W ramach odpowiedzi na pytania – piszę sporo, więc co tydzień postaram się wrzucać coś nowego. Za komentarze i miłe słowa bardzo dziękuję :) Polecam odsłuchać utwór, którego fragment stanowi tytuł rozdziału. Wszystkich czytających proszę o zostawienie słowa, kłaniam się nisko i obiecuję dłuższe rozdziały :) - Wasza side_of_sky
PS. Pokrowitiel - (z ros. покровитель), patron.
- Przeanalizowałam pańskie notatki, Siergieju Iwanowiczu. - powłócząc długą, ciemną suknią młoda kobieta weszła do pomieszczenia w podziemiach.
- I co pani o nich sądzi, Nataszo Pietrowna?
- Ciężko nam będzie jakąkolwiek truciznę uwarzyć tak, żeby była niewykrywalna. Dużo łatwiej przygotować odtrutkę. W Anglii w ramach zajęć przygotowywaliśmy mikstury odwrotne, wystarczało zmieszać przeciwnie działające składniki w odpowiednich proporcjach. Nawet, jeśli udałoby się nam przygotować miksturę, która miałaby zapach i smak czystej wody, to nie mielibyśmy pewności, ze zadziała w połączeniu z innym płynem. - Natasza usiadła w fotelu i wyjęła swoje notatki.
- Ta akurat musiałaby zadziałać z winem, ma pani rację. A to, co powiedziała pani o odwrotnych miksturach... Myśli pani, że to może nam jakkolwiek pomóc?
- Gdybyśmy tylko uwarzyli coś, co wywoływałoby objawy jakiejś zwykłej, mugolskiej choroby...
- Pomysł niezły, przyznaję. Tyle, że sam leczę cara, więc musiałbym podać mu odtrutkę.
- Ale są przecież choroby, o których jeszcze nie mamy pojęcia, prawda? Car powinien być świadom tego, jak wiele ludzkość ma jeszcze do odkrycia...
- Założył Kunstkamerę, nawiasem mówiąc, dla mnie. Chciał, abym pracował nad tym, czego nie są w stanie uleczyć czy zachować jego naukowcy. Stąd ta makabryczna kolekcja dziecięcych główek w formalinie... - Siergiej nalał herbaty z samowaru, wyciągnął przed siebie długie nogi i sięgnął po notatki kobiety.
- Ale nie wszystko był pan w stanie zrobić, prawda? - Natasza z zainteresowaniem spojrzała na nauczyciela. Przez jego czoło przebiegała zmarszczka, był zamyślony.
- Nie. I może to być nasz punkt zaczepienia. Tylko choroba, Nataszo, to nadal jest problem. Musi być do bólu wiarygodna.
- A gdyby tak... - młoda kobieta wyraźnie się zamyśliła, przygryzając wargę. - Gdyby tak przygotować miksturę, która wywoływałaby bardzo silny atak gorączki? Mógłby wyglądać jak powikłania po grypie, a to przecież łatwo złapać. Szczególnie w tym nieludzkim klimacie...
- Ma to nieco sensu. Warto byłoby spróbować na czymś słabym. Uwarzmy dziś odwrotność Mikstury Pieprzowej. Jeśli to wywoła gorączkę i chorobę, będziemy mogli pracować nad wzmocnieniem efektu...
- Tylko jak sprawdzimy, czy to skuteczne?
- O to proszę się nie martwić. Proszę zapisać listę składników, wziąć je ze składziku i przygotować, ja dokończę to, co robiłem wcześniej.
Siergiej wyszedł z gabinetu i zniknął za drzwiami do laboratorum. Natasza posłusznie usiadła przy ogromnym, starym biurku w składziku i zaczęła spisywać potrzebne składniki.
Po kwadransie lista była gotowa. Rudowłosa kobieta sięgnęła z półek niezbędne składniki i przygotowała je tak, jak ich odpowiedniki w Miksturze Pieprzowej. Rude fale spływały jej na plecy. Rękawy długiej, ciemnoszarej sukni podwinęła do łokci. Tak pochyloną nad krojeniem liści dyptamu zastał ją Siergiej.
