Wbrew powszechnym plotkom, żyję i mam się dobrze. Trochę zżera mnie korpo, trochę życie prywatne, trochę nowe mieszkanie i powrót na studia. Tak czy inaczej, zdecydowałam się spiąć pośladki i skończyć pisać Szkatułkę, bo właściwie to chyba najwyższy czas. Do końca około 10 rozdziałów, może nawet mniej. Wsparcie komentarzowo-wiadomościowe mile widziane!

Wasza sky.
PS. Rozdział słaby, może dlatego, że powstawał z przerwami od... stycznia?

Egzaminy końcowe w Hogwarcie przeniesiono na marzec. Zakon – dzięki nieocenionym wysiłkom Severusa – wiedział, że Voldemort planuje atak na Hogwart w kwietniu. W szkole mieli pozostać tylko nauczyciele, członkowie Zakonu i Gwardii Dumbledore'a. Harry i Ron niszczyli z pomocą dyrektora kolejne horkruksy – Hermiona była tak zajęta własnym nieszczęściem, że nie umiała się o nich zbyt mocno martwić – i to był jedyny plus tej sytuacji. Dumbledore szybko zorientował się, że dziewczyna w obecnym stanie psychicznym nie będzie w stanie pomóc chłopcom w wyprawie, dlatego zasypał ją pracą w zamku. Poczucie bycia potrzebną pozwalało jej nie myśleć o Severusie na tyle, na ile to możliwe, jeśli spotyka się go na zajęciach i posiłkach i pisze wielostopowe eseje na Eliksiry.

Dni mijały jej jednakowo obojętnie – automatycznie jadła, szykowała się, zjadała posiłki, pisała prace i chodziła na zajęcia. Automatycznie odpowiadała na pytania, uśmiechy Ginny i innych przyjaciół, automatycznie odpisywała na listy rodziców, czytała książki i bzdury, zamieszczane w Proroku. Automatycznie. Jak śliczna porcelanowa lalka.

Równie automatycznie podeszła do owutemów. Wyniki niestety miały być podane dopiero w czerwcu – o ile zwyciężą i świat w czerwcu jeszcze będzie potrzebował czyichkolwiek wyników. Podczas praktycznej części egzaminu z Eliksirów skupiła się maksymalnie na swojej pracy, aby nie widzieć zimnego spojrzenia Severusa, które wwiercało się w nią przez cały czas.

Dwa dni po ostatnim egzaminie spędziła w swoim dormitorium, pojawiając się tylko na posiłkach. Starała się ułożyć swój świat. Totalnie nie wiedziała, co zrobić dalej. Mogłaby zostać w zamku i katować się widokiem Mistrza Eliksirów, mogła darować sobie walkę w takim stanie i uciec do rodziców – co byłoby straszliwym posunięciem nie tylko względem reszty Złotej Trójcy, ale też na przykład Zakonu, mogła też zaczekać w Norze aż do decydującej bitwy lub dołączyć do chłopców i pomóc im z ostatnimi horkruksami. A może horkruksem? A może skończyli już swoją misję i wracają do zamku? Dumbledore nic o nich nie mówił. Postanowiła się do niego wybrać i na spokojnie przedyskutować swoje plany.

Najpierw jednak chciała się komuś po prostu wygadać, i dziwnym trafem, pół godziny później znalazła się przed gabinetem profesor Springer.

Kobieta otworzyła jej drzwi i szeroko się uśmiechnęła.

- Miło, że przyszłaś, Hermiono. Szczerze mówiąc, spodziewałam się ciebie. Chyba powinnam porozmawiać z Sybillą, może mam ukryty talent do wróżbiarstwa? - zażartowała, zapraszając dziewczynę gestem do środka.

- Och, muszę z panią porozmawiać. Tyle się ostatnio dzieje... Mogę zająć pani chwilkę?

- Ile tylko chcesz, moja droga. Doskonale wiesz, że teraz zostaje nam tylko czekanie na ostateczne... Zaparzę nam herbatę. Chyba że masz ochotę na piwo kremowe, hm?

- Ekhm... - Gryfonka się zmieszała.

- Kochanie, nie jesteś już moją uczennicą. Możemy spokojnie porozmawiać przy drinku czy piwie. Poza tym – już dawno chciałam ci to zaproponować – mów mi po imieniu. Jestem Olivia.

- Och, to bardzo...miłe... - Hermiona zawstydziła się jeszcze bardziej, choć w głębi duszy cieszyła ją propozycja starszej kobiety.

- W takim razie mów, co się dzieje, bo widzę, że od dłuższego czasu coś jest niedobrze.
- Wie pani... wiesz... ech. To wszystko zaczęło się przez ten spektakl...

Profesorka przeczesała dłonią krótkie włosy i sięgnęła po swój kufel, nie spuszczając spojrzenia z byłej uczennicy.

- Chodzi o Severusa, zgadłam?

- Niestety.

- Mi możesz mówić śmiało. Wiesz, że ta rozmowa nie wyjdzie poza ten pokój.

- Wiem, i dziękuję. Muszę to z siebie wyrzucić, a tylko ty możesz mnie teraz zrozumieć... - westchnęła Granger, upiła łyk i podjęła opowieść.

- Nikt oprócz Ginny i chłopaków nie wiedział, dlaczego tak naprawdę dostałam wtedy u niego szlaban. Tak się zamyśliłam, że nie uważałam na Eliksirach, dostałam szlaban, zaczęłam z nim rozmawiać o Mistrzu i Małgorzacie a potem... Potem było tylko gorzej. Pomógł mi ze scenariuszem, zgodził się zagrać Wolanda... Wymyśliliśmy tę całą farsę z moim bratem, żeby mógł spokojnie uczestniczyć w próbach. Miałam u niego po premierze miesięczny szlaban za to wszystko, pomagałam mu w tłumaczeniu przepisu dla dyrektora...

