Uprzejmie proszę się nie przyzwyczajać, od przyszłego tygodnia wracam na uczelnię i nie będzie czasu na pisanie tak często. :) Niemniej jednak, krótki bo krótki, ale w Wasze oczy!
- Musimy się dowiedzieć, kiedy car będzie sam, żeby niepostrzeżenie dolać mu trucizny. Najlepsza okazja to dzisiejszy bal, na którym i tak muszę być. Chociaż Aleksiej prosił, żebym jak najszybciej wrócił, bo zaczęła się Maslenica... - mruknął cicho Siergiej, zamykając potężne tomiszcze.
Maslenica to tradycyjne obchody karnawału w Rosji... Natasza pamiętała ten tydzień ze swojego dzieciństwa i wspominała go z radością, acz nie była pewna, jak to wygląda w Akademii. Znając Aleksieja, mogło być różnie...
- Mogę jechać z panem, Siergieju Iwanowiczu. Udam, że źle się czuję i wrócimy do Akademii.
- Och, to nawet dobry pomysł! Tylko to jest bal maskowy...
- Zdążymy jeszcze do Praskowii Fiodorowny? Na pewno mi pomoże. - Natasza była zdeterminowana, by odkupić jakoś swoją winę za zniszczenie mikstury. Co prawda Siergiej właśnie przerzucał tysiące stron, szukając informacji o oddziaływaniu krwi na trucizny, ale dziewczyna i tak czuła się winna.
- Spróbujemy. Wyślę jej pokrowitiela. Jak ją znam, jest już sama w garderobie, więc nie powinna mieć problemu z odebraniem go.
- W takim razie ja spróbuję przygotować jakąś suknię. Za ile mam być gotowa?
- Godzina wystarczy? Jak dostanę odpowiedź od Praskowii, wyślę ci pokrowitiela.
- Wystarczy, Siergieju Iwanowiczu. - Natasza pobiegła do swojej komnaty, uciekając od tej nieformalnej, wręcz przyjacielskiej rozmowy. Nie rozumiała totalnie, czego spodziewać się po Mistrzu Mikstur.
Postanowiła nieco przerobić kreację, którą dostała od matki Dymitra, jej proste suknie nie nadawały się na dwór carski. Zmieniła kolor na ciemną czerwień, dodała nieco zdobień i zmniejszyła ją tak, by zmieściła się do kufra. Właśnie miała zabierać się za zmianę koloru naszyjnika wyjątkowo trudnym zaklęciem, gdy w pokoju zjawił się srebrny ryś.
- Praskowia Fiodorowna czeka już na panią, proszę zjawić się u mnie jak najszybciej. - niski głos Siergieja rozległ się w cichej komnacie.
Rudowłosa szybko przygotowała pantofelki i dodatki, chwaląc w myślach swoją nauczycielkę Przemiany z Hogwartu, spakowała kufer i ruszyła z nim do gabinetu Mistrza.
- Jestem gotowa, Siergieju Iwanowiczu.
- Doskonale. Aportujemy się bezpośrednio do Praskowii, tam panią zostawię. Spotkamy się na balu. Matwiej Simonowicz nie wybiera się razem z żoną, również dotrze osobno.
Niedługo potem, ubrana w gruby płaszcz i futrzaną czapę stała z Siergiejem przed dworem Praskowii i Matwieja. Matka jej przyjaciela przysłała służącego, który zaprowadził ją do garderoby, a Siergiej zniknął, by chwilę później aportować się przed swoim dworkiem.
- Natasza, kochanie! Jak dobrze cię znowu widzieć! - pani Fiodorowna wstała od toaletki i podbiegła do młodszej czarownicy.
- Witaj, Praskowio Fiodorowna! - Natalia uściskała kobietę i zaczęła rozpakowywać kufer.
- Kochana, twoja kreacja już czeka! Nawet nie myśl, że pójdziesz w tym! Owszem, pięknie to zrobiłaś, ale nie ma takiej możliwości! Wiedziałam, że Siergiej cię zabierze i kazałam dla ciebie to uszyć! - Praskowia odsłoniła manekin, na którym wisiała najpiękniejsza suknia świata. Niebotyczna ilość koronek, falbanek, kokardek i pereł na bladoróżowym jedwabiu i muślinie.
- Ależ... ja naprawdę nie mogę tego przyjąć! - Natasza zarumieniła się po cebulki włosów.
- Słoneczko, zawsze chciałam mieć córkę! Pozwól starej kobiecie spełnić choć tak to marzenie!
