- Nie poradzę sobie. Nie dam rady. Potknę się w tych szpilkach, wysypię kwiatki przed nogi Remusa, pomylę tekst, nie opanuję miotły i spadnę na widownię, kopnę Tonks na balu, aaaaaaaaaaaaa! - Hermiona dostała ataku paniki. Poprawiała właśnie czarną suknię, założoną na mugolski, cielisty kostium. Układała włosy przed lustrem i mówiła do siebie. W końcu, zrezygnowana, opadła na fotel i różdżką podgrzała zimną już herbatę. Od rana zdążyła sprawdzić, czy wszystkie dekoracje są przygotowane należycie, tu wiele zawdzięczała nieocenionej pomocy profesor McGonagall, pomogła każdemu z aktorów w charakteryzacji i zdążyła powitać część zaproszonych gości. Był wśród nich Krum, którego zdecydowała się zaprosić ze względu na długoletnią przyjaźń. Miała świadomość, że chłopak najprawdopodobniej nadal coś do niej czuje, ale robił karierę jako gracz, więc pewnie nie miał czasu na romanse z uczennicami. Chętnie przyjął zaproszenie i już od kilku godzin znajdował się w zamku. Obawiała się, że będzie chciał bawić się z nią na balu, zaplanowanym po premierze, dlatego miała już przygotowaną wymówkę – po ponad miesiącu prób była zmęczona i nie chciała w ogóle pojawiać się po przedstawieniu w Wielkiej Sali.

- Cholerni Gryfoni i ich przeklęte pomysły! - z okolic kominka zabrzmiał głos Mistrza Eliksirów. Był jedyną zaangażowaną w spektakl osobą, której Granger od rana nie widziała. Uśmiechnęła się lekko pod nosem, widząc zdenerwowany wyraz twarzy profesora, tkwiącego w płomieniach. - Do ciebie mówię, Granger! Włosy! -

Dziewczyna spojrzała na Snape'a z przerażeniem. Ostatnią godzinę poświęciła na układanie swoich niesfornych włosów w delikatnie pukle. Kątem oka zerknęła w lustro.

- Przecież wszystko z nimi w porządku, o co chodzi, profesorze?! - Hermiona poczuła falę paniki, że o czymś istotnym zapomniała, być może Małgorzata miała proste włosy albo spięte w jakiś szczególny sposób, a ona miała przecież te swoje nieszczęsne loki!

- Kretynko, MOJE włosy! Za chwilę chcę cię widzieć w swoich kwaterach, możesz ten jeden raz przejść kominkiem. - głowa Snape'a zniknęła, a dziewczyna odetchnęła z ulgą. Nie rozumiała wprawdzie, dlaczego Nietoperz potrzebował jej pomocy przy włosach. Może chciał, żeby ktoś mu wyjaśnił sposób używania szamponu? Zachichotała do siebie, szybko zdjęła suknię, na kostium narzuciła koszulę i dżinsy, wzięła szczyptę proszku Fiuu i weszła do kominka.

- Jestem, profesorze. - otrzepała spodnie i rozejrzała się po salonie. Nigdzie nie było Mistrza Eliksirów.

- Tu jestem, chyba nie sądzisz, że będziesz mi obcinać włosy w salonie! - donośny głos Nietoperza zagrzmiał od strony łazienki.

- Ja? Panu? Ale jak to? - dziewczyna stanęła w progu. Naprzeciw niej stał Snape w spranych spodniach i ciemnoszarej koszuli i wyciągał w jej stronę nożyczki. Machnięciem różdżki wyczarował sobie mały taboret i usiadł na nim przodem do dużego lustra.

- Przecież nie zrobię tego sam. Rusz się, nie mam całego dnia. I ostrzegam – jeden błąd może cię sporo kosztować. -

W takim wypadku należało przetransmutować najbliżej leżący ręcznik w pelerynkę fryzjerską i zawiązać ją pod szyją profesorowi, a potem wziąć w dłonie nożyczki. Tak właśnie uczyniła Hermiona. Gdy ujęła pierwsze pasmo włosów – zaskakująco miękkich w dotyku – spojrzała na wprost i zobaczyła w lustrze Mistrza Eliksirów, siedzącego na niskim stołeczku w szarej pelerynce z miną męczennika i siebie samą w roboczej koszuli i z bardzo elegancką fryzurą, trzymającą w dłoni czarne włosy Nietoperza i nożyczki. Cały obrazek sprawił, że zachichotała, co nie uszło uwadze nauczyciela.
- Co panią tak bawi, panno Granger? - Snape odezwał się chłodno.

