Jak na mnie – wyjątkowo długo, i mam nadzieję, że dość lekko. Pod tekstem spis utworów – istotny o tyle, że o te konkretne wykonania mi chodziło. Życzę miłej lektury i zapraszam do komentowania :) side_of_sky
Widmo imprezy sylwestrowej zawisło nad głową Hermiony bardzo nagle i zaskakująco. Zaaferowana przygotowywaniem eliksiru dla Snape'a dziewczyna nie skojarzyła, że po Bożym Narodzeniu zazwyczaj przychodzi koniec roku, hucznie świętowany w każdym miejscu świata. Stąd Ginny, wpadająca w sylwestrowe przedpołudnie do jej komnat z ogromną torbą była dla Hermiony niemałym zaskoczeniem. Szczególnie, że dziewczyna poszła spać prawie nad ranem, przez to całe zamieszanie z eliksirem i Nietoperzem z lochów.
- Wstawaaaaaj, leniu! Nie wiem, czemu masz takie cienie pod oczami, co znowu czytałaś przez całą noc, ale najwyższy czas wstawać! Prysznic, małe spa, i szykowanie!
- Mmmm... O czym ty mówisz? - zaspana Hermiona usiadła w pościeli, mając w nogach łóżka rozszalałą młodszą przyjaciółkę, wyjmującą z torby tony kosmetyków i rozrzucającą je po kołdrze.
- Miona, nie żartuj! - Ginny roześmiała się serdecznie.
- Ychhh... co dzisiaj mamy? - starsza Gryfonka przeczesała dłonią włosy, tworząc popisową fryzurę w stylu "piorun trzasnął w rabarbar". Przynajmniej tak to określał zawsze Matt.
- Sylwester, baaal! Miona, otrząśnij się, ziemia do Hermiony!
- A, bal... I co w związku z tym? - zaspany umysł dziewczyny powoli łączył fakty.
- No jak to co? Bal, na którym możesz być jako dowolna osoba! Mamy prawo do magicznych przebrań! - Ginny wydawała się wściekle tym faktem podniecona.
- To miło, ale dlaczego tak rano podnosisz mnie z łóżka? Jest przecież jeszcze mnóstwo czasu...
- Bo Dumbledore zaczepił mnie na korytarzu, kazał cię ogarnąć i przysłać do niego.
Hermiona tylko jęknęła. Jeśli dyrektor uznał, że za dużo pracuje i Ginny ma jej pomóc się rozerwać - a sporo na to wskazuje, na przykład jakieś dziwne opakowanie maseczki błotnej, które właśnie wylądowało w okolicach poduszki – to czeka ją ciężki dzień. Właściwie gorzej byłoby tylko, gdyby przysłał do niej Lavender...
- Doskonale. W takim razie najpierw do niego pójdę, a potem się zastanowimy, co dalej z przebraniami.
- No ale zrób coś ze sobą! - głos Ginny dopadł ją jeszcze w drzwiach od łazienki.
Po dziesięciu minutach Hermiona czuła się znacznie przytomniej. Ubrana w szkolną szatę z lekko ujarzmionymi zaklęciem włosami wyszła do salonu, zastając Ginny buszującą w szafie.
- Naszykuję ci jakieś sukienki, pewnie trzeba będzie coś wyprasować, a ty leć. Różowe m&m's-y.
Zrezygnowana Prefekt Naczelna ruszyła do gabinetu dyrektora, zastanawiając się, dlaczego przyjaciółce tak bardzo zależy na jej idealnym wyglądzie. Jedyne logiczne rozwiązanie to takie, że po prostu ostatnio nie miała czasu dla przyjaciół, prawie w ogóle z nimi nie rozmawiała i wyglądała na zapracowaną – przez ten eliksir... Tak, na pewno dlatego Ginny zachowuje się jak niewiele rozsądniejsza wersja panny Brown. Automatycznie podała chimerze hasło i, nadal nie rozumiejąc swojej przyjaciółki, weszła do gabinetu Dumbledore'a.
- Dzień dobry, panno Granger! - Albus wydawał się zadowolony bardziej niż zwykle.
- Dzień dobry, dyrektorze. Wezwał mnie pan.