Chwilę później Natasza miała już upudrowane, wysoko upięte loki z ogromnym piórem i perłami, wyrazisty makijaż, a pokojówka szykowała dziewczynie bieliznę. Nie mając zbyt dużo do gadania, czarownica pozwoliła założyć na siebie halki, pończochy, stelaż i w końcu prześliczną, szeroką suknię. Przejrzała się w ogromnym tremie i zamilkła.
- To...naprawdę ja? - na myśl przychodziła jej własna matka, kobieta do bólu pragmatyczna, która nigdy nie nadążała za modą. A Praskowia jak widać zrobiła sobie z niej pełnowymiarową lalkę. Pierwszy raz w życiu młodszej kobiecie to nie przeszkadzało. Sama zdawała sobie sprawę z tego, że zgodnie z obowiązującą modą, wygląda jak zdjęta z portretu.
- To ty, skarbie! Teraz tylko rękawiczki, torebka i perły! Ja też już prawie gotowa! - matka Dymitra okręciła się ostrożnie w ogromnej, niebieskiej sukni, zdobionej brylantami. Na jej głowie piętrzyła się kaskada białych fal – piękna peruka.
- Cóż, już czas. Weź maskę. Ach, zapomniałabym – tu masz pakunek, schowaj do torebki. Jak go przywrócisz do normalnych rozmiarów, to będziesz miała ubrania na Maslenicę. - strasza kobieta uśmiechnęła się ciepło, a zarazem tajemniczo.
Czoło i nos Nataszy okryła delikatna, pasująca do sukni i równiez zdobiona perłami i koronką maska. Praskowia równiez przyłożyła do twarzy maseczkę i ruszyła dumnym krokiem do wyjścia. Kamerdyner czekał, aby założyć im płaszcze i odprowadzić do potężnej karety.
Bal niewiele się różnił od poprzedniego. Natasza odtańczyła niezliczoną ilość menuetów, aż w walcu odnalazła Siergieja. Cały w czerni, z czarną, bogato zdobioną srebrem maską wyglądał jak mroczny książę. Walc dopiero zdobywał popularność i wiele par nieśmiało odeszło od parkietu, jednak car z carycą sunęli w takt muzyki. Siergiej zdecydowanie pociągnął za sobą Nataszę na środek, silnie trzymając i poprowadził. Obrót, kilka drobnych kroczków, znów lekki obrót... Znów lekko, na palcach tańczyli, zdobywając powszechny podziw. Ona – jasny anioł, on – czarnowłosy rycerz. Gdy dobiegły ich oklaski, Natasza uznała, że to jej czas. Efektownie osunęła się w ramionach Siergieja... Na sali podniósł się powszechny szmer, wszyscy zastanawiali się, co stało się z piękną partnerką przyjaciela cara. Sam Piotr dobiegł do Mistrza Mikstur i kazał im szybko wracać do domu, troszcząc się o rudowłosą. Ledwie Siergiej wyniósł ją, nakrytą płaszczem, z pałacu - a nie było to łatwe, biorąc pod uwagę rozmiary sukni, opartej na panier – odprowadzany spojrzeniami zatroskanych gości i pary carskiej, a dziewczyna szarpnęła się, próbując stanąć na własnych nogach.
- Leż cicho. Rzuciłem zaklęcie na te przeklęte koronki, mogę cię nieść. Nie wiesz, kto może nas obserwować z okien! - syknął Siergiej, łapiąc uczennicę mocniej.
Niedługo potem siedzieli w powozie.
- Trzeba przyznać, że wybrałaś idealny moment. Dziękuję, Nataszko... - głos mężczyzny wyjątkowo zmiękł, zabrzmiał wręcz intymnie.
Powóz zatrzymał się przed dworkiem i wysiedli. Siergiej błyskawicznie złapał dziewczynę za dłoń i przeniósł oboje przed Akademię.
- Teraz błyskawicznie się przebierz, w Komnacie Wspólnoty już wszyscy na nas czekają! - Siergiej aportował się do swoich komnat, zostawiając dziewczynę w sieni. Na szczęście miała paczuszkę od Praskowii, która stanowiła jej praktycznie jedyną wiedzę na temat tego, co ją czeka.
W swojej komnacie szybko powiększyła zawartość paczki, odkrywając kilka pięknych, gotowych wianków, haftowane kolorowo płócienne koszule i śliczne, szerokie sarafany. Przebrała się, zaklęciem zmywając makijaż i puder z włosów. Związała pukle w warkocz, obiegający głowę i założyła na niego wianek. Gotowa, postanowiła wysłać pokrowitiela do Siergieja.
- Czy pan na mnie czeka? Jestem gotowa. - mglisty, srebrny kot pojawił się chwilę później w pokoju nauczyciela.
