Dedykowane wszystkim czytającym! Tempo pisania kolejnego rozdziału wzrośnie wprost proporcjonalnie do ilości komentarzy pod tym ;)
Pozdrawiam ciepło! s_o_s
Trudno powiedzieć, żeby ten powrót do Hogwartu po świętach należał do ciężkich. Hermiona marzyła, żeby znaleźć się z powrotem w szkole. Przez ostatnie dni nerwowo wyczekiwała momentu, w którym przestąpi próg Hogwartu. Udało jej się wybrać z Mattem na Pokątną, gdzie w aptece uzupełniła zapasy. Nie odważyłaby się wziąć składników ze składziku Snape'a po raz drugi. Do uwarzenia eliksiru potrzebowała już tylko kwiatów gruszyczki, a nie miała pojęcia, skąd je wziąć. Co prawda Mistrz Eliksirów napomknął, że roślina występuje też pod nazwą ortylia, ale to nadal niewiele ułatwiało... Gruszyczka okrągłolistna była na liście gatunków zagrożonych, więc pewnie znalezienie jej będzie graniczyć z cudem. Granger jednak zdawała sobie sprawę z tego, że profesor Sprout powinna jej pomóc.
Oprócz jej własnych planów dotyczących eliksiru, miała pomóc Snape'owi w przygotowaniu antidotum dla Dumbledore'a. Baza powinna być już gotowa, więc lada dzień profesor mógł ją wezwać do dalszej pracy.
Jeszcze nigdy Hermiona nie cieszyła się tak na widok murów szkoły. Owszem, zawsze wracała do niej z radością, ale tym razem nie mogła się doczekać, aż rozpakuje kufer i pobiegnie do profesor Sprout. Kiedy jej rzeczy zajęły swoje miejsce na półkach i w szafie, dziewczyna założyła gruby płaszcz i zdecydowała jednak najpierw wybrać się do Hagrida. Uznała, że może gajowy udzieli jej pomocy, wszak zna dobrze Zakazany Las.
- Witaj, Hagridzie! Jak ci minęły święta? - dziewczyna otrzepała botki ze śniegu i weszła do chatki.
- Och, witaj, Hermiona! Święta jak to święta, trochę żem się napił z Dumbledorem, trochę żeśmy pożartowali... Miło było, jak zawsze. Fajne, żeś wpadła! Co tam u ciebie? Herbaty zrobię...
- O, chętnie się napiję. Ja byłam w domu na święta, bardzo miło, przyjechał mój kuzyn...
- Ten, co grał w tej sztuce?
- Tak, dokładnie on. Powiedz mi, Hagridzie – zaczęła dziewczyna, biorąc z rąk mężczyzny kubek z parującą herbatą – czy nie wiesz, gdzie rośnie gruszyczka? To znaczy, gdzie można ją znaleźć?
- Gruszyczka... Nigdy nie słyszałem takiej nazwy...
- A może ortylia?
- A to całkiem inna gadka! Rosło toto kiedyś w Zakazanym Lesie, a teraz to nie wim...
- Myślisz, że profesor Sprout może mieć jakąś w swojej szklarni?
- Bardzo możliwe... Ona zawsze ma jakieś takie roślinki, co to się do niczego nie przydają...
- Och, w takim razie muszę do niej zajrzeć! - Hermiona zerwała się z fotela, odstawiając kubek na poplamioną gazetę, okrywającą stół.
- Zaczekaj, szalona! Dopij herbatę i powiedz, do czego ci to... - Hagrid wstał w ślad za Gryfonką.
- Później ci wszystko opowiem, Hagridzie! Teraz muszę lecieć! Dzięki! - naciągając w biegu płaszcz, dziewczyna wypadła z chatki i popędziła w stronę zamku.
Półolbrzym stał jeszcze chwilę w drzwiach, patrząc na rozwiane w biegu loki panny Granger, dopóki jej sylwetka nie zniknęła we wrotach budynku.
Zdyszana Hermiona wpadła do dormitorium, zabrała schowany między książkami przepis i pobiegła do gabinetu profesor Sprout licząc, że tam ją znajdzie.
Na szczęście – nie myliła się. Nauczycielka zielarstwa otworzyła jej drzwi i uprzejmym gestem zaprosiła do środka. Zaproponowała uczennicy herbatę i wskazała fotel przed kominkiem.
