33. And left me craving for more summer wine...
Ja naprawdę wiem, że sto lat mnie tu nie było, i można podejrzewać że padłam, ale jednak żyję i czasem piszę, więc jakby ktoś miał ochotę poczytać, co ciekawego na Syberii, to zapraszam.
W twierdzy wrzało. Odkąd Natasza nie pojawiła się na żadnym z posiłków ani nie raczyła odpowiedzieć na pukanie do drzwi komnaty, Siergiej zaczął mieć pewne podejrzenia. Potwierdził je tylko Dymitr, mówiąc o tym, jak poprzedniego wieczora zapłakana Natasza poprosiła go o przepis. Przez chwilę chciał od razu aportować się do Petersburga, jednak zdecydował najpierw odwiedzić dyrektora. Ta dziewczyna była nieobliczalna i należało przy niej rozważnie planować każdy krok.
Pozłacany putto na ramie lustra trzymał czarkę wina. Siergiej szczerze gardził akurat tym motywem dekoracyjnym, jednak Nataszy pulchne aniołki nie przeszkadzały. W ogromnym lustrze odbijała się cała postać – skupione oczy spoglądały niechętnie spod wypudrowanej peruki. Wszystko było idealne. Szustokor leżał wspaniale, nie krępując ruchów, a maleńka fiolka ukryta w rękawie była całkowicie niewidoczna. Mężczyzna wyprostował się, jeszcze raz poprawił doklejony na policzku pieprzyk i cicho mrucząc pod nosem sobie tylko znane zaklęcia, ruszył do sali jadalnej Pałacu Zimowego.
- Mój panie, rozkaż otworzyć okna. Taniec i wino rozgrzewają! – zakrzyknął jeden z książąt, siedzący po lewej stronie władcy. Piotr skinął na służącego i wydał mu polecenie. Chwilę później służba uwijała się przy ogromnych oknach, odsuwając zasłony i uchylając wielkie okna. Siergiej miał pełną świadomość tego, co właśnie zrobił. Książę był na szczęście na tyle zamroczony alkoholem, że nikt nie rozpoznał w jego mętnych wzroku wpływu zaklęcia. W Sali nadal było gorąco, jednak przy stole prezydialnym czuć było już powiew styczniowego wiatru znad Newy.
- Uczcijmy twe sukcesy, panie! – Siergiej przyjaźnie podsunął władcy puchar. Spełnili toast do dna.
- To zaszczyt móc z tobą tańczyć, Praskowio Fiodorowna. – szepnął podczas obrotu i zgrabnie wyprowadził kobietę z tłumu tańczących w mniej zaludniony kąt sali.
- Jak mój syn, Siergieju? – w oczach damy zalśniła matczyna troska.
- Jest jednym z najlepszych uczniów i najwierniejszych przyjaciół. Praskowio, wracaj ze mną. Jedź ze mną do twierdzy, jeszcze dziś w nocy.
- Wiesz, że nie mogę. Dobrze o tym wiesz. Ale wyjadę z Petersburga, planowałam do wiosny zostać w jednej z posiadłości. Wyślę ci list, po nim mnie znajdziesz.
- Ukryj się. Tu nie będzie bezpiecznie.
Siergiej był już spakowany i gotów do drogi. Nie obchodziło go, czy ktokolwiek wyczuje ślad tak dalekiej aportacji, ani czy będzie miał po niej siłę się ukryć. Interesowała go tylko Natasza, jej zdrowie i życie, prawdopodobnie bardzo zagrożone.
Z naprędce skompletowanym kuferkiem najpotrzebniejszych rzeczy wyszedł z twierdzy. W śniegu coś przykuło jego uwagę. Coś o niepokojąco znajomej czuprynie.
Natasza, ubrana ciągle w strój Siergieja, leżała nieprzytomna u bram twierdzy.
- Oprzytomniała! – Dymitr z szalonym krzykiem rzucił się w stronę dyrektora. – Będzie żyła, oprzytomniała, udało się!
