3. I smoke my friends down to the filter
- Zgodziła się! - z okrzykiem na ustach Hermiona rzuciła się na szyję Ginny, zwracając na siebie uwagę połowy sali. Siedziały razem na śniadaniu, gdy sowy doręczyły pocztę i Hermiona dostała odpowiedź od Tonks.
- Kto się zgodził, na co? - ze zdziwieniem zapytała ruda, wyplątując się z objęć rozentuzjazmowanej przyjaciółki.
- Tonks! Mogę zacząć próby!
- No Tonks, ale na co? Obsadziłaś ją w jakiejś roli? Z tego co mówiłaś o Małgorzacie, to Tonks nijak do niej nie pasuje... - Ginny niewiele rozumiała z pojedynczych informacji, rzucanych przez brązowowłosą.
- Behemot! Tonks będzie Behemotem! - Starsza Gryfonka zabrała się wreszcie za śniadanie, nie przestając się uśmiechać.
- O, to faktycznie świetny pomysł! Sama na to wpadłaś?
- Nie, McGonagall mi to podsunęła. - Hermiona upiła łyk herbaty i zaczynała powoli odpływać myślami w stronę nadchodzących prób.
- Profesor McGonagall, panno Granger! - zagrzmiała niskim głosem nad uchem przyjaciółki Ginny widząc, jak ta powoli traci skupienie na rozmowie.
Dziewczyna podskoczyła, po czym serdecznie się roześmiała.
- Widzisz, jak mnie ten spektakl wciągnął! Będzie mi smutno jak go już wystawimy...
- Zawsze będziesz mogła wystawić kolejny... A jak z resztą obsady?
- Ale kolejny nie będzie dotyczył "Mistrza..."... Co do pozostałych ról – zobaczysz! Potraktuj to jako hm... niespodziankę. - Hermiona uśmiechnęła się tajemniczo, po czym wstała od stołu i ruszyła na zajęcia.
Planowała po zajęciach wybrać się do Nietoperza, żeby skonsultować z nim terminy prób. Nie wiedziała, co o nim myśleć. Coś ukrywał, chociaż właściwie swoim zachowaniem prowokował jej ciekawość. Tak, jakby chciał, żeby go rozpracowała, rozgryzła jego sekret. I to właśnie chciała zrobić, metodą małych kroczków. Poza tym, nie tylko chęć rozwikłania zagadki ciągnęła ją w stronę lochów. Raz otrzymawszy jego rzetelną pomoc, nie wahała się prosić o nią znów – był najbardziej kompetentny i od jego współpracy zależał cały spektakl.
Zastanawiała się, jak ukryć jego tożsamość. Nie miała na to kompletnie pomysłu. Zaczęła po raz kolejny czytać opis wyglądu Wolanda.Na Patriarszych Prudach ukazał się jako wysoki, gładko wygolony brunet po czterdziestce, z prawym okiem czarnym, a lewym zielonym, nieregularnymi czarnymi brwiami i nieco krzywymi ustami, kryjącymi zęby ze złotymi i platynowymi koronkami. Ubrany był w szary, drogi granitur, beret i miał laskę z rączką w kształcie głowy pudla. Wysoki brunet z czarnymi brwiami się zgadzał. Do tego był przeciętny, więc trzeba będzie Snape'owi zrobić coś z jego niesamowicie charakterystycznym nosem. Transmutowanie szat w garnitur nie powinno być problemem, jedno zaklęcie zmieni wygląd zębów i kolor drugiego oka. Włosy – wypadałoby je krótko ściąć, a na to Snape się nie zgodzi...
Kilka godzin później, po zajęciach, na których była absolutnie nieobecna myślami, wpadła do gabinetu Mistrza Eliksirów z okrzykiem na ustach:
- Wiem! Wymyśliłam! Wiemwiemwiem! - zatrzymała się na środku gabinetu, rzucając torbę na biurko i pospiesznie grzebiąc w niej w poszukiwaniu notatek.
- 10 punktów za najście nauczyciela, i 10 za krzyki od progu. - Snape zjawił się w drzwiach, zwabiony głosem uczennicy.
- Wymyśliłam, panie profesorze!
- To, co wykrzykujesz, sugeruje inteligencję i odkrywczość. To, jak wykrzykujesz, sugeruje skretynienie. - skrzywił się, gdyż dziewczyna nadal zachowywała się, jakby był na drugim końcu swoich kwater mimo, iż stał kilka metrów od niej.
- Wymyśliłam, co zrobić, żeby mógł pan uczestniczyć ... - nadal poruszała ustami, z których nie wydobywał się żaden dźwięk. Podniosła głowę. Snape stał niedaleko, trzymając w wyciągniętej dłoni różdżkę i patrząc na dziewczynę złowrogo. Zabrał jej głos! Spojrzała na niego z irytacją.
Profesor machnął różdżką, ukazując przejście do swojego salonu. Gdy zebrała notatki i usiadła w fotelu, który zajmowała podczas poprzedniej rozmowy, zamknął drzwi i usiadł naprzeciw niej, jednocześniej wykonując lekkie machnięcie różdżką w stronę twarzy uczennicy.
Hermiona odchrząknęła i już miała zacząć od protestu, jednak zamilkła z otwartymi ustami.
- Musiałem. Jest pani niewyobrażalnie lekkomyślna, krzycząc od progu w moim gabinecie o naszym..."projekcie", panno Granger. - zganił Gryfonkę Snape, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. - Nie wiem, doprawdy, dlaczego nazywają panią inteligentną. - chłodny głos profesora nie zdołał ostudzić entuzjazmu Hermiony.
- Wymyśliłam, co można zrobić, żeby mógł pan zagrać. - stwierdziła nieco spokojniej, promiennie się uśmiechając. Wydawała się być absolutnie niezrażona typowym zachowaniem Nietoperza.
- Cóż takiego, panno Granger? Oczekuję epokowego odkrycia przynajmniej na miarę Archimedesa... - mruknął nauczyciel, swobodnie lewitując na stolik popielniczkę.
- Wystarczy, że znajdziemy kogoś, kto przypomina książkowego Wolanda!
- Proszę kontynuować. - rzekł sucho, odpalając papierosa i rozpierając się wygodnie w fotelu.
Sprawiał wrażenie odprężonego, jednak na twarzy pozostała widoczna nuta krytycyzmu względem słów uczennicy.
- Wtedy będzie można uwarzyć Wielosok, a kolor oka zmienimy panu zaklęciem. - Hermiona dokończyła, badawczo patrząc na profesora, zaciągającego się dymem, i oczekując jego odpowiedzi.
- Wszystko pięknie, tylko po pierwsze – jak zamierza pani znaleźć kogoś podobnego do Wolanda, i zabrać mu włosy? A po drugie, spektakl przewidujemy na nieco dłużej niż godzinę, a Eliksir Wielosokowy tylko tyle trwa.
- Też o tym myślałam. Bo właściwie to niewiele potrzeba, by przypominał pan Wolanda, tylko wie pan, te włosy...
- Co jest nie tak z moimi włosami, panno Granger? - zapytał ostro, wypuszczając dym i odwracając głowę w stronę dziewczyny.
- Nic nic, tylko Woland był gładko ogolony... A na to się pan pewnie nie zgodzi... - pospiesznie zapewniła Hermiona, spoglądając z pytaniem w oczach na profesora.
- Na to są eliksiry. Właściwie mógłbym je obciąć, ale dopiero na samą premierę. A ten Wielosokowy... Widzisz, Granger, też o tym myślałem. Tylko bardziej kierowałem się w stronę dowolnej osoby, w którą mógłbym się przemienić na czas prób. Im mniej osób wie, tym lepiej. - mruknął w zamyśleniu wpatrując się w płomienie w kominku.
