- Dymitr, ile ty właściwie masz lat? - zapytała Natasza, odwracając głowę w stronę sporo wyższego od siebie idącego obok chłopaka. Zmierzali ramię w ramię do komnat Siergieja Iwanowicza. Mieli podjąć pierwszą próbę z Miksturą Przemiany, którą przygotował nauczyciel.

- Dwadzieścia pięć. Nie wiem, co powiedział Ci ojciec, ale... Matwiej Simonowicz nie jest moim ojcem. Nie uważam go za ojca. Nie po tym, jak potraktował mnie i moją matkę. Nienawidzi mnie za to, że przejąłem po niej umiejętności magiczne. Ją w pewien sposób kocha, ale to chyba zawdzięczam temu, że pochodzi od wiły. Oczywiście, Matwiej Simonowicz odrzuca taką koncepcję, skutecznie nie dopuszczając do siebie wiary w cokolwiek, czego nie da się opisać, zmierzyć, zważyć i dokładnie policzyć. W każdym razie matka, Praskowia Fiodorowna, to cudowna kobieta. Panuje nad swoją magią, nie ujawnia jej przy mężu i dzięki temu może godnie, normalnie żyć w społeczeństwie. Rzecz jasna cierpi na koszmarne migreny, wywołane brakiem ujścia dla magii kłębiącej się w niej, dlatego Siergiej Iwanowicz przygotowuje dla niej mikstury. Czasem tu przyjeżdża i wtedy zazwyczaj zmienia cały wystrój mojego pokoju, żeby tylko użyć jak najwięcej magii... - blondyn wyrzucił z siebie wszystko, co leżało mu na duszy. Natasza czuła, że jej ufa i sama mu ufała znacznie bardziej niż powinna na tyle, na ile zdążyła go poznać od początku swojego pobytu w Rosji.

Doszli do dębowych, okutych metalem drzwi kwater Siergieja. Zastukali i po chwili w progu pojawił się gospodarz, potargany i odziany w białą rubaszkę* i ciepłe, wełniane spodnie.

- Wejdźcie. Nie spodziewałem się was tak szybko. - Siergiej obrzucił wzrokiem prosty, ale modny strój Dymitra i kolejną długą sukienkę i pelerynkę Nataszy. Sam odziany był w ludową odzież, która doskonale utrzymywała ciepło, a wydawało się to niezbędne w grudniu na Syberii.

- Możemy poczekać, jeśli jest pan zajęty... - mruknęła nieśmiało dziewczyna, mocniej naciągając na ramiona podszytą futerkiem, sięgającą łokci pelerynę, zawiązaną pod szyją aksamitną wstążką.

- Nie ma takiej potrzeby. Dymitrze, niech panna Pietrowna obetnie Ci włosy, dodamy je do mikstury. Ja przez ten czas przygotuję się do drogi. Musimy ruszyć już dziś. Proszę, aby przygotowała pani swoje najlepsze suknie, kiedy skończy pani z włosami Dymitra. Być może zostaniemy zmuszeni, by pozostać w Petersburgu przez kilka dni. Na szczęście możemy się aportować na obrzeża i dopiero wtedy zacząć używać bryczki. Inaczej droga zajęłaby nam około tygodnia. Mikstura będzie działać przez 24 godziny, po nich musi pani zażyć kolejną dawkę.

- Skoro mam być pod wpływem Mikstury Przemiany, to po co mi moje suknie, Siergieju Iwanowiczu? - zapytała zdziwiona Natasza, patrząc z ukosa na profesora.

- A jak inaczej zamierza pani iść na ewentualny bal? - Siergiej rzucił dziewczynie srogie spojrzenie, co spowodowało uśmiech na twarzy stojącego z boku Dymitra. Rudowłosa opuściła głowę, by po chwili podnieść wzrok na blondyna.

- Czym mam ci obciąć te włosy, Dymitrze?

- W pracowni są nożyce. - po tych słowach Siergiej zniknął w drzwiach do salonu.

Natasza i Dymitr przeszli do pracowni. Chłopak usiadł na niskim taborecie.

- Tak do szczęki, gdybyś mogła. - blondyn poprawił pasmo, spadające mu na twarz i pokazał dłonią linię, określającą długość włosów.

- Oczywiście. Tylko siedź prosto i się nie ruszaj.