- Widzę, że nie traci pani czasu, Natalio Pietrowna.
- Im szybciej uwarzymy tę miksturę, tym szybciej będziemy mogli zacząć pracę nad trucizną... - Podniosła wzrok na mężczyznę. Stał oparty o drzwi, z rękami zaplecionymi na piersi. Wyglądał tak... dumnie. Jak jego przodkowie... – pomyślała dziewczyna.
- Słusznie, słusznie. Przygotowałem już kociołki. Pieprzową mam na składzie, więc kontra już jest. Zapisała pani użytą ilość?
- Tak, oczywiście. Analogicznie do Pieprzowej pokroiłam składniki. Tam leży lista, wszystko zapisałam.
- Bardzo dobrze. Czekam na panią w pracowni, proszę do mnie dołączyć, gdy tylko pani skończy.
Nauczyciel wyszedł, pozostawiając ją samą. Dokończyła krojenie liści, wytarła dłonie i posprzątała stół. Z gotowymi składnikami na tacy weszła do laboratorium i postawiła je na stole przy drzwiach.
Siergiej pochylał się z uwagą nad ogromnym kotłem, z którego unosiła się pachnąca miętą para. Sprawiał wrażenie, jakby nie dostrzegał otaczającego go świata. Dziewczyna przez chwilę pragnęła podbiec do niego, odciągnąć go od pracy i wpić się w jego usta... Natalio Pietrowna, opanuj żądze, to twój nauczyciel! - gorączkowy alarm zawył w głowie dziewczyny. Drżącą ręką wygładziła suknię i spokojnym krokiem podeszła do nauczyciela.
- Co pan warzy, Siergieju Iwanowiczu? - zapytała, pochylając się i wdychając parę.
- Pracuję nad własnym projektem. Ma pani gotowe składniki? - odpowiedział zdawkowo, energicznie się prostując.
- Tak, już podaję. - kobieta sięgnęła po tacę.
- Zatem proszę, tam stoi kociołek. Zaczynamy. - Mistrz Mikstur wziął od Nataszy składniki i ruszył w stronę niedużego kotła, stojącego w kącie pomieszczenia.
Do bulgoczącej w nim cicho wody wrzucił kilka pokrojonych przez dziewczynę liści dyptamu.
- Muszę przyznać, że doskonale przygotowała pani te składniki. - z aprobatą spojrzał na stojącą obok rudowłosą. Uśmiechnęła się do niego szeroko. Każdy mężczyzna reagował na ten uśmiech, on jednak odwrócił się do kociołka i ostrożnie zsunął z tacy kupkę sproszkowanego rogu buchorożca. Dziewczyna obserwowała każdy ruch nauczyciela, gotowa mu w każdej chwili pomóc. Dodawał kolejne składniki i nawet nie zwracał uwagi na jej obecność w pomieszczeniu. Gdy cała zawartość tacy znalazła się już wewnątrz kociołka, zamieszał płyn kilka razy i odłożył chochlę.
- Mamy przynajmniej godzinę, zanim mikstura się uwarzy. Chce pani zapewne odpocząć?
- Chętnie poczekam z panem. Mógłby mi pan opowiedzieć coś więcej o carze, Siergieju Iwanowiczu? - Natasza lekko uśmiechnęła się i spojrzała zalotnie na mężczyznę.
- W takim razie chodźmy do pokoju, napijemy się herbaty.
Mężczyzna przygotował herbatę i podsunął filiżankę dziewczynie. Siedzieli przy stoliku, w kominku wesoło trzaskał ogień, a z obrazu na ścianie obserwowali ich zmęczeni walką średniowieczni wojownicy.
- Co chce pani wiedzieć, Natalio Pietrowna? - Siergiej oparł się wygodnie z filiżanką w dłoni.
- Cóż, wszystko... Wspominał pan dziś o Kunstkamerze, co to takiego?
- Komnata Osobliwości, czyli zbiór najdziwniejszych rzeczy! Są tam i dzieła sztuki, i wszystko, co zdziałała nauka! Mamy ciała zrośniętych bliźniąt, dwugłowego jagnięcia... Może pani wybrać się do Petersburga i zobaczyć.