Hermiona przez chwilę zapatrzyła się na profesora. Zwrócony twarzą do kominka, ukazywał jej profil – męski i bardzo zdecydowany. Dłonią lekko pocierał w zamyśleniu brodę, przez co miała widok na jego zgrabne palce. Bezdennie czarne oczy odbijały światło płomieni – chyba tak wyglądało oko Wolanda na balu, gdy Małgorzata widziała na dnie jednego z tych czarnych tuneli migoczące iskry. Lśniące, czarne włosy opadały mu na policzek. W tym ciepłym świetle wydawał się młodszy, jego skóra nie była tak nienaturalnie blada, a z twarzy zniknął zwykły grymas niezadowolenia. Zaciągnął się dymem, by po chwili go powoli wypuścić lekko otwartymi ustami. Było w tym geście coś tak ludzkiego, że pozwoliło to Hermionie przez chwilę myśleć o nim nie jak o Nietoperzu, tylko jak o zwykłym mężczyźnie, zmęczonym i przytłoczonym bagażem nieciekawej przeszłości. Papierosy wpisywały się w mroczny wizerunek Opiekuna Ślizgonów, choć były absolutnie mugolskie. Nie wiedziała, co pali jej nauczyciel, gdyż dziś wyjmował papierosy ze srebrnej papierośnicy, a wczoraj nie zwróciła absolutnie uwagi na paczkę, tak była zszokowana samym faktem i tematem ich rozmowy. O papierosach miała względne pojęcie, ponieważ jej ojciec palił odkąd pamiętała. Intrygowało ją, co pali Snape. Kiedy dotarło do niej, o czym myśli, natychmiast się zreflekowała i przypomniała jego ostatnie pytanie.
- Próby też pewnie będą trwały dłużej niż godzinę, ale na nich może pan wypić kolejną dawkę... Myślę, że załatwienie włosów do eliksiru nie będzie aż tak dużym problemem, wystarczy, że napiszę do taty.
- Przecież nie mogę wyglądać jak pani ojciec, zapewne Potter i Weasleyowie go znają! - oburzył się, gasząc papierosa.
- Taaak, ale tata skontaktuje się z moim kuzynem. Matt nie będzie zadawał zbędnych pytań, tylko obetnie troszkę włosów i je mi wyśle, po prostu. Odkąd dowiedział się, że jestem czarownicą, cierpi na coś takiego, jak pan Weasley, tylko w drugą stronę.
- Masz na myśli wściekłe zainteresowanie wszystkim, co związane z magią? Bo pasji Artura do mugolskich wynalazków nie jestem w stanie pojąć w żaden sposób. - nalał herbaty do filiżanek, przywołanych z drugiego pomieszczenia.
Hermiona podziękowała mu uśmiechem, sięgnęła po podsunięty jej napój i kontynuowała:
- Mniej więcej, po prostu nie może ścierpieć zasady "żadnych czarów poza Hogwartem". W pierwsze wakacje, kiedy się widzieliśmy, odkąd wie, męczył mnie przez tydzień, żebym mu cokolwiek pokazała. Obejrzał wszystkie moje podręczniki, o różdżce nie wspominając. Myślę, że chętnie nam pomoże. Ciekawe, czy mogłabym zaprosić go na premierę...
- To się okaże, panno Granger. Mam tylko jedno zastrzeżenie – jest pani kuzynem. Mam nadzieję, że nie zamierza mnie pani przemienić w dwunastolatka? - z nutką zdenerwowania, ale i ironicznego poczucia humoru rzucił profesor, jednocześnie badając wzrokiem twarz dziewczyny.
Hermiona uśmiechnęła się po raz kolejny zastanawiając się w duchu, jak to możliwe, że sączy herbatę z Nietoperzem i jest w stanie się uśmiechać.
- Matt ma 27 lat. Reszcie aktorów powiem, że to mój kuzyn, który zgodził się zagrać. Oczywiście dyrektor wyraził zgodę na jego przebywanie w Hogwarcie, ale będzie przychodził tylko na próby, i będzie miał wydzielony pokój w moich kwaterach, bo musi się zajmować swoją pracą, coś wymyślę, panie profesorze. Rzecz jasna, Matt zgodzi się wypić Wielosok, żeby wyglądać jak Woland. Możemy nawet zaszaleć tak, że powiem, że ukradłam panu włos do tego Wielosokowego! Co pan na to? - Dziewczyna zakończyła swój słowotok, kierując pytanie do zamyślonego Mistrza Eliksirów.
- Muszę przyznać, że zauważam w tym odrobinę sensu. Nie wiem tylko, jak wytłumaczy pani przyjaciołom, że nie mogą odwiedzać pani kwater. Chyba, że "Matt" spędzi cały wolny czas zamknięty w swoim pokoju, ale to mało prawdopodobne.
- Coś wymyślę, profesorze. Będę musiała iść po zgodę dyrektora, może on mi coś podpowie. Bo to profesor McGonagall zasugerowała, żeby Behemota zagrała Tonks! - radośnie stwierdziła Hermiona, szukając w swoich notatkach listy prób.
- Wilkołak i animag na próbach... Zaczynam się cieszyć, że nie będę w swoim ciele... - mruknął bardziej do siebie niż do uczennicy Severus, zauważając spojrzenie, jakim obrzuciła go Granger.
- A wracając do prób, kiedy mam je ustalić? Wezmę pod uwagę plan i możliwości Tonks i Remusa, ale pan też powinien się wypowiedzieć, nie chciałabym, żeby z czymkolwiek panu kolidowały... - zapytała, sącząc pachnący jaśminem napój.
- Myślę, że wieczory są najodpowiedniejszą porą. Powiedzmy, dwudziesta. Najwyżej zlecę szlabany Filchowi.
- Doskonale, czyli o 20. Myśli pan, że możemy zacząć już dziś?
- Miała pani ustalić kwestię swojego kuzyna z dyrektorem, i chyba musimy zaczekać na włosy...
- Ojej, faktycznie, zapomniałabym!
- Mam składniki do eliksiru. Przygotuję dzisiaj pod niego bazę. - cierpko powiedział nauczyciel, nie patrząc na dziewczynę.
- Ale ja mogę to zrobić, profesorze... - zaofiarowała się Hermiona.
- Naprawdę myśli pani, że powierzyłbym swój wygląd pani? To, że raz się to pani prawie udało, w dodatku przy użyciu składników ukradzionych z MOJEGO magazynku, to nie znaczy, że i tym razem pozwolę się pani popisać wątpliwymi zdolnościami warzycielskimi.
- Ale przecież eliksir był prawidłowy! - Hermiona zarumieniła się na wspomnienie epizodu sprzed lat.
- A jeśli tym razem wpadłby do kociołka pani włos? Wyglądałbym pewnie jak jakiś szczeniak z miotłą na głowie! - Snape nie byłby sobą, gdyby nie pozwolił sobie na uszczypliwość.
- Może i ja mam miotłę, ale Matt ma miękkie i gładkie włosy... - obdarzyła taksującym spojrzeniem fryzurę Mistrza Eliksirów.
- Widzi pani, a ja nie mam kompleksów i dobrze mi z moim wyglądem. - Profesor lewitował popielniczkę, filiżanki i imbryk do innego pokoju, tym samym dając dziewczynie sygnał, że rozmowa jest zakończona. Kiedy już stała w progu, rzucił:
- Jeśli chcesz koniecznie pomóc przy tym Wielosokowym, możesz przyjść o 20, jak już skończysz z dyrektorem i kwestią włosów. Tylko się uczesz. - tu obrzucił krytycznym spojrzeniem luźne loki, opadające dziewczynie do łopatek.