Nad twierdzą świtało. Od trzech dni Dymitr i Siergiej na zmianę czuwali przy łóżku Nataszy. Odkąd ją znaleźli, nie byli w stanie zbić w żadnej sposób wysokiej gorączki, która trawiła ciało dziewczyny. Dopiero trzeciej nocy Siergiej zaryzykował i podał jej antidotum na truciznę, którą przygotowali dla cara.
- Uratowałeś mi życie, Siergieju. – dziewczyna zdawała się niknąć w miękkich, białych pierzynach. Miałą skołtunione włosy, spierzchnięte usta i podkrążone oczy, a magowi wydawała się najpiękniejszą istotą świata.
- To ty uratowałaś moje. I całej magicznej Rosji. Car zmarł wczorajszej nocy. Tylko dlaczego, durna dziewczyno, sama się aportowałaś? Czemu zemdlałaś?
- Chciałabym szybko wrócić do swojej postaci. Pomyliłam fiolki. Wzięłam truciznę. Gdyby nie to, że podałeś mi antidotum, pewnie jutro mielibyście tu pogrzeb... – uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.
Na twarzy Siergieja zagrała iskierka, której nigdy wcześniej Natasza nie widziała. Czułość? Tkliwość? Szybko jednak przybrał surową minę i pogładził się po zmierzwionej brodzie.
- Zostawię cię, żebyś odpoczęła. Musisz dużo spać i pić dużo Mikstury Pieprzowej. Spróbuję przygotować coś na wzmocnienie.
Przez następne kilka dni Siergiej nie wychodził ze swojej pracowni. Towarzystwa dziewczynie dotrzymywał Dymitr, pytając o szczegóły całej akcji i radośnie opowiadając o przygotowaniach do pogrzebu cara, które szczegółowo opisywała mu matka. Car, jak wielu obecnych na balu, zapadł na silne przeziębienie. Większość jednak spokojnie chorowała w swoich dworach, gdy władcy gorączka ciągle rosła, by poprzedniej nocy doprowadzić do śmierci. Siergiej dwukrotnie aportował się do Petersburga, podawał władcy silne mikstury, rzucał mnóstwo zaklęć, jednak nie był w stanie go uleczyć. Książę, który zaproponował otwarcie okien, sam leżał chory. Praskowia Fiodorowna zbierała wszystkie bieżące informacje, siedząc bezpiecznie w swoim dworku pod miastem. Jej mąż całe dnie spędzał w pałacu, dowiadując się o zdrowie panującego. Wymyślał na Siergieja, który „taki zdolny a nie potrafi wyleczyć cara", na medyków, którzy załamywali ręce i upuszczali władcy krew, na cały dwór, bale, rosyjską zimę i przeciągi. Wraz ze śmiercią Piotra jego bezpieczna pozycja na dworze mogła się zachwiać, jednak Praskowia w duszy się cieszyła. Dobrze wiedziała, że teraz nadejdą lepsze czasy i gdy tylko mąż opuszczał dwór, czarowała maleńkie bukieciki frezji, przewiązane koronkowymi wstążeczkami, drobne błyszczące kamyczki i bańki mydlane. Listy wysyłała magicznie, niczego się nie bojąc – nikt nie mógł teraz wyczuć jej magii, gdyż wszystkie obostrzenia padły wraz ze śmiercią tyrana.
Te opowieści i listy, czytane przez Dymitra, wywoływały delikatny uśmiech na bladej twarzy Nataszy. Nadal czuła się słabo, jednak wiedziała, że jej misja zakończyła się powodzeniem. Dopiero teraz zdawała sobie sprawę z ogromu tego, czego dokonała. Cała twierdza hucznie świętowała, dyrektor wydawał się zamroczony, nawet Maria Maksymowna kilka razy uśmiechnęła się do swoich uczniów, a to zdarzało sie najwyżej raz w roku. Niedługo miała nadejść wiosna, a Natasza... Natasza wiedziała, że ukończyła swoją misję.
