Oto jest, a miał być dopiero po sesji! Kochane Czytelniczki, proszę Was bardzo - jeśli czytacie, zostawcie swoją króciutką opinię. Każde Wasze zdanie dodaje mi autentycznych sił do pisania. Szkatułka miała powstać jako tekst do szuflady, zatem i tak prędzej czy później powstanie cała, ale wiem, że przy Waszym wsparciu powstanie prędzej niż później.
Za dobre słowa zostawione w komentarzach pod poprzednimi rozdziałami baaardzo dziękuję!
Wasza side_of_sky

Długi korytarz wiodący do lochów wydawał się jeszcze zimniejszy niż zazwyczaj. Za kilka godzin Hermiona miała wrócić do domu. Był chłodny, grudniowy poranek, cały zamek spał po świątecznym balu, poprzedzającym wyjazd uczniów do domów na Święta. Za oknem nieśmiałe słońce odbijało się od połaci śniegu, pokrywających błonia szkoły. Jednak w kamiennym korytarzu nie widać było ani słońca, ani śniegu. Surowe ściany pokrywały się wilgocią skroplonego powietrza.

Poprzedniej nocy po balu zwołano zebranie Zakonu Feniksa. Dyrektor włączył ją, Rona i Harry'ego w szeregi Zakonu. Oznajmił też, że Severus Snape jest ich szpiegiem wśród popleczników Voldemorta, w co uparcie nie chcieli uwierzyć jej przyjaciele. Jednak największym szokiem była obecność Malfoya, siedzącego ze spuszczoną głową w kącie. Chłopak zerwał kontakt z ojcem i za zgodą Snape'a przebywał na stałe w jego komnatach, aby uniknąć naznaczenia Mrocznym Znakiem. Zdołał jej po zebraniu wyjaśnić, że zrobił to dla matki, która umierała wręcz z troski o jedynego syna. Sam nie popierał Voldemorta. Lucjusz Malfoy, kluczowa postać w śmierciożerczej części historii rodu Malfoyów, również nie zgadzał się do końca z poglądami czarnoksiężnika, jednak nie miał już wyboru – był członkiem Wewnętrznego Kręgu i mógł albo żyć, będąc Śmierciożercą, albo paść od Avady Voldemorta, poprzedzonej cruciatusowymi pieszczotami swojej szwagierki Belli. Nie wiedzieć czemu, Draco wybrał sobie Gryfonkę na powiernicę swych tajemnic. Może chciał, aby ktokolwiek oprócz Dumbledore'a mu wierzył, a może zdecydował się na zwierzenia wiedząc, że jest ona pomocnicą Snape'a... W każdym razie Hermiona wiedziała jedno – niemożliwe, aby to on doniósł Voldemortowi o udziale Mistrza Eliksirów w nieszczęsnym spektaklu.

Noc nie była dla Hermiony łaskawa. Gdy usnęła, zmęczona tańcem i skrywaną troską o nauczyciela eliksirów, jej umysł przeniósł się na zimną Syberię. Tym razem pamiętała sen prawie dokładnie. Widziała przed oczami twarz przyjaciela o dziwnym, rosyjskim imieniu Dymitr, jego matki, ciepłej, eleganckiej kobiety, laboratorium Siergieja i taniec z nim... Co najdziwniejsze, pamiętała też wszystkie składniki, które przewinęły się przez jej dłonie w laboratorium ze snu. Ale po kolei – Dymitr. Kojarzył jej się z Draconem. Ich zwierzenia praktycznie się pokrywały, z wyjątkiem uczuć do ojca. O ile w przypadku Draco były one dość ambiwalentne, o tyle Dymitr nienawidził swojego ojca szczerze i z całej siły. Łączyła ich ogromna miłość do matek, swoiste wyalienowanie i odejście od poglądów swoch rodów. Ach, i obaj byli arystokratami... Można też dodać, że obaj byli szczupłymi blondynami – tylko oczy Malfoya przypominały zimne, szare głazy, gdy oczy Dymitra przywodziły na myśl błękitne, górskie strumienie.

