A/N: Intoxic: No ba! W końcu to Izzy. :)

Ewelina: Niestety, nie mogę powiedzieć Ci jak będzie wyglądało ich ponowne spotkanie, ale mogę ci powiedzieć, że to będzie już nie długo :)

Kokosz: Też mi się podoba, kiedy mówią tak do Alec'a. I zgadzam się z tobą, że to urocze!


II A rozdział.

Randka w ciemno.

Staliśmy w kolejce po bilety już od 20 minut. Kolejka przesuwała się bardzo powoli. Bramkarz, nie był dzisiaj w dobrym humorze, i co drugiego odsyłał z kwitkiem. Ale jakoś, się tym nie przejęłam. Bardziej martwił mnie mój starszy brat, Alec. Odkąd Clary rozstała się z Jace'em, Alec znowu zrobił sobie nadzieję. Od tamtej chwili, niebieskooki żyje nadzieją, że może on i złotowłosy, że może kiedyś będą mogli być razem. Oczywiście, próbowałam mu to wybić, z jego czarnowłosej głowy, ale on nadal idzie w zaparte. W moim umyśle, ciągle szumiały jego słowa, podczas naszej ostatniej kłótni.

-Kocham Jace'a! I nic, ani nikt, tego nie zmieni Isabelle!

Pamiętam, jak wykrzyknął mi to prosto w twarz i zatrzasnął drzwi, wychodząc z biblioteki. Biedny Alec. Czułam się okropnie, widząc jak skacze wokół Jace'a, a ja nic nie mogę na to poradzić. Zaraz, zaraz. "Przecież mogę coś zrobić!" pomyślałam, a w mojej głowie zaświeciła lampka nadziei.

-Izzy! No chodź już! Wchodzimy!—z zamyślenia wyrwał mnie niecierpliwy ton głosu, blondyna. Podniosłam głowę i skierowałam wzrok na Jace'a. Stał za bramkarzem, podtrzymując drzwi nogą, i wymachując na mnie ręką, w geście pośpieszenia.—No chodź, że! Alec jest już w środku!

Klub wypchany był po same brzegi. Stałam właśnie na schodach, przyzwyczajając się do kolorowych świateł oraz głośnej muzyki, kiedy zorientowałam się, że nie ma ze mną moich braci. Wytężyłam wzrok i omiotłam cała salę jednym spojrzeniem. "No tak. Siedzą przy barze.", stwierdziłam i niemal natychmiast ruszyłam w ich stronę, przeciskając się przez dziki tłum tańczących ludzi. W końcu stanęłam obok Alec'a, który nawet mnie nie zauważył. Wątpię, czy zauważył, coś w ogóle oprócz Jace'a, popijającego swoje ulubione Martini. Chłopak patrzył się na niego, jak cielę w malowane wrota. Czy Jace naprawdę tego nie widzi? Czy jest, aż tak ślepy? Westchnęłam i usiadłam obok niego, tyłem do baru.

W końcu postanowiłam wcielić swój plan w życie. Rozglądałam się, w poszukiwaniu jakiegoś potencjalnego kandydata, na chłopaka dla mojego brata. Oglądałam się na wszystkie strony, próbując nikogo nie przegapić. Niestety. Nikogo, kto mógłby się nadawać, po prostu nie było. A jak zdołałam wyhaczyć jakiegoś przystojniaka, to za chwilę okazywało się, że jest już z jakąś dziewczyną. Aż żal mi się robiło, kiedy patrzyłam na te wszystkie żałosne scenki, gdzie chłopak próbuje wyrwać dziewczynę tanimi tekstami, typu "Czy bolało jak spadłaś z nieba?", albo "Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?". Westchnęłam ciężko. "Czy w tym barze nie ma żadnych gejów?! Przystojnych gejów?!" jęknęłam zrezygnowana.

