Grudzień przyszedł do Hogwartu nagle, ogromną śnieżycą, dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem. Hermiona spędziła wieczór w lochach, pracując z Severusem nad tłumaczeniem przepisu, otrzymanego od Dumbledore'a.

Brat Saszy odesłał jej tekst za pośrednictwem Matta, dzięki czemu mogła zacząć pracę. Okazało się, że język, w którym napisano dokument to staroruski. Michael podał dziewczynie spis podręczników, które znacznie powinny pomóc w tłumaczeniu. Sam niestety nie był w stanie podać gotowego tłumaczenia na angielski, ale zrobił co w jego mocy, aby ułatwić dziewczynie zadanie.

Od tygodnia spędzała noce siedząc przy biurku i tracąc wzrok nad słownikami staroruskiego i rosyjskiego, próbując cokolwiek zrozumieć z tych dziwnych słów. Alfabet ogarnęła w kilka dni, ale płynne czytanie sprawiało jej problem. Składała pojedyncze litery, zapisywała ich transliterację, szukała form gramatycznych. Nawet nie zauważyła, kiedy ów język zaczął ją fascynować.

Kiedy przetłumaczyła spis składników, podzieliła się swoimi osiągnięciami z Mistrzem Eliksirów.
Zapadł głęboki wieczór, cały dzień wiał silny wiatr i zanosiło się na zmianę pogody. W lochach było wyjątkowo zimno, dlatego usiedli z tekstem w salonie przy kominku. Snape przygotował herbatę i naszykował sobie popielniczkę. Przez ostatnie tygodnie Hermiona przyzwyczaiła się do trybu ich współpracy. Czasem omawiali jakiś eliksir, i wówczas siedzieli w prywatnych kwaterach Mistrza Eliksirów, zazwyczaj jednak pracowali wspólnie w laboratorium. Dziewczyna przygotowywała składniki, sporadycznie Snape pozwalał jej coś dodać do kociołka lub zamieszać.

- Obawiam się, że nie znam połowy z tych składników, profesorze. - dziewczyna sięgnęła po swoją filiżankę z herbatą.

- Większość tych nazw ma swoje uwspółcześnione odpowiedniki. Tak na przykład gruszyczka jest rozpowszechniona pod nazwą ortylia. Co prawda dość ciężko ją znaleźć, ale powinno mi się udać ją sprowadzić.

- Gruszyczka... - powtórzyła Hermiona w zamyśleniu. Snape poderwał głowę na to słowo i zaczął uważnie przyglądać się dziewczynie. Automatycznym gestem sięgnął po papierosy. Dziewczyna zapatrzyła się w ścianę, intensywnie nad czymś myśląc.

Drzwi otworzyły się z rozmachem. Snape spiął się, a Gryfonka otrząsnęła z zamyślenia i odwróciła w stronę wejścia.

- Wuju! - od progu rozległ się wręcz jęk Malfoya. Chłopak wpadł do pomieszczenia, ciężko dysząc.
- Granger, przyjdź później. - Severus oparł dymiącego papierosa o popielniczkę. Dziewczyna zauważyła, że młody Ślizgon krwawi z ramienia. Poruszona nagłym impulsem dopadła go z różdżką i nim zdążył zareagować, zaleczyła jego ranę.

- Granger, wynoś się! - ryknął Snape. Malfoy osunął się na fotel i sięgnął po papierosy Opiekuna Domu. To ostatnie, co zdążyła zobaczyć Hermiona, zanim Mistrz Eliksirów energicznie wypchnął ją za drzwi.

Dziewczyna powlokła się korytarzem w stronę swoich komnat. Podejrzewała, że nagła wizyta Malfoya może mieć coś wspólnego z Voldemortem, na dobrą sprawę była tego pewna.

Za oknem zaczęła się śnieżyca, uświadamiając dziewczynie, że już niedługo Boże Narodzenie. Cieszyła ją perspektywa spotkania z rodzicami i Mattem, jednak wolne poprzedzał bal, na który nie miała ochoty. Nie wspominając już o sukience...
Jej szlaban u Snape'a teoretycznie kończył się następnego dnia, więc mogła liczyć na sobotnie wyjście do Hogsmeade. Postanowiła na przekór chyba samej sobie wybrać się na ten bal i doskonale bawić.