Brązowowłosa stukotała obcasami po kamiennej posadzce, kierując się w stronę gabinetu Mistrza Eliksirów. Wywnioskowała, że im więcej zależności między rzeczywistością, a snem, tym więcej z tego snu zapamiętuje. Była w stanie odtworzyć w pamięci poprzednie sny. Uświadomiła sobie, że Natasza właściwie nie jest do niej podobna – ona nigdy nie przywiązywała uwagi do strojów, przenigdy nie schowałaby różdżki w dekolcie i nie odważyłaby się traktować biblioteki swojego nauczyciela jak własnej.

Nauczyciel. Sytuacja "Mistrz – uczennica" nadal pozostawiała wiele niedomówień. Natasza wyraźnie pragnęła Siergieja, a jeśli przyjąć założenie, że Siergiej odpowiada Severusowi, to stanowczo nie zachodzi tu zależność. Hermiona mogła podziwiać i szanować Snape'a, mogła nawet czuć do niego sympatię, ale pożądanie nie wchodziło w grę.

Pojawienie się przed dziewczyną potężnych dębowych drzwi zmusiło ją do przerwania rozważań. Ściskając w dłoni przetłumaczony w nocy tekst otworzyła drzwi gabinetu. Klamka ustąpiła pod naciskiem jej palców. Weszła do środka, przemierzyła szybkim krokiem pomieszczenie i zastukała do drzwi salonu.

Chwilę później w drzwiach ukazała się postać nauczyciela. Nieogolony, ubrany w czarny szlafrok Snape miał pod oczami nadal sen, ale gdy ujrzał Hermionę, jego wzrok nabrał przytomności.

- Czemu zawdzięczam wizytę o tak wczesnej porze, panno Granger? Lepiej, żeby miała pani istotny powód... - mruknął zachrypniętym głosem mężczyzna, wpuszczając dziewczynę do salonu.

- Przetłumaczyłam przepis, panie profesorze.

- Jak to? To znaczy...dwa dni temu miała pani ledwie listę składników... - Snape całkowicie się wybudził, lewitował sobie papierosy i usiadł w fotelu, zapraszając dziewczynę gestem.

Gryfonka odgarnęła z twarzy nieuczesaną burzę włosów, mocniej otuliła się długim swetrem i usiadła naprzeciw. Mężczyzna machnięciem różdżki rozpalił ogień i drżącą dłonią odpalił papierosa.

- Dziś w nocy przetłumaczyłam całość. Wydaje mi się, że wyszło dość logicznie. - podała nauczycielowi plik kartek. Uznała, że nie będzie wyjaśnić nagłego przypływu zdolności w zakresie języka staroruskiego używaniem go przez praktycznie cały sen, bo nauczyciel wyrzuci przepis, a ją wyśle - w najlepszym przypadku - do pani Pomfrey lub – co bardziej prawdopodobne – do św. Munga.

Snape spojrzał na notatki. Jego mina z niedowierzającej zmieniała się w trakcie czytania tekstu, aż przy ostatnich linijkach wyrażała zdziwioną aprobatę.

- Brawo, panno Granger. Chyba muszę przyznać Gryfonom punkty... Niech będzie, 30.

Ilość nie była powalająca, ale cóż – Snape pierwszy raz ją pochwalił. Należało to zapisać złotymi zgłoskami w historii szkoły...

- Zajmę się przygotowaniami bazy podczas Świąt. Kiedy pani wróci, pozwolę pani uczestniczyć w dalszym procesie warzenia. Z notatek wynika, że eliksir potrzebuje przynajmniej miesiąca.

- Tak, wtedy jest najsilniejszy. Swoją drogą, to dość ciekawe połączenie eliksirów leczniczych z inkantacjami, powstrzymującymi klątwy czarnomagiczne.

- Jedyne w swoim rodzaju. Nigdzie nie spotkałem się z takim użyciem zaklęć i mikstur leczniczych. Wyglada na to, że to może być skuteczne... Proszę się teraz szykować do odjazdu, panno Granger.