Postanowiłam podjąć jeszcze jedną próbę. Tym razem, na parkiecie zauważyłam dobrze zbudowanego chłopaka. Ciemne kasztanowe włosy, ciemne oczy. Nawet przystojny. Ubrany, także nie najgorzej. Miał na sobie czarne rurki, ciemno-szarą koszulę z krótkim rękawem oraz szare trampki. I ruszał się nie najgorzej. "Może on zainteresuje Alec'a" pomyślałam, i już chciałam do niego podejść i wybadać, czy także woli chłopaków, tak jak mój brat, ale w tej samej chwili zza moich pleców, usłyszałam dość wymowne chrząknięcie. Okręciłam się na barowym stołku, w stronę odgłosu.

-Zamawiasz coś, czy będziesz tak tu siedzieć i zajmować miejsce moim klientom?!—zapytał dość nie przyjemnym tonem barman. Przyjrzałam się mu uważnie. Wyglądał na zaledwie 20-22 lata. Miał półdługie, blond włosy postawione na żel, zielone oczy i bladą cerę. Chociaż nie, aż tak bladą jak u Alec'a. Ubrany był w jasne jeansy, białą koszulę i czarną kamizelkę. Patrzył na mnie z czymś, co wydało mi się wrogością. Już chciałam mu coś odpowiedzieć, ale ktoś mnie ubiegł.

-Och Paul, daj spokój—usłyszałam męski głos, równocześnie czując, jak tajemniczy gość otacza mnie jednym ramieniem.—Ona jest ze mną. Mógłbyś być trochę milszy.

Trochę zdezorientowana obejrzałam się w kierunku, mojego wybawcy. Kiedy na niego spojrzałam, byłam mile zaskoczona. Był to wysoki chłopak, o niebieskich włosach i ciemniejszych o dwa odcienie oczach. Stał do mnie bokiem, patrząc prosto na barmana, jednak nadal obejmując mnie ramieniem.

-Może i bym mógł—odpowiedział chłopak, przenosząc wzrok na swojego rozmówcę.—Ale ona już od jakiś 30 minut siedzi tutaj, i nic nie zamawia, a jakbyś nie zauważył, dzisiaj klub jest pełny ludzi. I oni dla od miany chcą coś wypić, a nie siedzieć przy barze i zajmować innym miejsce.

-Nie martw się. Ona już nie będzie, tutaj siedzieć. Zaraz sobie pójdziemy.

-Mam nadzieję—odpowiedział i odszedł.

-Uhh... Przepraszam cię za niego. Paul czasem jest jak... aż szkoda gadać-westchnął i obrócił się do mnie.-A tak w ogóle, to jestem John. A ty?-zapytał obdarzając mnie szerokim uśmiechem.

-Isabelle—odpowiedziałam wyciągając do niego rękę. John ścisnął ją lekko i delikatnie opuścił.

-Bardzo ładne imię, Isabelle. Może zatańczymy?

-Hymm... Czemu nie—odparłam lekko, biorąc go za rękę, i ciągnąc w stronę parkietu. Miałam nadzieję, że może w tańcu, zdołam odnaleźć ponownie tego chłopaka. Przeszliśmy na środek parkietu, i zaczęliśmy tańczyć. John, nie dość, że był przystojny, to okazał się bardzo dobrym tancerzem. A ja podczas każdego ruchu, obrotu, próbowałam odnaleźć wzrokiem tamtego nastolatka. Niestety. Zniknął, tak szybko, jak się pojawił.

-Cholera—mruknęłam.

-Stało się coś?-zapytał John, nie przerywając swojego tańca.

-Nie... Nic.

-Wydawało mi się, czy może kogoś szukałaś?—spytał patrząc na mnie z troską. Dziwne, znamy się może od jakiś 15 minut, a mam wrażenie, jakbyśmy znali się praktycznie od zawsze. Czułam, ze mogę powiedzieć mu praktycznie o wszystkim. Nie, jednak nie mogłam. Nie mogłam powiedzieć mu o Alec'u, a raczej o jego orientacji. Alec nigdy by mi tego nie wybaczył. Ponownie spojrzałam w oczy John'owi. Odbijała się w nich sympatia, łagodność, a nawet troska.

-Nie. To znaczy tak. Szukałam moich braci—wyznałam, chodź nie zgodnie z prawdą, po czym dodałam.—Może pójdziemy się czegoś napić?

