OKOLICE BEACON HILLS, CHWILA OBECNA

Ludzkie życie składa się z przypadków. W jednej chwili jesteś bogaty, masz willę, drogi samochód i niczym się nie martwisz. A w drugim? W drugim siedzisz pod mostem, żebrząc o złamany grosz. Co prawda nikt nie ma na to wpływu – los po prostu w pewnej chwili decyduje o naszym dalszym przeznaczeniu. Nikt nie ma wpływu na to, co się stanie.

Ale zwykle nic nie dzieje się przypadkiem.


– Hayley Moontrimmer! Jakim prawem ktoś dał ci prawo jazdy? – Deliah warknęła pod nosem kołysząc się na wszystkie strony. Samochód wpadł w kolejny zakręt. Kayle, gdyby nie była nieśmiertelna, już dawno siedziałaby z różańcem modląc się o swoje życie. W tej chwili siedziała jednak z grobową miną, mocno trzymając się uchwytu przy drzwiczkach.

– Problem jest, że nikt. Zdawała i za każdym razem oblewała. – prychnęła Kayle. – W końcu wkurzyła się, zauroczyła pana instruktora, a kiedy już miała prawko, zjadła go.

– Panie i panowie, Hayley Moontrimmer. – Deliah zaklaskała. Złapała się za siedzenie Hayley błagając, aby auto zatrzymało się choćby w tej chwili.

– To były mroczne momenty mojego życia, dobrze? – Hayley odwróciła wzrok w stronę dziewcząt a Faith zdzieliła ją po głowie.

– Moim zdaniem tu jest kierownica. – Faith westchnęła ciężko. Nadal zastanawiała się, kto pozwolił jej prowadzić. Szczególnie w chwili, kiedy panowała ulewa stulecia a one uciekały przed demonem z piekła rodem. – Czy możemy się skupić? Nawet nie wiemy co nas ściga.

– Em, właściwie wiemy. – wtrąciła Kayley, unosząc do góry swój telefon. – Sprawdziłam go. Trochę mi to zajęło, ale myślę, że to on.

Deliah złapała za urządzenie. Owszem, stworzenie widniejące na zdjęciu było tak samo obrzydliwe jak to, które uciekło z ognia piekielnego w pogoni za nimi. Kobieta podała urządzenie Faith. Dziewczyna pokiwała głową.

– Jak ty się wydostałeś? – mruknęła. – Sammael? Ten Sammael? Anioł śmierci?

– Nie do końca. – Hayley ukradkiem spojrzała na telefon, przyciskając gaz. – Widziałam nazwę tego stworzenia w jednej z moich ksiąg, ale przysięgam, że było napisane tam coś zupełnie innego.

– Świetnie! – Kayle zabrała swój telefon i schowała go do tylnej kieszeni. – Teraz pozostaje nam tylko znaleźć bezpieczne miejsce, wypakować twoją księgę i zniszczyć to coś.

Hayley otworzyła już usta, jednak nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, dach samochodu głośno zaskrzypiał.

– Dobra, ten dach nie powinien tak skrzypieć, prawda? – Deliah spojrzała w górę. Na dachu widniało głębokie wgniecenie. Hybrydy spojrzały na siebie. – Dobra, nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem ale… Hayley, jedź najszybciej, jak potrafisz.

Silnik zawył głośniej. Z każdą sekundą samochód poruszał się z coraz szybciej. Ku nadziei hybryd, z dachu dobiegł głośny odgłos a po chwili było słychać go na bagażniku aż w końcu nastała całkowita cisza

– Chyba go zgubiłyśmy. – wyszeptała Hayley. – Któraś ma ochotę to sprawdzić?

Faith przekręciła oczami. Reszta dziewczyn zmierzyła się wzrokiem. Żadnych chętnych. Kto głupi rzuci się sam na potwora, który ma śmierć wymalowaną na twarzy?

– Może po prostu zróbmy to wszystkie? Na trzy. – zaproponowała Deliah. Faith pokiwała twierdząco głową do Kayle, która uśmiechnęła się zadziornie. – Oprócz ciebie Hayley, ty pilnuj drogi. Więc… raz… dwa.. TRZY.

Kobiety wyjrzały przez szybkę, jednak nic nie było widoczne w obrębie ich pola widzenia. Wiał mocny wiatr, który targał włosy każdej z hybryd we wszystkie strony.

– I co, jest na dachu? – Hayley dopytywała się, nie odrywając wzroku od głównej drogi.

