Za wszelkie uwagi byłabym więcej niż wdzięczna.
W Wasze oczy.
sky
Ostatni dzień Maslenicy od rana zapowiadał się obiecująco. Natasza nie widziała Siergieja od balu – zaszył się gdzieś, pogrążony w pracy, i nie pojawiał na ucztach w Komnacie Wspólnoty. Dziewczyna spędziła tydzień na zabawie – z okazji karnawału odwołano zajęcia. Organizowano wspólne kuligi, spacery, zabawy, tańce. Wieczory wypełniały uczty. Rudowłosa przypomniała sobie, jak bardzo kocha bliny - było to podstawowe danie podczas tych świąt. Tymczasem od rana spacerowała z Dymitrem, pomagała w dekorowaniu Komnaty Wspólnoty i cały czas uśmiech nie schodził z jej twarzy.
Natasza chłonęła wszystko, co ją otaczało – ośnieżony bór, otaczający starą twierdzę, muzykę, wypełniającą wciąż chłodne mury Akademii, rozbrzmiewający często niski śmiech Aleksieja, niosący się z kuchni zapach herbaty, blinów, ciast i pierogów... W swojej sypialni ustawiła zamiast odwiecznych, zaczarowanych lilii kilka zerwanych gałązek świerku. Na rzekach powoli topniał lód. Oznaczało to, że mają coraz mniej czasu, aby podać miksturę carowi – wiosna nieuchronnie się zbliżała, co oznaczało cieplejszą pogodę i mniejsze ryzyko zaziębienia. Przez tydzień świętowali jej rychłe nadejście, więc musieli również zmierzyć się z nieuniknioną wycieczką do Petersburga, a Siergiej po pierwszej uczcie zniknął...
Natasza liczyła, że uda jej się go spotkać dzisiejszego wieczora.
- Dima, jak sądzisz, Siergiej pojawi się na dzisiejszej uczcie? - zapytała przyjaciela, gdy spacerowali po lesie w poszukiwaniu kilku jemioły do ozdobienia pokojów.
- Powinien. Chyba wydobrzał już.
- Jak to? Co mu było? - panna Pietrowna nagle się zatrzymała.
- Nataszka, czyś się w nim zadurzyła?
- Nie, skąd ten pomysł? - dziewczyna wbiła wzrok w śnieg pokrywający ścieżkę.
- Widziałem, jak na siebie patrzycie. To coś więcej niż przyjaźń, Natasza.
- Przesadzasz. Jest moim mentorem, i tyle. Po prostu dużo pracujemy razem. I mamy wspólną misję.
- Tłumaczysz się.
- Nie. Stwierdzam fakt.
- Dobrze, ja wiem swoje. Ale cieszę się, pasujecie do siebie.
- Dymitr... Przecież to nie ma sensu. - rudowłosa wbiła spojrzenie w twarz chłopaka.
- Głupiaś. Ma sens, ma. Z nikim tyle nie przebywa. I oprócz mnie nikogo nie wpuścił do swojego laboratorium w stolicy.
- Tylko ze względu na misję.
- Nieprawda. Mógł przecież przedstawić cię carowi dopiero na balu. A jednak ci ufa, pozwala ze sobą pracować.
- To świadczy tylko o oficjalnych kontaktach. Jest moim nauczycielem, do czorta! Nie spojrzy na mnie inaczej niż jak na uczennicę.
- Ma trzydzieści pięć lat. Ty dwadzieścia jeden. To nie jest przepaść.
- Ależ Dymitrze, w dzisiejszych czasach?
- W naszym świecie? Nataszka, przecież popatrz na Aleksieja! Czy tak wygląda zwykły osiemdziesięciolatek?
- Ale on jest szamanem.
- Siergiej też ma potężną moc. Gdyby nie to, pewnie już by nie żył.
- Ale dlaczego nie było go przez cały tydzień?
- Sprawdzał efekty tej trucizny, którą przygotowaliście.
- Czy to, że wydobrzał oznacza, że próbował jej na sobie?