-Jasne. Szczerze mówiąc, trochę się zmęczyłem.—powiedział, ponownie obdarzając mnie swoim szerokim uśmiechem. Złapał mnie za rękę i przeprowadził przez tłum nastolatków, skaczących na parkiecie.

-Świetna z ciebie tancerka.-powiedział niebiesko włosy, odbierając nasze drinki od Paul'a

-Dzięki. To samo mogę powiedzieć o tobie. Świetnie się ruszasz. Wszystkie dziewczyny na parkiecie, oglądały się za tobą.

-Zazdrosna?—zapytał, poruszając brwiami.

-Nieee...-zrobiłam, małą pauzę.—No może odrobinę.

John wybuchnął śmiechem. Przewróciłam oczami i szturchnęłam go lekko łokciem.

-Prze...przepraszam-wybąkał, próbując powstrzymać śmiech.

Kiedy zdołał się opanować, zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawialiśmy praktycznie o wszystkim. Świetnie się z nim dogadywałam. John był inny niż większość chłopaków. Był miły, kulturalny, a zrazem nie brakowało mu poczucia humoru. Kiedy tak rozmawialiśmy, przed oczami mignął mi ten sam chłopak, którego widziałam przed paroma chwilami. Nie odrywając od niego wzroku, zaczęłam pić przez słomkę drinka, którego zamówił mi John. Miał dość słodki smak, ale dało się wyczuć alkohol, w niewielkiej ilości, ale zawsze. Wodziłam wzrokiem za chłopakiem, dopóty, dopóki nie usiadł przy barze, dokładnie na przeciwko nas i nie zamówił drinka. Przyjrzałam mu się uważnie, tym razem mogłam zobaczyć całą jego twarz, patrzył na barmana, który przygotowywał mu kolorowego drinka. Miał dobrze zarysowane kości policzkowe, zmierzwione kasztanowe włosy, ciemno czekoladowe oczy. Prawie jak u mnie, z tą różnicą, że ja mam trochę jaśniejsze i większe. Zwyczajny drobny nos i małe, wąskie usta. Nie wyróżniał się zbytnio z tłumu, i to było jeszcze jednym plusem. "Na pewno spodoba się Alec'owi" pomyślałam uradowana i zaczęłam obmyślać plan, jakby tu do niego zagadać i dyskretnie wybadać, czy jest gejem.

-Widzę, że zainteresował cię Michael.—Podskoczyłam zaskoczona, kiedy usłyszałam cichy głos John'a tuż przy swoim uchu.—Niestety, muszę cię rozczarować. Nie grasz w jego drużynie. –Kiedy to powiedział, odwróciłam się do niego z pytającym spojrzeniem. Widząc moją minę, chłopak ponownie się roześmiał.—On jest gejem Isabelle. Woli chłopców—szepnął mi na ucho, kiedy zdołał się opanować.

-Gejem!?-wykrzyknęłam, a John przytaknął mi rękę do ust.

-Cicho! To tajemnica. Rozumiesz? Nie możesz nikomu powiedzieć. Jasne?—przytaknęłam mu.—Dobrze.—Niebiesko włosy zabrał rękę z moich ust i ponownie nachylił się do mojego ucha.—To mój kolega ze szkoły, chodzimy razem na biologię. To prawda jest gejem, ale nikt, oprócz mnie, nie wie o tym. A on nie chce, żeby ktoś się o tym dowiedział.

-Ma chłopaka?—zapytałam tak cicho, że nikt oprócz John'a nie mógł mnie usłyszeć.

-Nie. Jest sam. A czemu pytasz?

-Bo być może mam dla niego, odpowiedniego kandydata.—odpowiedziałam w zamyśleniu, równocześnie zrywając się ze stołka.—Zaraz wracam, idę poszukać mojego...—zająkałam się—… mojego kolegi. Nigdzie się stąd nie ruszaj, będę za chwilę.

-Ooo... ok?—odpowiedział z lekkim zdziwieniem na twarzy.—Poczekam tu na ciebie.