- Dziękuję, profesorze! - z tymi słowami Hermiona wyszła z gabinetu. Po chwili jednak zapukała w jego drzwi ponownie.
- Przepraszam, ale...
- Owocowe żelki. - uprzedził jej pytanie Snape, wyjmując z półki kociołek.
- Dziękuję! - zaskoczona wyszła i skierowała się do dyrektora.
Severus zrezygnowany usiadł na podłodze, przywoławszy ruchem dłoni popielniczkę i papierośnicę. Oparł się plecami o zimną ścianę lochu i odpalił papierosa. Kłamał. Wcale nie było mu dobrze z jego wyglądem. Ba, nie było mu dobrze z samym sobą. Zastanawiał się, jak to będzie – być w skórze dwudziestosiedmiolatka. Będzie mógł się zachowywać inaczej, nie na tyle, żeby nie pasować do roli, ale jednak w sposób znacznie różniący się od jego standardowego sposobu bycia... I do tego młode ciało, bez blizn, prawdopodobnie wyglądające o wiele lepiej od jego własnej powierzchowności... Gładkie włosy, pewnie normalny nos, lepszy wygląd. I co najważniejsze, żadnych śladów po cruciatusach. Sprawne, silne mięśnie... Ile bardzo trudnych eliksirów mógłby wtedy uwarzyć... Będzie miał to ciało przez kilka godzin dziennie. Biorąc pod uwagę osoby, które zamierzała zaangażować w spektakl Granger, próby nie potrwają krótko, raczej przeciągną się na kilka tygodni, może nawet ponad miesiąc. A on będzie spotykał kobiety podczas tych prób... I będzie atrakcyjny... Nawet jeśli ten kuzyn Grangerówny nie jest powalającej urody mężczyzną, to przecież on wie, jak zdobyć kobietę. A jeśli nie będzie miał swojej aparycji, a na dobrą sprawę każda inna jest już lepsza, będzie mógł mieć praktycznie każdą niewiastę. Ale on nie chciał każdej. Chciał Małgorzaty. Swojej wymarzonej Małgorzaty. O ile mógł się wydawać Wolandem, to ten prawdziwy Severus, który krył się głęboko pod warstwą czarnej odzieży, maski złośliwości i obojętności, tak naprawdę był przegranym Mistrzem.
"Mój mały przyjacielu, papierosie. Spędziłem z tobą więcej czasu niż z kimkolwiek. Niszczymy się nawzajem, czule zobowiązani."* - mruknął do siebie, dogaszając peta i odstawiając popielniczkę na biurko.
O 2 w nocy Hermiona opuściła Salę Eliksirów. Snape nie pozwolił jej wrzucić niczego do kociołka, mogła jedynie przygotowywać składniki, ale prawdziwą przyjemność sprawiło dziewczynie obserwowanie jego pracy. Na zajęciach miała niewiele okazji, żeby podziwiać kunszt, z jakim Mistrz Eliksirów oddawał się swojemu powołaniu, a robił to z niebywałą elegancją. Każdy gest był starannie wyważony, każdy ruch różdżką czy zamieszanie cieczy wydawało się być precyzyjne, a jednocześnie tak lekkie, jakby robił to wszystko od niechcenia. Oczywiście, to kwestia wprawy i lat spędzonych nad kociołkiem, jednak Hermiona nie mogła oderwać wzroku od najdrobniejszego nawet ruchu dłoni profesora. Kiedy zgasili ogień pod kociołkiem i nauczyciel zabezpieczył ciecz zaklęciem, znikąd lewitował herbatę. Było już późno, ale chciał się dowiedzieć czegoś o swoim przyszłym ciele.
- Matt jest policjantem. Jak chce, potrafi być poważny, ale zazwyczaj jest niepoprawnym żartownisiem. Proszę się nie obawiać, nie widać tego, więc nie będzie pan musiał się zachowywać jak on.
- Nie bądź bezczelna, Granger. - zimnym głosem ostrzegł dziewczynę Snape, jednocześnie sięgając po papierosy.
- Matt też pali. Będzie mógł pan sobie legalnie wychodzić na papierosa.
- O, proszę. Pierwszy plus tej sytuacji. Coś jeszcze powinienem wiedzieć?
- Uwielbia literaturę. Ma nikłe pojęcie o magii. Wie, że można się aportować, że są sowy i Błędny Rycerz, i że w Wielkiej Sali jest zaczarowane sklepienie. Opowiadałam mu też o quidditchu. W ogóle to był bardzo zainteresowany eliksirami. Chciałabym, żeby mógł przyjechać na premierę, ale to będzie niemożliwe... Skoro pan ma być nim, to nie może się przecież pojawić w dwóch osobach... - zamyśliła się uczennica.
- Myślisz, że już jutro będzie odpowiedź? Dobrze byłoby zacząć jak najszybciej, próby i tak pewnie zajmą więcej czasu, niż przewidujesz.
- Matt powinien dać sobie radę z obsługą sowy, zaczarowałam wiadomość tak, żeby na odwrocie mógł napisać odpowiedź. Profesorze, a co z pańskim garniturem? - dziewczynie przyszła do głowy kwestia kostiumów, do tej pory nie omawianych.
- Tym się zajmę już w ciele tego mugola. Lepiej się zastanów, jak zamierzasz naga latać nad Hogwartem... - Snape uśmiechnął się zjadliwie.
- Nie pomyślałam o tym! Gdyby transmutować ubranie w takie stroje, jakie noszą mugolscy łyżwiarze figurowi, byłoby dużo łatwiej...
- Nie wiem, o czym mówisz, Granger.
- Takie obcisłe kostiumy w cielistym odcieniu...
- Miałem inną opcję, ale skoro tę uważasz za komfortową, proszę bardzo... - przez twarz nauczyciela przebiegł drwiący uśmiech.
- To wcale nie jest śmieszne, panie profesorze! Ja... ja przecież nie pokażę się w czymś, czego prawie nie ma... - Gryfonka była zrozpaczona, gdy dotarło do niej, co ją czeka.
- Mądrze rozwiązano ten problem w jednym z teatrów. Małgorzata, Natasza i Hella była ubrane po prostu w koronkową bieliznę. Wątpię, by panna Weasley chętnie biegała nago u moich stóp – tak samo jak ja wątpliwie chciałbym to widzieć. Co do panny Brown, opór może być mniejszy. Z jej strony, oczywiście. - dodał złośliwie, obserwując narastającą na twarzy Gryfonki wściekłość.
- I to pan nazywa lepszą opcją?! - oburzona dziewczyna ciskała wzrokiem gromy w swojego znienawidzonego nauczyciela.
- Nie mówiłem, że lepszą, Granger. Inną. - Snape z niewinną miną pociągnął łyk herbaty.
- Zostanę przy mugolskich kostiumach, profesorze. - zimno odparła uczennica.
Wkrótce potem udała się do swojego dormitorium i dopiero, gdy padła na łóżko poczuła, jak bardzo jest zmęczona. Następny dzień zapowiadał się dość pracowicie, mimo to nie mogła się wyspać i nastawiła budzik na 7, żeby móc dopracować wszystkie szczegóły i dopiąć przygotowania do prób na przysłowiowy ostatni guzik.
- Panie dyrektorze, Matt odpisał! Chciałby przyjechać, jeśli to możliwe. Opowiadałam panu, że fascynuje go nasz świat, i zażądał spotkania z człowiekiem, któremu ma pomóc. Myśli pan, że dałoby się ściągnąć go tu na jeden dzień? Bardzo mu zależy... - Hermiona odebrała sowę od swojego kuzyna. Dziękowała Merlinowi, że w wakacje był przy tym, jak wysyłała sowę do Ginny – dzięki temu umiał obsługiwać ten czarodziejski rodzaj "poczty". Od razu poszła do Dumbledore'a, który już wcześniej poparł pomysł z przemianą Snape'a na czas prób.
