Obudziwszy się z tego dziwnego snu, Hermiona zdecydowała się na spacer. Wiedziała, że i tak nie ma szansy na uśnięcie, dlatego szybko założyła ciepłe ubranie, rzuciła na siebie zaklęcie Kameleona i wyszła przed szkołę. Postanowiła pospacerować chwilę po błoniach, by kiedy już zmarznie i się zmęczy wrócić do zamku i usnąć. Chwilę po trzeciej stanęła przed budynkiem. Do świtu było daleko, nie zaczęła się jeszcze nawet poprzedzająca go szarówka. Błonia przed zamkiem okrywała gęsta mgła. Hermiona skierowała się w stronę najbliższej ławki, aby usiąść i chwilę zastanowić się nad swoim dziwnym snem. Drogę w mlecznej mgle odnajdywała praktycznie na pamięć, nie widząc więcej niż zarysy obiektów. Po chwili zobaczyła ławkę, a na niej jakąś postać. Wyjąwszy z kieszeni płaszcza różdżkę, ostrożnie zaczęła iść w kierunku nieznajomego. Jeszcze kilka kroków i zobaczy, jak dokładnie wygląda ta ciemna plama i kim jest...
- Homenum Revelio! - ciemna plama zerwała się z ławki i odezwała głosem Snape'a. Hermiona wyciągnęła przed siebie dłoń z różdżką, całkiem już widoczną i uniosła obie ręce na znak, że nie zamierza atakować.
- Co pani tu robi o tej porze?! - Snape wyglądał źle. Miał poszarpane szaty, był bledszy niż zawsze, podkrążone oczy wydawały się zapadnięte i ...smutne?
- Nie mogłam spać i zdecydowałam, że jak się chwilę przejdę, to na pewno się zmęczę i usnę. -
- Bal pani nie zmęczył? Natychmiast do swojego pokoju, zanim będę zmuszony odjąć pani punkty. - Głos profesora nie brzmiał złowrogo, nie był chłodny. Mistrz Eliksirów raczej wyklepywał gotową formułkę niż groził. Hermiona przyjrzała mu się uważnie. Na czole zauważyła nie do końca zasklepioną ranę.
- Coś się panu stało, profesorze! Dlaczego nie poszedł pan do Madame Pomfrey? - podeszła bliżej mężczyzny, przyglądając się cieniutkiej strużce krwi, cieknącej po skroni nauczyciela. Skóra obok wyglądała na świeżo odbudowaną, więc pewnie jeszcze chwilę temu musiała być w tym miejscu dużo większa, nieciekawa rana.
- Czy ja mówię niewyraźnie, panno Granger? 10 punktów od Gryffindoru! - Hermiona już chciała odejść, tym razem profesor brzmiał znacznie poważniej. Czuła jednak, że jest o krok od odkrycia czegoś nowego w sprawie jego tajemnicy. Przez koniec prób straciła możliwość przebywania z nim wieczorami, a tym samym jakąkolwiek szansę na rozwikłanie zagadki. Postanowiła zaryzykować i pomóc nauczycielowi, gdy ten zachwiał się lekko i usiadł na ławce.
- Pan się źle czuje! Pomogę panu dotrzeć do lochów. -
- Granger! Przysięgam, jeszcze chwila i wyrzucą mnie za zabicie pewnej Gryfonki. -
- Proszę dać sobie pomóc. Pan ledwie siedzi... - Hermiona podała nauczycielowi ramię.
- Nigdy się nie odczepisz, prawda? Rzuć na siebie Kameleona. -
Po raz kolejny Snape sprawił, że zaniemówiła. Spodziewała się długiej potyczki słownej, przekonywania go, odjęcia kolejnych punktów, tymczasem nauczyciel powoli wstał i omijając dziewczynę ruszył w stronę zamku, ostrożnie stawiając kroki. Wyglądał, jakby zaraz miał się przewrócić. Po kilkunastu minutach takiego marszu udało im się wspólnie dotrzeć do lochów. Już w zamku Nietoperz pozwolił dziewczynie na zdjęcie Kameleona. Skierował się do swojego salonu, Hermiona ruszyła więc za nim, nie pytając o pozwolenie. Żadne z nich nie naruszyło tej dziwnej ciszy. Snape ciężko opadł na fotel, dziewczyna podeszła do niego.
