Przepraszam, że tak późno, ale sesja mnie wchłonęła, a potem musiałam poukładać parę spraw ;)
Wszystkich czytających proszę o komentarz. Za wcześniejsze komentarze baaaardzo dziękuję – nawet sobie nie zdajecie sprawy z tego, jakie to miłe dla autora!
Wasza side_of_sky
Przywitanie Hermiony z rodzicami było nadzwyczaj ciepłe. Jane i Alexander Granger odebrali córkę z dworca King's Cross. Podczas jazdy do domu zdążyli wypytać o wszystko, ale nie uprzedzili jej o oczekującej w domu niespodziance.
Tym większa była radość dziewczyny, gdy w drzwiach rzucił jej się na szyję ukochany kuzyn. Nie spodziewała się Matta, choć często spędzali Święta razem, jednak do Bożego Narodzenia zostały jeszcze dwa dni, a chłopak najwyraźniej zamierzał ten czas spędzić z nią.
Po długich opowieściach o szkole Hermiona w końcu mogła zabrać brata do swojego pokoju i spokojnie z nim porozmawiać.
- Cudownie, że przyjechałeś! Nie mogłam się już doczekać! Najpiękniejsza gwiazdkowa niespodzianka, naprawdę! - dziewczyna ucałowała mężczyznę w policzek chyba setny raz tego dnia.
- No a jak mógłbym nie przyjechać? Wywalczyłem trochę wolnego specjalnie dla ciebie! A teraz mów, o co chodzi z tym twoim dupkiem z lochów, czy jak mu tam. Tym od fajnych min. - chłopak wygodnie rozciągnął się na łóżku siostry, gdy ona zaczęła rozpakowywać swoje bagaże.
- Snape'm... Ech, historia jest długa i smutna. Mamy generalnie stan wojenny trochę.
- O co wam poszło? - zainteresował się Matt, podnosząc głowę i opierając się na łokciu.
- Nie my mamy wojnę. To znaczy my, ale nie między sobą. Jest sobie taki czarnoksiężnik, który wpadł na genialny pomysł, że musi oczyścić świat z takich, jak ja, czyli pochodzących z mugolskich rodzin. I mugoli oczywiście też.
- Cholernie słabo, siostra. Jak cię znam, jesteś mózgiem planującym jakąś obronę, nie?
- Jestem. Trochę. To znaczy, kojarzysz Harry'ego, prawda? - dziewczyna odwróciła się od szafki z ubraniami.
- Mhm...
- Więc on, według przepowiedni, ma go pokonać. A że jest moim przyjacielem, to jestem w to dość bezpośrednio zamieszana. Natomiast, wracając do Snape'a – on jest naszym szpiegiem w oddziałach wroga. I bardzo mu się oberwało za premierę. Ktoś doniósł... - brązowowłosa wyraźnie posmutniała.
- Czyli to wszystko to taka przykrywka, że niby taki zły i mroczny, a w środku dobry facet? A nie mówiłem? A tak serio, to ciężka sprawa. Jakie mamy szanse w tej wojnie?
- Mamy Harry'ego. I Snape'a. I nie wiem, któremu zawdzięczamy więcej... - Hermiona ciężko opadła na łóżko obok brata.
- Ja wiedziałem od początku, że to jest równy facet. Tylko chyba trudno pogodzić bycie nauczycielem i szpiegiem...
- Wygląda na to, że bardzo, ale on jest w tym świetny. Koniec smutków! Przyjechałam tu odpocząć, a nie myśleć o piekle, które nas czeka... Mów, co u ciebie! Ginny już jakoś przegryzła temat, ale wyraźnie wpadłeś jej w oko. - dziewczyna uśmiechnęła się szeroko do ukochanego Matta.
- To dobrze. Miła dziewczyna, ale nie mój typ. Generalnie to po staremu, pracuję sobie dalej, wlepiam mandaty, czasem siedzę godzinami nad protokołami z wypadków, ogólnie nudno. Ale odkąd umiem miny Snape'a, jest o wiele lepiej! Jestem naprawdę groźniejszy! - Matt zmarszczył brwi i przybrał wyraz twarzy godny Mistrza Eliksirów, doprowadzając tym samym Hermionę do ataku szczerego, prawdziwego śmiechu.
Wieczór spędzili z rodzicami Hermiony, rozmawiając o nauce, premierze i skrzętnie omijając temat wojny.