- Nie ma mi pan za złe, że tak wcześnie przyszłam? - Gryfonka wstała, zbierając się do wyjścia.

- Nie. I tak niedawo usnąłem.

- To on pana wczoraj wezwał, prawda? - dziewczyna spojrzała ze smutkiem na mężczyznę. Snape skinął głową.

- Ale... nie krzywdził pana, profesorze?

- O ile seria cruciatusów za to, że nie upilnowałem młodego Malfoya nie kwalifikuje się pod krzywdę, to owszem, nie krzywdził. - nauczyciel zgasił papierosa.

- Jak on mógł! Przecież to świadoma decyzja Draco, a nie pana wina!

- To on, on może wiele. I to nijak ma się do sprawiedliwości. Wojna nie jest sprawiedliwa, im szybciej pani to zrozumie, tym lepiej. Ale cóż, historia nas osądzi. A wracając do przepisu – jakim cudem tak szybko go przetłumaczyłaś?

Dziewczyna odwróciła się od drzwi.

- Rękopisy nie płoną, profesorze. - odparła z uśmiechem i wyszła.

Nie chciała widzieć się jeszcze z przyjaciółmi. Wróciła do dormitorium po płaszcz, na palcach opuściła pomieszczenie i ruszyła na Wieżę Astronomiczną. Oparła się o chłodny mur i patrzyła, jak słońce powoli wdrapuje się na niebo, odbija się od wszechobecnego śniegu.

Próbowała ułożyć sobie w głowie wirujące myśli. Jej rzeczywistość przenikała się ze snami. O ile Dymitr mógł śmiało uchodzić za odpowiednika Dracona, o tyle nie rozumiała zależności pomiędzy pozostałymi postaciami. Była w stanie zauważyć, że Natasza pomaga Siergiejowi tak, jak ona Snape'owi. Siergiej był szpiegiem, ale sytuacja była odwrócona – car skłaniał się ku nowemu, odrzucając tradycję, gdy Voldemort był raczej konserwatywny w swoich czystokrwistych teoriach... Więc Siergiej był odwrotnością Snape'a... To nawet by się zgadzało, bo Natasza właściwie też była jej przeciwieństwem...

Pytanie - czy to, że zapamiętała tak dokładnie ten sen wynika z tego, że pojawił się w nim Dymitr, bezpośrednio podobny do Draco, czy z tego, że nawiązała z Draco nić porozumienia?...
Nie umiała sobie odpowiedzieć.

Nie mogła nie zauważyć drżenia rąk Snape'a. Mężczyzna wyraźnie odczuwał skutki tortur zadanych nocą. Nagle przyszło olśnienie. "Najlepsze mikstury lecznicze"... Książka, którą czytała Natasza! Rozdział o eliksirach łagodzących skutki zaklęć torturujących! Przecież rudowłosa Rosjanka zgłębiała ten fragment tak, że zapomniała o tym, że jest w bibliotece Siergieja!

Hermiona zaczęła uparcie przeszukiwać swoje wspomnienia ze snów w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji, które przeczytała Natasza. Znów stanęła jej przed oczami biblioteka Siergieja. Jak odtwarzany film widziała oczyma Nataszy wchodzenie na drabinę, lewitowanie książek i nagłe wejście nauczyciela. Nie czuła ani uczuć, ani myśli rudowłosej, ale mogła obserwować twarz mężczyzny. Dopiero teraz dostrzegła w pełni jego zażenowanie i rumieniec. Pomyślała, że on musi coś czuć do swojej uczennicy. W końcu we wspomnieniach pojawiła się książka. Hermiona widziała listę składników i opis ich przygotowania, ale nie była w stanie dokładnie podać ich angielskich ekwiwalentów... Zrezygnowana, przestała myśleć o rosyjskich snach. Stała zapatrzona w skraj Zakazanego Lasu, gdy usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się.

Koło niej stał Malfoy. Z założonymi na piersi rękami, spokojnym, smutnym spojrzeniem obejmował dziewczynę.

