A/N: Intoxic: Wróci, wróci i to już niedługo! Nie martw się wszystko będzie wyjaśnione, później co się stało na tej randce :) A co do ćpania, to nic nie ćpałam. Przecież wiesz, że u mnie jednorożce są na poziomie dziennym!

Ewelina: Cieszę się, że ci się podoba! A co do zniknięcia Alec'a, jak pisałam po wyżej, wszystko wyjaśni się trochę później.

Kokosz: Mam nadzieję, że po tym rozdziale choć trochę wyjaśnię czym tak na prawdę kierowała się Izzy, i dlaczego ma takie podejście do Alec'a :)


IIB rozdział.

Musicie się jeszcze spotkać!

Na dworze było dość chłodno, chociaż był dopiero początek sierpnia. Ulica była pokryta ciemnością. Gdyby nie okoliczna lampa, nic bym pewnie nie widziała. Ulica wiała pustkami. Kolejka do klubu zniknęła. Poza zasięgiem wątłego światłą, widziałam pięć sylwetek, poruszających się w przeciwną stronę od klubu. A poza tym, nikogo tutaj nie było, oczywiście nie licząc bramkarza, który nadal stał koło drzwi i przeglądał coś na komórce i mnie, szukającej brata.

Co raz bardziej martwiłam się o Alec'a. Gdzie on jest? Gdzie mógłby pójść?. Zadawałam sobie pytania, nadal gorączkowo go szukając. Wołałam, ale pewnie mnie nie słyszał. A kiedy po raz kolejny obeszłam klub dookoła, poczułam wibrę w spodniach. Moja komórka. Może to Alec? Wyciągnęłam smartfona, tak szybko jak tylko potrafiłam. Spojrzałam na wyświetlacz, niestety to nie był on. To była mama. Pisała, żebyśmy wrócili już do domu, bo jest już późno. Przewróciłam oczami, wcale nie było tak późno. Było dopiero po 10, wieczorem. Czasami wydaje mi się, że mama jest nadopiekuńcza. No, ale cóż, lepiej się z nią nie sprzeczać. Nie chciałam mieć, kolejnego szlabanu, zwłaszcza, że i tak czekała nas reprymenda z jej strony, za stan Jace'a. Westchnęłam.

Ale teraz to nie był mój największy problem. Teraz ważne było znalezienie Alec'a, i przeproszenie go za tą "randkę". Miałam nadzieję, że mi wybaczy i zapomni o wszystkim. Naprawdę nie chciałam, żeby tak wyszło. Miałam nadzieję, że Alec znajdzie sobie kogoś, z kim czułby się dobrze. Z kim mógłby stworzyć szczęśliwy związek, nie przejmując się nikim innym. Myślałam, że może w ten sposób zapomni o Jace'ie, i nieodwzajemnionej miłości do niego. Miałam nadzieję, że znajdzie swoją drugą połówkę. Myślałam, że może tym kimś, z kim Alec czułby się naprawdę szczęśliwy, okaże się Michael. Ale niestety, pomyliłam się. I to bardzo. Nie wiem, co się tam stało. Ale przysięgam, jeśli ten Michael zrobił coś mojemu bratu, to ostro tego pożałuje.

Zrezygnowałam z kolejnego obiegnięcia klubu ze wszystkich stron. Zamiast tego stanęłam na środku chodnika, wzięłam głęboki oddech i krzyknęłam ze wszystkich sił, tak głośno, jak tylko potrafiłam.

-Alec! Alec, gdzie jesteś musimy już wracać?!

Kiedy krzyknęłam, nawet bramkarz podniósł głowę i popatrzył na mnie zszokowany. Ale nie zwróciłam na niego większej uwagi, dla mnie ważny był teraz Alec. Kiedy moje słowa rozniosły sie wraz z echem, usłyszałam cichą odpowiedź, z przeciwnej ulicy.

-Już idę!

Uff... Nareszcie, myślałam, ze już nigdy go nie znajdę. Tylko, co on tam robił? Sam, w ciemnej ulicy, gdzie nawet nie było oświetlenia. O, nie. "Teraz to ty będziesz się tłumaczył Alexandrze." pomyślałam, a za rogu wybiegł Alec z rumieńcem na twarzy. Biegł już przez ulicę w moją stronę, kiedy nagle za wahał się, przystanął i odwrócił głowę w stronę, z której przyszedł. Widziałam, że coś szepce, ale z tej odległości nie mogłam dosłyszeć co. A kiedy ponownie się odwrócił, uśmiechał się lekko, a jego oczy iskrzyły sie w świetle okolicznej lampy i klubowego szyldu. Szybkimi korkami, podszedł do mnie i spojrzał w moje oczy. Był dziwnie zadowolony, jak na chłopaka, który dosłownie przed chwilą wybiegł ze swojej pierwszej, nieudanej randki. Już w tedy wiedziałam, ze coś w tych ciemnościach musiało się stać.

