Krótko i na temat, jak powiedział mój przyjaciel. Treść 18+! Mam nadzieję, że bardzo Was nie zawiodłam... Wasza sky
Uczniowie Hogwartu nie zdążyli nawet dobrze odespać balu, gdy zaczął się najtrudniejszy tydzień, kończący semestr zimowy. McGonagall prześcigała się ze Snape'm w ilości zadawanych prac domowych i sprawdzianów, nawet profesor Springer postanowiła zacząć czegoś wymagać.
Hermiona nie zapominała codziennie wypijać dawki Eliksiru Bezsennego Snu – gdyby do nauki późno w noc doszły jeszcze szalone rosyjskie sny, dziewczyna wyglądałaby jak zombie. Na pierwszych Eliksirach po balu Snape zachowywał się dokładnie tak uprzejmie, jak zazwyczaj, standardowo odjął jej 5 punktów za podpowiadanie Ronowi. Nic się nie zmieniło. Dziewczyna nie była pewna, czy Dracula to faktycznie Snape, skoro udawał, że nic nie zaszło...
Najgorsze jest to, że ten bal coś jej uświadomił. Na zajęciach chciała, żeby Snape potraktował ją inaczej. Była rozczarowana na samą myśl, że to mógł być ktoś inny, że to nie on z nią tańczył i... i ją pocałował. Chyba wreszcie dotarło do niej to, przed czym się broniła – coś czuła do Mistrza Eliksirów i to - zdaje się - już od pierwszych prób... To, co czuła, było dość poważne. I bardzo, bardzo nieodpowiednie.
Po czasie spędzonym na intensywnej nauce i poprawianiu esejów Harry'ego i Rona Hermiona miała serdecznie dość. Nie chciała iść w sobotni wieczór do Hogsmeade – wolała odpocząć w bibliotece. Poza tym najwyższy czas zająć się na poważnie kończeniem eliksiru dla Dumbledore'a...
Sobotnie popołudnie po ostatnich wynikach sprawdzianów – zdanych, rzecz jasna, wspaniale – Hermiona spędziła w szlafroku swoich komnatach, czytając książki i głaszcząc Krzywołapa, leżącego na jej kolanach. Harry i rodzeństwo Weasleyów wybrali się do Hogsmeade, by zabawą odreagować ciężki tydzień. Dracon został w zamku i z tej okazji pod wieczór zapukał do komnat przyjaciółki.
- Cześć, Granger.
- Cześć, Malfoy. Co tam?
- Nie mam z kim siedzieć. Sev nie otwiera, wszyscy poszli do Hogsmease, zresztą w Slytherinie nie mam teraz zbyt wielu przyjaciół. Przyniosłem piwo kremowe.
- Jesteś szalony.
- Wrzuć na luz, Miona. Wypijemy, pogadamy, odprężysz się. Jak się bawiłaś na balu? O sprawdziany nie pytam, znam cię w tej kwestii za dobrze. - blondyn wygodnie rozparł się w fotelu, otworzył butelkę i podał dziewczynie.
- A nawet, nawet. Najlepsze jest to, że był Matt.
- No właśnie widziałem. Całkiem miły z niego chłopak. Udało nam się zamienić parę zdań.
- O proszę. Zatem za co toast?
- Za hrabiego Draculę. - Malfoy uniósł swoją butelkę i upił z niej łyk. Hermiona zrobiła bardzo dziwną minę.
- Nie rozumiem.
- Czego, kochanie? - głos chłopaka zabrzmiał prawie tak drwiąco, jak jego chrzestnego.
- Czemu pijemy za Draculę... - lekko rzuciła Hermiona, prawie słysząc, jak bije jej serce.
- A nie tańczyło ci się z nim dobrze? - z zawadiackim uśmiechem spytał Dracon, upijając kolejny łyk.
- No owszem, ale co z tego?
- Hermiono, ja nie rozumiem, pozwalasz się całować nieznajomym i mówisz "co z tego?"...
- Dracon!
- Tak mam na imię, ładne, wiem.
- Cholera, Malfoy!
- Nazwisko też mam ładne, i w dodatku jakie słynne! - rozciągnął usta w krzywym uśmiechu.
- Nie baw się ze mną! Ty coś wiesz!
- Już zabieram swoje zabaweczki i idę do innej piaskownicy... Oczywiście, że wiem, w końcu to JA. - słynne malfoyowskie ego skakało z radości. On po prostu uwielbiał się z nią drażnić.
- Mów mi natentychmiast! - Hermiona była zarumieniona.
- Ale co mam ci powiedzieć? - Ślizgon się najwyraźniej bardzo dobrze bawił.