- Proszę usiąść. Chciałbym pani podziękować.
- Ale... za co? - Hermiona usiadła w fotelu, bacznie obserwując srebrnobrodego mężczyznę.
- Za eliksir, który pani przygotowała. Nie spodziewałem się, że tak szybko znajdzie pani tłumaczenie dla tego, co tworzycie dla mnie z Severusem, a już na pewno nie myślałem, że wpadnie pani na tamten eliksir. Sam zresztą nie wiedziałem o jego istnieniu, aż do wczorajszej nocy. Minerwa powiedziała mi, że przygotowujesz coś dla Zakonu, a że ci tego nie zlecałem, postanowiłem się trochę rozejrzeć. Nie sądziłem, że to miało cokolwiek wspólnego z Severusem, gdy zobaczyłem sto punktów na klepsydrze Gryffindoru, ale potem zobaczyłem go na błoniach i sprawa się wyjaśniła.
- Obawiam się, że nie rozumiem, panie dyrektorze. - Hermiona nie wiązała jakoś specjalnie faktu ozdrowienia Snape'a z jego obecnością na błoniach.
- Severus od prawie dwudziestu lat nie latał. Wczoraj zobaczyłem go na miotle, i jak kiedyś, to był naprawdę zapierający dech w piersiach widok.
- Och! Nie wiedziałam, że latał!
- Był w tym doskonały, i jak widać, nadal jest. Dzięki tobie wróciła mu chęć do życia. Dziękuję, Hermiono. Dokonałaś cudu, naprawdę. Jeśli masz jeszcze trochę tego eliksiru, to zachowaj go. I jeśli będziesz potrzebować samowaru, to śmiało uderzaj do Severusa. Ma jeden piękny, dostał go bardzo dawno od znajomego z Durmstrangu. Nie wątpię, że ci go użyczy. Docenił twoją pracę, bijecie na łeb Ślizgonów w Pucharze Domów. - dyrektor roześmiał się serdecznie. Zachowywał się szczerze i naturalnie. - A teraz mam dla ciebie niespodziankę, w pełni zasłużoną. Zapraszam! - krzyknął w stronę drzwi, ukrytych w kącie pokoju.
- Na Merlina! Ach, dziękuuuuję! - dziewczyna była w ramionach, które opuściła zaledwie kilka dni wcześniej. Jej ukochany Matt, który nie wiadomo jak podbił serce Dumbledore'a, znów otrzymał możliwość przybycia do Hogwartu!
- Szykujcie się, dzieci, dziś może ostatni raz mamy okazję się tak odprężyć. Obawiam się, że mamy coraz mniej czasu. - dyrektor spoważniał, jego oczy zaszły nieznanym dotąd smutkiem. - Ale nie myślmy dziś o tym, dzisiaj trzeba się bawić! - wykonał ruch przypominający nieudolnego mugolskiego twista i Hermiona w ostatniej chwili powstrzymała chichot.
Chwilę później opuścili gabinet. Matt został potraktowany Zaklęciem Kameleona, żeby nie wzbudzać zbędnego zainteresowania na korytarzach szkoły.
- No, Ginny, dyrektor miał dla mnie niespodziankę. - radość widoczna w oczach Hermiony od razu podpowiedziała Ginny, jaka to może być niespodzianka, powodując słodko-gorzki ucisk w brzuchu.
- Finite Incantatem! - dziewczyna machnęła różdżką i na środku salonu stanął nieco zmieszany Matt.
- Och! Witaj! - rudowłosa wyciągnęła dłoń, którą chłopak przyjaźnie uścisnął. - Fajnie, że się zjawiłeś!
- Ja też się cieszę, nawet nie wiesz jak! I... to zawsze jest takie dziwne uczucie, z tą magią? Bo wiecie... teraz to pierwszy raz...
- Wiemy, wiemy. Niestety, Kameleon nie jest najprzyjemniejszym zaklęciem. Ale są dużo gorsze. - starsza z dziewczyn uśmiechnęła się krzywo.
- Dobra, czas się szykować! Na łóżku masz wszystko, czego potrzebujesz. Ja idę do dormitorium, wpadnę za godzinę pomóc ci wybrać strój. - Ginny chciała już wyjść, ale Hermiona miała inny plan.