– Ni… – zaczęła Kayle jednak po chwili pisnęła głośno, kiedy przed jej twarzą pojawiła się ogromna łapa. – Hayley! – pisnęła ponownie i schowała się z powrotem do auta. – Gazu!

W tej chwili samochód wpadł w silny poślizg. Hayley zaczęła kręcić kierownicą, próbując wyjść z tego bez szwanku. Faith złapała za kierownicę, widząc na drodze człowieka, który przebiegał przez środek drogi.

– Uważaj! – krzyknęła. Odetchnęła z ulgą, kiedy wyminęły go w przeciągu kilku sekund. Samochód zatrzymał się jednak z piskiem opon.

– Zabiłyśmy go. Przejechałam człowieka. – odrzekła Hayley spokojnie, trzymając dłonie na kierownicy.

– Okay, chyba zgubiłyśmy Sammiego... – odetchnęła Kayle, nie zwracając uwagi na to, co miało miejsce kilka minut temu.

– Nie wiem czy to jest najlepszy pomysł na włączenie emocji i rozmyślaniu o kruchości ludzkiego życia, Hayley. – odparła Deliah krzyżując ręce. – Bo widzisz, nie wiem czy wiesz, ale w każdej chwili ten potworek może nas wyniuchać.

– Dobra, szybko wyjdźmy i sprawdźmy czy żyje i uciekajmy stąd. – Faith wysiadła z auta, nie oczekując żadnej odpowiedzi

– Przejechałam człowieka. – Hayley nie mogła darować sobie tego, co zrobiła. Zwinnym ruchem ruszyła jednak śladem Faith i po chwili stała już wyprostowana obok przyjaciółki. – Więc. Gdzie jest moja ofiara wypadku samochodowego.

– No właśnie. Tu pojawia się problem. Nie ma jej. – odrzekła zdziwiona Faith, próbując odnaleźć biedaka za pomocą wampirzych zdolności. – Jakby… wyparował.

– Nie mógł tak po prostu wyparować. – zirytowana Deliah ruszyła w stronę lasu w nadziei, że go odnajdzie.

– Deliah, zaczekaj! – krzyknęła Kayle, biegnąc za hybrydą. Faith i Hayley spojrzały po sobie. Wolały zostać na miejscu i być przygotowanym na kolejny atak, jaki prawdopodobnie planował ich wróg. Tymczasem Kayle i Deliah zniknęły z ich pola widzenia. Mikaelson zgubiła trop swojej przyjaciółki. Przecież przed chwilą przed nią była. Nie mogła przecież tak po prostu wyparować jak nieznajomy z ulicy. Wszystkie drzewa zaczęły wydawać się jej takie same. Słyszała tylko cichy szelest wiatru i… kroki. To z pewnością musiały być kroki jej przyjaciółki. Podążyła za nimi, lecz wydawało się jakby ucichły.

– BU! – Deliah wyskoczyła zza jednego drzewa, jednak szybko pożałowała tej decyzji, kiedy hybryda popchnęła ją z całej siły wprost na drzewo… a raczej jego pozostałości. – Wow, czyli istnieje tu cywilizacja. – zaśmiała się, widząc pień drzewa. Naprawdę ogromnego drzewa.

– Lepiej stąd wracajmy. – Kayle odwróciła się, wracając tym samym szlakiem, dzięki którym trafiła w to miejsce.

– Poczekaj – krzyknęła Deliah, rzucając w jej stronę inhalator. – Nie wiem, kogo przejechała Hayley, ale daleko sobie nie pobiegnie. – Kayle złapała inhalator i odruchowo schowała go do torebki. – Teraz chodź. Dziewczyny mogą mieć kłopoty.

Czarny samochód marki Land Rover zatrzymał się na jednej z stacji benzynowej. Hayley wysiadła z niego powoli szczęśliwa, że może w końcu zatankować. Szczęściem było, że w ogóle udało im się dojechać do stacji.

– Cudownie, uciekł nam, teraz na pewno go nie zabijemy. – Deliah złapała za batonika i przegryzła go. Pomimo faktu, iż była nieśmiertelna, nadal musiała jeść. Zresztą, ten batonik był taki pyszny.

– Nawet jeśli nam uciekł, to na pewno nie daleko. – Faith odparła spokojnie, opierając się o wóz. – Najwidoczniej musimy tu na trochę zostać, złapać go i załatwić swoją robotę.

– W ogóle gdzie my jesteśmy? Na pustkowiu! – Deliah rozejrzała się. Wokół był tylko las. I mała stacja benzynowa. Żyć nie umierać.

– Beacon Hills. – Faith przeczytała napis ze znaku, który widniał kilka metrów od stacji.