- Nic takiego. Po prostu dość komicznie wyglądamy. Ale już jestem spokojna i biorę się za to cięcie. Bardzo krótko ma być?

- Ma być dobrze, Granger. - lewitował sobie popielniczkę i papierosy i bezczelnie odpalił jednego, gdy dziewczyna zaczęła ostrożnie obcinać jego włosy.

Po kilku ciachnięciach i wyrównaniu całości przy użyciu różdzki profesor miał zamiast swoich tłustawych strąków krótko obcięte włosy. Czarne pasma pokrywały podłogę. Dziewczyna usunęła je krótkim Evanesco i zdjęła z ramion nauczyciela pelerynę, przywracając ją do poprzedniego kształtu.

- I jak, panie profesorze? -

- Wyjątkowo się pani udało. - Snape odwrócił się do niej tak, że wreszcie mogła ocenić swoje dzieło. Wyglądał męsko i diametralnie różnie od poprzedniej wersji. Włosy nie sprawiały wrażenia tłustych, tylko lśniły, lekko otaczając twarz nauczyciela.

- Czyli najwyższy czas zająć się resztą charakteryzacji. -

- Zrobię to sam i do pani przyjdę. Proszę się dalej szykować. - zrozumiawszy prosty przekaz, Hermiona kominkiem wróciła do swoich komnat.

Wyszedłszy z kominka postanowiła zmienić strój z powrotem na suknię. Zrzuciła spodnie i koszulę, i już miała ją schować do szafy, ale zauważyła, że z kieszeni wystaje coś ciemnego. Wsunęła tam dłoń i wyjęła pasmo włosów Snape'a. Musiały tam przypadkowo wpaść podczas ścinania. W pierwszym odruchu chciała je po prostu wyrzucić, ale tknięta dziwnym impulsem schowała je do szuflady, do jednego ze starych notesów. Nie umiała racjonalnie wyjaśnić, czemu to zrobiła, ale uznała, że kiedyś mogą się przydać.

W czarnej sukni i płaszczu, z bukietem trasmutowanych z tulipanów mimoz stała przed lustrem, powtarzając kwestie, żeby się uspokoić. Po raz drugi tego dnia jej czarnowidzkie myśli przerwał Snape, zjawiając się tym razem w szarym garniturze w kominku. Wyszedł z niego, rzucił na fotel przygotowaną na scenę balu koszulę nocną i przetaksował Hermionę oceniającym spojrzeniem.

- Po raz drugi muszę przyznać, że wyszło pani. Chyba taka Małgorzata przekona widza. -

Dziewczyna odwróciła się do niego i spojrzała mu w oczy. Jedno z nich było zielone, na dnie drugiego czaiły się iskry. Po przyjrzeniu się twarzy zauważyła, że nos profesora był wyraźnie mniejszy, usta krzywe, a brwi nierówne. Czyli sam poprawił swój wygląd.

- Panu też, panie profesorze. Tak właśnie wyobrażałam sobie Wolanda. -

Snape z ironicznym uśmiechem sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął z niej parę rękawiczek i dwa pomniejszone drobiazgi. Zaklęciem przywrócił je do normalnego rozmiaru, a wtedy okazały się być laską z rączką w kształcie głowy pudla i szarym beretem. Beret założył sobie krzywo na głowę, naciągnął na dłonie rękawiczki i z szlafrokiem i laską w dłoni ruszył w stronę drzwi.

- Chodź, Małgorzato. Na nas już czas. - z lekkim ukłonem otworzył przed zdziwioną dziewczyną drzwi. Sama nie wiedziała, dlaczego milczy, nie krzyczy, nie panikuje. Po prostu odkąd przyszedł Mistrz Eliksirów była pewna, że premiera potoczy się dokładnie tak, jak powinna.

