30. Better kill me before I'll kill you, you look good in black...
- Dobry wieczór.
W drzwiach gabinetu Severusa stała ubrana w czarną pelerynę Hermiona. Tak, jak przyszła na pierwszy szlaban, który dostała przez ten nieszczęsny spektakl.
- Dobry wieczór, Granger. Coś się stało? - odpowiedział chłodno, acz grzecznie mężczyzna.
- Tak. Możemy darować sobie oficjalne wersje czy dalej zamierzasz udać, że nigdy nic się nie stało? Chociaż przez jeden wieczór porozmawiaj z Hermioną, a nie panną Granger, chyba tyle możesz dla mnie zrobić, prawda? - dziewczyna stanęła przy jego biurku, mówiąc spokojnie, bez cienia irytacji w głosie.
- Napijesz się herbaty? - mruknął zrezygnowany Mistrz Eliksirów i otworzył drzwi do swojego salonu.
Hermiona odmówiła i podążyła za nim. Miała ochotę na filiżankę herbaty, ale bała się nawrotu wspomnień. Tyle razy pili razem herbatę przy tym stoliku, rozmawiali prawie do świtu... Severus przelewitował imbryk i dwie filiżanki na stolik i zajął miejsce w fotelu.
- Mówiłam, że dziękuję za herbatę.
- Gdybyś zmieniła zdanie. Mów. - unikał konsekwentnie nazywania jej po imieniu. Wydało jej się, że nawet gdyby mówił do niej per "Gryfonko", brzmiałoby to mniej obojętnie niż te bezosobowe, wyprane z emocji zwroty, którymi się posługiwał.
- Chciałam ci powiedzieć, że musisz się pogodzić z moją obecnością w zamku do Ostatniej Bitwy.
- Doskonale. Nie robi mi to różnicy. - Hermiona nie zauważyła wystudiowanego, wypracowanego przez lata szpiegowania spokoju w głosie mężczyzny.
- W takim razie nie będę ci już zabierać czasu. Proszę tylko o jedno – jeśli spotkamy się po przeciwnych stronach w trakcie bitwy, zabij mnie pierwszy. W końcu w czerni ci do twarzy.
Odwróciła się i szybko wyszła. Nie zdążył wstać, złapać jej za ramię, zatrzymać. Nawet za nią nie zawołał. Szok odebrał mu zdolność reakcji. Postanowił porozmawiać z nią po bitwie, jeśli przeżyje. Jeśli nie – lepiej, żeby nie miała teraz nadziei, że z nią kiedykolwiek będzie. Nie, żeby zamierzał.
Hermiona siedziała w towarzystwie Dracona i Harry'ego w swoim pokoju, magicznie powiększonym o parę metrów i wyposażonym w dodatkowy stolik do kawy. Potter właśnie przestał warczeć na Malfoya, a teraz się zaśmiewał do łez. Chwilę wcześniej dość niegrzecznie wpakował mu się do głowy. Blondyn trochę za bardzo się rumienił, tłumacząc wczorajszą sytuację. Złoty Chłopiec nie zobaczył więcej, niż wczoraj, natomiast Malfoy wypchnął go z umysłu z taką siłą, gdy tylko pojawiło się wspomnienie pięknej blondynki, że Harry natychmiast skojarzył fakty.
Malfoy odpalał papierosa od papierosa i patrzył na Wybrańca spode łba, ale nawet nie mógł na niego nawrzeszczeć. W końcu auror nie złożył oficjalnego doniesienia o użyciu magii w mugolskiej części miasta, więc właściwie Ślizgon powinien być mu wdzięczny... Gryzł się w język i raz po raz zaciągał dymem. Harry'ego cała ta sytuacja dość bawiła – naprawdę nie musiał składać oficjalnych raportów, w końcu on mógł sobie na to pozwolić, cały czarodziejski świat ślepo mu ufał. Jednak trzymanie w szachu fretki było czymś, czego nie mógł sobie odmówić. Ich poprawne kontakty – nawiązane za sprawą Hermiony, rzecz jasna – to jedno, dawne niesnaski, delikatnie rzecz ujmując, to drugie. Obaj nie zwracali jednak uwagi na dziewczynę, która zwinęła się w fotelu z papierosem i tępo patrzyła przed siebie.
