- Witaj, Severusie! - do gabinetu Mistrza Eliksirów wszedł z uśmiechem na twarzy dyrektor.

- Witaj. Co cię do mnie sprowadza, bladym świtem w środku tygodnia dwie godziny przed zajęciami?

- Słyszałem, że panna Granger ma u ciebie szlaban, i to na cały miesiąc. Za co, Severusie? - Albus wygodnie się rozparł w fotelu, transmutowanym z ławki.

- Za brak uwagi na zajęciach. - Snape lewitował popielniczkę z salonu na biurko, usiadł i przeczesał dłonią włosy. Wyglądał, jakby dopiero wstał. Machnął różdżką jeszcze raz, a z głębi jego kwater przyleciała taca z filiżankami kawy.

- Napijesz się kawy, Albusie? - z ironiczną uprzejmością zapytał, odpalając papierosa i sięgając po filiżankę.

- Nie, dziękuję. Nie uważasz, że miesiąc to zbyt dużo?

- Przyda się. Granger ma cholerne wyrzuty sumienia.

- Dlatego, że jesteś szpiegiem? - Albus z zainteresowaniem spojrzał na Snape'a, jednocześnie pakując do ust truskawkowego żelka.

- Ubzdurała sobie, że to przez nią Jaszczur oddał mnie w kochające objęcia Belli...

- To bardzo źle! Może przez to opuścić się w nauce, nie możemy na to pozwolić! Musisz dać jej sobie pomóc jakoś, Severusie.

- Myślisz, że na to nie wpadłem? Jest atutem w nadchodzącej wojnie, z jej pamięcią do zaklęć i umiejętnościami. - Snape wydmuchnął kłąb dymu i z irytacją spojrzał na przełożonego. - Kroi mi składniki do eliksirów.

- Doskonale, Severusie! Liczę, że dasz jej czasem coś uwarzyć. To bardzo zdolna dziewczyna. I mogłaby ci pomóc rozszyfrować ten przepis. - Dumbledore wstał z fotela i położył przed Severusem stary pergamin. - Masz może ochotę na żelka? Są lepsze od dropsów!

Wymowny wzrok Mistrza Eliksirów przekonał dyrektora, że ów nie ma ochoty na żadne słodycze. Chwilę później drzwi zamknęły się za Albusem, a Severus został sam, myśląc o tym, że niewinna sugestia starca była tak naprawdę poleceniem, które zostanie od niego wyegzekwowane. Na to dyrektor miał już swoje sposoby. Ciekawe tylko, na co to przepis...

Wieczorem tego samego dnia Hermiona pochylała się nad stołem, krojąc kolejne składniki, potrzebne Snape'owi. Mistrz co chwilę mieszał w parującym kociołku. Jego twarz była ściągnięta skupieniem, ale w ruchach dała się zauważyć pewna nerwowość. Podała mężczyźnie przygotowane składniki i zaczekała, aż zakończy pracę.

- Coś jeszcze na dziś, profesorze? - spytała, gdy Snape wytarł dłonie i zgasił ogień pod kociołkiem.

- Tak. Na moim biurku leży dokument. Skopiuj go sobie i spróbuj wymyślić, co to może być. - rzucił zjadliwie, niknąc w drzwiach od swojego salonu.

Hermiona rozwinęła ostrożnie pożółkły, kruchy papier i jej oczom ukazały się dziwne, drobne znaki, pokrywające całą przestrzeń dokumentu. Najgorsze, że nie potrafiła ich odczytać...

- Geminio! – wyszeptała, by po chwili trzymać w dłoni dokładną kopię pergaminu.

- Długo mam na panią czekać, panno Granger? - zazgrzytał jej w uszach zrzędliwy ton Mistrza Eliksirów.

Z oryginałem i kopią ruszyła do salonu, by po chwili siąść w miękkim fotelu naprzeciw palącego Snape'a.

- Nigdy nie widziałam takich znaków, profesorze. Co to?

- Przepis od Dumbledore'a.

- Na? - dziewczyna odważyła się na tak swobodne odzywanie się do nauczyciela.