- I już nie będziesz umiał mnie wypędzić. Ja zaś będę strzegła twego snu. - tymi słowami Hermiona zakończyła spektakl.
Premiera poszła zgodnie z planem. Każdy z aktorów dał z siebie wszystko. Godziny prób i nieprzespane noce zaowocowały. Widownia wiwatowała, Dumbledore klaskał chyba najgłośniej, nawet profesor McGonagall uśmiechała się szeroko. Tonks rozbroiła wszystkich swoim Behemotem, Korowiow z Azazellem dopełnili tylko sceny swoim poczuciem humoru. Hermiona zdawała sobie sprawę z tego, że najbardziej wszystkich poruszył Woland. Zagrany przez Snape'a szatan wywarł ogromne wrażenie na oglądających podczas sceny balu, a ona dokończyła dzieła sceną powrotu do Mistrza. Była z siebie dumna, w końcu to ona włożyła w to najwięcej pracy. Była też wdzięczna Nietoperzowi. Zaskoczył ją swoją chęcią pomocy, znajomością tematu i umiejętnościami. Gdyby nie on, sama nie zrobiłaby tego tak dobrze.
Ukłonili się po raz kolejny i zeszli ze sceny, ustawionej na środku Wielkiej Sali. Dla podtrzymania pozorów Hermiona szła obok Snape'a, który teoretycznie był nadal Mattem, potraktowanym Wielosokiem. Razem skierowali się w stronę wyjścia, żeby przywrócić sobie poprzedni wygląd. Kiedy mijali ostatni rząd widowni, Hermiona poczuła silny ucisk w głowie, który zniknął tak szyko, jak się pojawił. Zauważyła, że Snape również nieznacznie się skrzywił.

- Wszystko w porządku? - zapytała, gdy wyszli na korytarz.

- Tak, Gr... Miona. Udało się, nie? - zmusił twarz do uśmiechu, bacząc na nieodległą obecność innych uczniów.

- Udało. Teraz będzie można wreszcie odpocząć.

- Dziękuję, profesorze. Gdyby nie pan, to by nie wyszło. Idę teraz się tłumaczyć z nieobecności Matta na uczcie... - powiedziała dziewczyna, gdy stali już w jej pokoju.

- Mogę się jeszcze raz poświę... - słowa przerwał cichy syk bólu. - Jednak nie. Żegnam. - i nie mówiąc nic więcej, nauczyciel zniknął w płomieniach.

Hermiona nie rozumiała nic. Ale wszak odkąd zdarzyła jej się pamiętna wpadka na Eliksirach, Snape stał się dla niej absolutną enigmą.

Zmieniła suknię Małgorzaty na czarną sukienkę do kolan, odcinaną pod biustem, poprawiła makijaż i ruszyła do Wielkiej Sali na ucztę.

- Matt musiał błyskawicznie wracać do domu. Wczoraj dostał wiadomość, że musi iść dziś na noc do pracy. Nie mówiłam wcześniej, bo mieliśmy szansę, że uda mu się dostać jeszcze troszkę urlopu, ale niestety. Kazał przekazać wam, że chętnie się jeszcze z wami spotka i że praca z wami była przyjemnością. Dumbledore załatwił mu transport świstoklikiem. Nie wiem, jak to teraz będzie, tak się przyzwyczaiłam do niego przez ten czas... Wiem jedno – nie zamierzam jutro wstawać przed obiadem. - powiedziała przyjaciołom, gdy wszyscy razem usiedli przy stole Gryffindoru. Uczta już trwała, jednak Dumbledore miał wygłosić swoją przemowę dopiero po niej, bezpośrednio przed balem.

- Należy ci się, Miona. Wyszło naprawdę fantastycznie. - Ginny uśmiechnęła się, choć w jej oczach czaił się smutek. Niby pogodziła się z niedostępnością Matta, ale cały czas była nim zauroczona.

