Za wszystkie komentarze dziękuję, dziś z całego serca polecam przesłuchać utwór zawarty w tytule rozdziału. Cóż, w Wasze oczy, z prośbą o komentarz! :)
Dzień po rozmowie z Saszą i niefortunnym spotkaniu Hermiona leżała w swoim pokoju nad lampką brandy i w towarzystwie paczki papierosów czytała po raz setny "Nieznośną lekkość bytu". Z głośników wieży płynął spokojny głos Toma Waitsa. Planowała spędzić ten wieczór spokojnie, ale gdy przeczytała fragment książki, wróciły wspomnienia sprzed kilku miesięcy.
"Mówił swym kochankom: tylko niesentymentalny stosunek, który nie uzurpuje sobie prawa do życia i wolności partnera może przynieść obydwojgu szczęście." Słowa Tomasza, głównego bohatera książki, przyciągnęły myśli Hermiony do pewnego październikowego wieczora.
W grafitowej, eleganckiej sukience do kolan i cienkiej marynarce, z różdżką ukrytą w niewielkiej torebce przewieszonej przez ramię, stukocząc obcasami czarnych szpilek, Hermiona weszła do Biblioteki. Zawsze starała się mieć przy sobie różdżkę, nie wiadomo kiedy mogła się przydać. Teraz wyczuła delikatny strumień magii, ale uznała, że jakiś czarodziej ma prawo od czasu do czasu napić się w mugolskiej części Londynu i zlekceważyła to uczucie. Rozejrzała się po zatłoczonych stolikach, zapytała o ten, który wcześniej zarezerwowała i zamówiwszy kawę, usiadła w kącie, między regałami z książkami. Kilka miesięcy później w tym samym pubie spotkała się z Saszą. Było to jej ulubione miejsce w Londynie, tuż obok uczelni. Przyszła sporo za wcześnie – wolała jednak poczekać na Michaela na miejscu, niż się spóźnić.
Odpaliła papierosa i zauważyła mężczyznę, siedzącego po przeciwnej stronie pomieszczenia. Niczym się nie wyróżniał. Miał dwudniowy zarost, krótkie, ciemnoblond włosy i ponure spojrzenie. W półmroku nie była w stanie dostrzec koloru jego oczu, widziała tylko, że siedzi dość obojętnie nad szklanką ciemnego piwa. Mógł mieć zaledwie trzydzieści kilka lat, nie więcej. Gdy bardziej mu się przyjrzała zauważyła, że jego spojrzenie nie jest ponure, tylko melancholijne i zamyślone. Mimo to mężczyzna uważnie śledził otoczenie.
Dziewczyna zaciągnęła się papierosem, próbując zebrać myśli przed nadchodzącym spotkaniem. Umówiła się z bratem Saszy, żeby wreszcie móc podziękować mu za pomoc. Poza tym chciała się od niego dowiedzieć co nieco o Syberii, ponieważ wiedziała, że spędził w tamtych rejonach wakacje. Odkąd skończył studia i pracował jako tłumacz mógł sobie pozwolić na drogie wyjazdy. Nie wiedziała do końca, jak teraz wygląda – Sasza pokazała jej jedno zdjęcie z dyplomu, ale Hermiona nie była pewna, czy przez te kilka lat się nie zmienił.
Po chwili jej wątpliwości zostały rozwiane. Do pełnego ludzi pomieszczenia wszedł młody, wysoki mężczyzna. Był niewiele niższy od Severusa i wyraźnie odcinał na tle siedzących przy stolikach. Ubrany w czarne spodnie i czarny płaszcz, sięgający kolan, skojarzył się jej przez chwilę z ukochanym Mistrzem Eliksirów. Kolejny w czerni, pomyślała, przypominając sobie postać ze snów. Chłopak miał niesforną czuprynę brązowych włosów. Jego włosy kręciły się znacznie mniej niż Saszy, raczej układały się w sięgające ucha fale. Zza fryzury widać było błyszczące, zielone oczy, równie duże i piękne jak u jego młodszej siostry i mocno zarysowane kości policzkowe. Usta Michaela rozjaśniły się szczerym uśmiechem, gdy podszedł do dziewczyny, jednak wcześniej miały nieco ironiczny wyraz. Zdjął płaszcz, ukazując całą sylwetkę. Był szczupły, ale przyjemnie zbudowany. Szara koszula dodawała mu klasy i bardzo pasowała do jego urody.