- Panno Granger, mamy sobotę, więc spokojnie mogę zapewnić mu dzisiaj transport do Hogwartu. Nawet mógłby zostać na noc, jeśli wyrazi takie życzenie. Proszę wysłać mu sowę, a ja się po niego udam. Mam parę przemyconych świstoklików... - mrugnął porozumiewawczo do Hermiony – proszę mi tylko zostawić jego dokładny adres. No, i niech go pani uprzedzi, że się pojawię ja, a nie pani. Proponowałbym też powiedzieć Severusowi, że spotka swoje 'drugie ja'. - Dyrektor uśmiechnął się serdecznie, gdy dziewczyna stała już w drzwiach.
Po wyjściu z gabinetu wysłała kolejną sowę do Matthew i skierowała się do lochów. Dumbledore miał rację – lepiej uprzedzić Mistrza Eliksirów o spotkaniu z Mattem.
Zastukała do drzwi, bojąc się tej rozmowy. Znała charakter swojego nauczyciela. Mimo, iż ostatnio był dziwnie łagodny, na wieść o spotkaniu z mugolem raczej nie zareaguje z entuzjazmem.
Snape stanął w drzwiach z potarganymi włosami, w niedopiętej pod szyją czarnej koszuli i zwykłych spodniach. W wyciągniętej dłoni trzymał różdżkę i patrzył na uczennicę zaskakująco przytomnym wzrokiem.
- Granger? Co ty tu robisz o tej porze?! - nie zwróciła uwagi na to, że jest dopiero 8. Wyszła z gabinetu profesora około 2, więc faktycznie – on mógł dopiero wstać.
- Ja przepraszam, profesorze... Chciałam tylko uprzedzić, że dzisiaj... Yyyy, czy mogłabym wejść? - spojrzała na profesora znacząco. Snape odsunął się od drzwi, przeszedł przez pokój i zostawił za sobą otwarte drzwi do salonu.
- Usiądź i mów, słyszę Cię. Za chwilę przyjdę. - mruknął, nie odwracając się nawet do niej. Zniknął za kolejnymi drzwiami, jednak i te zostawił uchylone, żeby uczennica nie musiała się wydzierać na pół zamku.
- A więc chciałam powiedzieć... - kontynuowała dziewczyna, rozsiadając się wygodnie w "swoim" fotelu. Zaczynała się swobodnie czuć w pokoju należącym do Nietoperza – zrzucała to jednak na jego nieobecność w salonie.
- Nie zaczyna się zdania od "a więc", panno Zjadłam-Wszystkie-Rozumy. - tą złośliwą uwagą profesor przypomniał dziewczynie o swojej obecności w zasięgu głosu. Zrezygnowana, podjęła wypowiedź.
- Chciałam powiedzieć, że dzisiaj przyjeżdża Matt. Dyrektor zgodził się na jego wizytę, bo nalegał, że chce pana poznać. - pozornie lekkim głosem dokończyła Gryfonka. Spodziewała się burzy.
Jak się okazało, słusznie. Snape momentalnie zjawił się w drzwiach, dopinając surdut różdżką. Włosy miał nadal w nieładzie, i – czego nie zauważyła wcześniej – był nieogolony. Jego twarz pokrywał krótki, jednodniowy zarost. Musiała go zastać moment po wstaniu, albo nawet obudzić swoim pukaniem do drzwi... To mogło mieć fatalne skutki – jego nastrój wydawał się gorszy niż zazwyczaj. Stał w pokoju, mierząc dziewczynę lodowatym spojrzeniem i szykował się do wydania z siebie potężnego ryku, powodującego drżenie ścian nie tylko lochów, ale całego skrzydła budynku. Zaczęła się cieszyć, że w lochach nie ma okien. Niechybnie wszystkie szyby wypadłyby przy pierwszym zetknięciu z możliwościami strun głosowych Mistrza Eliksirów. Ten człowiek nie potrzebował Sonorusa.
- CZY TY OSZALAŁAŚ? NAPRAWDĘ SĄDZISZ, ŻE ZAMIERZAM ZNOSIĆ OBECNOŚĆ JAKIEGOŚ IDIOTY? POMAGAM CI PRZY TYM CHOLERNYM PRZEDSTAWIENIU, NIE MUSZĘ ZABAWIAĆ TWOJEJ RODZINY, KRETYNKO! - burza z piorunami. Duża burza. Z dużymi piorunami. Snape, cały czerwony na twarzy, zbliżył się energicznie do stolika, odpalił papierosa i z rozmachem usiadł w fotelu.
- Co ty sobie wyobrażasz? Że ten pajac tu przyjdzie i może jeszcze będzie mi zaglądał do kociołka? To mugol, on się nie nadaje do tak poważnych spraw! - wzburzony nauczyciel nadal krzyczał, otoczony kłębami szarego dymu.
- Nie będzie przeszkadzał, obiecuję. Nie jest idiotą, to inteligentny chłopak. - cicho wymruczała zrezygnowana Hermiona.
- W przeciwieństwie do ciebie, Granger. O której on tu będzie? - Snape był nadal poirytowany.
- Wysłałam do niego sowę, dyrektor miał się po niego wybrać.
Jak na zawołanie, w kominku pojawiła się głowa Dumbledore'a.
- Dzień dobry, Severusie. Witam ponownie, Hermiono. Twój kuzyn już czeka w moim gabinecie, gdybyś mogła się tu zjawić. Ty również jesteś mile widziany, Severusie. - powiedział z uśmiechem nałagowy zjadacz słodyczy, po czym zniknął.
- Nawet nie myśl, że tam pójdę. Może tu przyjść najwcześniej za godzinę. A teraz żegnam. - Severus wstał i sugestywnie skierował się w stronę drzwi. Hermionie nie pozostało nic innego, jak tylko iść do gabinetu dyrektora i przygotować kuzyna na spotkanie z Naczelnym Postrachem Hogwartu.
- Witaj, braciszku! - już po chwili dziewczyna rzucała się na szyję ukochanemu kuzynowi. Wyglądał o wiele lepiej, niż gdy się ostatnio widzieli. Musiała przyznać, że był przystojnym mężczyzną. Wysoki, choć nieco niższy od Snape'a, z sięgającymi szczęki włosami o kolorze zbliżonym do koloru jej własnej, nieposkromionej szopy i przejmująco niebieskimi oczami. Przywodziły jej one na myśl głębię morza, nie były tak zimne, jak oczy Malfoya. Miał wąskie, ale ładnie wykrojone usta i nieco za duży, dość charakterystyczny nos. Owszem, ta część jego ciała mogła kojarzyć się z nosem pewnego nielubianego profesora, którego za chwilę miała mu przedstawić, ale jakoś u Matta pasowała do reszty twarzy, nie była pierwszym, co przyciągało wzrok. Oprócz dość pokaźnego wzrostu, chłopak miał też piękną, szczupłą sylwetkę i silne, wypracowane ramiona. Musiał być cały czas w idealnej kondycji, tego wymagała praca w policji. Złapał dziewczynę dużymi, męskimi dłońmi, objął mocno, podniósł i kilka razy okręcił się wokół własnej osi. Hermiona zapiszczała, a gdy postawił ją na ziemi, podziękowała Dumbledore'owi i zaprowadziła chłopaka do swoich komnat.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię widzę! Twoja pomoc będzie doprawdy nieoceniona! - żywo rozprawiała, idąc z szeroko uśmiechniętym chłopakiem kamiennym korytarzem.