Gdy dziewczyna wróciła do pokoju, zdała sobie sprawę, że nie zabrała z Hogwartu Eliksiru Bezsennego Snu. Wślizgnęła się pod kołdrę i natychmiast zapadła w głęboki sen.
Natasza rozpakowywała swój kufer, cicho nucąc pod nosem. Była zadowolona z wyjazdu do Petersburga. Na balu bawiła się wyśmienicie. Nigdy nie podejrzewałaby Siergieja o takie umiejętności w dziedzinie tańca, a jednak mężczyzna poruszał się doskonale! Ona swoją wiedzę zawdzięczała Praskowii Fiodorownej, jednak bez naturalnego wdzięku nie umiałaby tak dobrze tańczyć. Trzeba przyznać – wzbudzili podziw większości gości na balu. Nawet sam car przyznał, jak wyjątkowo uroczą partnerką jest Natasza. Car... Ciekawa postać. Natasza czuła się przy nim maleńka – miał ponad dwa metry wzrostu i doprawdy, dziewczyna patrzyła na niego z perspektywy karzełka. Nie wiedziała, co ma o nim sądzić. Wydawał się dobrym władcą, ale miał w sobie pewną surowość, która pozwalała myśleć, że faktycznie potrafi być okrutny. Owszem, był zdecydowany i jak widać, umiał realizować swoje cele, co dobrze wróżyło losom Imperium, jednak... Nie takiej przyszłości chcieli mieszkańcy Akademii... Wyplenienie szamanizmu, zepchnięcie magii na drugi plan – to wszystko czekało kraj w najbliższych latach, o ile nie uda im się zabić cara...
Dziewczyna smętnie usiadła na łóżku, sięgając po tom, w którym zaczytywała się przed wyjazdem do Sankt Petersburga. Rozszyfrowała dokładnie przepis na miksturę przywracającą zdrowie po torturach i zdecydowała się przepisać go na angielski. O wiele łatwiej było jej wykonywać polecenia zapisane na pergaminie, kiedy były po angielsku. Posługiwała się rosyjskim biegle, ale całe życie warzyła mikstury według angielskich przepisów i pewne rzeczy wydawały się jej po prostu bardziej oczywiste po angielsku.
Postanowiła zachować ten przepis. Oprócz tego, że nie wymagał drogich składników, był też stosunkowo prosty do wykonania – a nigdy nie wiadomo, kiedy tak silny eliksir leczniczy mógł się przydać. Oczywiście, służył on w zamierzeniu przeciwdziałaniu klątwom torturującym, ale równie dobrze mógł niwelować skutki innych obrażeń... Tak przynajmniej wynikało z opisu, umieszczonego w opasłym, starym tomie.
Siergiej polecił jej przyjść do gabinetu po kolacji. Nie rozmawiała z nim, odkąd wrócili z Petersburga. Nie wiedziała, co o nim sądzić. Przetańczył z nią cały bal, a gdy wracali powozem do domku na przedmieściach, nie odezwał się ani słowem. Polecił jej tylko spakować swoje rzeczy i przygotować się do powrotu do Akademii. Dziewczyna nie rozumiała zachowania nauczyciela – na balu był wymarzonym partnerem, głęboko zaglądał jej w oczy, przyciskał do siebie podczas obrotów, a potem nagle ochłódł, nie mówił nic, unikał jej wzroku... Natasza nie mogła pojąć, dlaczego mężczyzna zachowuje się wobec niej tak skrajnie różnie.
Pamiętając płonące spojrzenia Siergieja, jakie wysyłał jej na balu, postanowiła nieco sprokowować mężczyznę. Nie zamierzała schodzić na kolację do Komnaty Przyjaźni, więc miała nieco czasu na przygotowania. Sięgnęła z kufra długą, prostą suknię, ozdobioną modnym dekoltem i angażantami, jednak odcinaną pod biustem. Był to jej autorski pomysł, sama nawet ją tak przeszyła. Wierzchnia warstwa sukienki – szyfon - ozdobiona była drobnymi, skrzącymi się w świetle, haftowanymi kwiatami. Całość utrzymano w odcieniach błękitu - koloru, w którym Natasza prezentowała się zdecydowanie najlepiej. Ostrożnie rozpuściła włosy, które zdążyły poskręcać się w delikatne loki i rozłożyła je na ramionach, przykrywając nieco zbyt głęboki dekolt. Darowała sobie makijaż, ponieważ nie widziała w nim nic korzystnego dla swojej urody. Na cieniutką sukienkę założyła krótką, futrzaną pelerynkę, a dłonie okryła satynowymi rękawiczkami. Dla uwieńczenia dzieła wpięła we włosy białą lilię. Zawsze miała w swoim pokoju lilie, podtrzymywane przy życiu dzięki zaklęciom. Nie mogła obejść się bez żywych kwiatów, a gdyby nie magia, to musiałaby - mroźny, rosyjski styczeń nie był najlepszą porą dla hodowania roślin.