- Dziękuję wam, byliście świetni. Ron, twój Azazello był taki książkowy, wiarygodny. A obłąkanie Iwana w twoim wykonaniu, Harry! Naprawdę świetne! Muszę pogadać z profesor Springer o założeniu jakiegoś konkretnego koła teatralnego, to może być ciekawsza opcja niż gadka o książkach. -

- A właśnie, profesor Springer mnie złapała po premierze i prosiła, żebyś zajrzała do niej wieczorem. Chciała porozmawiać. - wtrącił Ron, nakładając sobie kolejną porcję kiełbasek i sałatki.
- I tak bym się do niej wybrała. Oho, chyba dyrektor uznał, że już się najedliśmy... -

Faktycznie, Dumbledore wstał zza stołu prezydialnego. McGonagall rozmawiała z roześmianą Springer, obie były ubrane w odświętne szaty. Przy stole brakowało tylko Snape'a. Hermiona wiedziała, że coś musiało się stać, inaczej byłby tu razem z resztą kadry nauczycielskiej.

- Moi drodzy! Pragnę podziękować profesor Springer i pannie Granger za przygotowanie tego wspaniałego spektaklu, który mogliśmy podziwiać. Wszyscy aktorzy otrzymują po 10 punktów dla swoich domów, plus Gryffindor dostaje 50 za ciężką pracę panny Granger. Brawo! - dyrektor obdarzył Hermionę ciepłym uśmiechem. Wielka Sala ponownie wiwatowała. Z przeciwnej strony zdążyła zauważyć zawistny wzrok Malfoya. Mogła się spodziewać, że fretce nie spodoba się cały ten pomysł, ale teraz dopiero zobaczyła u jego boku Wiktora. Zastanawiało ją to, dlaczego nie podszedł do niej bezpośrednio po premierze. Jej rozmyślania przerwał ponownie głos Dumbledore'a.

- Teraz macie państwo czas na gratulacje, a za pół godziny zapraszam wszystkich na bal z okazji Halloween! - po tych słowach uczniowie otoczyli stół Gryffindoru, ściskając Hermionę i jej przyjaciół, opowiadając o swoich wrażeniach i gratulując wspaniałego występu.

Po chwili Hermiona wymówiła się tym, że ma iść do profesor Springer. Widziała, jak kobieta wychodziła z sali, podczas gdy inni nauczyciele zaklęciami przestawiali stoły. McGonagall poprosiła wszystkich o wyjście z Sali. Kiedy dziewczyna znalazła się przed drzwiami, podszedł do niej Wiktor. Wyglądał imponująco w czarnej, eleganckiej szacie. Górował wyraźnie nad resztą uczniów. Stanął przed nią z dłońmi splecionymi z tyłu, z lekko nieśmiałą miną.

- Witaj, Hermiona. Ja bym chciał pogratulować ci występu. Ja znam książkę i ty byłaś naprawdę wspaniałą Małgorzatą. To dla ciebie. - zza pleców wyjął niewielki bukiet czerwonych róż. Gryfonka nie znosiła czerwonych róż – były zbyt oklepane. Na każdą okazję można było dać czerwoną różę, niby symbolizuje uczucia, a jednak jest uniwersalna. Wiedziała jednak, że Krum chciał wyrazić swój szacunek i zachwyt, dlatego uśmiechnęła się do niego i przyjęła kwiaty.

- Dziękuję. To miłe, że tak uważasz. Wybaczysz mi? Muszę iść do profesor Springer. - posłała mu przepraszające spojrzenie.

- Oczywiście. Miło cię zobaczyć, Hermiona. Naprawdę świetnie wyglądasz. - Krum nie powiedział nic więcej, tylko w jego oczach czaiły się jakies dziwne iskry.

Dziewczyna odwróciła się i z bukietem w objęciach podążyła korytarzem w stronę pokoi profesor mugoloznawstwa. Wiktor pewnie domyślił się, że ma sporo zajęć i będzie chciał z nią pogadać na balu, a nie wie, że jej na nim nie będzie... Zapukała do drzwi. Po chwili stanęła w nich uśmiechnięta nauczycielka w kolorowym szlafroku.
- Wchodź, wchodź śmiało! Jakie śliczne kwiaty, pewnie od fana! -

- Od przyjaciela... Chciała mnie pani widzieć, pani profesor. - Dziewczyna nieśmiało stanęła w salonie.