- Nie masz pojęcia, jak ja się cieszę! W życiu nie sądziłem, że uda mi się dostać do twojego bajkowego świata choćby na chwilę! Pokaż mi coś magicznego, proszę! Pan dyrektor nas zabrał jakimś dziwnym czymś, wziął starą gazetę, złapał mnie za ramię, kazał dotknąć tej gazety i nagle byliśmy już w parku przed zamkiem! To jest świetne! I w ogóle ten zamek jest nieziemski! Jak ja ci zazdroszczę, noooo... I jeszcze ten nauczyciel, któremu będziemy pomagać! W ogóle to jak ja niby mam wam się przydać, oprócz tego, że urządzisz mi postrzyżyny? - Matt dostał wściekłego słowotoku, oglądał wszystkie portrety i każdą zbroję po drodze do pokojów kuzynki.
- Po kolei. Zaraz ci pokażę jakiś bajer magiczny, spokojnie. Będziemy pomagać profesorowi Snape'owi. Wystawiam mugolski spektakl i potrzebujemy ukryć jego tożsamość. - mówiła to już w swoich komnatach, jednocześnie zbierając książki ze stolika.
- Czekaj, temu tłustowłosemu dupkowi od eliksirów, na którego tyle psioczyłaś? Przecież to podobno nieziemskie bydlę... - zdziwił się chłopak, siadając w fotelu i rozglądając się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakichkolwiek magicznych artefaktów.
- Temu właśnie. Zaraz ci opowiem jak do tego doszło. - Hermiona lewitowała różdżką dwa kubki z półki i napełniła je herbatą jednym machnięciem nadgarstka. - Masz najprostsze przykłady tego, jak magia cudownie ułatwia życie. A teraz do rzeczy. Zanim do niego pójdziemy powiem ci parę rzeczy, żebyś się nie zdziwił. Więc tak – facet generalnie jest nieciekawym dupkiem, owszem, ale wiedzę ma ogromną i za to tylko go szanuję. Ostatnio nauczycielka mugoloznawstwa...
- Czyli wiedzy o normalnym świecie, tak? - przerwał zainteresowany chłopak.
- ...tak, więc profesor Springer kazała mi przygotować zajęcia o dowolnej książce. Zdecydowałam się na Bułhakowa, sam wiesz, że to arcydzieło. - Matt potakująco kiwnął głową i sięgnął po kubek, który najpierw obejrzał i obwąchał z iście zwierzęcą fascynacją. - Tak się spodobało, że dostałam polecenie, żeby to przerobić na spektakl i wystawić. I któregoś dnia na Eliksirach nie słyszałam, że Snape o coś pytał, powiedziałam cytat z "Mistrza..." i dostałam szlaban. Na szlabanie najpierw mnie zjechał, że co ja sobie wyobrażam, a potem wlepił mi kolejny. I na drugim, o dziwo, sam zacytował fragment tej książki i mi pomógł opracować scenariusz. Naprawdę. Byłam w szoku pół dnia. No i zgodził się zagrać Wolanda. Zależy mu, żeby nie wyszła na jaw jego tożsamość i dlatego potrzebuję twoich włosów. - Hermiona skończyła wywód, wypiła łyk herbaty i lewitowała z szafki ciasteczka, co Matt powitał z podwójnym entuzjazmem.
- Nie do końca rozumiem. Ale może nie muszę. To znaczy, nie rozumiem tylko dlaczego on nie chce mówić, że to on, i co mają do tego moje włosy. Reszta jest mniej więcej jasna.
- Tej jego tajemnicy to ja też jeszcze do końca nie rozgryzłam, ale spektakl jest cudownym pretekstem, żeby się dowiedzieć, o co chodzi. A włosy są nam potrzebne do jednego eliksiru. Jak Snape go wypije, będzie miał twoje ciało.
- A ja jego?! - zapytał zszokowany chłopak, odstawiając kubek i wpatrując się w Gryfonkę z bezbrzeżnym zdumieniem.
- Oczywiście, że nie. Ty będziesz nadal sobą. A on dostanie tylko twój wygląd. Tylko będę potrzebowała sporo włosów...
- A to akurat żaden problem, i tak kończy mi się urlop i musiałbym ściąć tę czuprynę do pracy. Wiesz, wymagania mundurowe, te sprawy.
- Doskonale! Tylko muszę cię uprzedzić – Snape jest naprawdę niemiły i cholernie drażliwy. Na każdym punkcie. Nie możesz zadawać zbędnych pytań – co ja mówię, nie możesz właściwie w ogóle zadawać pytań. I musisz ścierpieć jakoś jego złośliwości, a pewnie będzie ich sporo, jak go znam. W ogóle uzbrój się w ogromne pokłady cierpliwości. - westchnęła Hermiona, sięgając po ciasteczko.
- Spoko, dałem sobie radę z naczelnikiem wydziału to z nim też dam radę. - Matt zdawał się być w ogóle niezrażony słowami dziewczyny. - To jak, robimy tu postrzyżyny czy u niego?
- Nie wiem właściwie. Możemy spróbować u niego... I tak nie mam tu żadnych normalnych nożyczek. Jak myślę, że mam tam wejść, to mi niedobrze. - zrezygnowana Gryfonka dopiła swoją herbatę i odstawiła kubek.
- A co, tam jakoś wybitnie śmierdzi czy coś? A propos śmierdzenia, bo ja bym sobie zapalił...
- On też pali, więc chyba możesz u niego. Mam nadzieję, że się zgodzi.
- Nooo, to chodźmy. Jakoś się z nim dogadam, zobaczysz! - Hermiona wcale nie była tego taka pewna.
Po drodze do lochów jej wątpliwości tylko wzrastały, żeby osiągnąć szczyt w postaci łomoczącego serca i paniki w oczach, kiedy podniosła dłoń, aby zapukać w drzwi. Matt wyjął tylko ręce z kieszeni przetartych dżinsów i poprawił kołnierzyk błękitnej koszuli.
- Wejść. - głos Snape brzmiał wyjątkowo złowieszczo zza dębowych podwoi.
Dziewczyna otworzyła drzwi i wślizgnęła się razem z kuzynem do pokoju. Po chwili w drzwiach do salonu zjawił się gospodarz, ogolony, z gładko ułożonymi, lekko strąkowatymi włosami, w swoich nieśmiertelnych czarnych szatach.
- Dzień dobry! - Matt postanowi przejąć inicjatywę i podszedł do skrzywionego Mistrza Eliksirów z wyciągniętą dłonią.
- Co chcesz przez to powiedzieć? Czy życzysz mi dobrego dnia, czy oznajmiasz, że dzień jest dobry, niezależnie od tego, co ja o nim myślę; czy sam dobrze się tego ranka czujesz, czy może uważasz, że dzisiaj należy być dobrym? - zironizował Snape, podając z niechęcią rękę młodszemu mężczyźnie.
- Wszystko naraz.* - odparł niezrażony chłopak, uśmiechając się do Nietoperza. - Podejrzewam, że fajki wyszły z mody, więc proponowałbym jednak zapalenie papierosa.
Severus przeklął sam siebie w myślach za te słowa. Okej, mógł uwielbiać Tolkiena i czytać go pasjami, ale żeby cytować go na wstępie przy tym pewnym siebie szczeniaku? Granger uprzedzała, że ten kretyn lubi literaturę. Skojarzył źrodło wypowiedzi i teraz wyciągał w jego stronę paczkę czerwonych Marlboro. Snape zmierzył go zimnym spojrzeniem, wszedł do salonu, gestem nakazawszy pozostałej dwójce podążanie za sobą i sięgnął po papierośnicę. Wyjął z niej czerwonego Lucky Strike'a. Lubił Marlboro, ale Lucky miały przyjemniejszy, delikatniejszy smak. Odpalił jednym machnięciem różdżki papieros swój i gościa i wskazał mu kanapę.