- Wolalabym chyba jednak nie. Czyli to zbiór osobliwości specjalnie dla pana?
- Car interesuje się nauką, chce się dowiedzieć wszystkiego o człowieku. Dlatego pracuję dla niego, do prywatnych pracowni mam dostęp tylko ja i lekarze. Ale oni są tylko naukowcami, nie magami. Umieją sporo, przyznaję, ale to czysto mugolska nauka, nie widzą nigdzie magii.
- A car? - zainteresowała się kobieta.
- Car ma szczątkową magię... Nie wyczuwa jej w miksturach, choć gdybym podał mu cokolwiek, co przygotowuje się z dużą ilością zaklęć, zapewne wyczułby to. Sam nie potrafi wyczarować nic, czuje tylko pole magiczne, gdy jest wyjątkowo silne. - Nauczyciel wyglądał na odprężonego. Opowiadał o swoim życiu na dworze. Natasza miała wrażenie, że pierwszy raz zwierzał się komuś ze swojego życia i – co dziwne – robił to chętnie.
- Wynika z tego, że najlepiej go otruć czymś, co praktycznie nie wymaga zaklęć, tylko silnych trucizn naturalnych... A może mógłby pan opowiedzieć mi o dyrektorze? Nie spotkałam go jeszcze, a chciałabym...
- Aleksiej Aleksandrowicz to jeden z najpotężniejszych magów naszych czasów. Jego magia jest bardzo pierwotna i oscyluje wokół starej magii szamańskiej. A oprócz tego jest najbardziej szalonym człowiekiem, jakiego znam. - Siergiej pozwolił sobie na lekki uśmiech.
- Zobaczmy, jak ma się nasza mikstura. - Mruknął, wstając z fotela i ruszając do drzwi.
Natasza w zamyśleniu odstawiła filiżankę na stolik, poprawiła suknię uwidaczniając dekolt i miękkim, kocim krokiem wsunęła się do pracowni.
Mężczyzna właśnie sięgał po fiolkę z ciemnozielonym płynem. Nie zdążyła temu zapobiec, gdy jednym ruchem ją przechylił i wypił.
- Co pan zrobił najlepszego? Wypił pan to? - krzyknęła Natasza, podbiegając do mężczyzny.
- Oczywiście. Przecież mówiłem, że to przetestuję. W składziku w szafce jest Mikstura Pieprzowa, proszę ją przynieść. - Siergiej wrócił do salonu i ciężko opadł na fotel.
- Jak się pan czuje? - Natalia wpadła do pomieszczenia z butelką mikstury w dłoni.
- Szczerze mówiąc, jestem tylko zmęczony. Mikstura powinna wywołać wysoką gorączkę, jeśli coś takiego mi się zdarzy, bezzwłocznie panią powiadomię. Tymczasem proszę wybaczyć, położę się spać. I dziękuję za butelkę. - odebrał przedmiot z dłoni dziewczyny, intensywnie badającej spojrzeniem jego twarz.
- Oczekuję pana pokrowitiela, jeśli tylko coś zacznie się z panem dziać, Siergieju Iwanowiczu. - powiedziała poważnie, odprowadzając wzrokiem mężczyznę. Zanim nacisnął klamkę drzwi prowadzących najprawdopodobniej do sypialni, odwrócił się do dziewczyny.
- Nie omieszkam go pani wysłać. Dobranoc, Natalio Pietrowna.
- Dobranoc, Siergieju ... - wyszeptała do zamkniętych drzwi.
Ledwie zdążyła wyjść na korytarz, i już wpadła na ogromnego mężczyznę. Miał na oko pięćdziesiąt lat, może kilka więcej. Był niesamowicie wysoki i postawny, a mimo tego dość szczupły. Okrywała go luźna, szara szata, gdzieniegdzie pocerowana i poplamiona. Miał twarz rzezimieszka, który rzadko kiedy trzeźwieje. Policzki zdobił kilkudniowy, szczecinowaty zarost, a szare oczy patrzyły ze spokojem i pewnym smutkiem, wynikającym z przeżyć życiowych. W ustach trzymał fajkę, z której unosił się gęsty dym. Złapał dziewczynę za ramiona i przyjrzał jej się wnikłym świetle pochodni.