- Na eliksir, który uratuje jego rękę... Nie wiem, skąd go zdobył, ale on też nie wie, z jakiego języka pochodzą te dziwne znaczki...

Hermiona uśmiechnęła się pod nosem na to określenie i spojrzała ponownie na trzymany dokument.
- Nie jest to żaden z języków, o których mam pojęcie, więc musimy szukać... - mruknął Snape, lewitując imbryk z herbatą.

- Ja z kolei nie mam pojęcia, o jakich językach pan ma pojęcie, profesorze... - po raz kolejny uśmiechnęła się dziewczyna. Snape znów zdawał się być tym miłym człowiekiem, z którym przygotowywała spektakl.

- O starożytnej łacinie, runach, staroirlandzkim i trochę sanskrycie. - nauczyciel zaciągnął się dymem po raz ostatni, zgasił papierosa i sięgnął po oryginał dokumentu. - I jeśli mam być szczery, to z żadnym z tych języków mi się to nie kojarzy.

Hermiona otworzyła nieświadomie usta. Nie była zdziwiona. Była zszokowana.

- Chyba powinniśmy szukać wśród języków martwych, nie sądzi pan, profesorze? - zapytała po chwili, gdy otrząsnęła się z szoku.

- To wydaje mi się oczywiste, panno Granger. Tylko problem w tym, że jednak tych języków całkiem sporo. Nawet, kiedy znajdziemy właściwy, odczytanie tekstu wcale nie będzie łatwe.

- Zaraz zaraz... Gdzie znajdują się szkoły magii, profesorze? To znaczy, mam na myśli te z długowiekowymi tradycjami...

- Oprócz Durmstrangu i Beauxbatons to chyba tylko na północy Irlandii, Draíochta*.

- To nas kompletnie nie urządza. Ale zaraz... Widzi pan?

- Co, Granger?... - Snape uniósł brew ze zdziwieniem.

- Te litery są podobne do greki! Tak! - dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i szybko przygotowała kolejną kopię dokumentu.

- Masz rację, trochę przypominają grekę. Ale to raczej greka nie jest...

- Ale greka dała początek wielu nieco późniejszym językom... Patrząc na historię Bizancjum...

-... nadal pozostaje kilka opcji. - wszedł jej w słowo Mistrz Eliksirów, siegając po papierosy. - Jakiś pomysł?

- Owszem. Brat mojej przyjaciółki studiuje slawistykę, może uda mu się nam jakoś pomóc. W końcu jako filolog powinien mieć w tym jakieś rozeznanie, prawda?

- Jest to jakaś metoda. Ciekawe tylko, jak się z nią pani skontaktuje...

- A to akurat proste, przez Matta. - wyszczerzyła się uczennica. Oczy płonęły jej szczęściem. Najwyraźniej wyzwania to coś, co ją napędzało do działania.

- Znowu ten pajac... - mruknął pod nosem Snape. Dziewczyna go usłyszała i uśmiechnęła się – miała wrażenie, że Snape w jakiś sposób polubił jej brata, chociaż nigdy w życiu się do tego nie przyzna.

- Czyli cóż, idę wysłać sowę do Matta. Przekazać mu od pana pozdrowienia? - Gryfonka rzuciła lekko, wstając z fotela.

- Wynoś się, Granger! - zawył za nią Nietoperz. Opuszczała jego komnaty uśmiechnięta, mimo wszystko.

Usiadła przy biurku, sięgnęła po nowy pergamin i zaczęła pisać.

Kochany Braciszku!

Co u Ciebie? Stęskniłam się już za Tobą, wiesz? Premiera poszła doskonale, naprawdę! Żałuj, że Cię nie było! Napisz mi koniecznie, jak w pracy i życiu prywatnym! Postaram się, żeby Cię tu ściagnąć na któryś weekend, będziemy mogli spokojnie porozmawiać.

Nietoperz miał pewne nieprzyjemności, udało mi się wreszcie rozgryźć, dlaczego tak mu zależało na ukryciu swojej tożsamości, ale to Ci wyjaśnię na żywo.