Jeszcze raz uśmiechnęłam się do niego przepraszająco, i obróciłam się w stronkę parkietu, szukając mojego brata.

-Alec! Tu jesteś! Nareszcie!—w krzyknęłam biorąc mojego brata w objęcia. Znalazłam go przy barze. Co jest bardzo dziwne, bo przechodziłam tamtędy chyba z 10 razy, i za żadnym razem go tam nie widziałam.—Szukałam cię chyba w całym klubie! Gdzieś ty się podziewał!?

-No jak to gdzie? Cały czas siedziałem tutaj z Jace'em, przy barze—odpowiedział patrząc na mnie uważnie.—Raczej to ja powinienem zapytać cię gdzie byłaś. W jednym momencie siedziałaś za mną, a w drugim, odwracam się, a ciebie nie ma.

-Długa historia. No nie ważne. A gdzie Jace?—zapytałam patrząc na pusty barowy stołek, na którym ostatnio siedział.

-Poszedł potańczyć z jakąś dziewczyną—odpowiedział z nieskrywaną niechęcią. Przewróciłam oczami.

-Może to i lepiej.—Alec spojrzał na mnie pytająco.—Otóż. Przez przypadek wpadłam na fajnego chłopaka, geja, i...

-O nie Isabelle! Już wiem do czego zmierzasz. I od razu mówię ci, że na nic się nie zgadzam!

-Ale Alec—zaczęłam błagalnie.—Przecież nic się, nie stanie jak z nim przez chwilę pogadasz. No proszę cię. Jace'a tu nie ma, jak zdołałeś sam zauważyć. No proszę, zgódź się. Proszę...

-Ty nie odpuścisz prawda?—przytaknęłam. Alec westchnął ciężko. I podniósł się ze stołka z miną męczennika.—No dobrze, ale nic nie obiecuje. To, który to ten twój "przystojniak"?—rzucił sarkastycznie.

-Alec! Bądź miły—skarciłam go. Ręką wskazałam na chłopaka siedzącego, na drugim końcu baru.—O tamten. Prawda, że przystojny?

-Czy ja wiem? Ujdzie—mruknął znudzony. Zmrużyłam na niego oczy, na co on uniósł ręce do góry, w geście poddania.—No dobra, dobra. Idę!

Powiedział i ruszył w stronę chłopaka. Cały czas odprowadzałam go wzrokiem, a kiedy stanął obok i zagadał, wiedziałam, że to musi się udać. Przyglądałam się im jeszcze przez chwilę. Chłopak wyglądał na zainteresowanego. Uśmiechał się szeroko do Alec'a, i zacięcie o czymś z nim rozmawiał. "Tak. To się musi udać" stwierdziłam. W tym samym momencie przypomniałam sobie o John'ie.

-Cholera. Muszę do niego wrócić—mruknęłam sama do siebie i ruszyłam w stronę niebieskogłowego, który nadal siedział, w tym samym miejscu, tak jak obiecał. Cała uradowana usiadłam z powrotem na swoim stołku i obróciłam się do barmana.—Jedno Martini poproszę.

-O, Isabelle! Jesteś, nareszcie. Już myślałem, że o mnie zapomniałaś—s twierdził niebiesko włosy, obracając się w moją stronę.

-Jak mogłabym o tobie zapomnieć—odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Na co on także odpowiedział mi uśmiechem, ukazując rzędy swoich śnieżnobiałych zębów.

-Jedno Martini dla ciebie.

-O, dziękuję —powiedziałam, biorąc od barmana kieliszek z kolorowym napojem. Po dwóch łykach postanowiłam ponownie sprawdzić, jak mają się sprawy u mojego brata i jego nowego kolegi. Chłopak wyglądał na zadowolonego, Alec także się uśmiechał, ale nie wyglądał tak entuzjastycznie jak jego rozmówca. "Może potrzebuję trochę czasu, za nim się do niego przekona" pomyślałam i kurczowo trzymałam się tej myśli, kiedy ponownie wraz z John'em ruszyliśmy na parkiet.