- Co cię sprowadza, panno Granger? - zapytała starsza kobieta, moszcząc się w fotelu naprzeciw i lewitując dzbanek na mały stolik.
- Pani profesor, szukam pewnej rośliny i pomyślałam, że może pani podpowie mi, gdzie ją znaleźć... Chodzi mi o ortylię.
- Wolę nazwę gruszyczka. O którąś konkretną ci chodzi? - profesorka uśmiechnęła się ciepło do dziewczyny.
- Okrągłolistną... - wymruczała cicho Granger, zdając sobie sprawę z tego, jak ciężko znaleźć akurat ten rodzaj rośliny.
- Och! - profesor Sprout podskoczyła w fotelu – To jedna z najrzadszych gruszyczek! Ale... wydaje mi się, że mam gdzieś sadzonkę...
- Byłoby cudownie, pani profesor! - wykrzyknęła Hermiona, wpatrując się w nauczycielkę rozpromienionym wzrokiem.
- Trzeba to sprawdzić. - kobieta sięgnęła po wiszący na wieszaku płaszcz i skinęła na uczennicę.
Po chwili obie maszerowały wzdłuż długiego rzędu szklarni. Wczesny, zimowy zmierzch otulał już Hogwart. Drzewa Zakazanego Lasu przysypał śnieg. Pogoda godna Syberii, tylko czy syberyjska roślina znajdzie się gdzieś tam, między mandragorami i czyrakobulwami?...
- Mamy! - huknęła profesor Sprout z drugiego końca szklarni. Gryfonka otrząsnęła się z rozważań i podbiegła do nauczycielki. - Proszę, kochana. Potrzebujesz całej rośliny czy na przyklad tylko liści?
- Całej, pani profesor. - dziewczyna wyciągnęła dłonie po niewielką doniczkę z małym krzaczkiem. - Dziękuję! Ratuje mi pani życie... - A właściwie profesorowi Snape'owi, dodała w duchu.
- Nie ma za co. Powinnaś podziękować panu Longbottomowi – to on zaproponował, żeby trzymać tu kilka sadzonek.
- Och! Na pewno go uściskam! Dziękuję! - Hermiona z szerokim uśmiechem na twarzy pognała do swojej komnaty, ściskając w objęciach sadzonkę gruszyczki.
Piętnaście minut zajęło brązowowłosej rozebranie się, przygotowanie kociołka, pozostałych składników i przepisu. Przeczytała go jeszcze raz i dotarł do niej pewien przerażający fakt – gotowy eliksir należało zmieszać z herbatą, zaparzoną w srebrnym samowarze. Dziewczyna usiadła na łóżku, wpatrując się w ostatni punkt przepisu. Zachciało jej się nagle płakać. Wiedziała, jak zrobić miksturę, miała wszystkie potrzebne składniki – ze sporym zapasem na wypadek pomyłki – a nie zadbała o to, aby zdobyć skądś samowar. Wiedziała, że oczywiście mogłaby go transmutować, ale stanowiło to zbyt duże ryzyko. Postanowiła przygotować eliksir, licząc, że podczas warzenia wpadnie na pomysł, skąd wziąć samowar. Oczywiście przeszło jej przez myśl, że znów mogłaby liczyć na pomoc Michaela, brata Saszy, ale to oznaczałoby kolejne dni czekania.
Kolejne dwie godziny zajęło jej krojenie składników, ostrożne dodawanie ich według przepisu i stałe kontrolowanie ognia pod kociołkiem. Gdy eliksir mocno zapachniał ziołami i przybrał przyjemny, zielony odcień, wypowiedziała ostatnią inkantację i przelała część do sporej buteleczki, resztę zabezpieczając. Zrobiła to. Eliksir był gotowy. Pozostawała jeszcze kwestia samowaru.
Olśnienie przyszło nagle, gdy patrzyła tępym wzrokiem w ścianę, kiwając się monotonnie i pogrążając w coraz głębszej rozpaczy. Profesor McGonagall! Była Opiekunką jej domu, była do niej życzliwie nastawiona i gdy dowie się, do czego potrzebny Hermionie samowar, pewnie sama chętnie jej pomoże! Nie bacząc na nocną porę, Gryfonka zerwała się z miejsca i ruszyła do kwater nauczycielki transmutacji.