– Beacon Hills. Nazwa brzmi jak dziura, w której ludzie giną bez powodu i z niewyjaśnionych okoliczności, ale robią to codziennie po kilka razy. Podoba mi się. – Hayley uśmiechnęła się i ruszyła w stronę sklepiku w celu dokonania zapłaty. Deliah zamilkła, przeczesując palcami włosy. Po co miała się odzywać. Przecież i tak jej nie posłuchają. Wiedziała, że Klaus coś knuje – nikt jej nie słuchał. Stało się coś złego – wciąż nikt jej nie słuchał. Zdecydowała się zamilknąć i przyglądać się temu całemu przedstawieniu.

– Przyrzekam wam, że kiedyś wskoczę do jakiejś wody i się utopię. – Deliah rzuciła jeszcze na koniec, mając dosyć całej tej sytuacji z Sammaelem.

Faith spojrzała na nią z politowaniem. Doskonale rozumiała jak czuje się jej przyjaciółka. I czuła się winna, że wpakowała ją w to. Czy mogła jednak zrobić coś innego? W tej chwili wszystkie znajdowały się w takiej samej sytuacji i musiały sobie radzić. Faith zamknęła oczy, próbując pozbyć się z głowy natłoku myśli. Ostatnio za dużo myślała. Z transu wyrwała ją Kayle, która pstryknęła palcami przed jej oczami.

– Faith, wszystko w porządku? – spytała niepewnie. Dziewczyna pokiwała głową. – Chyba znalazłam odpowiednie miejsce. – uśmiechnęła się zadziornie. Reszta hybryd spojrzała na nią pytająco. – Chodźcie za mną. – dodała zaraz po tym, gdy pojawiła się obok niej Hayley.

Blondynka prowadziła resztę towarzyszek przez las. Co mogło się znajdować w środku lasu? W końcu, po długiej wędrówce między drzewami, wyszły na małą piaszczystą dróżkę prowadzącą do opuszczonego domu.

– Jak myślicie, kto tu mieszka? – spytała Deliah, obchodząc dom dookoła. Hayley wzruszyła ramionami.

– Może jakiś myśliwy.

– "Ciekawe kto tu mieszka"? – zaśmiała się Kayle. – Chciałaś powiedzieć "mieszkał". Teraz my tu mieszkamy.

– Naprawdę chcesz zamieszkać w tej dziurze? – spytała zdziwiona Hayley. Faith weszła powoli do domku, rozglądając się dokładnie.

– Dach może w każdej chwili się zawalić. – odrzekła, spoglądając w górę. – Podłoga też nie wygląda ciekawie. Właściwie to… wszystko jest do zburzenia.

– W czym problem. – spytała Hayley. – Jesteśmy hybrydami, zadzwonimy do Klausa, wyśle nam kogoś, kto pomoże nam ogarnąć ten bałagan. – odrzekła spokojnie napotykając się na morderczy wzrok Deliah. Już każdy wiedział, że dziewczyna nigdy nie wybaczy mu tego, co zrobił. Ta nienawiść z każdym dniem robiła się coraz większa. Oczywiście Klaus uważał to za formę rozrywki i jak na złość, gdy dzwonił do dziewcząt, zwracał się do niej „mały wilczku".

Kayle chwyciła za komórkę. W jej oczach było widać iskierki podekscytowania.

– Hej, tatku, jest taka sprawa, że musimy zatrzymać się na nieokreślony czas w... Beacon Hills! – przypomniała sobie po chwili – Tak, więc chcemy się tu urządzić. Wiesz, co robić.

– Mam złe przeczucia – westchnęła Deliah.

– Ty zawsze masz złe przeczucia. Zazwyczaj trafne. – wtrąciła Hayley ze zmęczeniem na twarzy.

– Nie wiem jak wy, ale ja zwiedziłabym te miasteczko. – Kayle uśmiechnęła się tajemniczo. Zrobiła kilka kroków i dorzuciła odwracając się:

– Idziecie?

– Mhm. – mruknęła ze znużeniem Faith.

– A co mi tam! – krzyknęła jakoś nazbyt entuzjastycznie Hayley. Wyczekując odpowiedzi Deliah wszystkie trzy spojrzały się na przyjaciółkę.

– A co z tym gościem? Znajdzie tę ruderę? Czy nie wspominałam, że mam złe przeczucia?

– To człowiek pana Mikaelson, na pewno sobie poradzi. – odparła Faith z lekkim uśmiechem.

Po chwilach wahania w końcu wilczyca dołączyła do dziewczyn i wszystkie cztery skierowały się w stronę centrum miasta.