Michael powiesił płaszcz na oparciu krzesła. Hermiona wstała i wyciągnęła do niego rękę z szerokim uśmiechem. Ujął ją i szarmancko ucałował.
- Witaj, Michaelu! Sto lat się nie widzieliśmy! - dziewczyna lekko się zarumieniła i usiadła.
- Mów mi Mick, Hermiono. Zaprzyjaźniłem się na studiach z jednym Irlandczykiem i bardzo się przyzwyczaiłem do tego skrótu. Masz rację, nie widzieliśmy się bardzo długo, a ty w tym czasie z małej dziewczynki wyrosłaś na piękną kobietę! - posłał brązowowłosej piękny uśmiech.
Hermiona zauważyła wzrok mężczyzny z naprzeciwka ponad ramieniem Micka. Odpalił papierosa i nadal obserwując rozmawiającą parę spokojnie sączył swój napój.
- Chciałabym ci podziękować za pomoc z tym tekstem... Naprawdę, bardzo mi wtedy pomogłeś!
- Nawet nie pytam, po co ci był tekst w staroruskim... Poczekaj sekundkę, pójdę coś zamówić. Jakieś życzenia? - Mick wstał i skierował się do baru.
- Nie, dziękuję, mam jeszcze kawę. - odparła uprzejmie Hermiona.
Nieznajomy znów wymienił się z dziewczyną spojrzeniami. Pomyślała, że chciałaby poznać tego tajemniczego, samotnego mężczyznę. Ich kontakt wzrokowy przerwał powrót Michaela.
- O, czyżby jakiś porter? - czarownica spojrzała na ciemny płyn w kuflu towarzysza.
- Oczywiście, irlandzki. Patrick przyzwyczaił mnie do "Micka" i ciemnych piw. - zaśmiał się chłopak. - Dałaś sobie wtedy radę z tym tłumaczeniem ze staroruskiego?
- Książki, które mi poleciłeś, okazały się niezastąpione. Fakt, spędziłam nad nimi parę nocy, ale się udało. - dziewczyna starała się odpowiadać na tyle wyczerpująco, by nie powodować bardziej szczegółowych pytań.
- I cóż to było, jeśli można wiedzieć? Nie zagłębiałem się w treść, tylko zorientowałem się, jaki to język. Szczerze powiedziawszy, miałem z niego wykłady przez jeden semestr i umiem jedynie go rozpoznać i przeczytać, ale z tłumaczeniem miałbym pewne problemy. Prędzej ty albo Alex mogłybyście coś zdziałać. - Mick cały czas uśmiechał się do towarzyszki.
- Po tym semestrze na pewno! - zaśmiała się Hermiona. - To był zwykły przepis na napój. Mój nauczyciel go znalazł i sądził, że to jakieś ważne informacje. Okazało się, że to tylko pewien rodzaj kwasu chlebowego.
- No proszę! A ja myślałem, że to sprawa wagi co najmniej państwowej!
- Ja też tak myślałam, o nauczycielu nawet nie wspominam... Był zawiedziony, ale uwarzył ten kwas chlebowy i twierdzi, że to od tej pory jego ulubiony napój. A ja, naiwna, traciłam oczy nad tłumaczeniem po nocach. - dziewczyna odetchnęła z ulgą. Mick uwierzył w jej uroczą historyjkę, mogła śmiało rozmawiać z nim o jego studiach i zapytać o Syberię.