Hermiona weszła do pomieszczenia machinalnie, z lekko otwartymi ustami. Zajęła swój ulubiony fotel, naprzeciw niej usiadł Snape, a na kanapie wygodnie rozparł się Matt, swobodnie zaciągając się papierosem. Nie rozumiała za wiele z tego, co przed chwilą zaszło. Nietoperz powinien zabić jej kuzyna, a zamiast tego wpuścił go do salonu i odpalił mu papierosa. Nie, to jej się śniło. Obudzi się, znowu będzie miała problem z obsadą i scenariuszem, a Snape odejmie Gryffindorowi milion punktów za jej nieuwagę na zajęciach. Na pewno.
- Słyszałem, że będzie pan mną. Nie mogę się już doczekać, jak to zobaczę! - Matt niekoniecznie delikatnie postanowił zagaić rozmowę, co Mistrz Eliksirów skwitował spojrzeniem mrożącym krew w żyłach i wódkę w kieliszku.
- Nie do końca tak. Użyję jednego z pańskich włosów i moje ciało upodobni się do pańskiego. Po godzinie efekty znikną, chyba, że zażyję kolejną dawkę eliksiru. - chłodno uściślił Snape ze standardowo obojętnie-znudzoną miną.
- O, to ciekawe. No to co, możemy chyba obcinać, Mionka, bierz się za jakieś ostrze! - radośnie przywołał do rzeczywistości kuzynkę młodzieniec.
- Co? A tak, już. Ma pan jakieś nożyczki, profesorze? Nie miałam nic właściwego w pokoju, dlatego poczekaliśmy z obcięciem. - zwróciła się do Snape'a, oczekując nieoczekiwanego.
Jednym gestem Snape przywołał nożyczki z szuflady komody, której wcześniej nie zauważyła i położył na stole.
- Jeśli już musicie robić to tu, to chociaż w łazience. Tamte drzwi. - wskazał dłonią na ścianę, spowitą w mroku. Hermiona podniosła srebrne nożyczki i ruszyła w tamtą stronę, po drodze lekko stukając kuzyna w ramię. Chłopak zgasił papierosa w dużej popielniczce i ruszył za nią, obdarzając Snape'a swoim firmowym uśmiechem.
Kiedy weszli do łazienki, Snape odpalił kolejnego papierosa i miał ochotę kląć z wściekłości. Ten smarkacz był bezczelny, pewny siebie i obrzydliwie przystojny, na ile orientował się Severus. Zapewne kobiety uganiały się za nim i wydrapywały sobie nawzajem oczy. A on miał dostać takie ciało na kilka godzin, codziennie. Do tego będzie widywał ogarnięte hormonami nastolatki, nieświadome jego realnej tożsamości. Gorzej być nie mogło. Po chwili z łazienki wyszła Hermiona, niosąc związane w supeł brązowe włosy, a za nią Matt. Jedyne, co zmieniło się w jego wyglądzie oprócz fryzury to fakt, że widać było lekko odstające uszy. Jak to dobrze, że nie był aż tak idealny! Severus nie odnalazłby się w ciele młodego boga, czułby się jeszcze bardziej obco i nienaturalnie, niż to zazwyczaj przy Wielosokowym miało miejsce. Wstał, zabrał dziewczynie włosy i wszedł do sali lekcyjnej. Podszedł do kociołka z przygotowaną bazą, wrzucił do niego dwa włosy, eliksir zabulgotał i przybrał jasnobłękitny odcień.
- Profesorze, czy to będzie działać? On powinien się warzyć trochę...dłużej... - wtrąciła Hermiona, obserwując każdy ruch Snape'a i jednocześnie powstrzymując cisnącego się do przodu Matta.
- Kretynko, to ja jestem Mistrzem Eliksirów i WIEM, jak przyspieszyć produkcję Wielosoku. Umiem go uwarzyć prawidłowo. Włosy wydają się pochodzić z głowy tego...chłopca, a nie z twojego wyleniałego kocura, więc może nic mi nie będzie. - mówiąc to nauczyciel z kwaśną miną nabrał chochlą płynu, przelał go do szklanki transmutowanej z fiolki i wypił. Po chwili zgiął się w bólu, jego rysy zaczęły się zmieniać a sylwetka się skurczyła. Szaty wisiały na postaci, która jeszcze chwilę temu była Snape'm, a teraz odezwała się miłym głosem Matta.
- Czego się gapicie, tak miało zadziałać. - mruknął gardłowo Snape-Matt, wywołując dziwny dreszcz na plecach uczennicy. Nigdy nie słyszała takich dźwięków z ust swojego brata, choć zdawała sobie sprawę z tego, że ma on bardzo przyjemny dla ucha głos.
Matt stał z otwartymi ustami i wpatrywał się w czarno odzianą kopię siebie.
Snape wykonał swój standardowy grymas zniecierpliwienia i niechęci wobec świata, co dla Hermiony i Matta na tej młodej męskiej twarzy było nowością.
- O, nie wiedziałem, że tak umiem! To się może przydać w pracy! - Matt uśmiechnął się, po czym bezceremonialnie powtórzył minę profesora, jednocześnie spoglądając na kuzynkę, szukając aprobaty.
Sama Hermiona nie wiedziała, co zrobić. Udało się. Miała alibi dla swojego profesora. Mogła zacząć próby. Ale współpraca przy próbach będzie bardzo ciężka. Umiała pracować ze złośliwym dupkiem z lochów. Nigdy natomiast nie współpracowała ze złośliwym dupkiem z lochów zaklętym w ciało przystojnego, młodego mężczyzny. Owszem, jej kuzyna, ale dalekiego, to raz. A poza tym Snape miał tylko jego ciało, a nie był nim, to dwa. Wróć! Nie wolno tak myśleć. To nadal Snape. Nadal ma za duży nos. Nadal jest złośliwy. I to, że ma całkiem miły głos i piękne oczy i uroczy uśmiech – którego nie spodziewała się jednak widywać – nie zmienia faktu, że to Nietoperz z Lochów.
Pozbycie się z gabinetu Grangerówny i jej kuzyna przyniosło Severusowi ulgę. Nadal miał ciało tego chłopaka i próbował się do niego przyzwyczaić. Wszystkie mięśnie działały tak cudownie, nie odczuwał bólu, będącego wynikiem setek Cruciatusów, które musiał przeżyć. Po tylu latach cierpień ulga smakowała słodko-gorzko. Mógł się cieszyć tym ciałem, ale to nie było jego ciało. Mimo, iż Granger zapewniła mu spory zapas włosów, nie będzie mógł się całe życie podszywać pod kogoś innego. A już na pewno nie pod takiego lalusia, jakim był ten mugol. Spojrzał na swoje przedramię – nie było tam Mrocznego Znaku. Przez te kilka godzin dziennie będzie wolnym człowiekiem. Całkiem wolnym, innym, młodym i zdrowym. Nie napawało go to jednak radością. Otworzył ogromną szafę i wyjął z niej czarny, świetnie skrojony garnitur. Na ciele Matta pewnie będzie wisiał, dlatego dopiero przed premierą zmieni jego kolor na szary. Tak, to będzie idealny ubiór dla Wolanda. Kwestia koszuli nocnej, w jakiej pojawia się na balu to żadnej problem, wystarczy transmutować jakąkolwiek starą szatę. Trzeba będzie natomiast kupić jakiś garnitur na czas prób, skoro ma występować w ciele Matta. Przy próbach generalnych warto byłoby pokazać się w prawie gotowej wersji. Granger się wytłumaczy, że nie zdążyła ukraść Mistrzowi Eliksirów włosa, więc Matt przemieni się w niego – a tak naprawdę on przestanie pić Wielosok – dopiero na premierę. Na pierwsze próby może przychodzić w swoich zwykłych ubraniach – to znaczy w takich, w jakich chadza mugolski mężczyzna. Trzeba sprawdzić, czy ma coś pasującego w swojej garderobie. Severus zdecydował się wybrać do Spinner's End i przejrzeć swoje stare ubrania – być może zachowało się tam coś, co ostatecznie mogłoby się nadać. Wziął dwie buteleczki Eliksiru Wielosokowego, wyszedł z zamku i aportował do swojego mieszkania.