- Mio, co się dzieje? - zaczął Harry, orientując się, że jego przyjaciółka niekoniecznie ma łączność ze światem.
- Say something, I'm giving up on you. - odpowiedziała smutno, nie patrząc na rozmówcę.
- Chyba say something stupid like I love you! - wtrącił się z krzywym uśmiechem Dracon. Hermiona odpowiedziała na to tylko lekkim uniesieniem kącików ust.
- Okej, coś jest na rzeczy, a ja nadal nie wiem, o co chodzi! - zaprotestował Wybraniec, widząc wymianę spojrzeń pozostałej dwójki.
- Och, Złoty Chłopcze, niczego innego bym się po tobie nie spodziewał. - ironicznie warknął Ślizgon, zarabiając sobie tym samym ostre spojrzenie Hermiony.
- Ale w czyjej kwestii się poddajesz? I skąd durne wyznania miłości?
- A jak myślisz, Harry? - dziewczyna przechyliła głowę.
- Znowu Snape? Co tym razem? - Wybraniec wreszcie poskładał fakty do kupy i zajęło go to tak bardzo, że zapomniał o choćby odrobinie empatii. Brzmiał bardziej jak dawny Malfoy niż wieloletni przyjaciel Gryfonki.
- Nic. Po prostu mniej więcej od jesieni go nie widziałam. Próbowałam oddać mu klucze od Spinner's End i kazałam się wynosić.
- Jak to?! - dobiegło równocześnie ze strony obu mężczyzn.
- Draco, przecież ci mówiłam...
- Nie o tym, że próbowałaś mu oddać klucze! Wiesz, co to znaczy?
- Że nie zamierzam się pojawić w jego domu?
- Nie, że odrzucasz jego troskę.
- Taką troskę to może sobie w dupę wsadzić!
- Spokój! - wrzasnął Harry, bo pozostała dwójka zaczynała sobie powoli skakać do gardeł. - Teraz wyjaśnienia. Na spokojnie. Co zrobił, albo czego nie zrobił ten dupek, że w końcu puściły ci nerwy?
- Spotkałam się ze znajomym, a on mnie śledził i zrobił mi awanturę. A tak poza tym to uciekał ode mnie w nocy, to znaczy nigdy nie zostawał do rana, nie uprzedzał kiedy przyjedzie, przez niego dwa ważne kolokwia poprawiałam, i zawaliłam jakiś milion nocy w poprzednim semestrze. Albo seksowo, albo płaczowo, jeśli musicie wiedzieć.
- I wygarnęłaś mu to wszystko? - Harry nie dowierzał własnym uszom. Najpierw jego przyjaciółka poraziła go swoimi rewelacjami dotyczącymi jej relacji z nauczycielem, a kiedy zdążył do tego przywyknąć okazało się, że jednak miał niestety rację i Snape dupkiem pozostanie.
- Owszem. A teraz żałuję, bo go beznadziejnie kocham i nie nadaję się do funkcjonowania bez niego. Z tej okazji proszę mi przetransferować butelkę wina z kuchni i podać papierosy. Dziękuję za uwagę.
Kiedy Harry poszedł po wino, Malfoy machnął różdżką w kierunku wieży i już chwilę później w pokoju dało się słyszeć jedyny utwór, który mógł postawić Gryfonkę na nogi.
"Then she says – it's ok,
I got lost on the way
but I'm a supergirl
and supergirls don't cry,
Then she says – it's all right, I
got home late last night
but I'm a supergirl
and supergirls just fly..."