Rozmowa trwała ponad dwie godziny, ona zdążyła w tym czasie wypić dwie lampki brandy, a on trzy piwa. Mężczyzna z drugiego końca sali co pewien czas wyłapywał wzrok dziewczyny. Intrygował ją tak, że miała ochotę spławić przystojnego towarzysza i przysiąść się do tego obcego człowieka, ale nie mogła. W końcu nawet go nie znała.
Michael okazał się prawie tak miłym kompanem, jak jego siostra. Rozmawiali o podróży chłopaka do Rosji, pracy tłumacza i książkach. Okazało się, że Mick posiada wiele ciekawych tytułów, które Hermiona zamierzała kiedyś przeczytać. Wymienili się numerami i ustalili, że spotkają się jeszcze kiedyś na kawę i oczywiście wymianę książek. Gdy wychodzili, nieznajomy nawet nie zerknął na dziewczynę. Mick nalegał na to, by odprowadzić Hermionę do domu. Spacerem dotarli pod blok, w którym wynajmowała mieszkanie.
- Cóż, było naprawdę miło. Jeszcze raz dziękuję za pomoc, gdyby nie ty, nie wiem, co bym zrobiła. Ten obłąkany mężczyzna uparł się na ten tekst i w dodatku zażądał mojej pomocy! - śmiech Hermiony po tej dawce alkoholu był znacznie dźwięczniejszy i pełniejszy, jakby dopiero teraz odważyła się śmiać naprawdę.
- Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Jesteś uroczą kobietą. - Mick pocałował dziewczynę w policzek i gdy ona zniknęła w drzwiach, ruszył w swoją stronę.
Nie była pijana. Nawet nie była wstawiona. Te dwa kieliszki koniaku poprawiły jej nastrój. Spędziła przemiły wieczór z inteligentnym mężczyzną. Tym większe było jej zdziwienie, gdy weszła do swojego pokoju. Przy biurku, z papierosem w jednej dłoni i szklanką Ognistej w drugiej, siedział Mistrz Eliksirów.
- Severus? Co ty tu robisz? Nie dostałam od ciebie listu ani sowy... Myślałam, że nadal jesteś gdzieś "tam"... - dziewczyna zdjęła marynarkę, usiadła na łóżku i sięgnęła z torebki papierosy. Odpaliła jednego i dodała z wyrzutem – Mogłeś chociaż uprzedzić, że zamierzasz się tu zjawić. Chociaż ostatnio nie uprzedzasz...
- Wyjaśnij mi najpierw, gdzie byłaś. - Snape patrzył na kobietę twardym wzrokiem, zaciągnął się i dogasił papierosa.
- Byłam umówiona ze znajomymi. - pewnie odpowiedziała Hermiona, lewitując sobie popielniczkę praktycznie spod ręki Severusa.
- Ach tak, ze znajomymi... - mężczyzna ironicznie wygiął usta.
- Tak, ze znajomymi. Co w tym dziwnego? - nie wiedziała, w co znią gra ten człowiek.
- Cóż, może to, że znajomi to liczba mnoga. A z tego co wiem, mężczyzna to liczba pojedyncza. Za dużo wypiłaś i masz problemy z gramatyką, moja droga. - rzucił zjadliwie i upił łyk trunku.
- Śledziłeś mnie! Ty draniu, jak śmiesz?! Wypiłeś pieprzony Wielosok i mnie śledziłeś! Jak możesz mnie kontrolować? Co ty sobie wyobrażasz, że kim ty jesteś, co? - wybuchnęła kobieta, wstając na równe nogi. Udało jej się zrobić to zgrabnie mimo wysokich butów.
- A co TY sobie wyobrażasz? Spotykasz się z jakimś lalusiem, tak? - Severus wstał z krzesła i podszedł do Hermiony.