- O nie, kochana. Skorzystaj z mojej łazienki, bo Wieżę Gryffindoru pewnie już opanowała Lavender z Parvati, nie ma szans na wolną wannę w przeciągu godziny. A ja odprowadzę Matta do Harry'ego i Rona, w końcu oni i tak do nas przyjdą po pomoc przy przebraniach.
- Och, dziękuję, Hermiono! - ruda rzuciła jej się na szyję, złapała kosmetyczkę i pognała do łazienki.
- A my idziemy, chłopaki pewnie się ucieszą.
Gdy zamknęły się za nimi drzwi, Matt odetchnął.
- Dziękuję. Wiesz, nie chciałbym za dużo z nią przebywać. Nawet, jeśli jej przeszło.
- Dlaczego? Miałeś mi to wyjaśnić, ale ostatnio wszyscy szykują mi cię w charakterze niespodzianki i ciągle zapominam.
- Och... Ja po prostu kogoś mam. Poznacie się w wakacje, mam nadzieję.
- Ojej! I nic nie mówiłeś? Nie chcecie spędzić razem sylwestra?
- Ona dostała propozycję wyjazdu na sylwestra ze znajomymi, a ja miałem mieć służbę... W ostatniej chwili naczelnik jednak zmienił grafik, i wtedy zjawił się ten śmieszny dyrektor z propozycją przyjazdu tu, i sama rozumiesz... - Matt uśmiechnął się i przyjaźnie potargał siostrę. - Bardzo ładny rabarbar mi wyszedł, naprawdę! - oceniająco popatrzył na włosy dziewczyny i się roześmiał.
Harry i Ron przerzucali się zaklęciami ze specjalnego wydania Transmutatora, ale na widok Matta zgodnie zażądali wyjścia na błonia i wspólnego latania. Na szczęście za oknem wściekle walił śnieg i w końcu dali się przekonać, że skoro do przebrania mają oprócz siebie jeszcze Matta, totalnie niemagiczną osobę, to jednak zostaną w dormitorium.
W komnacie Hermiony rozbrzmiewało mugolskie I'm so excited, w rytm którego Ginny poruszała się tanecznym krokiem po salonie, siegając z łóżka i torby kolejne kosmetyki i – rzecz jasna – specjalne wydanie Czarownicy. Świat jest szalony. Mugole mają swoje porady, kosmetyczki i rezerwacje u fryzjerów w ten dzień, a czarodzieje tony wymyślnych zaklęć i specjalne preparaty. Naprawdę, te światy są do siebie bardzo podobne w niektórych kwestiach.
- I'm so excited and I just can't hide it!
Hermiona roześmiała się i dokończyła – I know, I know, I know I want you!
- Och, szalejemy dzisiaj! Na ostatnim zebraniu dyrektor stanowczo kazał wszystkim się doskonale bawić, bo potem czeka nas już tylko ciężka praca przed wojną...
- Wiem. Nie było mnie na zebraniu, bo nie miałam jak urwać się z domu w Święta, ale dyrektor wysłał mi sowę. I chyba nawet mam już pomysł na strój.
- Tak? Jaki?
- Zobaczysz. - Granger uśmiechnęła się tajemniczo i ruszyła do łazienki. Kiedy zza zamkniętych drzwi dobiegło ją Gimme, gimme, gimme a man after midnight! już wiedziała, że to będzie dobra noc. Właściwie – oby kolejny rok był lepszy. Oby równał się pokonaniu Voldemorta, niech to wszystko się skończy... Zanurzyła się w ciepłej wodzie i pierwszy raz od dawna pozwoliła sobie na relaks.