- Cześć. - mruknął cicho, opierając się o ścianę.

- Cześć, Draco. - dziewczyna obserwowała, jak mróz zaróżowił jego blade policzki. Chłopak wyglądał na zmęczonego.

- Wezwał go wczoraj i skatował przeze mnie. Oddał go Belli. Ona mu nie ufa, a jest najgorsza z nich wszystkich... Wrócił blady jak ściana i cały się trząsł. I to wszystko dlatego, że ja nie chciałem być sługusem Voldemorta... - Dracon wyjął z kieszeni szaty paczkę papierosów i wysunął w stronę dziewczyny.
- Dziękuję, nie palę. - Gryfonka potrząsnęła głową w geście zaprzeczenia. Blondyn odpalił jednego i długo się zaciągnął.

- Zawdzięczam mu życie. Pewnie i tak krótkie, bo oni mnie znajdą podczas decydującej bitwy, ale prawdziwe. Nie mógłbym żyć, zabijając.

- Dlaczego właśnie mi to mówisz? - dziewczyna przypatrywała się uważnie twarzy Ślizgona.

- Bo wiem, że ty to zrozumiesz. Weasley i Potter będą myśleć, że jestem szpiegiem, że chcę was wszystkich zaprowadzić do Czarnego Pana. Nawet Dumbledore był podejrzliwy, ale Snape za mnie zaświadczył. Nie wiem, czemu akurat jego słowa przekonały starego Dropsa. Może dlatego, że Severus spełnia każdy jego rozkaz od kilkunastu lat...

- Tak? To już tak długo trwa?

- To było jakoś tuż przed upadkiem Voldemorta. Nie wiem, dlaczego Snape zgodził się służyć Zakonowi, być może miał dość imprez w klimacie tortur, w każdym razie od tej pory jest na każde zawołanie Dyrektora, jak wierny pies.

- Jest dla ciebie ważny, prawda? - Dracon lekko uśmiechnął się, słysząc te słowa.

- Jest moim chrzestnym. To sporo znaczy. A oprócz tego, jest najsilniejszym człowiekiem, jakiego znam. I skoro pozwolił ci na współpracę, to nie możesz być tylko nieznośną Wiem-To-Wszystko. On mało kogo dopuszcza tak blisko siebie. Z nim jest trochę jak z kotem. Pozwoli się pogłaskać, ale kiedy sam tego chce. Powinnaś to zrozumieć, jeśli chcesz z nim pracować.

- Nauczyłam się już, kiedy mogę pozwolić sobie na żart, a kiedy muszę być śmiertelnie poważna i skupiona na pracy. Wiesz, nigdy nie sądziłam, że on potrafi się śmiać. Zawsze wydawał mi się ponury.

- Bo taki jest. Ale czasem się śmieje – bardzo lubię te momenty, może dlatego, że są tak rzadkie. A jak właściwie zaczęła się ta dziwna współpraca? Tłumaczyłaś z nim coś zanim Dumbledore zaproponował ci dołączenie do Zakonu.

- Zarobiłam sobie miesięczny szlaban przez tę premierę. Nie wiem, czemu, ale tak mnie wciągnęła ta cała organizacja, że nie mogłam się skupić na lekcji.

- Pamiętam, byłem zszokowany. Ale ten szlaban chyba nie był aż tak długi?

- Kazał mi go odrabiać po premierze. Dlatego dopiero teraz go skończyłam.

Hermiona odniosła dziwne wrażenie, że ta rozmowa jest kopią rozmowy z Nataszy z Dymitrem. W wyobraźni zobaczyła znów tego wysokiego, dostojnego blondyna, jak klepał przyjacielsko po ramieniu Nataszę w zimnym, kamiennym zamku na dalekiej Syberii. Jednak jej wspomnienia znów uciekły do biblioteki Siergieja. Tym razem była w stanie uprzytomnić sobie całą listę składników bez problemu. Nie udało jej się jednak odtworzyć przepisu, nadal coś jej umykało. Szybko sięgnęła do kieszeni, wyjęła z niej kawałek pergaminu i zwykły, mugolski ołówek – nosiła go przy sobie na wypadek nagłego braku pióra – i zanotowała wszystkie składniki.