Kolejny szlaban niczego nie wyjaśnił, doprowadził tylko do większych wahań Gryfonki. Dracon siedział w prywatnych kwaterach Mistrza, pomagając jej na rozkaz Snape'a w tłumaczeniu.
Gdy skończyła pracę, postanowiła zapytać, czy jej szlaban jest już zakończony.

- Nie, Granger. To znaczy, szlaban tak, ale nadal masz tu przychodzić i pracować nad tłumaczeniem. Możesz to robić sama, ale na polecenie Dumbledore'a mamy skończyć ten eliksir. - Snape sięgnął po papierosa do popielniczki.

- Rozumiem, profesorze. Przyjdę do pana, kiedy przetłumaczę kolejną część tekstu. Mogę o coś zapytać? - dziewczyna odstawiła swoją filiżankę na stół.

- Już to zrobiłaś. - chórem odparli nauczyciel i Malfoy. Dracon zaśmiał się, a Snape uniósł kącik ust, gdy Gryfonka się zarumieniła.

- Dlaczego Malfoy mi dziś pomagał? - dziewczyna zdobyła się na odwagę.

- Zostałem przyjęty do Zakonu Feniksa. Ty chyba też chciałabyś do niego należeć, prawda? - odpowiedział Draco, patrząc z powagą na Hermionę.

- Pomagałaś mi przy eliksirach dla Zakonu. Można uznać, że nieformalnie do niego należysz, o ile rzecz jasna chcesz. - Snape zaciągnął się papierosem, nie spuszczając z dziewczyny uważnego spojrzenia.

- To chyba oczywiste, że chcę! Muszę porozmawiać o tym z Dumbledore'm!

- Nie ma takiej potrzeby, Granger. W nocy po balu ma być zwołane zebranie Zakonu, a z tego, co mi wiadomo, masz być na nie zaproszona, razem ze Złotym Idiotą i tym drugim kretynem. - odpowiedział nauczyciel, gasząc niedopałek i zbierając swoją kopię tłumaczonego przepisu. - To wszystko chyba, dobranoc.

- Dobranoc, profesorze, dobranoc, Malfoy. - Dziewczyna podniosła torebkę.

- Mów mi po imieniu, Hermiona. Dobranoc. - mruknął blondyn, patrząc na zamykające się za Gryfonką drzwi.

Sobota okazała się dość wyczerpująca. Przymierzyły z Ginny sporo różnych szat, ale niestety nic nie wybrały. W końcu zdecydowały się przejrzeć ponownie swoje szafy i spróbować na nich Transmutacji.

Zmęczone po wycieczce do Hogsmeade przyjaciółki usiadły w pokoju Hermiony, aby wybrać odpowiednie stroje. Tradycją balu bożonarodzeniowego były oficjalne szaty lub suknie. Hermiona zaparzyła herbatę i otworzyła swoją szafę.

- Co to jest, to zielone tam? - "konkretnie" zapytała Ginny, wskazując na lewą stronę szafy.

- Które to? A, to. - równie precyzyjnie odparła starsza Gryfonka, sięgając między wieszaki. - Sukienka, zaraz ci pokażę.

Dziewczyna sięgnęła z szafy zieloną, długą sukienkę o greckim kroju. Lekki szyfon czynił ją zwiewną i kojarzącą się z delikatnymi leśnymi nimfami.

- Przymierz! Będzie ci pasować. - na te słowa Ginny zaświeciły się oczy i od razu pobiegła przymierzyć strój. Po chwili wróciła, poprawiając włosy.

- Jest doskonała, Hermiono! Gdyby tylko udało się ją odrobinę przedłużyć, jestem od ciebie troszkę wyższa.

- Sama mnie uczyłaś zaklęcia, które automatycznie dopasowuje rozmiar odzieży! - Prefekt Naczelna zaśmiała się i rzuciła na suknię zaklęcie, którym niegdyś potraktowała odzież Snape'a. Sukienka idealnie dopasowała się do figury rudowłosej. Dziewczyna rzuciła się przyjaciółce na szyję.

- Dziękuję, jesteś kochana! A ty nie chciałaś jej założyć? - od razu jednak zmieszała się.