- Mogę opatrzyć panu tę ranę? Niewiele tu potrzeba... -
- A myślisz, że dlaczego pozwoliłem ci tu wejść? - złośliwy ton świadczył o tym, że nauczyciel wraca do formy.
Dziewczyna szybko wymruczała kilka zaklęć, dotykając rany różdżką. Po chwili na czole mężczyzny nie było śladu po obrażeniu. Przyjrzała się efektom swojej pracy i usiadła w "swoim" fotelu po drugiej stronie stolika.
- To wszystko, profesorze, czy ma pan jeszcze jakieś urazy, przy których mogę pomóc? -
- Mam uraz do natrętnych Gryfonek. Możesz się stąd wynieść. - Snape sięgnął po papierosy i popielniczkę. Przy pierwszym zaciągnięciu przez jego twarz przebiegł grymas, jakby głębszy oddech sprawiał mu ból.
- A jednak! Ma pan coś z żebrami! -
- To nie twój interes, Granger. -
- To dlatego nie było pana na uczcie... Co się stało, profesorze? - dziewczyna musiała zadać to pytanie, inaczej nie byłaby sobą. Gdzieś wewnątrz niej obudziła się troska o tego niemiłego mężczyznę, który przez lata gnębił ją i jej przyjaciół, i nie chciała usnąć. Podejrzewała, że to przez czas, który spędzili razem przed spektaklem.
- Granger, kiedy pierwszy raz pozwoliłem ci tu wejść obiecałaś, że nie będziesz drążyć tematu. - Snape zaciągał się płytko, bojąc się ponownego bólu.
- Czyli to jednak ta sama sprawa! -
- Widzę, że zżera panią niezdrowa ciekawość. - mężczyzna wyczarował srebrną łanię. - Ściągnij tu dyrektora, bo panna Granger chyba potrzebuje wyjaśnień. -
Gryfonka zdecydowała się milczeć. Nie było to łatwe, w głowie kłębiły się jej setki pytań. Spojrzała na nauczyciela. Siedział w fotelu, opierając się łokciem na rzeźbionym oparciu. Przy ustach trzymał papierosa, raz po raz delikatnie wydmuchując kłęby dymu. Był zapatrzony w ogień, ale nie wściekły, jak przed chwilą, tylko raczej smutny, zamyślony. Płomienie oświetlały jego twarz i dym, otaczający jego głowę. Pierwszy raz nie wyglądał jak Nietoperz Z Lochów, jak zgodnie nazywała go z Ginny, tylko jak zmęczony życiem mężczyzna.
Do salonu wszedł zaspany Dumbledore, przywitał się i wyciągnął w kierunku Hermiony paczkę z dropsami, których grzecznie odmówiła.
- Severusie, nie pal. A już szczególnie nie przy uczniach... - powiedział smętnie, patrząc na Mistrza Eliksirów. Ten nie drgnął nawet, dalej patrząc w płomień. - Czego pani nie rozumie, panno Granger? - zwrócił się do Hermiony.
- Profesor Snape zgodził się zagrać w spektaklu. Jednak kazał mi to utrzymać w tajemnicy i nie pozwolił zaproponować roli Malfoyowi. To mugolska powieść, więc podejrzewam, że ma to coś wspólnego z Sam-Pan-Wie-Kim... A dziś spotkałam go z raną na czole, myślę, że ma też połamane żebra, bo nie może głęboko oddychać...
- Owszem, moja droga. Bardzo słusznie wnioskujesz. Jak zapewne wiesz, Draco pochodzi z tak zwanej czystokrwistej rodziny, z nie do końca chlubną tradycją. -
- Wiem, co ma pan na myśli. Ale co ma do tego profesor Snape?! -
Snape podniósł oczy na uczennicę, wpatrzoną w Dumbledore'a.
- Widzisz, moja droga... Cóż, wyjaśnię ci to, ale oczekuję zachowania tego w tajemnicy.