- Nie inaczej. Nie potrafiłby skrzywdzić niewinnego, a uznał, że może ryzykować swoje życie, bo ty wiesz, jak dalej poprowadzić misję.
Dziewczyna zamilkła. Chyba nie umiała się bronić przed tym, co czuła do Mistrza Mikstur. Na początku intrygowały ją jego tajemniczość, chłód i to przenikliwe spojrzenie, pełne nieokreślonego smutku. Potem zauważyła w nim mężczyznę – i to takiego mężczyznę, który potrafi sprawić, żeby kobiecie zmiękły kolana. Wydawał się nieśmiały, czasem wręcz speszony jej zachowaniem, ale z drugiej strony był porywczy. Wtedy, gdy sprawdzał jej przynależność do domu, działał impulsywnie, zaskoczył ją. Dopiero później pokochała prawdziwego Siergieja – tego, który zrobi wszystko, by ratować ukochany kraj. Fakt, że musi w tym celu otruć cara, to jedno – to, że truciznę wypróbowywał najpierw na sobie, to drugi.
Postanowiła porozmawiać szczerze z przyjacielem.
- Dymitr, ale dlaczego on mnie nie zawołał? Przecież mogłam mu pomóc, mogłam to ja spróbować tej trucizny...
- Myślisz, że on by się na to zgodził? Nigdy. To Siergiej. To prawdziwy Kot.
- Och, a nie wziął pod uwagę, że możemy się o niego martwić? - Natalia buntowniczo zaplotła dłonie na ramionach.
- Wziął. I dlatego o niczym ci nie powiedział. - spokojnie odparł Dymitr, zrywając nisko rosnącą gałąź jemioły.
- A tobie owszem! - dziewczyna się rozsierdziła.
- Dziś w nocy podałem mu antidotum. Jest już zdrowy. Nie pomogłabyś – kobiety w takich sytuacjach tylko panikują.
- Dymitr, ale przecież on mógł umrzeć...
- Ale nie umarł. Twoja krew wzmocniła działanie mikstury, jednak jest na tyle silny, że sobie poradził. Antidotum mogłoby nie zadziałać na niemagiczny organizm. Nawet, jeśli car zażąda leków, Siergiej może mu je podać – niczego to nie zmieni.
- W takim razie jednak nie zniszczyłam godzin pracy... - westchnęła dziewczyna, pakując kolejną gałązkę do koszyka.
- Nie zadręczaj się. Lepiej porozmawiaj z nim po uczcie. A teraz wracajmy do twierdzy, bo ominie nas obiad!
Zgodnie ruszyli przez las, niosąc dwa koszyki wypełnione jemiołą. Natasza uparła się na jemiołę w pokoju - zwyczaj wieszania jej pod sufitem był w Anglii stosunkowo nowy, jednak dziewczynie kojarzył się z domem.
Po obiedzie, zjedzonym w Komnacie Przyjaźni Domu Kota w towarzystwie Dymitra i składającym się w głównej mierze z blinów, dziewczyna udała się do swoich komnat. Zawartość jej koszyka zdobiła już pomieszczenie. Roznosił się wokół delikatny zapach świerkowych gałązek, świece płonęły, w kominku huczał ogień. Natasza pomyślała, że mogłaby tu zostać. Zaczynała czuć, że to miejsce to jej dom.
Na ostatnią ucztę Maslenicy, po której następował czas postu, zdecydowała się na ubrania z akcentami w kolorach Domu Kota. Na białą koszulę założyła żółty, szeroki sarafan z czarnym haftem na piersiach. Suknia była wyjątkowo zdobna w misternie haftowane kwiaty i naszywane koraliki. Natasza rozpuściła długie pukle rudych włosów i założyła na nie odświętny, koronkowy kokosznik. Zerknęła w ogromne tremo, wiszące nad toaletką. Efekt zadziwił nawet ją. Policzki miała lekko zarumienione, oczy jej błyszczały, haftowane na kokoszniku kwiaty otaczały twarz dziewczyny, a suknia wdzięcznie podkreślała jej biust, tym razem wolny od niewygodnych gorsetów. Maslenica była świętem tradycyjnym, ludowym, więc można było zapomnieć na kilka dni o wszystkich nieszczęsnych wynalazkach cywilizacji. Kokoszniki zostały zakazane przez cara, jednak tu kultywowano te najważniejsze tradycje. Natasza pomyślała, że musi bardzo podziękować nieocenionej Praskowii Fiodorownej – jej dary pozwoliły młodej czarownicy wyglądać nie tylko godnie, ale wręcz jak bojarynia przez czas świąt.