Po kąpieli przyszedł czas na kosmetyki, i – co najtrudniejsze – transmutację strojów. Ginny wpadła chyba na najlepszy pomysł, na jaki tylko mogła. Pożyczyła prostą sukienkę od Hermiony, przetransmutowała ją na obcisłą i seksowną kreację z nieprzyzwoicie głębokim rozcięciem, sięgającym uda, zmieniła jej kolor na mieniącą się czerwień... Do tego przygotowała sobie fioletowe, długie rękawiczki i wysokie szpile. Z włosami nie musiała za dużo kombinować. Odpowiednio je wydłużyła, zaczesała na jedno oko i wykonała bardzo mocny makijaż. Jessica Rabbit, bohaterka filmu "Kto wrobił królika Rogera?". Idealna stylizacja, żeby podkreślić wspaniałą figurę dziewczyny, do tego był to jeden z ukochanych filmów pana Weasleya, więc dziewczyna znała postać od dzieciństwa.
Plan Hermiony zrodził się właściwie od razu, i to całkiem przypadkowo. Przez chwilę myślała o stylizacji na Nataszę, ale zmiana całej swojej twarzy na rysy Rosjanki zajęła by zbyt dużo czasu i mogła wywołać tym samym jakieś naprawdę szalone sny - poza tym krynolina nie miała szans się sprawdzić przy współczesnej muzyce. A wyjątkowo Hermiona miała ochotę się dobrze bawić. W końcu zasłużyła sobie na rozrywkę.
Gdy opuściła łazienkę, Ginny oniemiała. Oczywiście, doskonale wiedziała, kim jest jej przyjaciółka, znała tę postać bardzo dobrze. Holly Golightly, czyli Audrey Hepburn w "Śniadaniu u Tiffany'ego". Czarna sukienka do ziemi, niewysokie obcasy, włosy upięte w gładki kok i piękny, diamentowy naszyjnik. Całości dopełniały długie, czarne rękawiczki, lufka do papierosa i Krzywołap, który zgrabnie wskoczył na ramię swej pani. Klasyka w czystej postaci.
- Moon river, wider than a mile, I'm crossing you in style someday... - zanuciła cicho Hermiona. - I jak?
- Doskonale! Nie spodziewałam się, że zostaniesz dziś Audrey! Świetnie ci to wyszło!
- Dziękuję. Jak myślisz, co stworzą nasi panowie? Boję się, co mogą wykombinować razem z Mattem...
Kwadrans później odpowiedź zjawiła się w drzwiach.
John Travolta i jego świetna rola Danny'ego z "Grease" – oczywiste, to Harry. W wakacje zrobił sobie maraton mugolskich filmów z Ronem i bardzo polubił tę postać. Trzeba przyznać, że prezentował się naprawdę świetnie. Matt został przerobiony na Merlina – i wyglądał dokładnie tak, jak portret maga z czekoladowych żab. Aż trudno uwierzyć, że chłopaki mieli problem z transmutacją, nawet najmniejsze szczegóły były bardzo dobrze dopracowane. McGonagall będzie z nich dumna. Ron za to miał długie blond włosy, wytarte dżinsy i koszulę w kratę. Zmiana rysów twarzy upodobniła go do Kurta Cobaina. Znajomość muzyka zawdzięczał starszym braciom – bliźniacy jeszcze kilka lat temu zasłuchiwali się w Nirvanie.
- Tak, profesor Springer będzie z nas dumna. Definitywnie wyglądamy jak chodząca lekcja mugoloznawstwa, nie licząc rzecz jasna Matta. - mruknęła z uśmiechem Hermiona. Ciekawe, czy Snape przebierze się za Gargamela... - dodała cicho w duchu, śmiejąc się do własnych myśli.
Wielka Sala z balu na bal wyglądała jeszcze bardziej olśniewająco. Tym razem stoły ustawiono w półkole, na ścianach wisiały serpentyny i balony, a na środku umieszczono utrzymującą się dzięki magii w powietrzu kulę dyskotekową. Nad podłogą unosił się kolorowy dym, charakterystyczny dla takich imprez, rozświetlany dodatkowo neonowymi światłami.
- Bardziej dyskoteka niż bal, ale z drugiej strony – mamy się bawić, a nie tańczyć poloneza i menueta. - szepnęła Ginny na ucho Hermionie.
- Albo sarabandę.
- Co takiego?
- Taki stary dworski taniec. - dziewczyna znów uśmiechnęła się do swoich myśli.