- I się zakochałaś w nietoperzu, tak go nazywacie, prawda?

- Niestety. I jeszcze ten nieszczęsny bal! Tańczył ze mną w przebraniu Draculi i o północy mnie pocałował. Na domiar szczęścia ja nie wiedziałam, że to on! Dopiero Draco mi to uświadomił! Podczas przerwy świątecznej siedzieliśmy przy kremowym, gadaliśmy o tym, co nas czeka i nagle Draco wpadł na wspaniały pomysł, żebym porozmawiała z Severusem o moich uczuciach. I ja, kretynka, zgodziłam się! Poszłam do niego w środku nocy...

- A wtedy złamaliście podstawowe zasady etyczne relacji nauczyciel-uczennica. Zgadłam?

Zarumieniona Gryfonka tylko potrząsnęła głową.

- Z twojego stanu wnioskuję, że poranek nie był ani łatwy, ani przyjemny, i od tej pory ze sobą nie rozmawiacie.

- Dokładnie. I teraz nie wiem, co zrobić. Mogłabym zostać w Hogwarcie, ale nie chcę go spotykać. Z drugiej strony w Norze pewnie też się będzie czasem pojawiać, w końcu jest jednym z członków Zakonu...

- Może powinnaś z nim porozmawiać? Sytuacja się dość diametralnie zmieniła – nie jesteś już jego uczennicą. Poza tym ostatnia bitwa to kwestia tygodni – a po niej możecie spokojnie budować swój mały świat...

- Myślę, że powinnam iść do dyrektora i ustalić z nim kwestię ewentualnych praktyk u profesor McGonagall. Na starcie z Severusem chyba nie mam jeszcze siły...

- Zrób tak. Chcesz eliksir trzeźwiący? - uśmiechnęła się starsza kobieta.

- Och, chętnie. Głupio rozmawiać z dyrektorem po piwie...

- I tak lepiej, niż po Ognistej... Gdybyś chciała pogadać, jestem do dyspozycji! - Olivia uścisnęła dziewczynę.

Hermiona skierowała się do gabinetu dyrektora i już po chwili siedziała przed parującą herbatą przy jego biurku.

- Co panią sprowadza, panno Granger?

- Chciałabym porozmawiać z panem o możliwości odbycia praktyk u profesor McGonagall. Już z nią o tym rozmawiałam i zgodziła się, potrzebuję tylko pańskiego pozwolenia.

- Oczywiście, oczywiście! Jak rozumiem, chcesz zacząć od teraz?

- Jeśli jest to tylko możliwe i nie sprawi żadnych problemów, to bardzo chętnie.

- Doskonale! Proszę ustalić wszystko z Minerwą i dać mi znać.

- Dyrektorze... mogłabym zapytać o coś jeszcze?

- Oczywiście, moje dziecko.

- Jak idzie Harry'emu i Ronowi?

- Kilka dni temu dostałem od nich wiadomość. Już wracają. Właściwie nie wiem nic więcej. Wygląda na to, że sporo udało im się osiągnąć, skoro zdecydowali się wrócić. Nie mówiłem im, na kiedy Voldemort zaplanował atak, więc jeśli wracają, raczej zniszczyli wszystko.

- Och, to brzmi wspaniale, prawda? - odparła dziewczyna z nikłym uśmiechem na ustach.

- To jest wspaniałe! Harry jest genialnym czarodziejem i na pewno sobie poradzi. A czym ty się martwisz, kochana?

- Nadchodzącą bitwą, wynikami egzaminów, tym, co będzie dalej...

- Nie powinnaś. Jestem przekonany, że wszystkie owutemy zdasz śpiewająco, w końcu nie bez sensu jesteś najmądrzejszą czarownicą swojego pokolenia! A to też świadczy o tym, że bitwa nie będzie dla ciebie straszna. Dzięki Severusowi wiemy, kiedy spodziewać się ataku i mamy szansę się do niego przygotować.

- Profesor Snape odgrywa ważną rolę, gdyby nie on, bylibyśmy w znacznie gorszej sytuacji.

- A dzięki tobie jest w znacznie lepszej kondycji. Właściwie gdyby nie ten wspaniały eliksir, nie wiem, jak dalibyśmy sobie radę. Zastanawia mnie tylko, jak na to wpadłaś...

- Mówiłam już, dyrektorze, że tak naprawdę to przez przypadek.

- A dlaczego pomyślałaś o Severusie? Przecież panowie Potter i Weasley zdają się nadal mu nie ufać...

- Podczas przygotowań do premiery zdałam sobie sprawę z tego, że poświęca chyba najwięcej z nas wszystkich i warto mu pomóc. A sam pan wie, jak profesor Snape ochoczo pozwala na jakąkolwiek pomoc... - dziewczyna lekko się zarumieniła i schowała twarz za włosami.

- Wiem aż za dobrze, panno Granger. Dlatego tym bardziej doceniam pani gest. Mam jeszcze tylko jedno pytanie – czy przed praktykami zamierza pani odwiedzić dom? Chce pani spotkać się z rodzicami?

- Nie zastanawiałam się nad tym, dyrektorze. Pomyślę i dam panu znać, a najpierw ustalę szczegóły z profesor McGonagall.

- Dobrze. Idź już, moje dziecko. Pamiętaj, że gdybyś czegoś potrzebowała, chętnie pomogę.

Hermiona wracała do swoich komnat zastanawiając się, czy powinna pojechać do domu. Właściwie chciałaby spotkać się z rodzicami. Wiedziała, że to ostatnia szansa na spotkanie z nimi przed bitwą. Najpierw musi porozmawiać z McGonagall, ale chyba nie tylko...