Wkrótce rozległo się pukanie do drzwi.
- Pozwól, Nataszo. Ten bal będzie inny od wszystkich, na jakich kiedykolwiek byłaś.
Siergiej w prostej, białej rubaszce z haftem, jasnych spodniach i z rozpuszczonymi włosami wyglądał jeszcze lepiej, niż na carskim dworze. Ujął dziewczynę pod ramię i poprowadził do Komnaty Wspólnoty.
Prosta sala udekorowana została kwiatami – najwyraźniej hodowanymi w specjalnej szklarni. Stoły uginały się od blinów, między talerzami stały tradycyjne, proste potrawy i samowary, do tego wino, dostępne dla wszystkich. Orkiestra w rogu sali stawiała na żywe, ludowe utwory. Magia unosiła się w powietrzu, zdawała się płynąć od postaci mężczyzn, tańczących na środku sali kozaka. Siergiej odprowadził Natalię do stołu i ruszył w stronę tańczących.
Siergiej, Dymitr, uczniowie, nauczyciele i dyrektor, Aleksiej. Wszyscy mężczyźni w chłopskich strojach skakali pośrodku sali w rytm skocznej melodii. Piękny, magiczny widok. Natasza pomyślała, że to jej miejsce na ziemi, i będzie walczyć o to, żeby mogło takie pozostać – za wszelką cenę.
Godzinę później Aleksiej zarządził kulig - mimo późnej nocy. Ogromne sanie, zaprzęgnięte do trójek parskających koni, pomknęły w dal. Natasza śmiała się głośno, opatulona futrem, siedząc obok Dymitra.
- O to w tym chodzi, tak? Tego miałoby nam zabraknąć?
- Głowa Siergieja i twoja w tym, żeby to się nie stało! - odkrzyknął blondyn, przytulając mocno przyjaciółkę.
- Nie stanie! Obiecuję! - Natasza, lekko rozgrzana wypitym winem czuła, że może wszystko. Spojrzała na Mistrza Mikstur, pędzącego na koniu obok sań, z włosami wymykającymi się w pędzie spod futrzanej papachy, roześmianego, z policzkami różowymi od mrozu. Nie zauważyła, że Dymitr pochwycił jej wzrok i uśmiechnął się pod nosem.
Gdy pół godziny później wchodzili do twierdzy, otrzepując się ze śniegu, dziewczyna wiedziała, że kocha Siergieja. Uświadomiła to sobie, przyglądając się, jak poprawia zmierzwione włosy. Taki szczęśliwy, młody mężczyzna, który jest w stanie tyle poświęcać i narażać dla dobra tego małego kawałka ziemi, na którym czas zatrzymał się kilka wieków temu. Takiego mężczyznę warto kochać.
Po zjedzeniu blinów ze śmietaną, wypiciu kolejnego kubka grzanego wina i wymianie grzecznościowych zdań z siedzącymi obok kolegami z Domu Kota, Natasza zapragnęła potańczyć. Jakby czytając w jej myślach, Dymitr porwał ją do energicznej, choć mniej wymagającej od kozaka ukraińskiej kołomyjki. Orkiestra dawała z siebie wszystko, centrum sali zapełniło się tańczącą młodzieżą. Nawet Aleksiej tańczył z Marią Maksymowną, opiekunką Domu Psa. Starsza, przysadzista kobieta okazała się sprawną, zgrabną tancerką. Wkrótce melodia zmieniła się na jeszcze szybszą – tym razem na trepaka.
Wówczas Siergiej zjawił się obok dziewczyny, a Dymitr subtelnie usunął mu się z drogi. Instyktownie rudowłosa wykonywała szybkie podskoki i przytupy. Kojarzyło jej się to z tańcem irlandzkim, którego zdążyła się nauczyć w Anglii. Wykonywała drobne kroczki, gry nagle mężczyzna objął ją i porwał w ramiona. Wirowali pośrodku ogromnego koła innych tancerzy, włosy Nataszy zaczęły wysuwać się z warkocza, pojedyncze pukle muskały twarz mężczyzny. Wiedziała już, że go kocha. Ale gdy ich oczy się spotkały zrozumiała, że sarabanda i walc tańczone w Petersburgu nie miały nic wspólnego z tym, co teraz przeżywali. Między nimi przepływała magia, powietrze robiło się od niej gęste. Oczy mężczyzny błyszczały nieznanym blaskiem, gdy po raz kolejny kręcili się wokół siebie. Dotarło do niej, że tym tańcem zdobyła jego serce, miała tylko nadzieję, że wreszcie coś się zmieni i częściej będzie słyszeć ten cudowny, niski głos, mówiący do niej miękko Nataszko...