Profesor Snape jest naszym szpiegiem w oddziałach wroga. - Przez cały czas wypowiedzi dyrektora Snape nie spuścił wzroku z twarzy dziewczyny.
- Ale... Czyli... czyli jest pan Śmierciożercą? - zwróciła się do Mistrza Eliksirów.
- Byłem, Granger. Chcesz coś jeszcze wiedzieć, panno Będę-Drążyć-Dopóki-Nie-Powiedzą-Mi-Wszystkiego? - zapytał gorzko.
- Co panu grozi, jeśli Sam-Pan-Wie-Kto się dowie, że zagrał pan Wolanda? - spytała z przestrachem w oczach.
- Nieprzyjemności, Granger. - Snape uciął temat.
- Swoją drogą, świetna rola, Severusie! Miło, że ją przyjąłeś. Wyjaśnijcie sobie resztę, dzieci, ja wracam spać. Proszę jednak o dyskrecję, panno Granger. To bardzo ważne. Wiem, że można ci zaufać i widzę, że profesor Snape także ma tę świadomość. A ty przestań palić, Severusie! Przerzuć się na dropsy, są zdrowsze. - Dumbledore zwrócił się do młodszego mężczyzny, który właśnie odpalał kolejnego papierosa, po czym wyszedł.
- Chyba wiesz, jakie to istotne, aby cała sprawa pozostała w tajemnicy, Granger?
- Oczywiście, profesorze! Dziękuję, że się pan zgodził zagrać mimo ewentualnych...konsekwencji... Tylko nadal nie rozumiem, dlaczego jest pan dzisiaj w takim stanie... - Dziewczyna nie wierzyła w to, co usłyszała. Dyrektor mówił o tym tak lekko, jakby rozmawiał z Luną o nowoodkrytym magicznym zwierzęciu.
- Cóż, Lord dowiedział się o premierze. Podejrzewam, że ktoś zauważył, że nie piję w trakcie spektaklu Wielosoku. Co najgorsze, nie sądzę, aby był to Draco. -
- I ukarał pana? Przeze mnie? Przepraszam, profesorze! Robiłam wszystko, żeby utrzymać tę mistyfikację... - Hermiona była załamana. Dotarło do niej, że Voldemort musiał torturować za karę Snape'a, i że w pewien sposób jest temu winna.
- Raczej nie rozmawialiśmy o Bułhakowie tak, jak pani sądzi. - na twarzy Snape'a zagościł gorzki półuśmiech.
- Panie profesorze... Dlaczego się tak pan poświęca? - w oczach dziewczyny lśniły łzy.
- Granger, możesz po prostu zapomnieć, że o tym wiesz? - w głosie mężczyzny pobrzmiewała nutka zniecierpliwienia. Sprawiał wrażenie, jakby chciał zwierzyć się komuś, ale miał świadomość, że to absolutnie niewłaściwe. - Czarny Pan potraktował mnie trochę ostrzej niż zazwyczaj, ale jakoś się wytłumaczyłem. Obawiam się jednak, że następnym razem nie zagram. -
- Nie śmiałabym o to prosić, profesorze. Chciałabym panu pomóc, jak tylko będzie taka możliwość. - wyrzuty sumienia zaczęły opadać Hermionę ze wszystkich stron.
- To, że pracowaliśmy razem nad spektaklem nie oznacza, że wpuszczę cię do laboratorium, Granger. - Snape odpalił kolejnego już tej nocy papierosa.
- Gdyby kiedyś uznał pan, że mogę się do czegoś przydać... - Gryfonka była zdołowana. Chciała jakkolwiek zadośćuczynić nauczycielowi, który okazał się być bohaterem. Czuła się winna całej sytuacji i nie wiedziała, jak może pomóc temu odważnemu mężczyźnie.
- Zapamiętam i wykorzystam, jak będę potrzebował ludzkich składników, Granger. I nie waż się więcej wychodzić o tej porze ze swojego pokoju. - cięty język nauczyciela świadczył o tym, że Snape jest już w pełni sił.