- Co się stało? - zapytał zdziwiony Draco, gasząc papierosa i ostatni raz wypuszczając z płuc dym.

- Nic, nic. Po prostu coś mi się przypomniało i musiałam to zapisać.
- Mam wrażenie, że nie jesteś do końca szczera, ale niech Ci będzie, nie mogę oczekiwać, że zaczniesz mi o wszystkim mówić.

- To nie tak, Draco. Widzisz... ja nikomu o tym jeszcze nie mówiłam...

- Zapowiada się nieźle. - Ślizgon zmierzył dziewczynę badawczym wzrokiem.

- Po tej premierze zaczęłam mieć dziwne sny. I śni mi się Rosja z czasów Piotra I.

- No i cóż w tym niezwykłego? Crabbowi regularnie śni się jajecznica na bekonie, który mówi mu, że powinien zostać wegetarianinem i ucieka z talerza, a on go traktuje Imperiusem i zjada... - przez twarz chłopaka przebiegł krzywy uśmiech.

- Ale... W tych snach jest jakby tak... odwrócenie rzeczywistości. Śni mi się to z perspektywy dziewczyny, która się tam uczy, i ma nauczyciela, który jest szpiegiem na carskim dworze, i to naprawdę jest jak odbicie naszej rzeczywistości.

- No ale nadal nie wiem, w czym problem. To tylko sen przecież... - Draco nie wydawał się być zbity z tropu powagą Gryfonki.

- Ale wszystko, co dzieje się tu, dzieje się też w jakiś sposób tam... I co jest najdziwniejsze, na początku nie pamiętałam tych snów, a teraz pamiętam z nich coraz więcej... A oprócz tego – tylko błagam, nie mów tego nikomu – przetłumaczyłam dzisiaj ten przepis do końca, bo mi się przyśnił...

- To chyba oczywiste, że nasze rozmowy pozostają między nami, Granger. - oczy dziewczyny zamieniły się w bryłki lodu.

- Oczywiście, Malfoy. - odpowiedziała lodowatym tonem.

- Oj nie nadymaj się tak, nie chciałem! Zatem, Hermiono, spróbuj jakoś mądrze wykorzystać wiedzę, którą dają ci te sny. - głos Ślizgona brzmiał łagodnie i ciepło. Draco coraz mocniej kojarzył się dziewczynie z Dymitrem.

Kiedy kilka godzin później siedziała w powozie razem z Harrym, Ronem i Ginny i słuchała szczebiotu przyjaciółki, nadal błądziła myślami wokół tej rozmowy. Kiedy doszła do momentu, w którym wyznała Draconowi – jako jedynemu do tej pory – swój nocny sekret, spłynęło na nią nagłe oświecenie. Dyskretnie wyjęła notes i przeprosiła Ginny na chwilę, wymawiając się sprawdzeniem paru bardzo ważnych spraw, które dopiero jej się przypomniały. Zapisała cały przepis.

Miała go. Miała przepis, który pozwoli przywrócić Snape'owi zdrowie.
Tylko czy ona czasem nie przesadzała? On jej nawet nie lubił... Cały czas jednak czuła się winna tamtym torturom, którymi został potraktowany po premierze, a dodatkowo wiedza o tym, co zrobili z nim Śmierciożercy po tej sprawie z Malfoyem wcale jej nie pomagała.

Siedząc w powozie, uśmiechając się nieobecnie do przyjaciół i ciesząc w głębi serca na spotkanie z rodziną podjęła decyzję.
Uwarzy ten eliksir, gdy tylko wróci do Hogwartu. Tym sposobem może zdoła jakkolwiek uratować tego człowieka, który ratuje ich wszystkich. Bo to nie Harry się poświęca, choć wiele stracił w tej wojnie, a Snape.

I nie gra tu Judasza, a Jeszuę.