Pomieszczenia wypełniały postaci z filmów, gwiazdy muzyki, choć nie zabrakło także klasycznych przebrań na tego typu imprezach – księżniczki, rycerze, wróżki. To jedna taka noc, gdzie można być tym, kim się zawsze chciało... - pomyślała Gryfonka i zajęła miejsce przy stole między Harrym a Mattem. Lavender postanowiła być Kopciuszkiem – wyglądała naprawdę uroczo. Parvati natomiast, idąc podobnym tokiem myślenia, wykorzystała swoją karnację i po nielicznych przeróbkach została Jasminą. Zachowujemy się jak dzieci, a przecież trwa wojna... Może to jednak metoda, żeby nie zwariować... - smutne myśli Hermiony przerwał głos dyrektora, dobiegający ze środka półokręgu, który tworzyły stoły.
- Moi kochani! - głos Dumbledore'a dobiegał z postaci... Papy Smerfa! Jednak coś z tymi Smerfami musiało być, choć nigdzie nie było widać Gargamela... - Jakzapewne wiecie, dziś przypada wyjątkowa noc... - wyjątkowo Hermiona postanowiła nie słuchać każdego zdania przemowy dyrektora. Przyjrzała się za to uważnie jego otoczeniu. Sprout, przebrana za znaną w czarodziejskim świecie piosenkarkę Emily Jones, Hooch jako aktualna kapitan reprezentacji Anglii w quidditchu, obok Flitwick – mistrzostwo świata! - irlandzki leprechaun! Jednak nauczyciele też potrafią mieć do siebie dystans! Profesor Springer... Madonna! Jak ona na to wpadła? Fakt, miała blond włosy, było między nimi pewne podobieństwo... Genialny pomysł! Dalej siedziało kilka osób, ktorych Hermiona nie była w stanie rozróżnić, może dlatego, że mieszali się już praktycznie z uczniami. Zastanawiało ją, gdzie może być Snape. Oby tylko nie był znów wezwany...
- ... więc czas na zabawę! - dyrektor machnął różdżką, z sufitu spadło kolorowe konfetti i zabrzmiała muzyka.
Czarodziejskie hity zgrabnie przepleciono z mugolskimi przebojami ostatnich kilku dekad. Nucąc If you're going to San Francisco... Hermiona kołysała się w objęciach Matta, przy You're the one that I want szalała z Harrym, I need a hero przypadło Ronowi.
Przy Behind blue eyes podszedł do niej mężczyzna w zieleni, z łukiem – och, tolkienowski Legolas! Z trudem rozpoznała w nim Dracona...
No one knows what it's like
To be the bad man
To be the sad man
Behind blue eyes
Chłopak lekko objął ją i poprowadził w głąb tańczących par. Faktycznie, zmienił sobie kolor tęczówek na błękit. Przy pierwszych taktach dziewczyna nie skojarzyła, że Ślizgon wybrał ten utwór nieprzypadkowo.
No one knows what it's like
To be hated
To be fated
To telling only lies
Nie chciał życia, które wybrał dla niego ojciec. I nikt naprawdę nie wiedział, co siedzi w środku chłodnego Dracona Malfoya. Nikt, oprócz niej i – zapewne – Severusa. Nie musiał nic mówić – rozumiała go i chciała go wspierać. I gdy melodia zmieniła się w bardziej zdecydowaną, wiedziała, że słowa śpiewane przez wokalistę są kierowane do niej
When my fist clenches, crack it open
Before I use it and lose my cool
When I smile, tell me some bad news
Before I laugh and act like a fool
And If I swallow anything evil
Put your finger down my throat
And If I shiver, please give me a blanket
Keep me warm, let me wear your coat
Podziękował jej pocałunkiem w dłoń i zniknął w tłumie. Odbił ją Matt, wskazując na Papę Smerfa, wywijającego w najlepsze z Marilyn Monroe. Hermiona przez chwilę próbowała zorientować się, kim naprawdę jest filmowa seksbomba. Dopiero przy którymś twiście i wtórze Twist and shout spłynęło na nią olśnienie – McGonagall! Och, to doprawdy urocze przebranie! Tańczyła radośnie z bratem, i gdy miała wymówić się od kolejnych kilku piosenek zmęczeniem, została porwana przez silne ramiona. Partner obrócił ją przodem do siebie. Hrabia Dracula. Znana postać, ale...kto mógł nim być? Może Anthony albo Cormac? Nie zastanawiała się nad tym, ponieważ rozpoznała pierwsze nuty swojego ukochanego tanga - Por una cabeza. Poznała je kilka lat temu za sprawą fantastycznego filmu z jej ukochanym Alem Pacino w roli głównej, pokochała na zabój i cóż – po cichu marzyła, by je kiedyś zatańczyć. Dziś jej marzenie się spełniało.
