- Jak się pan czuje? - zapytała ruda kobieta, wbiegając do gabinetu Mistrza Misktur.

- Nawet dobrze, Nataszo. W nocy zażyłem Miksturę Pieprzową i gorączka spadła.

- Miał pan wysłać mi pokrowitiela! - młoda kobieta zaplotła ramiona i stanęła w buntowniczej pozie.

- To nie było konieczne, Natalio Pietrowna. - twardo odpowiedział mężczyzna, wstając z fotela. Przeszedł przez salon i otworzył drzwi do kolejnego pomieszczenia. - To moja biblioteka. Może znajdzie pani tu jakieś tomy, pomocne przy naszym projekcie. Ja mam parę mikstur do uwarzenia. - chłodnym tonem stwierdził Siergiej i wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi.

Natasza oparła dłoń o pierwszą z brzegu półkę i zaczęła śledzić wzrokiem tytuły wybite na skórzanych grzbietach ksiąg. Biblioteka była o wiele większa od pracowni i salonu Mistrza. Trzy ściany były zastawione półkami, na czwartej zaś umieszczono kominek i masywne biurko, na którym leżała potężna, gruba książka. Pośrodku pokoju, na miękkim dywanie stał niski stolik i dwa fotele, wręcz zapraszające, by umościć się w nich z kocem i dobrą lekturą. Dziewczyna pomyślała, że przynajmniej tydzień zajmie jej prześledzenie wszystkich tytułów i znalezienie tych potrzebnych. Wtedy właśnie do pokoju wpadł ogromny, srebrny ryś. Miękkim krokiem podszedł do dziewczyny, zadarł łeb i odezwał się głosem Siergieja Iwanowicza:

- Nataszo, na biurku znajduje się dokładny spis wszystkich woluminów, dzięki niej znajdziesz te potrzebne. - Wielki kot odwrócił się, machnął ogonem i zniknął, zostawiając osłupiałą dziewczynę na środku pomieszczenia.

Natalia nigdy nie widziała tak pięknego patronusa, czy raczej pokrowitiela. Miała wrażenie, że to zwierzę wręcz tętniło mocą i niosło w sobie osobowość Mistrza Mikstur, było do niego w pewien sposób podobne. Pogrążona w zachwycie nad rysiem usiadła przy biurku i automatycznym gestem otworzyła księgę. Nigdy nie była typem mola książkowego, raczej wolała praktyczne zajęcia niż zgłębianie podręczników, jednak tak pokaźna kolekcja przemówiła nawet do niej.

Spisu dokonano tematycznie. Pierwszy dział to latopisy*, kolejny - podręczniki do nauki warzenia mikstur, za nimi wymieniono wszystkie trucizny. Tu Natasza się lekko wzdrygnęła, gdyż księgi o truciznach zajmowały spory fragment spisu... Za nimi opisano księgi do zaklęć i wszelkie podręczniki magicznej walki. Ostatni dział to współczesna literatura, w której Siergiej zgromadził między innymi poezję czy zachodni dramat. Rudowłosa zdecydowała się zacząć od ksiąg o truciznach. Sprawdziła, na których półkach ich szukać i przetransmutowała stolik w wysoką, stabilną drabinę. Wchodzenie na drabinę w trzewiczkach na obcasie było zbyt ryzykowne, dlatego zrzuciła buciki i podwinąwszy długą suknię zaczęła wdrapywać się na szczeble drabiny. Przy drugim zdała sobie sprawę z tego, że różdżka przeszkadza nieco w przytrzymywaniu się, a nie chciała spaść. Niewiele myśląc, wsunęła kawałek drewna w głęboki dekolt sukni i kontynuowała wspinaczkę.
Po kilku minutach udało się jej dotrzeć na szczyt drabiny. Z najwyższych półek sięgnęła kilka tomów, między innymi "Naturalne trucizny", "Najsilniejsze trucizny średniowiecza", "Wykorzystanie ziół w miksturach trujących" i "Najlepsze mikstury lecznicze". Ostrożnie lewitowała stos książek na podłogę i z powrotem wsunęła różdżkę w gorset. Zebrała ciężkie fałdy materiały wysoko ponad kolana i przytrzymując się jedną dłonią drabiny, drugą zaś trzymając miękki materiał sukni. W swojej szafie znalazła komplet sukien, uszytych zgodnie z nową modą, jednak nie założyła ich jeszcze. Nie odpowiadały jej szerokie stroje na specjalnych stelażach, nie mówiąc już o tym, jak niepraktyczne byłyby w pracowni mikstur... Nosiła swoje dawne suknie, znacznie prostsze, opierające się na sztywno wykrochmalonych halkach, posiadające jednak modne głębokie dekolty. Zsuwając się ostrożnie po szczeblach nie zdawała sobie sprawy z tego, że ukazuje prawie całe swoje nogi, włącznie z podwiązkami, podtrzymującymi jedwabne pończochy. Natasza nie należała do modnych strojniś, o nie, była jednak typem kobiety, która bardzo dba o szczegóły. Zawsze nosiła piękne, koronkowe gorsety, drogie pończochy i delikatne, misternie wykończone podwiązki. Starała się, aby halki zawsze były dobrze wykrochmalone, i wybierała tylko te śnieżnobiałe, a zwykłe, płócienne, zostawiała na dnie komody. Robiła tak, ponieważ wychodziła z założenia, że kobieta zawsze powinna czuć się piękna, pewna siebie. A ona mogła być w najprostszej sukience, ale gdy pod nią kryły się piękne koronki, czuła się tak, jakby odziano ją w najnowszą paryską kreację i wiedziała, że może wszystko.