- Nawet jeśli, to nie twoja pieprzona sprawa! Przecież nie jesteśmy razem! Aportujesz się tu kiedy chcesz, nie raczysz mnie uprzedzić, zazwyczaj w środku nocy, gdy się uczę! Rano uciekasz jak złodziej, zanim zdążę się obudzić! Nie dajesz mi nawet ze sobą porozmawiać! - wyjął papierosa z jej dłoni, złapał za podbródek i niespodziewanie, mocno pocałował.
Hermiona odskoczyła jak oparzona.
- I co, tak załatwisz sprawę? Zaciągniesz mnie do łóżka i będzie tak, jak przedtem, tak? Nie, Severusie Snape, o nie! Nie mogę być twoją dziewczyną na telefon! Nie będziesz się tu aportował bez zapowiedzi, brał co chcesz, a potem rościł sobie do mnie prawa! Mogę spotykać się z kim chcę, a tobie nic do tego! - dziewczyna zaczerwieniła się z wściekłości.
- Dobrze, że rzuciłem zaklęcie wyciszające. - mruknął niewzruszony Mistrz Eliksirów.
- Wyjaśnij mi w tej chwili, skąd się wziąłeś w Bibliotece. I skąd, do ciężkiej cholery, wiedziałeś, że jestem - akurat dziś, akurat tam - umówiona?! - Hermiona podeszła jeszcze bliżej, patrząc na wysokiego mężczyznę ze złością.
- Nie będziemy tak rozmawiać, panno Granger. Proszę usiąść. - Snape położył dłoń na ramieniu dziewczyny i siłą posadził ją na łóżku. Sam wrócił na miejsce przy biurku.
- Ach tak, więc teraz panna Granger? Nie będziesz mi rozkazywał, nie jestem twoją uczennicą!Przypomnieć ci, co do mnie mówiłeś podczas ostatniej wizyty? "Hermiono, jesteś boska, mógłbym spędzić z tobą wszystkie noce do końca świata..." Tak, panie Snape, to pańskie słowa! Znosiłam ten chory układ cierpliwie, Snape, chociaż mnie to bolało! Nigdy nie zostałeś ze mną, uciekałeś, gdy tylko usnęłam! Nigdy nie powiedziałeś, kiedy się zobaczymy! Nie mogę tak dalej, szczególnie po tym, co zrobiłeś dzisiaj! - furia dziewczyny przeistoczyła się w tyradę wyrzutów. - Doskonale wiedziałeś, że tylko przy tobie nie śni mi się TAMTO! I mimo to zawsze uciekałeś, a ja budziłam się, znów nie pamiętając nic, nie wiedząc, co mi się śni! Wiesz, że czuję się winna tamtej sytuacji, a nie chciałeś mi pomóc! Seks, owszem, nawet nie zainteresowałeś się, czy nie powinnam się przygotowywać do egzaminów, czy nie chcę się wyspać! Nigdy! Nawet jeden pieprzony raz nie zapytałeś, jak moje studia! Kim ja dla ciebie jestem, Severusie, no kim? Jak to było? "To wysoce nieodpowiednie, panno Granger", prawda? Wtedy, przyznaję, było nieodpowiednie, a teraz? Liczyłam, że którejś nocy zostaniesz i wreszcie wyjaśnisz mi, co dalej z nami! - urwała, próbując odpalić kolejnego papierosa.
Siedziała na łóżku ze szklącymi się oczami i drżącą dłonią odpalała zapalniczkę. Snape niewzruszenie tkwił w tej samej pozycji, obserwując jej twarz. Jego mina nie wyrażała zdenerwowania, tylko chłodne oczekiwanie.
- Daj mi dojść do słowa, Hermiono. - odezwał się niskim, miękkim głosem.