- Wszystko co wiesz na temat Draculi! Inaczej cię zaraz przeklnę czymś niemiłym!
- No, taki wampir, żył w Transylwanii...
- Malfoy! Przestań, do cholery!
- Kazałaś mówić to mówię...
Mogliby tak przedrzeźniać się godzinami, ale Dracon zdecydował się jednak zlitować nad biedną przyjaciółką.
- Zakochałaś się w Snapie, że tak drążysz temat?
O ile wcześniej Hermiona była zarumieniona, o tyle teraz zaczęła przypominać bardzo dojrzałego pomidora.
- Dlaczego tak twierdzisz? - mruknęła, chowając twarz we włosach.
- Och, bo widzę twoją reakcję. Jestes do bólu gryfońska. - Dracon uśmiechnął się ciepło.
- Smoku...
- Od dawna?
- Nie wiem. To znaczy... uświadomiłam to sobie po balu, dopiero teraz właściwie. Chyba od prób...
- Księżniczka Gryffindoru zakochała się w ślizgońskim Nietoperzu. Piękna bajeczka! - blondyn dokończył butelkę piwa i wyjął dwie kolejne z torby.
- Ale to nie tak! - Hermiona walczyła z natłokiem myśli.
- A jak? Przecież widziałem, jak na niego patrzysz. Porozmawiaj z nim.
- O czym? - Gryfonka odstawiła pustą butelkę na stół i sięgnęła po kolejną, wypijając od razu prawie połowę zawartości.
- O tym, co czujesz.
- Co to zmieni? Przecież on nawet na mnie nie spojrzy. - dziewczyna schowała twarz w dłoniach.
- Pocałował cię, kretynko! Tańczył z tobą tango! Dla ciebie to nic nie znaczy? Zaczynam wątpić w tę słynną inteligencję panny Granger...
- Może był pijany?
- Severus pije bardzo rzadko. Sam. W swojej komnacie.
- I? Może przez przypadek wyszedł.
- I przez przypadek przebrany na bal, i całkiem przez przypadek tańczył tylko z tobą? Otrząśnij się! - Malfoy łupnął pięścią w stolik.
- Nie krzycz na mnie. - prefekt smętnie dokończyła swoje piwo.
- Próbuję ci uświadomić, że to jest obustronne.
- I nie ma racji bytu!
- Idź do niego, do cholery! Podobno wy, Gryfoni, jesteście taaaaacy odważni, więc zbierz zad i do niego idź!
- Teraz? Oszalałeś!
- Teraz. Przefiukaj się do lochów, albo przejdź. Powiedz mu, co czujesz.
- Nie.
- Tak. Wolisz, żeby dowiedział się ode mnie?
- Nie. Nie szantażuj mnie!
- Granger, do cholery! Natychmiast!
- Ale Draco, co ja mam mu powiedzieć?
- Że go kochasz, kretynko! Ja nie mam komu tego powiedzieć! Zrozum, jest wojna! Nie wiesz, ile ci zostało czasu! Warto próbować, warto walczyć!
Alkohol zareagował w ciałach obojga przyjaciół. Podpity Draco na siłę chciał walczyć o szczęście Hermiony, Gryfonka zaś postanowiła zapierać się nogami przed rozmową ze Snape'm. Jednak ostatnie argumenty chłopaka trafiły do niej aż za bardzo. Nic nie mówiąc, otuliła się ciaśniej szlafrokiem i wyszła.
Lekko odurzona piwem sama nie wiedziała, jak znalazła się przed komnatą Mistrza Eliksirów. Drzwi ustąpiły pod naporem jej dłoni. Draco przecież mówił, że wuj mu nie otworzył...
Severusa znalazła w salonie. Siedział w tym samym fotelu, co zawsze. Usiadła naprzeciw niego. Dzielił ich stół, zastawiony pełną po brzegi popielniczką – coś takiego Matt zwykł nazywać "jeżykiem"; stojące gęsto obok siebie niedopałki przypominały kolce jeża – i dwiema pustymi butelkami po Ognistej Whisky oraz napoczętą butelką wina. Snape sączył czerwone wino z kieliszka i przyglądał jej się uważnie.
- Czemu zawdzięczam wizytę bez zaproszenia o tej porze, Granger? - przeciągając sylaby, odezwał się w końcu Mistrz Eliksirów.
- Chciałam z tobą porozmawiać.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy byli na "ty", panno Granger. - warknął ostrzegawczo
- Czyżby, Hrabio? - teraz to ona przeciągnęła miękko głoski, wpatrując się w czarne oczy Severusa.
- Granger, nie wiem o czym mówisz.
Dziewczyna wstała, sięgnęła po butelkę wina stojącą przed nauczycielem, transmutowała sobie kieliszek i nalała.