Profesor McGonagall otworzyła jej drzwi owinięta w szlafrok i co najmniej zaskoczona.
- Co się stało, panno Granger? - zapytała, widząc rumieńce na twarzy uczennicy i wpuszczając ją do środka.
- Potrzebuję pani pomocy! Przepraszam, że tak późno, ale... szukam srebrnego samowaru.
Oczy starszej kobiety zaczęły przypominać galeony.
- Samowaru. Srebrnego. I sądzisz, że ja taki posiadam?
- Nie wiem, ale pomyślałam, że może pani jest w stanie powiedzieć mi, gdzie coś takiego znajdę.
- Zaraz pomyślę. - nauczycielka usiadła w fotelu. - Musi koniecznie być srebrny, tak?
- Niestety, tak. - dziewczyna w napięciu śledziła twarz opiekunki.
- Hm... A tak właściwie to do czego jest ci potrzebny, Hermiono?
- Przygotowuję taki eliksir, który wymaga podania go w herbacie, zaparzonej w srebrnym samowarze.
- I to jest aż tak istotne, że szukasz tego samowaru o pierwszej w nocy?
- Proszę, niech to zostanie między nami... Ten eliksir to bardzo silna mikstura lecznicza, może się przydać przy starciach Zakonu z Voldemortem... - Hermiona postanowiła nie ujawniać konkretnego powodu, dla którego biega jak oszalała po zamku.
- Wydaje mi się, że taki samowar gdzieś widziałam. A czy nie możesz po prostu skorzystać z Pokoju Życzeń? Bo jak mniemam, transmutacja nie wchodzi w grę?
- Pani profesor, jest pani genialna! - Gryfonka spontanicznie uścisnęła kobietę i wybiegła, pozostawiając ją nieco osłupiałą pośrodku salonu.
Ściskając butelkę w dłoni, Hermiona przemierzała korytarz, powtarzając sobie w myślach "Chcę ukończyć eliksir dla Severusa...". W ścianie ukazały się drzwi.
Pokój Życzeń, wbrew przewidywaniom, nie przypominał laboratorium. Oczom dziewczyny ukazał się przytulny pokój z niskim stolikiem i fotelami. Pośrodku stołu pysznił się wielki, srebrny samowar w towarzystwie pięknych filiżanek. Pod ścianą, w kominku, wesoło trzaskał ogień. Teraz należało tylko zaparzyć herbatę, przygotować eliksir i podać to jakoś Severusowi... To mogło stanowić najtrudniejszy element planu Gryfonki.
Po kilkunastu minutach zmagań z samowarem filiżanki napełniły się herbatą. Dziewczyna rzuciła na nie zaklęcie, utrzymujące ciepło. Postanowiła wysłać do profesora patronusa, wydało jej się to bezpieczniejsze niż próba obudzenia go łomotaniem w drzwi o drugiej w nocy. Gdy srebrzysta wydra pomknęła przez pomieszczenie, dziewczyna usiadła w fotelu, nerwowo stukając palcami o blat stołu.
Kilka minut – które dłużyły się w nieskończoność – później do pokoju wszedł Severus Snape, ubrany w prostą, czarną koszulę i czarne spodnie, z miną zdradzającą zainteresowanie, ale i swoiste zdenerwowanie.
- Po co mnie tu ściągnęłaś w środku nocy, Granger? Zamierzasz mnie upić i wykorzystać? - drwiąco podniósł brew.
- Chciałabym, żeby to pan wypił. - podsunęła mężczyźnie butelkę i herbatę.
- Co to, Granger? - nauczyciel podejrzliwie spojrzał na zielony płyn.
- Proszę mi zaufać. - odparła drżącym głosem.
Snape odkorkował butelkę i nieufnie powąchał jej zawartość. Obrzucił dziewczynę badawczym spojrzeniem, po czym wypił cały płyn i sięgnął po filiżankę. Opróżniwszy porcelanowe naczynie, odstawił je na stół i usiadł w fotelu.
- Wypiłem. - Severus spojrzał drwiąco na Granger. - I... - nie dokończył zdania, gdyż zwinął się wpół w paroksyzmie bólu. Nie był w stanie nawet wyjąć różdżki, dlatego Hermiona przelewitowała go na łóżko, które pojawiło się natychmiast za fotelem. Usiadła przy mężczyźnie i spróbowała złapać go za dłoń.