- Nie, kochana. Niekoniecznie mi pasuje ten odcień zieleni. Spokojnie, zaraz coś znajdę. - z tymi słowami starsza z dziewcząt zanurzyła się w głąb szafy.
Chwilę później rozległ się jej triumfalny okrzyk.

- Mam! Matt przywiózł mi przed premierą kilka sukienek, których nie zabrałam we wrześniu! Któraś z nich powinna się nadać! - Hermiona wytaszczyła z dna szafy spore pudełko i wyjęła jego zawartość na łóżko.

- Ta odpada, ta też, bo zamarznę... - mruknęła, odrzucając dwie letnie, krótkie sukienki na bok. - Bingo! Ta będzie niezła.

Przymierzyła czarną, prostą sukienkę do ziemi, z odkrytymi ramionami. Całą jej ozdobę stanowił materiał – górną warstwę stanowiła piękna, delikatna koronka. Z czymś kojarzyły się jej takie koronki, ale nie wiedziała, z czym. Suknia była wiązana z tyłu jak gorset, dzięki czemu rewelacyjnie podkreślała kształty.

- Wyglądasz bosko! Tylko teraz dodatki, musisz mieć coś na szyi... - Ginny klasnęła z podziwem w dłonie.

- Przede wszystkim, muszę znaleźć jakieś szpilki, inaczej się o nią przewrócę... Mam gdzieś naszyjnik po prababci, który do niej pasuje. Gdzieś tu były... - przerzucając dół sukni przez ramię, Hermiona ukucnęła i zajrzała pod łóżko.

- Są! Co za głupi zwyczaj, stawiać buty pod łóżkiem... - powiedziała do siebie, prostując się z parą czarnych szpilek w dłoni.

- Miona, nigdy nie widziałam cię w tak wysokich szpilach, wow! - Ginny rozszerzyły się ze zdziwienia oczy. - Ja bym się w nich zabiła.

Brązowowłosa założyła buty, przytrzymując się kolumienki łoża. Były naprawdę wysokie, ale równie proste, co sukienka. Pewnym krokiem przemierzyła pokój, pogrzebała chwilę w szufladzie i wyjęła z srebrny naszyjnik z misternym motywem kwiatowym. Zapięła go na szyi, odrzuciła włosy do tyłu i stanęła przed przyjaciółką.

- I jak, może być?
- Jest świetnie, absolutnie bosko! Ślizgonom oczy wypadną z zazdrości, Ślizgonki tak nie wyglądają! - Ginny uśmiechnęła się do przyjaciółki.

Ciekawe, czy Snape zauważy. - przeszło przez myśl Hermionie, natychmiast jednak zganiła się w duchu.

- Ginny, to raczej ty będziesz bożyszczem Slytherinu w tych zieleniach! - zaśmiała się Granger, zdejmując buty i różdżką rozsznurowując sukienkę.

- Ojej, nawet o tym nie pomyślałam. No trudno, w końcu jestem ruda i pasuje mi zielony! - Weasleyówna odpięła zamek i zsunęła odzież, odkładając ją na krzesło.

Po chwili obie przyjaciółki siedziały w fotelach, ubrane w wygodne dżinsy i koszulki.

- Czyli co, Malfoy padnie na twój widok, tak? - pozwoliła sobie na żart starsza z nich.

- A tam, od razu padnie. Wiesz, że ta głupia fretka nienawidzi Gryfonów, a nas to już z całego serca... - Ginny podejrzanie się zarumieniła.

- Ej ej! Coś jest na rzeczy! Wpadł ci w oko Malfoy! - Hermiona zmierzyła przyjaciółkę badawczym spojrzeniem.

- Oszalałaś? Po prostu jest przystojny, i tyle. Zresztą, jak piękny by nie był, pozostaje głupią fretką. - mruknęła Ginny i upiła łyk herbaty. - Zielona, ale z jaśminem? Odkąd taką pijesz?

- Jakoś tak się przyzwyczaiłam. - Granger zmieszała się. Nie zwracała uwagi na to, jaką parzy herbatę, zawsze robiła to automatycznie. Jakiś czas temu zaopatrzyła się w kilka paczek jaśminowej herbaty, ponieważ zasmakowała w niej u Snape'a. Piła ją w ciągu dnia, gdy zaś potrzebowała się uczyć do późna, parzyła mocną, czarną herbatę, wręcz esencję.