- Siadaj, kochanie. Napijesz się czegoś? Założę tylko coś na siebie i już do ciebie idę. - Springer zniknęła w przejściu do sypialni. Gryfonka usiadła w fotelu i rozejrzała się po salonie. Na ścianach wisiały reprodukcje mugolskich obrazów, między innymi Salvadora Dalego. Chwilkę później w pokoju zjawiła się z powrotem nauczycielka, ubrana w krótką, błękitną sukienkę.

- Więc jak, kawa, herbata? - zapytała, siadając naprzeciw dziewczyny.

- Poproszę herbatę. Zdecydowała się pani na mugolski strój na dzisiejszy wieczór. - skomentowała z uśmiechem Hermiona.

- Tak, kochanie. Wiesz, skoro przebrania mogą być dowolne... Ale nie o tym miałam z tobą rozmawiać. Chcę ci bardzo podziękować, odwaliłaś kawał dobrej roboty i naprawdę, wyszło świetnie! Nigdy nie byłam w mugolskim teatrze, czytałam za to różne teksty sztuk, i nie mogłam sobie tego w żaden sposób wyobrazić. A teraz wiem, że jak tylko będę miała okazję, to się wybiorę na jakiś spektakl. W wolnej chwili mogłabyś mi coś polecić? - podała uczennicy kubek i podsunęła talerzyk z ciastkami.

- Oczywiście, pani profesor. Przede wszystkim warto zobaczyć Szekspira. - Hermiona przyjęła z uśmiechem napój.

- Zapamiętam. Powiedz mi, co ty na to, żebyśmy zorganizowały działające na stałe koło teatralne? Oczywiście nie na taką skalę, jakieś mniejsze sztuki można czasem wystawić. O ile rzecz jasna zgodzisz się, i znajdą się chętni. Ale w to w drugie nie wątpię. - nauczycielka oparła się wygodnie i oczekiwała na odpowiedź dziewczyny.

- Bardzo chętnie, pani profesor! Sama miałam to zaproponować! Przyznam, że brakowałoby mi bardzo prób... Większość uczniów z chęcią zgodzi się grać w kolejnych spektaklach. -

- Cóż, podziwiam cię też, że potrafiłaś się dogadać z Severusem. Ja tego nie dokonałam jeszcze, a próbuję od początku roku. Wydaje mi się, że to dobry facet, tylko strasznie zamknięty w sobie. A trzeba przyznać, był świetny w tej roli. -

- Ja nie wiem, jakim cudem się nie pozabijaliśmy. W ogóle zdziwiło mnie to, że zgodził się zagrać. Ale fakt, był świetny. Chociaż wątpię, żeby jeszcze raz zgodził się występować w czymkolwiek jako Matt... -

- Swoją drogą, to była doskonale uknuta intryga. Dobrze, kochana, w takim razie nie zatrzymuję, pewnie chcesz zdążyć na bal. Jeszcze raz gratuluję. Jak wpadniesz na jakiś pomysł to przychodź, ja załatwię zgodę dyrektora na powstanie takiego koła, i będziemy działać. - nauczycielka obdarzyła brązowowłosą szerokim, przyjacielskim uśmiechem.

- Nie wybieram się na bal, pani profesor. Planuję dziś odespać wszystkie próby. - dziewczyna odwzajemniła uśmiech i skierowała się do drzwi.

- Idź i się baw, jutro możesz odespać! - głos nauczycielki dźwięczał jej w uszach jeszcze wówczas, gdy wstawiała do dużego wazonu róże od Wiktora.
Przez chwilę przeszło jej przez myśl, żeby może jednak iść na bal, ale nie miała odpowiedniej sukienki, poza tym nie czuła się najlepiej. Była przemęczona i marzyła o śnie, a cała noc tańca stanowczo nie była tym, czego chciała. Planowała tylko dyskretnie zajrzeć do Wielkiej Sali, żeby zorientować się, czy Snape się zjawił. Martwiła się trochę o niego, a zarazem była mu wdzięczna. W końcu jednak zdecydowała, że następnego dnia na śniadaniu przekona się, co się stało. Może po prostu eliksir zwiększający długość włosów nie zadziałał i dla utrzymania mistyfikacji musiał zostać w swoich komnatach? Wzięła długą kąpiel i ułożyła wygodnie w łóżku. Sen przyszedł szybko, ale nie był tym, czego się spodziewała...