Pewnym ruchem Natasza obcięła piękne pukle jasnych włosów przyjaciela. Zastanawiała się, jak to będzie, znaleźć się w jego ciele, poznać jego myśli i odczucia. Bała się trochę, ale czuła równocześnie ogromną fascynację.

- Gotowe. Nawet równo mi się udało. - uśmiechnęła się do chłopaka, ruchem różdżki czyszcząc jego ramiona z pojedynczych włosów. W drugiej dłoni ściskała obcięte pasma.

- W takim razie zostawmy te włosy tu i chodźmy do swoich komnat. Ty musisz naszykować suknie, a ja powinienem przygotować ci jakieś moje stroje, skoro za chwilę masz stać się mną.

Wyszli z gabinetu i zatrzymali się dopiero przed Komnatą Przyjaźni Domu Kota.

- Dymitr... Poczekaj chwilę. - kobieta złapała towarzysza za ramię. Odwrócił się do niej i spojrzał jej prosto w oczy. - Czy ty nie masz mi tego za złe? Będę tobą... Przepraszam...

- Za co mnie przepraszasz, Nataszka? Przecież zgodziłem się. Jeśli Siergiej ci ufa, to ja też. I tu nawet nie chodzi o to, że jest moim kuzynem. Siergiej rzadko kiedy z kimś jest w takich relacjach, jak z tobą. Doceń to. Ten mężczyzna żyje sam dla siebie i unika ludzi, może dlatego, że za bardzo sie boi sprowadzać na ludzi niebezpieczeństwo... To najbardziej odważny człowiek, jakiego znam. Taki Ilja Muromiec** naszych czasów. - Dymitr nie spuszczał poważnego wzroku z twarzy rozmówczyni. - A teraz idź i się szykuj. Mam wrażenie, że od ciebie też życie będzie wymagać hartu i odwagi, moja mała. - Uśmiechnął się, głaszcząc braterskim gestem ramię dziewczyny, po czym odszedł w stronę swojego pokoju. Natasza czuła jednocześnie zdziwienie, zmieszanie, dumę z przyjaźni z Siergiejem, podziw dla niego i ogromną sympatię dla Dymitra.

Zajrzała do swojej szafy. Znalazła tam kilka sukni i panier i zaczęła się zastanawiać, jak będzie się w tym poruszać. Oprócz tego wygrzebała z dna szafy kilka par pantofelków na wysokich obcasach. Zdecydowała się przymierzyć na próbę pierwszą lepszą suknię. Rozebrała się do bielizny, na nakrochmalone halki nasunęła ostrożnie ciężkawy, fiszbinowy stelaż. Zaklęciem związała tasiemki gorsetu mocniej i mozolnie założyła mało zdobną, szeroką suknię w odcieniu bladej zieleni, tłoczoną w drobne, kolorowe kwiaty. Delikatnie wsunęła stopy w niebotycznie wysokie pantofelki. Okazały się pasować, przeszła w nich kilka kroków. Były znośne. Główną ich zaletą był fakt, że dodawały dziewczynie przynajmniej dziesięć centrymetrów wzrostu, co przy jej nikłym wzroście było niemałą zmianą. Zerknęła do lustra. Rude pasma zasłaniały nieco nagie ramiona. Gorset wyszczuplił sylwetkę dziewczyny i uwydatnił biust, a buty wysmukliły całą postać. Sukienka pasowała do włosów dziewczyny, jednak przy jej bladości nie dodawała uroku. Inny odcień byłby lepszy. Niemniej, warto ją spakować. Kiedy Nataszy udało się wyswobodzić z sukni, butów i panier, narzuciła na bieliznę tylko lekki, zdobiony kokardkami i koronkami szlafrok, który znalazła w szafie krótko po przyjeździe – na szczęście w jej kominku wesoło trzaskał ogień, ogrzewając niewielkie pomieszczenie - i zaczęła pakować stroje do ogromnego kufra. Chwilę później w pokoju zjawił się srebrny ryś i głosem Siergieja wezwał ją do swoich komnat. Natasza szybko przebrała się w suknię, narzuciła na ramiona pelerynkę i dopakowała szlafroczek do bagażu. Zmniejszyła potężny kufer do rozmiarów małej szkatułki, sięgnęła po gruby, zimowy płaszcz i futrzaną czapkę i ruszyła do komnat Mistrza Mikstur.

Drzwi od salonu były uchylone. W jednym z foteli siedział Dymitr, na drugim spoczywał stos męskich ubrań. Na stoliku obok samowaru stał prosty, metalowy kielich z białą, klarowną cieczą.