Matt siedział w łazience Prefektów i ćwiczył przed lustrem miny. Hermiona stała za jego ramieniem i zaśmiewała się do łez. Odkąd Snape bezwiednie zaprezentował na odchodne dziewczynie i jej kuzynowi cały wachlarz swoich grymasów, chłopak postanowił sprawdzić, czy też tak umie.
- Już widzę te miny kierowców, jak będę prosił o dokumenty! Wyobrażasz to sobie? Nigdy nie byłem groźny, a teraz będę mógł straszyć idiotów, przekraczających prędkość! - odwrócił się do Gryfonki, jednocześnie przybierając dość grobową minę. - Ten facet jest geniuszem, naprawdę! Muszę go kiedyś zobaczyć tak normalnie, bez tego magicznego napoju, żeby w swoim ciele mi pokazał te wszystkie bajerne miny!
- Nie sądzę, żeby przyjął twoją propozycję z entuzjazmem. - mruknęła dziewczyna, ocierając łzy na widok kolejnego zmarszczenia brwi młodzieńca. Dla niej to wszystko było śmieszne – nigdy nie widziała u swojego ukochanego kuzyna takich min, zawsze był radosny i uśmiechnięty. Snape miał udawać jego, a on właśnie udawał Snape'a. Tak, to było godne uwagi. Postanowiła następnym razem pożyczyć aparat od Colina, żeby móc uwiecznić zmagania chłopaka z własną twarzą. Gdyby się postarała, mogłaby to zrobić niepostrzeżenie, a potem podarować mu te zdjęcia. Na pewno by się ucieszył, widząc zbiór swoich twarzy, które układały się w kolejne grymasy a la Postrach Hogwartu.
- A tam, przecież to całkiem fajny facet! Może trochę nieprzystępny, ale uwierz mi, mój naczelnik jest gorszy! Ten przynajmniej nie sypie suchymi dowcipami...
- Jakoś nie wyobrażam sobie Snape'a rzucającego żartami. Nie, Snape i śmiech – to się nie składa.
- Nie znasz się, on na pewno ma poczucie humoru. Jak umie zrobić takie miny, to musi umieć też się uśmiechać.
- Ma, ale bardzo specyficzne... Powiedzmy, że jego "żarty" śmieszą tylko jego. Powiedz mi, braciszku, do kiedy zostajesz? - uwielbiała go nazywać bratem. Odkąd została uczennicą Hogwartu, był – oprócz rodziców, rzecz jasna – najbliższą jej osobą w rodzinie. Rozumiał jej "inność", fascynował się tym i akceptował to, że dziewczyna nie chce zostać w świecie mugoli. Był kimś pokroju ojca Rona, tylko odwrotnie – uwielbiał świat czarodziejów.
- Myślałem nad tym, żeby zostać do jutra, ale chyba jednak wrócę. Muszę wypełnić całą masę bzdurnych dokumentów, skoro w poniedziałek mam wrócić do pracy... A tak mi się nie chce...
- Ja oprócz nauki mam przed sobą próby od poniedziałku... Jutro jeszcze porozmawiam ze Snape'm o strojach. Chciałbyś zjeść obiad w Wielkiej Sali czy u mnie?
- Wielka Sala! To tam jest to niebo zamiast sufitu, taaaaak? A możemy tam iść na kolację? Chciałbym jeszcze z tobą pogadać troszkę.
- Nie ma sprawy, w takim razie daj spokój temu lustru i chodźmy.
- Słuchaj, a w czym ten facet będzie chodził? Bo te jego czarne przedpotopowe szaty na moim ciele strasznie wiszą... - zapytał Matt, gdy wygodnie rozsiedli się w fotelach, a Hermiona poprosiła skrzaty o przyniesienie posiłku do jej pokoju.
- Nie wiem i to już nie mój problem. Pewnie poznasz dzisiaj moich przyjaciół. Musisz udawać, że wziąłeś urlop i będziesz tu siedział do premiery. I nie bądź zbyt sympatyczny, bo nie wiem, jak Snape będzie się zachowywał na próbach. Nie chcę, żeby kompletnie zwariowali.
- Nie ma sprawy, postaram się. Wziąłem ze sobą trochę ciuchów, to może mu je zostawię?
- Nie wiem, co on na to, ale możemy spróbować po kolacji. Powinien być u siebie.
Spokojnie zjedli obiad, wspominając czasy dzieciństwa dziewczyny i dyskutując o próbie. Matt znał doskonale treść i przyznał, że Snape pasuje mu do tej roli jak ulał. Wkrótce po obiedzie rozległo się energiczne stukanie do drzwi. Hermiona otworzyła, a w progu stała potargana Ginny.
- Hej, co się dzieje? Od rana cię nie widziałam, nie pokazałaś się na obiedzie, martwiłam się!
- Wejdź, Ginny. Mam gościa. Poznaj, to mój kuzyn, Matt.
Matt podniósł się z fotela i obdarzył rudowłosą dziewczynę szerokim uśmiechem.
- Yyyy... cześć, jestem Ginny... Miło mi. - wydukała najmłodsza Weasleyówna, mocno się rumieniąc.
- Matt. Cała przyjemność po mojej stronie. - skłonił się dworsko przed onieśmieloną dziewczyną.
- Matt przyjechał do Hogwartu za specjalną zgodą Dumbledore'a. Będzie grał Wolanda.
- I nic mi nie powiedziałaś, zołzo? Przecież mogłabym Ci pomóc oprowadzić Matta po zamku! Poza tym, z tego co mówiłaś, to Woland był jakiś taki starszy i w ogóle...
- Spoko, ukradnę włos Snape'a i zrobię Wielosok. A Matt zna tekst i grał kiedyś w szkolnym kole teatralnym. - Hermiona mrugnęła porozumiewawczo zza pleców przyjaciółki. Matt od razu podchwycił.
- Wziąłem sobie wolne w pracy, rozumiesz, i mogę tu z Wami być! Herm obiecała, że zabierze mnie na kolację pod to magiczne niebo w Sali, wieeesz? - chłopak znowu zaczął entuzjazmować się światem magii.
Ginny usiadła obok niego w fotelu i podjęła dyskusję, opowiadała mu o zamku, jego historii i wyglądzie, ukrytych przejściach, obrazach, duchach. Słuchał jak urzeczony. Hermiona tymczasem przygotowała wszelkie notatki, potrzebne jej na poniedziałkowej próbie. Musiała wieczorem wybrać się do Snape'a i upewnić się, że o 20 da radę wypić Wielosok i pojawić się na próbie.
Popołudnie minęło spokojnie. Ginny opowiadała Mattowi o szkole, przedmiotach, nauczycielach i zajęciach. Po godzinie zjawił się Harry z Ronem, potrzebowali pomocy Hermiony przy eseju do McGonagall. Poznali jej kuzyna i postanowili pokazać mu mecz Quidittcha.
- Wiecie, bardzo chętnie, to może chodźmy? - Matt podniósł się z fotela.
- No ale po co teraz? Przecież zostajesz przynajmniej na miesiąc! - Ron zgasił nieco entuzjazm chłopaka.