Dziewczyny długo debatowały nad dodatkami dla Ginny i ewentualnymi okryciami. Za oknem znów rozpętała się śnieżyca, dobitnie przypominając o porze roku.

W ciągu tygodnia Hermiona zdołała zapisać pierwsze zdanie długiej instrukcji przygotowania eliksiru. Okazało się, że przetłumaczenie słów, które mają jakieś bardzo dziwne formy osobowe i jeszcze dziwniejsze formy czasu, stanowi niemałe wyzwanie dla anglojęzycznej osoby. Jednak podręczniki, które polecił Michael, okazały się niesamowicie pomocne. Przez chwilę Hermiona zastanawiała się, czy nie wysłać tego przepisu Wiktorowi, ale uznała, że pewnie nie ma na takie rzeczy czasu i nie zawracała mu głowy. Sporo zawdzięczała Draconowi, który próbował jej pomóc, gdy tylko zjawiała się u Snape'a z jakimiś wątpliwościami. Chłopak wyraźnie starał się zmienić. Nieznany smutek wyżłobił pod jego oczami głębokie cienie. Dziewczyna była jednak zbyt taktowna, by zapytać, co go trapi. Czuła do niego sympatię i dziwne zaufanie. Uznała, że skoro Snape jest szpiegiem Zakonu, to Draco nie może być zły, jeśli jest pod jego opieką. Przestała go nazywać w myślach fretką i przyzwyczaiła się do jego cichej obecności. Nie rzucał nawet uszczypliwych uwag, odzywał się tylko, gdy musiał. W tym przypominał Gryfonce Mistrza Eliksirów.

Sobotni bal nadszedł szybciej, niż się spodziewała. Obudziła się, pamiętając, że gruszyczka rośnie na Syberii, a koronki to przecież śliczne wykończenie pończoch i podwiązek. Odpędziła jednak te niedorzeczne myśli i zabrała się za poranną toaletę.

Kilkanaście godzin później, po kolacji, siedziała przed lustrem w swoim pokoju, ostrożnie robiąc makijaż. To, że nie robiła tego na co dzień nie oznaczało, że nie potrafiła się umalować. Spokojnymi ruchami pędzelka nakładała na powieki delikatny, rozświetlający cień, by potem przyćmić go przy zewnętrznej stronie i w załamaniu oka grafitem. Pociągnęła rzęsy tuszem i oceniająco przyjrzała się sobie. Makijaż był wieczorowy i elegancki, podkreślał jej oczy, ale nie w wyzywający sposób. Zdążyła ostatni raz przypudrować lekko nos i pociągnąć usta jasnoróżową, matową szminką, gdy do pokoju wpadła Ginny. Ruda była już w pełni umalowana, postawiła na staromodne kreski na górnej powiece i koralowy błyszczyk. Jednak była ubrana w zwykłą, codzienną odzież, a w dłoni trzymała zawiniątko, z którego wysuwał się zielony szyfon.

- Hermiona, pomóż! Zapomniałam, jak brzmi to zaklęcie, a sukienka sama się skróciła z powrotem! Błagam, ratuj! - krzyknęła, błyskawicznie zrzucając spodnie i bluzę i wślizgując się w przyniesioną sukienkę.

- Aequare Indumentum! - brązowowłosa rzuciła szybko zaklęcie, a szyfon wydłużył się o kilka centymetrów.

- Jesteś boska! I świetnie się umalowałaś, znowu mnie zaskoczyłaś! Najpierw te szpilki, teraz taki makijaż! Naprawdę nie sądziłam, że umiesz tak wiele babskich rzeczy. Wiesz, to bardziej w stylu Lavender... - mruknęła z przekąsem Ginny – Pomóc ci z włosami?

- To, że nie chodzę w pełnym makijażu codziennie nie znaczy, że nie umiem go zrobić. Na włosy mam pewien pomysł, usiądź, ocenisz.