Mężczyzna prowadził wyśmienicie. Czuła się w jego ramionach niesamowicie pewnie i swobodnie. Tango trwało bardzo długo, pary obok lekko bujały się w rytm, co odważniejsi próbowali swoich sił bardziej zdecydowanie, ale to oni – panna Wiem-To-Wszystko i nierozpoznawalny dla niej wampir – wiedli prym. Przemierzali salę tak, jakby całe życie tańczyli tylko razem...
Ktoś, kto układał listę utworów na bal najwyraźniej uparł się na filmy, które kochała Hermiona, a na domiar szczęścia postanowił tuż przed północą stworzyć intymny, romantyczny nastrój. Już chciała podziękować i ukłonić się, gdy zdecydowane ręce mężczyzny znów ją do siebie przyciągnęły – tym razem do Speak softly, love... Och. Tańczy walca z nieznajomym, a co gorsze – podoba jej się to. Dawno nie czuła się tak odprężona i... pożądana? Miała wrażenie, że hrabia – kimkolwiek był - w tańcu próbuje pokazać wszystkim, że ma piękną partnerkę, chwali się nią, jakby była jego kobietą. W połowie utworu zaczarowane sklepienie rozjaśniło się tysiącami fajerwerków. Nie zdążyła zareagować, gdy mężczyzna szybko dotknął jej ustami swoich i zniknął, jakby rozpłynął się w tłumie wiwatujących uczniów.
Przez całą noc nie udało jej się wypatrzyć mężczyzny wśród tańczących par. Gdy nad ranem wracała z Ginny, niosącą szpilki w dłoni – po odprowadzeniu Matta do dyrektora, oczywiście od razu musiał wracać do domu... - padło to nieszczęsne pytanie.
- Z kim ty tańczyłaś to piękne tango, Miona?
- No... z Cormakiem, nie? - niepewnie mruknęła starsza Gryfonka, rozpuszczając włosy i zasłaniając nimi wykwitający rumieniec.
- Nie, Cormac był Lancelotem!
- Hm, no to z Anthonym.
- Teraz to chyba oszalałaś. Anthony, moja droga, bawił się całą noc z Luną i był Elvisem Presleyem! -
Faktycznie, Anthony zabawnie wyglądał obok szczęśliwej Luny, której ktoś podsunął pomysł przebrania się za Dzwoneczka. W takim razie kto to mógł być?
- Och, to pewnie jakiś dziki Ślizgon pomylił mnie z kimś innym, i to jedno, dobrze mi się tańczyło i tyle.
Ginny łyknęła to wyjaśnienie i pożegnały się przed wejściem do wieży Gryfonów. Hermiona dotarła do swoich komnat, zamknęła drzwi i osunęła się na łóżko. Od Draco wiedziała, którzy Ślizgoni byli na sali. Rozwiązanie było tylko jedno, niewiarygodne, a jednak... Snape.
Podczas tego krótkiego pocałunku poczuła znajomy skądś zapach, ale nie wiedziała, z kim jej się kojarzy...
Snape.
Tango.
Pocałunek.
O cholera.
Utwory wykorzystane/wspomniane w rozdziale:
- The Pointer Sisters – I'm so excited
- Abba - Gimme! Gimme! Gimme! (A Man After Midnight)
- Audrey Hepburn – Moon river
- Scott McKenzie – San Francisco
- Olivia Newton-John & John Travolta - You're the one that I want
- Bonnie Tyler – I need a hero
- The Who – Behind blue eyes
- The Beatles - Twist and shout
- Carlos Gardel – Por una cabeza
- Andy Williams – Speak softly, love