Była w połowie drabiny, gdy nagle lekko się zachwiała, krzyknęła, ale utrzymała jakoś równowagę i wylądowała na szczeblach, z suknią zadartą nieprzyzwoicie wysoko. Właśnie ten moment wybrał sobie Siergiej Iwanowicz na kontrolę jej poczynań. Wszedł cicho do pomieszczenia, usłyszał krzyk i odnalazł jego źródło, schowane w mroku. Z ciemności pomieszczenia wyróżniały się tylko białe halki i pończochy kobiety, leżącej na drabinie. Sytuację utrudniał fakt, że uda opięte jedwabiem znajdowały się na wysokości wzroku mężczyzny.

- Panno Pietrowno, wszystko w porządku? Mogę jakoś pani pomóc? - zapytał nauczyciel, wbijając wzrok w dywan i lekko się rumieniąc.

Natasza wyprostowała się na drabinie i zorientowała, że suknia nie leży tak, jak powinna. Szybkim gestem ją poprawiła i ostrożnie zeszła na podłogę. Pochyliła się, by zawiązać trzewiczki i gdy delikatnie uniosła głowę, zobaczyła wzrok Siergieja utkwiony w jej różdżce. Udała, że tego nie widzi, uśmiechnęła się do swoich myśli i wyprostowała, wyjmując drewno spomiędzy piersi.

Mistrz Mikstur odwrócił się od kobiety, energicznie przemierzył pokój i sięgnął po księgę, leżącą na biurku.

- Co pani wybrała? - zapytał, uprzednio odchrząknąwszy.

- To. - Przelewitowała ciężkie tomy na biurko, opuszczając je tuż przed Siergiejem.

- Hm... W takim razie proszę to przejrzeć. Kiedy znajdzie pani coś interesującego, proszę zrobić...

- Wiem. Może pomóc panu przy warzeniu, Siergieju Iwanowiczu? - przerwała kobieta, dłonią mierzwiąc swoje długie włosy.

- Akurat tym muszę zająć się sam. - Nauczyciel odwrócił się i wyszedł z pomieszczenia.

Rudowłosa przelewitowała księgi na stolik, któremu przywróciła najpierw poprzednią postać. Z torby wyjęła kilka zwojów pergaminu, usiadła w fotelu i z pierwszą z brzegu księgą w objęciach oddała się wnikliwej lekturze.

"Najlepsze mikstury lecznicze" okazały się dość ciekawą pozycją. Natasza tak się zaczytała, że nie zwróciła uwagi na to, że przełożyła nogi przez oparcie fotela, różdżką przytrzymała zaimprowizowany kok z tyłu głowy i wpółleżała, znowu odsłaniając nogi i lekko przygryzając wargę. Znalazła wyjątkowo interesujący przepis, który łagodził efekty klątw torturujących. Wydawał się być dość łatwy do uwarzenia, wymagał jednak wielu trudno dostępnych składników. Wysunęła różdżkę z włosów, zaklęciem skopiowała stronę książki i przygryzła w zamyśleniu koniuszek różdżki. Zaczęła zastanawiać się nad tym, skąd wziąć kwiaty gruszyczki - nigdy o takiej roślinie nie słyszała.
Kobieta wyglądała malowniczo. Nogi obute w delikatne, skórzane trzewiczki zwisały z oparcia głębokiego fotela. Suknia ukazywała kolana, w fałdach spływając po udach rudowłosej na podłogę przed fotelem. Dziewczyna o kolana oparła ogromne tomiszcze, sama wtulając się bokiem w wygodne, pluszowe obicie mebla. Włosy opadły jej miękkimi falami na ramiona, nieświadomie odgarnęła je za ucho, ukazując profil. Światło stojących na stoliku świec padało na twarz Nataszy, rozświetlając granatowe oczy, ocienione długimi rzęsami. W pełnych ustach przygryzała różdżkę, nie wiedzieć czemu – cóż, każdy ma swoje odruchy. Nie wyglądała, jak przystało damie w latach 20. XVIII wieku. Być może dlatego chwilę później po raz drugi tego dnia Siergiej stanął jak wryty we własnej bibliotece.