Granger spięła loki nad lewym uchem i ozdobiła spinkę, przytwierdzając do niej malutką broszkę z takim samym wzorem, jaki miała na założonym na szyję naszyjniku.

- Myślałam o czymś takim, co ty o tym sądzisz? - odwróciła się do przyjaciółki.

- Mogłabyś mi zawsze doradzać w kwestii wyglądu? Masz tak niesamowity gust, dziewczyno! - Ginny była pod ogromnym wrażeniem.

- Zostanę twoją stylistką. Mugole mają taki zawód, doradza się kobietom stroje, fryzury, makijaże, takie tam.

- O, ciekawe. Musisz o tym opowiedzieć mojemu tacie, na pewno by go to zainteresowało.

- Nie wątpię. A teraz już chodźmy, najwyższy czas, jeśli nie chcemy się spóźnić. - Hermiona ukryła różdżkę pod suknią, przytwierdzając ją mocno do podwiązki. Obudziła się ze świadomością, że suknia kobiety to idealny schowek, a podwiązki są takie stylowe. Czuła się bardzo pewna siebie wiedząc, że pod tą elegancką suknią ma śliczną, koronkową bieliznę i przepiękne, staromodne pończochy z podwiązkami.

Chwilę później młode kobiety weszły pewnym krokiem do Wielkiej Sali, rozświetlonej milionem świec. Stoły zastawione suto wszelkiego rodzaju przekąskami stały pod ścianami, tworząc ogromny parkiet pośrodku pomieszczenia. Uczniowie tłoczyli się między parkietem a stołami rozmawiając, jedząc, śmiejąc się. Dziewczęta odnalazły w tłumie Harry'ego i Rona, ubranych w eleganckie, ciemnobordowe szaty, spod których wystawały mugolskie garnitury. Hermiona powiodła wzrokiem po stole nauczycieli. Snape, w nieśmiertelnym, czarnym surducie; Springer w mugolskiej czerwonej sukni, wiązanej na szyi; Hooch, McGonagall i Sprout w eleganckich szatach o stonowanych odcieniach - i pośrodku Dumbledore, w niepoważnej szacie w choinki.

- Moi drodzy! - zagrzmiał potężnym głosem dyrektor – Zapraszam was do zabawy! Pijcie, jedzcie i tańczcie!

Nagle część świec przygasła, topiąc parkiet w przyjemnym półmroku. Znikąd popłynęła przyjemna muzyka, a Hermiona poczuła dłoń na swojej talii.

- Zatańczymy? - padło z ust Ronalda.

- Oczywiście. - ruszyła z przyjacielem na parkiet.

Po dwóch piosenkach postanowiła udać zmęczoną i uciec po coś do picia. Tylko swojej umiejętności utrzymania równowagi zawdzięczała to, że ani razu nie upadła. Ron nie potrafił prowadzić. Nie deptał, ale rzucał partnerką w tańcu. Większość kobiet na miejscu Hermiony już dawno leżałaby na podłodze. Gryfonka na szczęście zdolność stabilnego poruszania się na szpilkach wyrobiła sobie dzięki matce. Pani Granger zmusiła ją któregoś lata do zakładania głównie wysokich butów, chowając wszystkie wygodne sandały i trampki. Chcąc nie chcąc, dziewczyna przyzwyczaiła się do obcasów, a przez to, że wiecznie się gdzieś spieszyła, posiadła umiejętność nie tylko swobodnego poruszania się w takich butach, a również nawet biegania. Dzięki temu poradziła sobie na parkiecie. Stała przy ścianie, sącząc sok jabłkowy – miła odmiana od dyniowego – i obserwowała wirujący tłum. Ginny spoglądała w tańcu ponad ramieniem Harry'ego w stronę grupy rozmawiających Ślizgonów. Czyli jednak Malfoy... Nie wydaje się taki zły, wszystko okaże się dziś w nocy... Zerknęła w stronę nauczycieli. Hooch dziarsko wirowała z Dumbledore'm, McGonagall żywo dyskutowała ze Springer. Wzrok dziewczyny dotarł do Snape'a. Zauważyła, jak mężczyzna nagle skulił się, przez jego twarz przebiegł grymas bólu, po czym wybiegł z sali bocznymi drzwiami, niezauważony przez nikogo oprócz niej.