- No proszę! Człowiek idzie sobie do ulubionego pracownika na filiżankę herbaty, a tu spotyka takie cudeńko i to w środku nocy! - zagrzmiał niskim, zachrypniętym głosem, przypominającym chrzęst szkła i żwiru pod ciężkimi butami. Natasza odsunęła się, ale nie odczuwała strachu wobec tego dziwnego mężczyzny.
- Już już, nie bój się, Nataszo. Jestem Aleksiej Aleksandrowicz, dyrektor tej szalonej twierdzy! - zahuczał męskim śmiechem. - Czyżbyś wracala z komnat mojego uroczego Siergieja? Mam nadzieję, że już sobie pogadaliście... Pozwól, że cię odprowadzę. - mężczyzna położył swoją wielką, szorstką dłoń na ramieniu dziewczyny i skierował się w stronę wyjścia z podziemi. Natasza nie miała innego wyjścia, jak tylko ruszyć do przodu pod naciskiem tej silnej dłoni.
- Rozmawiałam z profesorem Iwanowiczem, panie dyrektorze. Wiem już chyba wszystko, co powinnam. Zostałam przydzielona do Domu Kota.
- Słusznie, słusznie. Siergiej się pewnie ucieszył, ma więcej okazji do rozmów z tobą, moje dziecko. Mam nadzieję, że uda się wam coś wspólnie wypracować.
- Właśnie profesor Iwanowicz spróbował tego, co udało się nam wytworzyć... To tylko pierwszy etap, próba... Obiecał wysłać mi pokrowitiela, jeśli tylko coś mu się stanie. I ma kontrmiksutrę...
- Nie martw się, dzieweczko. Siergiej zawsze daje sobie radę. To kot, zawsze spadnie na cztery łapy i ze wszystkiego się wyliże. Zajrzyj do mnie jutro, Siergiej powie ci, gdzie. Opowiesz mi na spokojnie, co tam u mojego kochanego kuzyna, ze sto lat się z nim nie widziałem... A teraz uciekaj spać, bo już strasznie późno się zrobiło. - pyknął lekko fajkę, wypuszczając kłęby dymu.
- Dobrze, dyrektorze... Dobranoc. - Natasza nieśmiało spojrzała zza zasłony włosów na mężczyznę.
- Dobranoc, dzieweczko! - uśmiechnął się mężczyzna w wyraźnym zamyśleniu, a potem odwrócił i powolnym, spacerowym krokiem ruszył korytarzem.
Natasza zamknęła za sobą drzwi. Dawno nie czuła się tak dziwnie. Wreszcie poznała dyrektora i kompletnie nie wiedziała, co o nim myśleć. Gdyby spotkała go podczas samotnego spaceru po ulicy, uciekłaby z krzykiem... A gdy się odezwał, od razu poczuła do niego sympatię i zaufanie...
Siergiej natomiast...budził w niej stanowczo niezdrowe pragnienie znalezienia się w jego objęciach. Martwiła się o niego, nie wiedziała, jak wysoką gorączkę jest w stanie wywołać ich wspólny twór... Nie sądziła, że zamierza to wypić, a kiedy to zrobił, poczuła nagle przerażenie. Przygotowała składniki dokładnie, a z wiedzy zdobytej w Hogwarcie wiedziała, że mikstura musi zadziałać...
Położyła się na łóżku i wrócił do niej obraz Siergieja z założonymi rękami, opartego o drzwi. Fala gorąca uderzyła w jej ciało. Zdjęła suknię, rozsznurowała różdżką gorset i oswobodziła się z wszystkich warstw koronek. Wślizgnęła się pod ciepłą pierzynę i ostatnie, co zarejestrował jej umysł przed zapadnięciem w sen to to, że pokrowitiel zapewne zdoła ją obudzić.