- Zaraz polecą punkty, Granger. - dziewczyna wypiła wino, pochyliła się nad mężczyzną i pocałowała go. Zdziwiona swoją śmiałością, odsunęła się o krok.
Stała zapatrzona w kominek. Nagle Severus ruszył w jej stronę pewnym krokiem. Złapał dziewczynę energicznym gestem za włosy i obejmując ramieniem, odwrócił w swoją stronę. Wpił się w jej usta zdecydowanie, wręcz brutalnie. Nie protestowała, wsunęła dłoń w jego potargane włosy i odwzajemniła pocałunek. Severus jednym ruchem uniósł ją i przeniósł do sypialni.
Mężczyzna zdarł z niej szlafrok i krótką koszulkę. Jedwab spłynął po ciele dziewczyny na zimną posadzkę. Gdy dopadł ustami jej piersi, zaczęła rozpinać kolejne guziki jego koszuli. Po chwili wyprostował się, pozwolił koszuli opaść na ziemię i chwytając Hermionę za ramiona, rzucił ją na łóżko. Lekko podciągnęła się wyżej. Zimna pościel przyjemnie kontrastowała z jej rozpaloną skórą. Czuła szumiące w skroniach wino, zdawała sobie sprawę z tego, że znajduje się pod wpływem alkoholu, ale chciała tego. Chciała tego mrocznego mężczyzny, który właśnie zsuwał z umięśnionych nóg czarne spodnie...
Severus wszedł na łóżko i jednym zdecydowanym gestem przewrócił dziewczynę na brzuch. Nie bawił się w delikatne muśnięcia, po prostu przełożył ją, zanim zdążyła zareagować. Przyciskając ją dłonią do posłania, drugą ręką odgarnął jej loki z karku. Chwilę później poczuła na skórze ciepły język mężczyzny. Znaczył pocałunkami drogę do jej łopatek, gdy nagle postanowił ją ugryźć. Schodził ustami niżej, naprzemiennie całując, liżąc i gryząc w najmniej oczekiwanych momentach skórę dziewczyny. Przez ciało Gryfonki przechodziły dreszcze.
Snape ukląkł nad dziewczyną, nadal nie pozwalając się jej odwrócić. Gdy poczuła jego męskość na swoich pośladkach, nagle podniosła się na dłoniach i gwałtownie wysunęła spod mężczyzny.
- Bądź delikatny, Severusie... Ja jeszcze nigdy...
Te słowa podziałały na mężczyznę jak magnes. Zamknął jej usta w namiętnym, dzikim pocałunku. Po chwili już opierał się nad nią, cały czas nie przerywając całowania jej ust i szyi. Jego dłoń wędrowała w dół ciała, by w końcu wsunąć się między blade uda Hermiony. Zataczał językiem kręgi wokół jej sutków, palcami gładził jej kobiecość. Nieoczekiwanie wbił się w nią dwoma palcami, jednocześnie podgryzając pierś. Dziewczyna jęknęła i wygięła się w łuk. Czuła w sobie szczupłe palce mężczyzny, jego ciepły język na swojej skórze... Była gotowa.
Severus również zdawał sobie z tego sprawę. Ukląkł między jej udami, delikatnie uniósł Gryfonkę za biodra i zaczął się w nią stopniowo wsuwać. Gdy nie zdradzała oznak bólu, gwałtownie wbił się w nią do końca i przyspieszył tempa. Poruszał się w niej szaleńczo, jakby kochali się pierwszy i ostatni raz. Hermiona mogła obserwować jego ostro zarysowaną szczękę, zaciśnięte mocno zęby, orli nos i oczy, przewiercające ją na wylot. Czuła się chciana, pożądana, spełniona. Przenikali się nawzajem, stapiali w jedno w tym oszalałym pędzie... Wszystko było dla niej nowe, chłonęła tego mężczyznę wszystkimi zmysłami... Severus warknął w szyję dziewczyny, przyspieszył i ze zduszonym krzykiem dał im obojgu szczyt. Hermiona nie sądziła, że będzie w stanie osiągnąć orgazm przy aż tak pospiesznym tempie, ale nie mogła zarzucić Severusowi zbyt szybkiego końca. Wszak zaczekał na nią, co więcej – udało im się zsynchronizować...
Położył się obok, a dziewczyna przytuliła się do jego poznaczonej bliznami piersi. Przelewitował sobie popielniczkę i papierosy, zapalił i wydmuchnął dym prosto w szary baldachim łóżka. Trwali tak jeszcze chwilę w zapachu swoich ciał i papierosowego dymu, milcząc. W końcu dziewczyna usnęła, czując zapach i ciepło ciała ukochanego mężczyzny.