Wyprostowana, wkroczyła dumnym krokiem do Komnaty Przyjaźni. Czekał na nią Dymitr – wysoki, z jasnymi włosami okalającymi twarz, w prostej koszuli przewiązanej w pasie i zgrzebnych spodniach, zdobionych czerwonym haftem. Razem przeszli do Komnaty Wspólnoty – pełnej płonących pochodni, pachnących dań, z unoszącą się nutką świeżej zieleni w powietrzu, ludową pieśnią wdzierającą się prosto do serc. Aleksiej uniósł puchar pełen wina.
- Kochani! Dziś mogę już to powiedzieć – mamy nadzieję! Oby ta uczta nie była ostatnią! Sława Kostromie!
Cała sala zgodnie odkrzyknęła: Sława!, po czym wszyscy opróżnili swoje kubki. Przy uczcie zajęto się rozmową, jednak oczy Nataszy wciąż uciekały w stronę Aleksieja. Po jego prawej stronie siedział Siergiej. Rubaszkę miał luźno zawiązaną na piersi, haftowaną na rękawach głównie czerwienią w tradycyjny wzór. Włosy opadały mu na bladą twarz, oczy błyszczały w blasku pochodni, a usta okalał kilkudniowy, zapewne szorstki zarost. Widać było po nim niedawno przebytą chorobę, ale w miarę spełniania z Aleksiejem kolejnych toastów policzki nauczyciela nabierały lekko różowego odcienia.
Po uczcie nadszedł znów czas na taniec. Dymitr szalał z rudowłosą pośrodku sali, kolejne pieśni przeplatano z toastami ku czci Kostromy, pani nadchodzącej wiosny. Przy którymś kubku wina Natasza zauważyła, że nigdzie nie widzi Siergieja. Wymówiwszy się zmęczeniem, postanowiła go poszukać. Martwiła się, że mężczyzna gorzej się poczuł i może potrzebować pomocy, a jest zbyt dumny, by o nią poprosić. Skierowała się do swojej komnaty, gdzie zostawiła kokosznik, a we włosy wplotła kilka kwiatów i ziół. Planowała wrócić na zabawę, gdy tylko upewni się, że z profesorem Iwanowiczem wszystko w porządku, a kokosznik nie był najwygodniejszym nakryciem głowy do hulanki.
Zeszła do gabinetu Siergieja. Drzwi otworzyły się, jednak nie zastała tam nikogo. Przeszła przez laboratorium, gdzie również go nie było, minęła pustą bibliotekę – uśmiechając się na wspomnienie sytuacji na drabinie – i zapukała do sypialni. Po chwili mężczyzna otworzył jej drzwi i gestem zaprosił do środka.
Natasza nigdy nie była w sypialni nauczyciela. Pomieszczenie spowijał przyjemny półmrok. Na niskim stoliku przy ścianie płonęły świece, umieszczone w mosiężnym kandelabrze. W kominku pełgał niewielki ogień, wystarczający jednak do ogrzania niewielkiego pokoju. Przed nim leżała wyprawiona niedźwiedzia skóra, wręcz zachęcająca, by umościć się na niej z filiżanką herbaty lub kubkiem wina. W rogu panoszyło się potężne, staromodne drewniane łoże z puchową pościelą. Na ścianie nad stolikiem wisiała półka z kilkoma grubymi książkami, nieopodal stał spory kufer z metalowymi okuciami.
