32. And the blood they shed upon the streets was a sacrifice willingly paid...
Rozdział 30 ujrzał światło dzienne we wrześniu, ale dokumentnie zapomniałam o fanfiction. Stąd wakacyjna promocja, trzy w jednym, acz nie wiem, czy ktokolwiek jeszcze czyta i czeka.
W Wasze oczy – do konca już tylko 8...
- Atak nastąpi jutro.
Żadne słowa Dumbledore'a nigdy nie wywołały takiego efektu, jak te. Zakon, zebrany w jego gabinecie, zamilkł. Hermiona zdążyła pomyśleć, że spodziewała się raczej łkania i powszechnej paniki, a nie spokojnej ciszy, ale wszyscy chyba dopiero próbowali zrozumieć wypowiedź Dyrektora.
- Tyle wiemy od Severusa. Nie może tu być, zobaczymy go jutro po zmroku. Ma dowodzić atakiem. Chciałbym, żebyście wiedzieli. Czy ktoś z was nie chce uczestniczyć bezpośrednio w walce?
Kilkoro Puchonów i Krukonów nieśmiało podniosło ręce. Zostali skierowani do Madam Pomfrey. Pozostali podzielili się na kilka grup – obrońców błoni, zamku, konkretnych skrzydeł. Dyskusja wrzała. W sytuacji kryzysowej Zakon działał zaskakująco sprawnie i przytomnie, z ogromną dozą zimnej krwi. Intensywne rozmowy przerwała Hermiona:
- Dyrektorze, powinniśmy każdą z grup podzielić na dwie. Pierwsza powinna się składać z najlepiej wyszkolonych w pojedynkach ludzi, druga natomiast powinna ich zmienić, kiedy się zmęczą. Tą metodą mamy większe szanse.
- Słuszna uwaga, Hermiono. W pierwszych grupach znajdą się wszyscy Aurorzy i ci, których wybierze Moody. Szalonooki, kto twoim zdaniem najlepiej daje sobie radę?
Tu nastąpiła długa lista nazwisk. Na szczęście Hermiona – zgodnie ze swoim planem – trafiła do drugiej grupy.
Po kilku godzinach członkowie Zakonu zaczęli się powoli rozchodzić. Hermiona zdążyła złapać Dracona i odciągnąć na bok.
- Draco, potrzebuję twojej pomocy. Będziesz jutro walczył po naszej stronie. Proszę, pożycz mi swój strój Śmierciożercy.
- Ale po co ci to? Chyba nie zamierzasz zrobić czegoś głupiego?
- Dobrze wiesz, że działam głową, a nie mięśniami. Zaufaj mi. To może być mój najlepszy pomysł...
- Zaraz ci go przyniosę. Mam tylko nadzieję, że wiesz co robisz.
Po wizycie Malfoya Gryfonka oznajmiła przyjaciołom, że musi się porządnie wyspać przed bitwą i uciekła do swojego pokoju. Stamtąd przeniosła się kominkiem do gabinetu Severusa, modląc się w duchu, żeby nie był dla niej zablokowany. Wpadła do laboratorium i zaczęła warzyć. Wstała tylko raz – do szafki z ubraniami, żeby sięgnąć swoją roboczą koszulę. Gdy nad zamkiem świtało, eliksir był gotowy. Spojrzała na stojące przy łóżku zdjęcie – przedstawiało ją, Harry'ego, Rona i Ginny podczas którychś wakacji. Pierwszy promień słońca oświetlił rude włosy Ginny, sprawiając, że zapłonęły czerwienią. Wtedy Hermiona zdecydowała się na ostatni krok – nacięła lekko skórę dłoni, a gdy kilka kropli krwi spłynęło do kociołka, zamieszała – tym razem na pewno gotowy – eliksir jeszcze raz.
~~~~~~~~
Oddziały Śmierciożerców zaczynały mieć niebezpieczną przewagę nad Zakonem. Severus zostawał na uboczu, najwyraźniej z zaskoczenia mordując swoich kolegów. Większość członków Zakonu wydawała się dość zmęczona. To był jej czas – pomyślała Hermiona, odsuwając się od okna w swoim dormitorium. Decyzja była już dawno podjęta. Teraz należało tylko przechylić fiolkę – założyć szatę i maskę – zignorować dziwne uczucie jego ciała – i aportować się na błonia.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Pojawienie się Severusa pośrodku walczących zdezorientowało tak Zakon, jak i Śmierciożerców. Postać w czerni błyskawicznie wykorzystała to do zabicia kilku popleczników Voldemorta. Jednak Ron – och, ze wszystkich ludzi właśnie on! – musiał zauważyć, że coś jest nie tak.
- Hej, Snape jest tam! Jest ich dwóch! – wydarł się, wskazując dłonią okolice bramy.
Severus walczący w centrum natychmiast zareagował – gdy tylko Śmierciożercy się odwrócili, węsząc zdradę prawej ręki ich pana – natychmiast potraktował ich serią Avad. Walczył równie efektywnie, jak ten drugi Severus.
Po kolejnej godzinie intensywnej walki pojawił się Voldemort. Chciał zacząć od zabicia swojego niewiernego sługi – nie zdążył. Sparaliżował go wyjątkowo skuteczny urok, pochodzący z różdżki drugiego Snape'a. Tę okazję wykorzystał Harry. Chwilę później świat zawirował czernią i... było po wszystkim. Zakon ze zdwojoną siłą unieruchamiał zszokowanych Śmierciożerców. Prawdziwy Snape próbował złapać tego drugiego, który uratował mu życie – jednak tamten zdążył uciec. Severus doskonale wiedział, kto nim jest. Wszak bał się, że spotkają się po przeciwnych stronach różdżki.