- Teraz? Po co? Skoro mnie szpiegujesz? Może to jakieś przyzwyczajenie z lat służby u zakompleksionego dupka, co? Idź na terapię, po tej wojnie ci się przyda. Najwyższy czas zacząć się zmienić. Wojna się skończyła, możemy żyć normalnie, ale nie, ty musisz komplikować życie wszystkim dookoła. Zdecyduj się, człowieku! Bądź konsekwentny! Skoro powiedziałeś, że to nie ma sensu, trzeba było się tu nie zjawiać! Jak już zdecydowałeś się na romans ze mną, to może warto byłoby mnie poinformować, co zamierzasz z tym dalej, nie sądzisz? - głos Hermiony się uspokoił. Mówiła chłodno, patrząc na Snape'a z zacięciem.
- Dasz mi wreszcie coś powiedzieć, dziewczyno? - huknął mężczyzna, przerywając potok retorycznych pytań Gryfonki.
- Nie chcę cię słuchać, Severusie. Nie chcę. Po prostu stąd wyjdź i nie wracaj. Nie dam się tak dalej ranić. - pewnym głosem odpowiedziała kobieta, patrząc mężczyźnie prosto w oczy. Przez chwilę mogła wyczytać w nich jakby nutkę żalu.
Snape wstał i spojrzał – już chłodno - na dziewczynę z góry. Zaczęła szukać czegoś w torebce.
- Jak sobie życzysz, Hermiono. Będę się zjawiał tylko w sprawie badań. Nie zawsze będę mógł o tym jednak uprzedzić.
- W porządku. To twoje klucze. Ja już ich nie potrzebuję. - wyciągnęła do Mistrza Eliksirów dłoń, na której spoczywały klucze do Spinner's End.
- Zachowaj je na wszelki wypadek. - Snape z trzaskiem się aportował.
Gdy Hermiona wracała myślami do tego wydarzenia po kilku miesiącach, żałowała każdego wypowiedzianego wtedy słowa. Owszem, ranił ją taki układ, ale chociaż dawał jej Severusa. A teraz mogła za nim tylko tęsknić. Od tamtej pory widzieli się tylko raz, po jej spotkaniu z Saszą. Mężczyzna czekał przed lokalem, aby poinformować ją, że jest coraz bliżej znalezienia antidotum na jej sny. Sama szukała rozwiązania, czytając o szamanizmie syberyjskim, ale nie trafiła na nic, co choć trochę kojarzyło się z jej problemem.
Tęskniła za Severusem. Chciała, aby znalazł się w jej pokoju, wyjął z jej dłoni kieliszek z koniakiem, odstawił go na biurko i pocałował ją. A wtedy nauka i sny nie były już ważne, ważna była tylko ich wzajemna bliskość, z której dziewczyna zachłannie czerpała każdą sekundę, aby zapamiętać ją na zawsze. Nie wiedziała, kiedy może spodziewać się kolejnego spotkania. Czasem zjawiał się u niej co parę dni, czasem nie pojawiał się przez kilka tygodni. A kiedy już myślała, że więcej nie usłyszy trzasku aportacji i nie zobaczy czarnej koszuli Mistrza Eliksirów, niespodziewanie się zjawiał i skutecznie pozbawiał ją wszelkich myśli.
Aportację umożliwił im Harry, posiadając ogromne wpływy w ministerstwie. Wiedział, że Severus jest jedyną osobą, która może znaleźć przeciwzaklęcie na jej sny, i ułatwiał im kontakt, jak tylko mógł. Cóż z tego, jak teraz zgoda Ministerstwa była jej całkowicie zbędna. Severus się tu nie aportował, i ona nigdy nie odważyła się deportować na Spinner's End.
Zamknęła książkę i ponownie napełniła pusty kieliszek. Waits właśnie śpiewał piosenkę, która idealnie pasowała do tamtego spotkania w pubie.
"Well I turn around to look at you,
You're nowhere to be found,
I search the place for your lost face,
Guess I'll have another round
And I think that I just fell in love with you."