Gabinet Siergieja Iwanowa tonął w blasku delikatnych świec. Natasza wsunęła się do niego cicho, nie chcąc przeszkodzić Mistrzowi Mikstur. Mężczyzna stał pochylony nad stołem i szukał czegoś gorączkowo w ogromnej księdze. Niecierpliwym gestem odgarnął włosy z czoła i znów przewrócił stronę tomu. Nie zauważył dziewczyny, dlatego postanowiła cicho chrząknąć, aby go nie wystraszyć.
Odwrócił się, zatrzaskując z hukiem księgę.
- Już pani jest, Nataszo? - zmierzył ją poważnym wzrokiem. Efekt psuł tylko rumieniec – najwyraźniej Siergiej czuł się przyłapany na czymś niewłaściwym.
- Nie chciałam przeszkadzać, ale kazał mi pan przybyć po kolacji.
- Dobrze, że pani przyszła, bardzo mnie to cieszy. Dziś moglibyśmy skończyć przygotowywać bazę pod truciznę.
- Ledwie wróciliśmy z Petersburga, a pan już chce pracować... - Natasza uśmiechnęła się kokieteryjnie do mężczyzny.
- Tak. Musimy skończyć to jak najszybciej. Profesor Grigoriewska twierdzi, że czeka nas wyjątkowo wczesna wiosna.
- Nie rozumiem, co to ma do rzeczy.
- Jeśli chcemy wywołać silne objawy grypy, musimy to zrobić teraz, dopóki mróz ścina wszystkie rzeki. Jak wyobrażasz sobie, że car przeziębi się wiosną, kiedy jest o wiele cieplej? - twarz mężczyzna ściągnęła się w wyjątkowo surowym grymasie - Nie ukrywam, że liczyłem na pani pomoc, Natalio.
- Ależ oczywiście, co mam zrobić?
- Chcialbym, aby pokroiła pani wszystkie składniki do tej mikstury – podał kobiecie kartkę – ale chyba nie zamierza pracować pani w tym stroju?
- Jest dość wygodny, Siergieju Iwanowiczu... - miękko przeciągnęła głoski rudowłosa, próbując zajrzeć mu w oczy.
- Jak pani uważa. Jak odtrutka będze gotowa, spróbujemy uwarzyć najsilniejszą i najdoskonalszą truciznę świata... - mruknął Siergiej, pochylając się znów nad książką i pozostawiając Nataszę z przepisem w dłoni – kompletnie zszokowaną.
Sprawiał wrażenie, jakby wcale nie zauważał wszystkich tych drobnych gestów. Był boleśnie odporny na jej urok, a ona nie mogła tego znieść.
Gdy Natasza pokroiła wszystkie składniki, Siergiej odesłał ją do komnat. Nie była przydatna do czegokolwiek w tej ślicznej, niepraktycznej sukni. Oczywiście zdawał się nie rozumieć, po co dziewczyna ją założyła...
W Komnacie Przyjaźni Natasza spotkała Dymitra. Opowiedziała mu o spotkaniu z jego matką, o balu i dziwnym zachowaniu Siergieja.
- Nie licz na więcej. To Siergiej, on się nie spoufala. - mruknął melancholijnie Dymitr, patrząc w niebieskie oczy dziewczyny.
- Ale nie rozumiem tej niekonsekwencji! Ten taniec to była tylko gra?
- Nie wiem, Nataszka. Nie próbuj tego analizować, bo i tak go nie pojmiesz. On zawsze chodzi swoimi drogami. Chociaż ja go nie rozumiem – wyglądasz wybitnie pięknie w tej sukni! - chłopak uśmiechnął się ciepło do przyjaciółki.
Rudowłosa pożegnała się z Dymitrem i ruszyła do swojego dormitorium. Długo nie mogła usnąć, widząc wciąż Siergieja pochylonego nad księgą, odgarniającego z twarzy niesforne kosmyki.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Hermiona po przebudzeniu, było zapisanie dokładnego przepisu, który mógł uratować zniszczone Cruciatusem ciało Severusa Snape'a.