- Weź pierwszy z brzegu szustokor***, spodnie i koszulę. Buty postawiłem ci w łazience. Zanim wypijesz, rozbierz się, inaczej możesz zniszczyć sobie sukienkę i zrobić krzywdę, gorset może złamać ci żebra. To będzie szok, Nataszo. Będziesz mężczyzną.

- I za to ja cię przepraszam. - w salonie zjawił się Siergiej. Włosy miał zaczesane do tyłu, był gładko ogolony. Ubrany był w strój, w którym śmiało mógł podbijać Wersal. Gładki, grafitowy szustokor sięgał mu kolan. Klatkę piersiową opinała piękna, ciemnoszara, atłasowa kamizelka z tłoczeniami. Pod szyją koronkowy kołnierzyk rozjaśniał strój. Czarne, obcisłe spodnie do kolan ukazywały męskie pończochy, a obrazu dopełniały eleganckie, czarne pantofle na niskim obcasie z ogromną klamrą z przodu. Cały strój zdobiły głównie pozłacane, rzeźbione guziki. - Wierzę, że poradzisz sobie z tą zmianą, Nataszo. - głos mężczyzny brzmiał miękko, w oczach widać było poczucie winy.

Kobieta oderwała wzrok od mężczyzny, który wyglądał, jakby przyszedł prosto z królewskiego pałacu. Wzięła z rąk Dymitra przygotowany dla niej strój i kielich i zamknęła się w małej łazience Mistrza Mikstur.

Zsunęła z siebie całą swoją odzież. Mruknęła pod nosem 'Za matkę Rosję!' i wychyliła kielich do dna. Po chwili zgięła się w paroksyzmie bólu. Wszystkie kości rozciągały się, ciało zmieniało swój kształt. Na szczęście to, co wydawało się Natalii wiecznością trwało zaledwie sekundy. Wyciągnęła przed siebie męskie dłonie Dymitra. Dotknęła miejsca, gdzie chwilę temu były piersi. Nie odważyła się spojrzeć w dół. Kiedy sięgnęła po koszulę, od razu wiedziała, jak ją założyć. Wiedza sama napłynęła do głowy dziewczyny. Nałożywszy na siebie poszczególne części odzieży zmniejszyła swoją suknię w mały pakunek i z pustym kielichem w dłoni wyszła z łazienki.

- Natalio, widziałaś się? - Siergiej patrzył na postać, wodzącą niepewnym wzrokiem po towarzyszach.

- Nie, nie widziałam. - odezwała się niskim głosem dziewczyna, uwięziona w ciele Dymitra.

- Wziąłem miksturę, która odwraca te skutki. Jeśli nie będzie konieczne, byś pozostawała w tej postaci przez pełną dobę, podam ci go. Spróbuj mówić jak mężczyzna.

- Dziękuję, Siergieju Iwanowiczu. I tobie również, Dymitrze. Przyznam szczerze, że jestem w szoku.

- Poradzisz sobie, Nataszo, a raczej – Dymitrze. - blondyn uśmiechnął się szeroko, zwinnym ruchem spakował i zmniejszył przyniesione przez siebie ubrania i podał je kobiecie. - Czas na was. Będę czekał. Przekażcie uściski matce. - chłopak spojrzał przez ramię na swoją kopię i wyszedł.

Natasza pomyślała o matce Dymitra. Od razu poczuła falę potężnej miłości i tęsknoty, przez jej umysł przewinęły się wspomnienia z dzieciństwa Dymitra, kłótnie z ojcem i spokojna twarz matki. Spróbowała odrzucić te myśli, dopakowała swoją sukienkę i stroje Dymitra do szkatułki i zakładając futrzaną, męską szubę, rzuciła Siergiejowi wyczekujące spojrzenie.

- Gotowa? Zatem ruszamy. - profesor podniósł z ziemi niewielki kuferek, uchwycił ramię Nataszy i aportował ich.

Wylądowali w sadzie przed małym dworkiem. Z tyłu stały zabudowania gospodarcze. Siergiej poprowadził po schodach do białego budynku. Wskazał kobiecie pokój, kazał jej zostawić tam rzeczy, a sam poszedł dopilnować zaprzęgania karety.