Hermiona wstała i dopiero teraz przypomniało się, dlaczego w nocy zdecydowała się na spacer.
- Panie profesorze, mógłby mi pan dać fiolkę Eliksiru Słodkiego Snu? Chciałabym móc odespać te wszystkie próby... - dziewczyna zawstydzona swoją prośbą wbiła wzrok w podłogę.
Mistrz Eliksirów dogasił papierosa, sięgnął do szuflady komody i wyjął z niej małą buteleczkę.
- Tylko ostrożnie, bo uzależnia, jak zresztą wszystko. I pamiętaj, piśniesz komukolwiek – a już szczególnie Złotemu Kretynowi albo temu drugiemu idiocie – choćby słowo... - zawiesił głos, dając uczennicy do zrozumienia ewentualne konsekwencje.
- Dziękuję, panie profesorze. Obiecuję, że nikt się o tym nie dowie. Jeszcze raz przepraszam, to przeze mnie... - ruszyła ze zwieszoną głową w kierunku drzwi.
- Nie obwiniaj się, Granger. Dobranoc. - cichy głos Snape'a dotarł do jej uszu, gdy naciskała klamkę.
- Dobranoc, profesorze. -
Przez okna korytarza do zamku wdzierał się świt. Szarówka powoli ustępowała słabym promieniom słońca. Mgła opadła nisko, nie okrywając błoni białą peleryną. Hermiona niejasno pomyślała, że na Syberii pewnie nadal jest biało, ale od śniegu. Nie wiedziała jednak, skąd ta dziwna myśl pojawiła się w jej głowie. Może po prostu dochodziła szósta nad ranem, a jej umysł w ten sposób bronił się przed przemęczeniem i nadmiarem trudnych informacji.
Buteleczka z eliksirem czekała na szafce przy łóżku, gdy dziewczyna brała kąpiel. Nie mogła sobie uświadomić, dlaczego tak źle spała. Wiedziała, że śniło jej się coś dziwnego – ale co? Położyła się pod kołdrą, rozbudzona przez ciepło wody.
Snape jest szpiegiem Zakonu. Czyli stoi po naszej stronie, tej dobrej. Dlaczego? To pewnie wie tylko on sam i Dumbledore, więc tego Hermiona się nie dowie. Dumbledore mówił o całej sprawie zbyt lekko, jakby bagatelizował znaczenie Mistrza Eliksirów, a przecież on był szansą na to, że wygrają nadchodzącą wojnę... Harry, rzecz jasna, również. Ale pomoc Snape'a mogła być naprawdę nieoceniona i niezbędna. Nauczyciel zaryzykował tortury, żeby jej pomóc. Niemożliwe, żeby tylko dlatego. Być może chciał dzięki spektaklowi się zrelaksować? Sprawiał wrażenie osoby lubiącej literaturę, przekonała się o tym w Hogsmeade. Więc poniekąd z własnej winy poniósł karę z rąk Voldemorta. A ona nie mogła mu pomóc, bo czy można nazwać pomocą zasklepienie niedużej rany? Zrobiłaby tak względem każdego, chyba nawet tej ślizgońskiej fretki, gdyby nie mógł tego zrobić sam. Nietoperz był dziś nieodgadniony bardziej niż zwykle. Pozwolił jej poznać swoją tajemnicę, wpuścił ją w pewien sposób do swojego świata. Obarczył ją tym samym ogromnym ciężarem – nie może powiedzieć o tym przyjaciołom, którzy będą go podejrzewać o najgorsze rzeczy. Przecież ona też sądziła, że jest zły – a jednak mu ufała... Musi mu jakoś pomóc. Jakkolwiek. Żeby wiedział, że nie uważa go za złego człowieka. Żeby wynagrodzić mu ból, który przynosiły kolejne zebrania Śmierciożerców. Ale jak? Hermionie przeszła przez myśl ulubiona wypowiedź Scarlett O'Hary – "Pomyślę o tym jutro, w Tarze." Sięgnęła po buteleczkę, odmierzyła w kubku dawkę i wypiła. Otoczona zapachem cynamonu, usnęła.
