więcej, zamiast czuć niepokój, to czuł właśnie jakiś delikatny rodzaj ekscytacji, wzmagający się impulsami raz po raz. Przeklął się w myśli za to, jak łatwo się dawał zmanipulować, wiedział jednak, że nikogo innego by do siebie od tak nie dopuścił. A Berwalda... cóż, to już raz się stało. Mimo też tamtej zagrywki Szwed jechał jakby nigdy nic, biernie patrząc na trasę.
Wjechali na parking, Ludwig miał na twarzy lekkie wypieki. Zastanawiało go, jak sam Szwed na to reagował w sercu, czy myślał o tym, na co oboje się pisali, czy też i to było mu całkowicie obojętne, tak jak można to było ocenić po jego wyglądzie. On się zdawał akceptować wszystko, jak poddany losowi, nie przejmować się ani nie próbować na siłę zmienić tego, co prawdopodobnie jest niemożliwe do zmiany. Ludwig go za to szczerze podziwiał, kolejno też, chociaż nie do końca świadomie, za to jak przy dużej oszczędności słów Sve jest w stanie osiągnąć tak wiele. Już wchodząc do hotelu Berwald wyjął dowód i podał kobiecie, wypowiadając jedynie numer pokoju, zamiast prosić całym zdaniem. Niektórzy mogliby to uznać za brak kultury. Niemiec się grzecznie wylegitymował, dodając, iż powinien się ulotnić za niedługo.
Wkroczyli w ciszy, pokój jednoosobowy składał się z łóżka, szafy, fotelu ze stolikiem oraz szafeczki z czajnikiem i radiem, nic nadzwyczajnego, żadne wysokie standardy. Sve od razu, jakby z odrazą zdjął marynarkę i krawat, co Ludwigowi wydało się śmiesznym, dziecinnym wręcz buntem. Patrzył, jak Nordyk odwiesza te dwie rzeczy na wieszak, lokując go na kancie szafy, następnie zabierając się za koszulę, być może i ona stała się jego chwilowym obiektem nienawiści.
Ludwig powoli zsunął z siebie marynarkę i odwiesił na oparciu łóżka, bardziej koncentrując się na odsłanianym przez Szweda ciele, czując wewnątrz znowu ciepło. Klatka piersiowa Berwalda, chociaż nie umięśniona za bardzo, podobała mu się, sama postura Nordyka wydawała mu się atrakcyjna. Może dlatego tak ciężko było mu oderwać oczy, chociaż Szwed to zauważył i nie bał się zareagować drobnym, przyjaznym mruknięciem. Wyższy z nich spoczął w fotelu, rozcierając ramiona, też wówczas jeden z butów podważył drugim. Wtem Ludwig machinalnie się ruszył, do tej pory go obserwował, jego podświadomość jednak zaczęła teraz pracować. Poczuł w sobie silną potrzebę sprawienia rozkoszy kochankowi, nie zamierzał się przed tym bronić.
Berwald zauważył, że Ludwig zbliżył się do niego, wiec zaprzestał czynności, obserwując go uważnie. Ludwig nie był pewny, czy panował nad sobą, czy to co robił wypływało z jego świadomych zamiarów, ale nawet jeśli nie, to i tak podobało mu się i nie zamierzał przerywać. Pochylił się, obejmując drugiego blondyna za szyję i składając mu na ustach rozkoszny, długi pocałunek, bardzo szybko odwzajemniony przez samego siedzącego. Niemal od razu Ludwig został objęty i przyciągnięty, ale w miarę igraszek czuł, że to mu nie wystarczy, że chciał przejść do czego innego.
- Mamy godzinę… - szepnął, nie przerywając całkiem słodkiej czynności. Sve tylko mruknął z zadowoleniem, jakby zgadzając się na ukrytą w tych słowach propozycję bez zbędnych pytań.
Usta Szweda były tak słodkie, iż przerwanie pocałunku naprawdę Ludiemu kojarzyło się z okrutną katuszą, dlatego też tego nie uczynił od razu. Walczył z sobą dłuższą chwilę, dopiero kiedy poczuł, że traci kontrolę nad swoim położeniem, zakończył jedną przyjemność, by przejść do kolejnej. Chociaż wiedział, że ta będzie szczególnie przyjemna przede wszystkim dla Berwalda, o to mu chodziło, ale i on miał zamiar z niej czerpać. Najsampierw jednak uklęknął Szwedowi między nogami…