- Chcesz...mnie...otruć... - wycharczał Mistrz Eliksirów, patrząc nienawistnie w oczy Gryfonki. - A ja...dałem...się tak... - głos uwiązł mu w gardle.
- Nie, chcę panu pomóc! Jestem pewna, że przygotowałam eliksir prawidłowo! - dziewczyna gorączkowo zaczęła się tłumaczyć. Gdy Severus stracił przytomność, wyczarowała zimny kompres i położyła go na rozpalonym czole nauczyciela.
Trwała przy jego boku przez kilkanaście minut. Z czasem oddech Snape'a sie unormował i wyrównał. Hermionie wydawało się też, że z jego twarzy zniknęło kilka zmarszczek.
Upewniwszy się, że mężczyzna śpi, sama pomyślała o wygodnym fotelu i już po chwili siedzenie przesunęło się tak, że mogła wygodnie umościć się koło łóżka, aby w razie potrzeby pomóc Mistrzowi Eliksirów.
Dziewczyna sądziła, że przemęczona rosyjskimi snami i przygotowaniem wywaru uśnie, gdy tylko otuli ją miękkość mebla, jednak nie była w stanie. Obserwowała śpiącą twarz Severusa i nagle pomyślała, że bardzo chciałaby go pocałować. Zdążyła nawet wstać, targnięta nagłym impulsem, i podejść do wezgłowia łóżka, gdy mężczyzna nagle otworzył oczy.
Przez chwilę patrzył na uczennicę mętnym wzrokiem, by wkrótce potem wstać i wyprostować się. Zmrużył oczy, objął spojrzeniem samowar i kilkukrotnie machnął różdżką. Na stole stały dwie filiżanki pełne parującej herbaty.
- Siadaj, Granger. - rzucił tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Gdy Hermiona zajęła miejsce w fotelu, Snape podsunął jej jedną z filiżanek, sam siadając naprzeciw. Ledwie jednak usiadł, zerwał się z powrotem, wyprostował w górę ręce i gwałtownie opuścił. Potem wyciągnął ręce przed siebie i rozczapierzył palce. Ponownie usiadł, podsunął filiżankę pod samowar i dolał płynu tak, by był nalany równo z naczyniem.
- Przepraszam, ale co pan robi?
- Granger, co ty mi dałaś?
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie, panie profesorze.
- Milcz!
Hermiona lekko się uśmiechnęła i zajęła swoją herbatą. Severus uniósł filiżankę do ust i upił łyk.
- Pytałem, co mi dałaś.
Gdy odpowiedziała mu cisza, był zmuszony dodać:
- Możesz odpowiedzieć na pytanie.
- Tylko wtedy, kiedy pan odpowie na moje.
- Odpowiem. Ale ty pierwsza.
- Z panem się nie wygra? - zrezygnowana dziewczyna odstawiła filiżankę na spodek i poważnie spojrzała na nauczyciela.
- Proszę obiecać, że nie będzie pan pytał, skąd miałam przepis. To był silny eliksir, łagodzący efekty klątw torturujących. Pomyślałam, że na pewno niejednokrotnie Ten-Pajac-Bez-Nosa raczył pana Cruciatusem, więc...
- Dziękuję, Hermiono. - głos Severusa minimalnie, prawie niezauważalnie zadrżał.
- Teraz pana kolej.
- Niech ci będzie. Kiedy się ocknąłem, podejrzewałem, co mi podałaś. Chciałem się upewnić, że to na pewno to. Kiedy usiadłem, nie odczułem bólu pleców, a czułem go ostatnio często. A potem sprawdzałem, czy drżą mi dłonie.
- Och! Nie sądziłam, że skutki były dla pana aż tak męczące!
- Już raz ci podziękowałem i wystarczy. Teraz migiem do dormitorium.
- Dobranoc, profesorze.
- Dobranoc, Hermiono. - po raz drugi Severus miękko nazwał dziewczynę po imieniu.
Wracając, dziewczyna przeszła obok klepsydry, ukazującej liczbę punktów poszczególnych Domów, Gryffindorowi przybyło ich sto. Nie mogła uwierzyć własnym oczom.