Siergiej stał przed kominkiem. Odświętna rubaszka rozwiązała się, ukazując kawałek silnej, owłosionej piersi mężczyzny. Włosy miał zmierzwione, a w dłoni trzymał drewniany kubek. Sądząc po stojącym na podłodze antałku wina, Mistrz zamierzał spokojnie się upić we własnym, doborowym towarzystwie.
- Martwiłam się, Siergieju Iwanowiczu. Dymitr powiedział mi, co pan zrobił.
- Nic mi już nie jest, Nataszo. - mruknął niskim głosem, intensywnie się w nią wpatrując.
- Więc... to może dołączy pan do zabawy?
- Nie sądzę. Chciałem zostać sam, dlatego tu przyszedłem... - nauczyciel nadal nie spuszczał wzroku z uczennicy.
- To ja nie będę przeszkadzać... - bąknęła Natasza, odwracając się w stronę zamkniętych drzwi.
Zdążyła zrobić krok, gdy poczuła na ramionach silne dłonie Siergieja. Odwrócił ją do siebie, przyparł do drzwi i pocałował. Zarost mężczyzny drapał twarz dziewczyny, jednak wcale jej to nie przeszkadzało. Objęła go ramionami i przycisnęła do siebie mocniej.
Dłonie Siergieja zaczęły błądzić po ciele dziewczyny. Jedna z nich ściskała pośladek rudowłosej, gdy druga rozsznurowywała jej sarafan. Natasza wsunęła rękę pod rubaszkę mężczyzny. Czuła pod palcami jego napięte mięśnie, mocno bijące serce, delikatne włoski pokrywające jego pierś. Objęła jego biodra swoją nogą, unosząc się na palcach, gdyż Siergiej był od niej sporo wyższy. Przycisnął ją do siebie mocniej i poczuła, jak bardzo jej pragnie. Uporał się z sarafanem, który opadł na ziemię, odsłaniając sięgającą połowy ud białą koszulę. Sam zdjął szybko koszulę i pozostał tylko w lnianych spodniach, uwidaczniających spore wybrzuszenie. Natalia sądziła, że Iwanowicz zdejmie z niej koszulę, jednak on nie chciał i nie mógł już czekać. Rozdarł cienkie płótno, uniósł dziewczynę i położył na puchowej pierzynie. Zsunął z bioder spodnie i klęknął między jej udami. Znów dopadł jej ust, jednocześnie zamykając pierś w swojej dużej, ciepłej dłoni. W półmroku jego oczy lśniły dziko, przywodził na myśl niebezpiecznie zwierzę. Natasza zdążyła pomyśleć, że faktycznie jest w nim coś z rysia, i wtedy właśnie w nią wszedł.
Szybkie, zdecydowane ruchy, pocałunki powodujące puchnięcie warg dziewczyny, ślady jego zębów na piersiach i szyi, szorstkie, spracowane dłonie na pośladkach i udach, męski, pożądliwy dotyk... O tym właśnie marzyła kobieta, gdy zauważyła w Siergieju coś więcej niż gburowatego mężczyznę. Teraz jej marzenie się spełniało, gdy ich ciała pokrywały się potem, złączone w szalonym tempie. Czuła, że należy do tego mężczyzny, pachnącego lasem, winem, potem i ... sobą. Tym specyficznym zapachem, którego nie umiała określić, a który działał na nią jak afrodyzjak. Zatracała się powoli, traciła kontakt z rzeczywistością. Liczył się tylko on – jego wpatrzone w nią oczy, usta brutalnie całujące jej usta, mocne pchnięcia jego bioder, uczucie jego w niej – doskonała pełnia, idealna...
Wbiła paznokcie i przeorała Siergiejowi plecy, jednocześnie krzycząc jego imię prosto w jego usta. Nie zdążyła jeszcze dojść do siebie, gdy oddech Siergieja przeszedł w ciężkie dyszenie, jego wargi dotykały prawie jej ucha, dłoń intensywniej pieściła pierś... Tym razem skończyli oboje, ona – krzycząc tak, że w zwykły dzień słyszałoby ją przynajmniej pół Domu Kota, on – dysząc w jej ucho swoje miękkie, niskie Nataszka...