Gdy Natasza - jako Dymitr - wyszła z posiadłości, przed gankiem czekała prosta, czarna kareta z nielicznymi rzeźbami. Konie niecierpliwiły się, powstrzymywane przez stangreta. Drzwi powozu otworzyły się i wyjrzał z nich Siergiej. Gestem kazał uczennicy wsiąść. Chwilę później pędzili po wiejskiej drodze w kierunku Petersburga.

- Od teraz jesteś Dymitrem. Nikomu nie musisz się przedstawiać, przejdziemy bezpośrednio do mojej pracowni. Wysłałem list do cara, aby powiadomić go, że jestem w stolicy. Jeśli zechce nas odwiedzić, będziesz wiedział, co masz robić. Znajdziesz to w myślach Dymitra.

Po kilku minutach znaleźli się na nabrzeżu Newy. Kareta zatrzymała się przed ogromnym budynkiem z niebiesko-białą fasadą. Siergiej sprawnie wyszedł z powozu, za nim Dymitr. Starszy mężczyzna odprawił stangreta i ruszył schodami do drzwi wejściowych Kunstkamery.

Pracownia Mistrza była ogromna i wyposażona w najnowsze sprzęty. Wnętrze budynku było dość surowe, wszędzie czuć było zapach tynku i farb, po korytarzach przewijali się robotnicy. Po kilku godzinach dostarczono odpowiedź cara – zapraszał Siergieja na bal bożonarodzeniowy do swojego pałacu zimowego, położonego nieopodal Kunstkamery. Do balu zostały tylko dwa dni, podczas których należało przygotować stroje i uświadomić Nataszę w kwestii tańców dworskich.

Siergiej zdecydował się wysłać list do Praskowii Fiodorowny, zapraszając ją kolejnego dnia do dworku. Wiedział, że matka Dymitra chętnie pomoże Nataszy. Nakreślił sytuację w kilku słowach, wysłał służącego z listem, a sam przy pomocy Nataszy-Dymitra skończył przygotowywać preparat, który miał działać jak formalina. Zlecił mu to car, chcąc w jak najlepszym stanie zachować swoje okazy w gabinecie osobliwości.

Nad Petersburgiem zapadła noc. Gwiazdy odbijały się od powierzchni rzeki. Mróz nie zdołal skuć Newy tej zimy. Światło igrało z falami, tańczyło z odbiciem księżyca. Powolnym krokiem ruszyli w dół schodów do czekającej na nich karety. Za nimi wybiegł służący.

- Panie! Pismo dla pana! - podał Siergiejowi błękitną kopertę i skłoniwszy się, wrócił do budynku. Dokument okazał się być odpowiedzią Praskowii, która oznajmiała, iż z chęcią przybędzie do dworu Siergieja i pozna jego asystentkę.

W posiadłości starszy mężczyzna wyciągnął niewielką fiolkę i podał ją towarzyszowi. Pozwolił ją wypić na miejscu. Gdy tylko płyn spłynął w usta blondyna, zaszła szybka i bezbolesna przemiana. Po chwili przed Siergiejem stała odziana w męski, sporo za duży strój, Natasza. Po krótkim pożegnaniu udała się do swoich komnat.

Rankiem Natasza wstała przemarznięta. W nocy ogień w kominku wygasł, a nie było tu elfów, które podtrzymywały go podczas snu gospodarzy. Służba nie miała wstępu na teren pałacyku. Gdy dziewczyna już ogrzała się dzięki magii i rozpaliła ponownie ogień, ubrała się i przygotowała na spotkanie z matką Dymitra. Zeszła do kuchni, gdzie znalazła na stole kwas chlebowy, pieczywo i kaszę oraz krótki liścik od Siergieja.

Droga Natalio Pietrowna!

Wezwał mnie do siebie car. Przepraszam, że tak zostawiam Pani prosty posiłek, ale nie miałem czasu przygotować niczego innego. Przed południem zjawi się Praskowia Fiodorowna i pomoże Pani ze strojem. Ja powinienem zjawić się wieczorem. W południe służba przyjdzie do dworu i będzie na Pani usługi.

Oddany sługa Pani,
Siergiej Iwanowicz
List był co najmniej dziwny, utrzymany w tak podniosłym tonie... Natalia zaniosła go do swojego kufra i wypakowała swoje ubrania.