Kochany, mam do Ciebie ogromną prośbę. Potrzebuję, żebyś wysłał list, który Ci załączę. Jest zaadresowany, trzeba go tylko wysłać, a ja tu nie mam takiej możliwości. Jako adres zwrotny podałam Twój, bo niestety, nie wszyscy potrafią obsługiwać sowy. Za dwa dni wyślę Ci znowu sowę, żebyś mógł odesłać mi odpowiedź. Sprawa jest bardzo ważna, ale to też dopiero, jak się zobaczymy.

Kocham Cię, Brat.
Twoja Miona.

Zapieczętowała kopertę i sięgnęła po kolejny arkusz.

Droga Saszko!

Piszę do Ciebie z ogromną prośbą. Sprawa níe cierpi zwłoki, dlatego bez zbędnych wyjaśnień – proszę, pokaż załączony pergamin swojemu bratu i zapytaj, czy wie, w jakim to języku. Jest mi to niezbędne w szkole. Obiecuję, wyjaśnię, gdy tylko się zobaczymy. Całe wakacje nasze, pamiętaj! Odpowiedź wyślij do mojego brata, Matta, on mi ją przekaże, tak będzie szybciej.
Przepraszam, że tak krótko i głupio... Napisz mi proszę, co u Ciebie!

Całuję,

Twoja Hermiona.

Gdy ptak odleciał z przesyłką uczepioną nóżek, Hermiona ruszyła w dół korytarza. Miała wyrzuty sumienia, że jest interesowna i pisze do przyjaciółki w sytuacji, gdy czegoś potrzebuje. Wiedziała też, że tylko Sasza jest w stanie jej pomóc, a dla ścisłości – jej brat, którego nie widziała od paru ładnych lat. Z dzieciństwa pamiętała, że robił na niej wrażenie, był bardzo inteligentny i sporo starszy.
Zamyślona, nie zauważyła nadchodzącego z naprzeciwka Mistrza Eliksirów. Prawie się zderzyli, dziewczyna w ostatniej chwili uskoczyła. Zauważyła, że Snape łopocze czarną szatą, ale inną od jego zwyczajnego surduta. Mężczyzna szedł nadzwyczajnie szybko, trzymając się za przedramię.
Szedł w stronę wyjścia z zamku. Szybko skojarzyła, gdzie nauczyciel się tak spieszy.
Kierowana nagłym impulsem, pobiegła za nim.

- Profesorze! Proszę wysłać mi patronusa, jeśli będzie się pan źle czuł po powrocie! - Krzyknęła. Zwolnił na chwilę, ale nie zatrzymał się. Lekko ruszył głową w geście, którego nie zidentyfikowała ani jako zaprzeczenia, ani jako zgody.

Wrota budynku trzasnęły za mężczyzną. Hermiona stała sama na środku pustego korytarza i miała silne uczucie deja vu. Już się tak martwiła o jakiegoś mężczyznę, który się poświęcał... Ale kto i w imię czego? Tego nie potrafiła sobie uprzytomnić...

Hermiona uśmiechnęła się do siebie, wspominając tamto zdarzenie. Przypomniało jej, że w kwestii Saszy niewiele się zmieniło. Ta cudowna kobieta ratowała jej niejedokrotnie tyłek na uczelni, gdy po ciężkiej nocy Hermiona nie była w stanie wstać na zajęcia, zawsze przygotowywała jej notatki, tłumaczyła cierpliwie nieścisłości i nigdy, nigdy nie narzekała. A Hermiona nadal była jej winna wyjaśnienia, między innymi tamtej sprawy. Musiała wyjść z Biblioteki, gdy poczuła silny przepływ magii. Wiedziała, że to Severus aportował się w jej pobliżu, i musiała się z nim spotkać. Szkoda tylko, że od tej pory już się nie widzieli.
Spojrzała w okno, za którym topniały smętne resztki śniegu. W jej głowie cichy głosik zacytował:

"Nie widziałam Cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
Lecz widać można żyć bez powietrza!"

* - z irlandzkiego – magia.