Tańczyliśmy już dobre 30 minut. Od czasu, do czasu obracałam się i sprawdzałam co tam u moich gołąbków. Tańczyliśmy dość blisko baru, żebym mogła mieć ich na oku. Jednak, kiedy ponownie się obróciłam, żeby zobaczyć jak sprawy się toczą, Alec'a już tam nie było. Przystanęłam. Jak to Alec'a nie było? Jak mogłam przegapić moment, w którym mój starszy brat zniknął? Może poszedł zamówić sobie drinka? Spojrzałam w stronę barmana, ale tam też jego nie było. Za to zauważyłam Jace'a, który ledwo się trzymał. Dosłownie padał na blat. Zostawiając John'a na parkiecie, niemal natychmiast znalazłam się przy pijanym blondynie.

-Jace?!—krzyknęłam potrząsając go za ramię.—Jace!

Chłopak ledwo podniósł swoją głowę z blatu. Otworzył oczy i popatrzył na mnie nieprzytomny.

-Co?—burknął, sięgając po swojego następnego drinka.

-Gdzie jest Alec? Widziałeś go? Nigdzie, nie mogę go znaleźć.

-Nie, nie widziałem go. Znaczy widziałem, ale powiedział, że nie chce z tobą gadać i wybiegł z klubu—odpowiedział chwiejąc się na stołku i prawie z niego zlatując.

-I nie mogłeś go zatrzymać?!—zapytałam z wyrzutem.

-Mogłem. Ale tego nie zrobiłem.

-Dlaczego?

-Cóż. Izzy—zrobił małą pauzę.—Musisz zrozumieć, że życie to nie kolorowa bajka, a jeśli chcesz, żeby się taka stała, to musisz sobie wypić drinka, ewentualnie siedem. A Alec, nie chciał. Nie chciał przejść do krainy kolorowych jednorożców, chatek z piernika i kolorowych tęczy, więc wyszedł. A ja...—zamyślił się.—Cóż. Ja... ja wolę, zdecydowanie ten kolorowy świat pełen jednorożców i...

-Jace! Nie ma takiego czegoś, jak jednorożce!—oświadczyłam, próbując powstrzymać śmiech.

-Och Izzy—powiedział patrząc na mnie z troską.—Oczywiście, że są—oznajmił klepiąc mnie pocieszycielsko w ramie.—Oczywiście, że są.

-Jesteś kompletnie pijany, złotowłosy—stwierdziłam i ruszyłam do drzwi, aby poszukać Alec'a.

Kiedy byłam już przy drzwiach i złapałam za klamkę, nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek i obrócił twarzą do siebie. Ten ktoś, to nie był zwykły ktoś. Był to John.

-Isabelle? Co się dzieje? Dlaczego wychodzisz?

-Ja... Muszę poszukać kolegi, zaraz wracam.-odpowiedziałam uśmiechając się do niego przepraszająco. Chciał coś jeszcze dodać, ale mu przerwałam.—Przepraszam cię John, ale muszę iść poszukać kolegi. Mógłbyś mnie puścić? – zapytałam wskazując na nadgarstek, który on nadal trzymał w żelaznym uścisku. John podążył za moimi spojrzeniem.

-A. Tak. Przepraszam.-dopowiedział, wypuszczając mnie.

-Dzięki.

-Może pomóc ci go szukać?

Pokręciłam głową.

-Nie, dzięki. Poradzę sobie—spojrzałam na niego.—Ale dziękuję, za wszystko.

Schyliłam się i pocałowałam go w policzek, na co on się natychmiast rozpromienił.

-Jasne. Nie ma za co. Jestem do usług—oznajmił lekko i puścił do mnie oko.

-Dzięki, a teraz przepraszam, ale muszę już iść.

Oczywiście, nie chciałam rozstawać się teraz z Johnem. Wręcz przeciwnie, pragnęłam całą sobą zostać tu z nim, i bawić się aż do upadłego. Ale teraz to Alec jest najważniejszy. Musiałam go znaleźć i przeprosić za to wszystko. W końcu odwróciłam się od chłopaka, nacisnęłam klamkę i zdecydowanym krokiem wyszłam na zewnątrz.