Siedziała w salonie z filiżanką herbaty, czytając kolejny z tomów zabranych z biblioteki Siergieja, gdy przed dom zajechała ogromna, błękitna kareta z misternymi zdobieniami. Wysiadła z niej wysoka, elegancka dama w pięknym gronostajowym płaszczu. Skinęła na stangreta, który wytaszczył z powozu dwa potężne kufry. Natasza podbiegła do drzwi, po drodze zarzucając na ramiona ciepły pled i otworzyła przed gościem drzwi.

- Witaj, Natalio Iwanowna! - kobieta odezwała się ciepłym, dźwięcznym głosem. - Nareszcie cię widzę! Siergiej i Dymitr pisali mi o tobie.

- Dzień dobry, Praskowio Fiodorowna. Zapraszam. - Natasza wpuściła gościa i stangreta, który wniósł bagaże do salonu. Starsza z kobiet odprawiła go i z wyraźną satysfakcją wyjęła z torebki delikatną, jasną różdżkę.

- Nataszko, Siergiej prosił, byśmy przygotowały dla ciebie strój na jutrzejszy bal. Przywiozłam moje najnowsze nabytki. Jedną suknię zamówiłam ostatnio z Paryża z nadzieją, że kiedyś będzie okazja, by ci ją podarować. Rozmiar chyba jest prawidłowy. To, co przygotowali ci w Akademii nie nadaje się na bal u cara. Prowadź do swojej komnaty, przelewitujemy tam moje bagaże i zobaczymy, jak cię ubrać.

Natasza bez słowa zmniejszyła jeden z kufrów i różdżką przeniosła go do swojej garderoby. Za nią podążyła Praskowia, tak samo przenosząc drugą skrzynię.

Gdy starsza kobieta ostrożnie rozpakowywała suknie, przywracając im naturalny rozmiar, Natasza wreszcie miała okazję spokojnie się jej przyjrzeć. Długie, jasne włosy nosiła upięte w górze, zgodnie z obowiązującą modą. W twarzy jaśniały ogromne, jasnobłękitne oczy, takie same, jak oczy Dymitra. Kobieta musiała być po czterdziestce, jednak wyglądała młodo i świeżo. Urok wiły, pomyślała w duchu rudowłosa.

- Oto i ona. Przymierzymy ci ją. Najpierw załóż ten gorset i halki, tu masz też pończoszki i buty. - Natasza odebrała paczkę z rąk matrony i ruszyła z nią za parawan. Po chwili wyłoniła się zza niego, odziana jedynie w koronkowy gorset, muślinowe halki, cieniutkie, delikatne pończochy i kremowe, atłasowe pantofelki, haftowane w niebieskie kwiaty, gdzieniegdzie przetykane złotą nicią. Zawstydzona, podeszła nieśmiało do Praskowii, która już podawała dziewczynie fiszbinowy stelaż.

- Nie wzięłam swojej służącej do pomocy, bo na niczym się nie zna, a garderobiana leży, zmogła ją gorączka. Siergiej przyobiecał przygotować mi dla niej Pieprzową, żeby jutro mnie wyszykowała należycie na bal. Przyjedźże do mnie jutro, i ciebie przygotuje! Poza tym w domu pokażę ci, jak tańczyć tańce dworskie, dziś był mój mąż i nie mogłam przelać myśli do Misy Myśli... - Praskowia westchnęła ciężko, poprawiając mocowanie panier na Natalii.

Gdy fiszbiny poszerzyły sylwetkę dziewczyny o dobre półtora metra, Praskowia wsunęła na nią suknię. Suknia była przepiękna. Spódnicę zrobiono z kilku warstw kremowego szyfonu, ozdobionego delikatnym kwiatowym haftem, kokardkami i wykończonego koronką. Wierzchnia część uszyta była z granatowego atłasu, tłoczonego w złote ornamenty roślinne. Góra, również granatowa i atłasowa, jednak bez tłoczeń, miała kwadratowy, głęboki dekolt i rękawy en pagode****, przechodzące w trójwarstwowe, koronkowe angażanty,**** zdobione maleńkimi kokardkami.

- Wyglądasz pięknie! Jutro przymierzymy wszystko z dodatkami i makijażem. Myślę, że nie potrzebujesz peruki, wystarczy upudrować ci włosy i porządnie upiąć. A tobie jak się podoba? - Praskowia z podziwem obserwowała młodszą dziewczynę.

Natasza obróciła się lekko przed lustrem. Suknia była olśniewająca.

- Jest... cudowna, Praskowio Fiodorowna! Ja... nie mogę jej przyjąć...

