Wygląda na to, że mamy mały odcinek syberyjski. Czasu na pisanie niewiele, bo czasu na życie brakuje... Do końca zostaje nam około 10-15 rozdziałów, więc motywacja mile widziana ;)

Wasza sky

Aleksiej Aleksandrowicz nie należał do grona zwykłych czarodziejów. Właściwie określenie "czarodziej" byłoby w stosunku do niego wręcz obraźliwe. Jako potężny szaman, jeden z ostatnich tak silnych magów, zwykłego czarodzieja kładł na łopatki bez użycia zaklęć, potęgą magicznej woli. Do tego miał dziwne wizje, które nawiedzały go w najmniej oczekiwanych momentach. Wszystkim - oprócz Siergieja i profesor Gribojewskiej, rzecz jasna – wydawał się hulaką, który wykorzystuje swoją władzę do bezkarnego upijania się. Mało kto zdawał sobie sprawę z tego, że dzięki niemu stara twierdza trzymała się w całości. Magia zaczynała zanikać, nieliczni kultywowali dawne tradycje, uczniowie mieli coraz mniej mocy. W całej Akademii tak naprawdę tylko Aleksiej i Siergiej mieli w sobie pradawną, pierwotną magię. I profesor Grigoriewska, ale ona władała magią kobiecą, znacznie różniącą się od magii dyrektora. Podobną magią posługiwała się Natasza, ale ona nie była jej jeszcze do końca świadoma.

Nie była też świadoma, co ją czeka, wchodząc do komnaty dyrektora Akademii Magii. Aleksiej siedział w ogromnym drewnianym krześle i mierzył wchodzącą do pomieszczenia kobietę uważnym spojrzeniem szarych oczu.
Dziewczyna przywitała się i usiadła naprzeciw szamana.

- Nataszka, Nataszka, moje dziecko... Dlaczego was to czeka?...

- Co ma pan na myśli, Aleksieju Aleksandrowiczu?

- Walkę, nieustanną walkę... - oczy mężczyzny zrobiły się nieobecne, zapatrzone w punkt ponad głową rudowłosej.

- Eliksir jest już gotowy. Szukamy najbliższej okazji, żeby go podać carowi i cóż... modlić się, żeby zadziałał, a przy okazji nikt nie odkrył, że za wszystkim stoi Siergiej Iwanowicz. I właśnie dlatego do pana przyszłam.

- Ja mam wiedzieć, różyczko, jak ukryć Siergieja?

- Nie, z tym jakoś sobie poradzimy. Chodzi mi raczej o to, co dalej ze mną. Skończyłam to, po co tu przyjechałam.

- Porozmawiam o tym dziś z Siergiejem. A teraz idź do siebie, dziecko. Idź, i przyjdź do niego wieczorem. - oczy dyrektora zachmurzyły się jeszcze bardziej.

Popołudnie minęło Nataszy na rozmyślaniach o sposobie otrucia cara tak, by oczyścić Siergieja nawet z potencjalnych podejrzeń. Kiedy podjęła decyzję, założyła gładką, czarną suknię, rozpuściła włosy i ruszyła do komnat nauczyciela. Znalazła go dopiero w bibliotece.

- Siergieju Iwanowiczu, muszę z panem porozmawiać.

- Słyszałem. - głos mężczyzny osiągnął temperaturę śniegu wokół twierdzy.

- Skończyliśmy nasz projekt. Kiedy car zostanie otruty, mogę wyjechać z powrotem do Anglii.

- Niczego się pani nie nauczyła, Natalio Pietrowna. Niczego. - gorzko stwierdził nauczyciel, patrząc na nią rozżalonym wzrokiem, w którym zaczynały płonąć niebezpieczne iskry.

- Co ma pan na myśli, Siergieju Iwanowiczu? - wyniośle odparła rudowłosa.

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. On stał na niedźwiedziej skórze w świetle kominka, ona przy drzwiach. Płomienie świec, płonące na kandelabrze za głową dziewczyny, rzucały blask na jej włosy. W jego twarzy drgała wściekłość, w jej – zimna, dumna powaga. Po chwili jednak Siergiej opanował się.

- Niczego nie zrozumiałaś. Nie wiesz, o co walczymy. Nie należysz tu, nie jesteś jedną z nas. Już Anglia cię kupiła. Nie rozumiesz i nigdy nie zrozumiesz, po co robiłaś tę miksturę. Wyjedź stąd jak najszybciej.

Na to Natasza już nie mogła pozostać obojętna. Podbiegła do Siergieja, złapała jego twarz w dłonie i mocno go pocałowała. Gdy oddał pocałunek i chciał ją objąć, wyrwała się i wybiegła z komnaty, zostawiając mężczyznę otulonego swoim zapachem i kompletnie zdezorientowanego.