- Natalio Pietrowna, mam do pani pewną sprawę... - urwał mężczyzna, widząc łydki kobiety, przewieszone przez fotel. Szybkim spojrzeniem objął całą sylwetkę uczennicy, i ujrzawszy znowu niewłaściwe położenie różdżki spuścił wzrok i odwrócił się do półki z książkami.

- Tak, Siergieju Iwanowiczu?... - w zamyśleniu odparła dziewczyna, nie podnosząc wzroku znad książki.

- Panno Gribojedowno, proszę natychmiast przerwać lekturę i mnie posłuchać! - Siergiej huknął swoim potężnym, niskim głosem, jednocześnie się odwracając. Popełnił błąd. Kobieta zamknęła z trzaskiem księgę, odłożyła ją na stolik i energicznym ruchem zdjęła nogi z fotela. Suknia zafalowała przy tym geście, ukazując więcej pończoch, niż poprzednio. Twarz Siergieja znów przyjęła odcień świeżych malin. Niezrażona Natasza wstała z fotela, dwoma szybkimi gestami upięła włosy w kok, wbijając w jego środek różdżkę i przemierzyła pokój.

- Słucham, profesorze Iwanowiczu. Cóż takiego się stało? - zapytała uprzejmym tonem, stając przed mężczyzną. Wyglądała przy nim nieco komicznie – z zaplecionymi ramionami sprawiała wrażenie małej obrażonej dziewczynki. Sięgała nauczycielowi ledwie do ramienia. Górował nad nią, odziany w czarną, prostą szatę, przewiązaną w pasie i luźne, wełniane spodnie. Od tygodnia nie był wezwany do cara, więc pozwolił sobie na posiadanie krótkiej, szczeciniastej brody. Wyglądał cudownie męsko, z płonącymi irytacją oczami, zaczerwienioną lekko twarzą i zwichrzonymi włosami. Był intrygującym mężczyzną, a gdy odzywała się w nim gorąca, słowiańska krew i bez powodu się burzył, był jeszcze bardziej pociągający. Natasza uznała, że musi go częściej denerwować.

- Musi pani jechać ze mną do Petersburga. - stwierdził opanowanym, chrapliwym głosem.

- Teraz, dzisiaj, w środku nocy? - zszokowana dziewczyna opuściła ręce, tracąc całą swoją bojowniczą pozę.

- Nie, za dwa dni. Przez ten czas musimy wymyślić fortel, dzięki któremu wprowadzę panią do mojej petersburskiej pracowni.

- Po co mam wchodzić z panem do pracowni? I skąd pomysł na wyjazd?

- Car będzie organizował bale karnawałowe. Wskazane, aby pojawiła się pani ze mną na nich, aby móc jakkolwiek zbliżyć się do cara. Dzięki temu łatwiej będzie pani wymyślić najlepszą truciznę. Żeby jednak pojawić się na dworze, musi pani nabrać pojęcia o panującej modzie, wszak nie może pani pokazać się na balu u cara jak – nie przymierzając – Kopciuszek. A o to najłatwiej w stolicy, Nataszo.

- Rozumiem, ale przecież cała moja szafa jest wypełniona gotowymi strojami i panier**, więc po co mam się uczyć o modzie?

- Bo musi pani do tego wyczarować odpowiednią fryzurę i makijaż. Teraz tylko kwestia wejścia do mojej pracowni...

- Jak mniemam, kobieta nie ma tam wstępu? - Natasza usiadła w fotelu, gestem zapraszając mężczyznę, aby do niej dołączył.

Siergiej przeszedł przez pomieszczenie, rozsiadł się i lewitował z sąsiedniego pokoju dwie filiżanki.
- Wystarczy podgrzać, zaparzyłem wcześniej... - mruknął cicho, rzucając zaklęcie na herbatę. - Właściwie raz wziąłem tam ze sobą asystenta, ale...

- Kogo, profesorze? - kobieta zdecydowała się znowu na nieco bardziej oficjalne zachowanie względem nauczyciela.

- Dymitra Matwiejewicza. Zdaje się, że poznała go już pani.

- A, to ten sympatyczny blondyn z Domu Kota? - dziewczyna rozpromieniła się na myśl o towarzyszu jej pierwszego dnia w Akademii.