- Oczywiście, że możesz, głuptasku! Nawet nie wiesz, ile wam zawdzięczam! - oczy matki Dymitra pociemniały.

Popołudnie minęło kobietom na rozmowie o Akademii, Dymitrze, postępach w pracy nad miksturą. Praskowia była doskonale poinformowana, widać, że Siergiej był jej bliski. Późnym popołudniem pani Fiodorowna odjechała, zapraszając na cały następny dzień Nataszę do siebie, na przygotowania. Do wieczora mężczyzna się nie zjawił. Zmęczona Natasza usnęła.

Nadszedł dzień balu. Służąca obudziła dziewczynę na polecenie Siergieja, który nad ranem wrócił do dworu. Natasza wybrała znów prostą sukienkę, jedną z tych, które nosiła na co dzień w Akademii Magii. Zeszła na śniadanie, podczas którego Siergiej wyjaśnił jej, że przyjechał tylko po strój galowy, zaraz wraca konno na dwór, gdyż jest potrzebny władcy, ją zaś wysyła do domu Praskowii Fiodorowny. Obiecał, że zobaczą się na balu i wybiegł. Po chwili galopem mknął na czarnym rumaku przez gościniec.

Praskowia Fiodorowna przywitała gościa już gotowa na bal. Odziana w takiego samego kroju suknię, jak ta przeznaczona dla Nataszy, poruszała się elegancko po korytarzu monumentalnego pałacu, położonego na obrzeżach miasta. Suknia Praskowii była bordowa z kremowymi wykończeniami i miała nieco więcej falban i kokard. Na głowie kobiety pyszniła się wysoka peruka, ozdobiona kilkoma sznurami pereł. Podobne wisiały na białej szyi Praskowii.

Po kilku godzinach włosy Nataszy uformowały podobną wieżę. Wpleciono w nie kilka niewielkich szafirów. Zostały upudrowane na biało wedle mody. Twarz dziewczyny pokryła warstwa pieczołowicie nałożonego makijażu. Szyję otulała granatowa aksamitka z szafirem, kolejne szafiry zdobiły palec kobiety i jej nadgarstek.

Petersburg otulała noc. Praskowia Fiodorowna i Natalii Pietrowna kroczyły korytarzem Pałacu Zimowego cara Piotra I. Serce Nataszy biło jak oszalałe. Po zajrzeniu do Misy Myśli Natasza doskonale wiedziała, jak tańczyć wszystkie dworskie tańce i była znacznie spokojniejsza, niż o poranku, ale jednak mimo wszystko czuła strach przed spotkaniem z człowiekiem, którego miała zabić.

Po krótkich etykietalnych powitaniach zaczęto tańczyć. Car poprowadził pierwszego menueta. Przy drugim Natasza odnalazła wreszcie w tłumie gości Siergieja. Ubrany był w podobny szustokor, co poprzednio, jednak ten był granatowy i zdobiony złotem. Kamizelka pod nim równiez nie była ciemna, tylko kremowa. Natasza zaczęła się zastanawiać, czy to dopasowanie ich strojów to przypadek, czy celowe działanie Praskowii. Zaczęto grać sarabandę. Siergiej podszedł do kobiety i poprowadził ją na środek parkietu rozświetlonej świecami sali balowej. Światła odbijały się od wszechobecnych luster i złoceń.

Podskok, cztery kroki, obrót, ukłon, ukłon, znowu kilka kroków... Natasza ruszała się automatycznie, jednak wdzięcznie. Podczas wszystkich obrotów wpatrywała się w granatowe, płonące oczy Siergieja. Spokojna muzyka nie oddawała tego, co czuli oboje. Nie tylko w oczach Siergieja płonął ogień. Unosił on również białą skórę kobiety, powodował rumieniec na policzkach. Nie spuszczali z siebie wzroku, choć dookoła lekko tańczyły inne pary.

Większość gości przyglądała się temu tajemniczemu doradcy cara i jego partnerce z zachwytem. Orkiestra grała wyjątkowo długą, łagodną sarabandę, a ta para cały czas tańczyła, jakby to było coś najbardziej naturalnego na świecie.

* - prosta rosyjska koszula
** - bohater staroruskich bylin, odznaczał się siłą, intelektem, bywał porywczy
*** - męski kaftan wierzchni, bardzo elegancki, szyty według mody francuskiej
**** - wąskie rękawy do łokcia; długie, zazwyczaj koronkowe wykończenie rękawa en pagode.