- Ale potem ma padać i będzie gorsza pogoda. Idźcie, a my sobie ogarniemy przez ten czas plan prób. - Uśmiechnęła się Hermiona, ratując sytuację. Nikt nie mógł się dowiedzieć, że Matt jeszcze dziś wyjedzie z Hogwartu i nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek się tu pojawi.
Ginny wstała i mrugnęła porozumiewawczo do Hermiony.
- Ja pójdę z nimi, wiesz, żeby nie zrobili krzywdy Mattowi... - Ginny wyraźnie była zafascynowała starszym chłopakiem.
- Nie ma sprawy. Tylko może nie bierzcie go na miotłę... - Hermiona zrozumiała intencje przyjaciółki, uśmiechnęła się pobłażliwie i zabrała za notatki. Wiedziała, że już przegrała – Matt po prostu nie umiał być obojętny, podchodził pozytywnie do wszystkich ludzi i zbyt łatwo złapał nić porozumienia z jej przyjaciółmi. Trudno, najwyżej się zdziwią na próbach...
Napisała trzy eseje na Transmutację, rozpisała plan prób bardzo szczegółowo – pomogła w tym ostatnia dyskusja z bratem i wcześniejsze ze Snape'm. Planowała właśnie iść na boisko po kuzyna i przyjaciół, kiedy drzwi jej komnat otworzyły się na oścież i z hukiem wpadł przez nie profesor Snape.
- Zidiociałaś do reszty, Granger! - zamknął drzwi tak, że zadrżały szyby. - Dlaczego ten laluś siedzi na miotle razem z Weasleyówną i ściga się z resztą Złotej Trójcy? Co to ma znaczyć? Może jeszcze oczekujesz, że na posiłki będę pił Wielosok i siadał sobie razem z nimi? Granger, przegięłaś. Tym razem przegięłaś. Po premierze szlaban. Przez miesiąc. Codziennie. Dwudziesta. W moim gabinecie. - wycedził przez zęby. - I doceń, że nie wycofałem się w ostatniej chwili. Dzisiaj po kolacji widzę cię u siebie. - wyszedł, zostawiając dziewczynę w szoku.
Pięknie. Znowu szlaban, znowu z nim. I to cały miesiąc... I jeszcze dzisiaj będzie musiała się do niego zgłosić po kolacji, zamiast spędzić jeszcze chwilkę z kuzynem... Ruszyła przed zamek, żeby zabrać Matta na kolację.
Podczas kolacji siedzieli razem. Matt nie uszedł uwadze wszystkich chyba dziewcząt – nie był ubrany w mundurek, tylko w mugolskie ubrania, i cóż – prezentował się seksownie. Ginny straciła głowę, zapatrzona w chłopaka jak w obrazek. Matthew natomiast rozdzielał między kobiety swój uroczy uśmiech łobuziaka i trzeba przyznać – nawet Ślizgonki obserwowały go z błyszczącymi oczami. Najwięcej uśmiechów otrzymywała jednak Hermiona, wzbudzając tym samym zazdrość wszystkich dziewcząt oprócz Ginny, jedynej znającej ich relacje. Na szczęście Snape nie pojawił się w Wielkiej Sali na kolacji, dzięki czemu Hermiona nie została zaavadowana wzrokiem... Po kolacji szybko schowała się z Mattem w swoim pokoju.
- Muszę zaraz iść do Snape'a. Czy ty chcesz dzisiaj wracać?
- Tak, inaczej twoja przyjaciółka narobi sobie niepotrzebnych nadziei...
- Też to zauważyłeś? A ona ci się nie podoba? Przecież to ładna dziewczyna...
- Tak, i sympatyczna. Jak przyjedziesz do domu i będziesz miała czas, to ci opowiem coś n temat moich spraw sercowych. A teraz zaprowadź mnie szybko do Dyrektora i uciekaj do tego Nietoperza, jak na niego mówisz. Zaprawdę powiadam ci, mylisz się, i jest on zacnym jegomościem! - przybierając poważną minę, niskim głosem zakończył swoją wypowiedź młodzieniec. Hermiona roześmiała się w głos.
- Mój drogi, a te ubrania mam mu wziąć?
- Weź, ja ich nie noszę, a jemu się mogą przydać. - Hermiona pomniejszyła pakunek z ubraniami i schowała do kieszeni. Energicznym krokiem przeszli niezauważeni do gabinetu Dumbledore'a. Po krótkim pożegnaniu dziewczyna zbiegła do lochów, pozostawiając brata opiece siwowłosego czarodzieja.
- Dobry wieczór, przepraszam, ale musiałam odprowadzić Matta do dyrektora... - wyrzuciła jednym tchem, stając w progu gabinetu Mistrza Eliksirów.
- Doliczę to do szlabanu. Granger, jak to sobie wyobrażasz? Naprawdę uważasz, że jego zaprzyjaźnienie się z twoimi przyjaciółmi – nikt nie umiałby wlać tyle pogardy w jedno słowo, tylko Snape – jest takim fantastycznym pomysłem? Nie licz, że będę kontynuował tę farsę. Najwyżej bardzo się zdziwią na poniedziałkowej próbie. Ale to już twój problem. Za próbę wplątania nauczyciela w idiotyczną intrygę minus 20 punktów od twojego domu. I przypominam o szlabanie. W wieczór po premierze widzę panią w swoim gabinecie, szlaban będzie trwał nieprzerwanie, z weekendami włącznie. - profesor stał oparty o biurko i cicho, zjadliwie syczał niemiłe słowa. Nie krzyczał, tylko zachował zimny spokój. Taki spokojny przerażał dziewczynę chyba bardziej. Wydawał się wyprany z jakichkolwiek ludzkich uczuć – bezduszna maszyna. Jakim cudem potrafił rozprawiać z nią o miłości Małgorzaty do Mistrza? Czy to możliwe, że zacytował jej taki piekny fragment, kiedy nuciła podczas szlabanu? Ten mężczyzna stanowił największą zagadkę wszechczasów. I jeszcze ta jego tajemnica...
- Przyniosłam panu ubrania, profesorze. Matt je zostawił, może się panu przydadzą. - zwiesiwszy głowę, sięgnęła dłonią do kieszeni po pakunek. W tym momencie jednak Snape złapał ją za rękę, powstrzymując działania dziewczyny i dosłownie wrzucił do swojego salonu.
- Myślałem, że Księżniczka Gryffindoru rozumie, że skoro w moim gabinecie nie można mówić o pewnych rzeczach, to nie można również pokazywać tego typu rzeczy, ale jednak przeceniłem ten wątpliwy intelekt. Granger, jesteś opóźniona.
- Jak pan tak może! Przecież to tylko torebka z ubraniami! - oburzyła się, przybierając wojowniczą minę i wyzywająco unosząc twarz.
- Ale mugolskimi, Granger. Połóż to na fotelu, potem przejrzę. Coś jeszcze? -
- Nie, panie profesorze. - dziewczyna nie śmiała podnieść wzroku na nauczyciela. Gonitwa myśli w jej głowie narastała. Mugolskie ubrania, ukrywanie tożsamości, utrzymywanie wszystkiego w tajemnicy – Snape coś przed nią ukrywał. Co gorsza pewnie nie tylko przed nią, ale przed całą resztą świata. Rozgryzie go, choćby miała spędzić wszystkie wieczory do końca roku w jego gabinecie w uroczym towarzystwie kociołków...
- W takim razie zejdź mi z oczu i nie irytuj mnie już bardziej. Żegnam.
Gdy za dziewczyną zamknęły się drzwi, odpalił papierosa i zrzucił torbę z ubraniami na ziemię.