- Może dla pani był sympatyczny. Jego ojciec jest członkiem Senatu Rządzącego, wstydzi się syna-maga. Wysłał go tu, przed całym światem utrzymuje, że syn jest chory i nie może wychodzić z domu. Dymitr zdaje się radzić dość dobrze z brakiem ojca. Tęskni tylko za matką. Pozna ją pewnie pani, to doprawdy urocza kobieta, Praskowia Fiodorowna.

- Czyli Dymitr był z panem w Petersburgu, i to nie wywołało zdziwienia społeczeństwa?

- Zmieniliśmy mu kolor włosów, poza tym nikt od dawna nie widział już syna senatora Lubimowa, dlatego nie został rozpoznany.

- Czy to może nam jakkolwiek pomóc?

- Jest jedna mikstura, która mógłby zadziałać. Pod warunkiem, że zgodzi się pani ją wypić.

- Proszę mi wyjaśnić, jak ona działa.

- Zna pani zapewne Miksturę Wielu Płynów? Otóż to pewna wariacja na jej temat. Po dodaniu włosów osoby, w którą chcemy się przemienić, należy dodać kilka innych składników, i efekt końcowy to płyn, który nie tylko przemienia nas fizycznie w daną osobę, ale daje nam też jej umiejętności i doświadczenie. Przyznam, znacznie by to pomogło. Nie zarzucam pani braku manier, jednak etykieta dworska jest dość wymagająca.

- Czyli miałabym na jeden dzień stać się Dymitrem Matwiejewiczem? Czy to pan ma na myśli?

- Dokładnie. - Siergiej w napięciu obserwował twarz kobiety, sączącej spokojnie herbatę.

- A czy on się na to zgodzi? - dziewczyna nadal miała mnóstwo wątpliwości.

- Jeśli pani nie ma nic przeciwko, on nie powinien sprawiać kłopotów. - Siergiej oczekiwał odpowiedzi, nie odrywając wzroku od Nataszy.

- Cóż, zatem - zgadzam się. Mikstura raczej nie wywołuje efektów ubocznych, prawda?

- Żadnych, Nataszo. - mężczyzna wyraźnie odetchnął z ulgą, wyczarował pokrowitiela i wysłał go do Dymitra.

Gdy ryś zniknął, Natasza uśmiechnęła się do nauczyciela.

- Więc będę z panem na balach, Siergieju Iwanowiczu...

- Liczę na panią, Natalio Pietrowna.

Do biblioteki wślizgnął się cicho przystojny blondyn.

- Wołałeś mnie, bracie. - Natasza zastanawiała się, czy się nie przesłyszała.

- Tak, Dymitrze. Potrzebuję twoich włosów do Mikstury Przemiany. Natalia Pietrowna zgodziła się ją wypić i udać się ze mną do Petersburga.

- Zatem ścinaj, Siergieju. - młodszy mężczyzna wyczarował nieduży, srebrny sierp i podał Mistrzowi Mikstur. Ten złapał włosy chłopaka jedną dłonią i jednym sprawnym gestem drugiej uciął je. Dymitr zyskał fryzurę siegającą szczęki zamiast swoich długich, spływających na ramiona włosów.

- Ja chciałabym tylko o coś spytać, jeśli mogę. - Natasza wstała ze swojego fotela, przykuwając uwagę obu mężczyzn. - Dlaczego zwracasz się do Siergieja Iwanowicza "bracie", Dymitrze?

- Jesteśmy daleko spokrewnieni, poza tym Dymitr jest ode mnie tylko dziesięć lat młodszy. - uprzedził blondyna nauczyciel, twardo odpowiadając kobiecie.

- Dziękuję. Czy mam dzisiaj na próbę zażyć tę miksturę?

- Nie musi pani, spróbujemy jutro. Teraz proszę się wyspać.

Natasza zgarnęła swoje notatki ze stolika i ruszyła z Dymitrem w stronę drzwi.

- Dobranoc, Siergieju. - mruknął chłopak, wychodząc z komnaty.

Natalia zatrzymała się na chwilę i spojrzała nauczycielowi w oczy.

- Dobrej nocy, profesorze.

- Nawzajem, Nataszo. - uciekł wzrokiem i pospiesznie zamknął za kobietą drzwi.

Natasza ułożyła skopiowane notatki na biurku, usiadła w fotelu i zaczęła wspominać wszystkie dziwne sytuacje tego dnia, od pokrowitiela Siergieja począwszy, na sytuacji z braćmi skończywszy. Skoro nauczyciel był tak niewiele starszy od Dymitra, nie mógł mieć nawet czterdziestu lat. W końcu ona sama miała 22, Dymitr zapewne był w jej wieku... Hermiona nie znała już jednak dalszych rozmyślań kobiety, gdyż budzik wyrwał ją ze snu, wzywając do wstania na śniadanie.

* - średniowieczna ruska kronika
** - rodzaj stelaża, zakładanego pod suknię.