-Alec! Gdzieś ty się podziewał?! – zaczęłam z lekkim wyrzutem. Ale nagle przypomniałam sobie o całej tej randce i o tym, jak przeze mnie i moje głupie pomysły, dosłownie wybiegł z klubu. Nie miałam prawa się na niego gniewać, wręcz przeciwnie to on powinien na mnie wrzeszczeć, więc zaczęłam od nowa. Ale już łagodniejszym tonem.—Od jakiś 15 minut cię szukam. Jace się upił, a musimy już wracać. Wiem, że jesteś pewnie zły na mnie za tą „randkę", ale chciałam dobrze. Dla ciebie. Chciałam, żebyś w końcu przestał myśleć o Jace'ie…

Chciałam coś jeszcze dodać. Zapewnić go jak bardzo mi na nim zależy. I jak bardzo, nie chciałam, aby tak to wszystko wyszło, ale Alec przerwał mi w połowie zdania.

-Dobrze, już dobrze. — Ponownie chciałam coś powiedzieć, ale gestem dał mi do zrozumienia, żebym już nic lepiej nie mówiła. Poczym dodał, nadal patrząc w moje oczy i sie uśmiechając. —Nie musisz przepraszać. Już wszystko dobrze. Nie jestem zły.

Alec był wyraźnie zadowolony. I to zadowolenie nie wynikało zapewne ze spotkania z Michael'em. Coś musiało się stać. Alec prawie nigdy się nie uśmiecha, no chyba, że jest w towarzystwie Jace'a. Ale teraz było inaczej, Jace'a nie było koło nas, a on wyglądał jak mały chłopczyk, który właśnie dostał swoją wymarzoną zabawkę. W jego oczach można było zauważyć iskierki, a z jego twarzy nadal nie schodził rumieniec i wesoły uśmiech.

-Naprawdę?—przytaknął mi. — No dobrze. To w takim razie…-zrobiłam małą pauzę, ponownie przestrajając się na rozdrażniony ton głosu. — Gdzieś ty się podziewał?! No słucham. Skoro nie jesteś zły, to dlaczego tak nagle zniknąłeś? Co masz na swoje usprawiedliwienie?—zapytałam, przyglądając mu się uważnie. Nawet nie zauważyłam kiedy, podparłam sie pod bokami i zaczęłam tupać nogą. Ponownie omiotłam cała jego sylwetkę wzrokiem. Wyglądał tak jak przedtem, ale coś się w nim zmieniło.—No więc?

-Nie będę ci się tłumaczyć Isabelle!—odpowiedział wyrzucając do góry ręce, w geście rozdrażnienia i ruszył prosto do drzwi wejściowych idziesz ze mną szukać Jace'a, czy chcesz tu zostać?—w jego głosie dało sie wyczuć sarkazm. Choć było to bardziej zabawne, niż irytujące. Wiedziałam, że chce się wymigać od odpowiedzi, ale na pewno nie ujdzie mu to tak łatwo. Musiałam wiedzieć co, lub kto sprawił, że Alec był nadzwyczajnie w świecie szczęśliwy. Ale wiedziałam też, że i ja muszę mu wyjaśnić kilka spraw. Nadal nie dawało mi to spokoju, że namówiłam go na tą randkę.

-No idę, idę. Ale nie myśl sobie, że tak łatwo się wywiniesz od rozmowy ze mną!

W odpowiedzi Alec przewrócił tylko oczami i przepuścił mnie w drzwiach. Kiedy weszliśmy do środka, znowu omiótł nas duszący zapach zimnego lodu. Staliśmy obok siebie, praktycznie ramie w ramie. Niebieskooki rozglądał się, zapewne w poszukiwaniu naszego pijanego blondyna. Ja natomiast chciałam odszukać John'a. Jemu też musiałam coś wyjaśnić. W końcu go odnalazłam. Stał na parkiecie patrząc na mnie. Uśmiechnęłam się, ale w tym samym momencie usłyszałam głos Alec'a.

—Jest! — wykrzyknął mi prosto do ucha. Ręką wskazywał naszego brata, który szczerze mówiąc był pijany jak bela. Wątpię, czy w ogóle jeszcze kontaktował. Kątem oka zauważyłam jak John próbuję do nas podejść. Chciałam do niego pójść i powiedzieć, że jeszcze sie spotkamy, ale Alec już ciągnął mnie w stronę baru. W końcu staliśmy już obok blondyna. Kiedy chłopak próbował go podnieść z blatu, ja targowałam się z barmanem. Po kilku minutach negocjacji, udało mi się ubić z nim rozsądną cenę. Kiedy zapłaciłam za drinki Jace'a, od razu podeszłam do moich braci.

—Izzy pomóż mi! — krzyknął do mnie Alec, kiedy po raz kolejny szarpnął Jace'a i postawił go na nogi. Blondyn chwiał się na wszystkie boki. Zastanawiałam się, kiedy on zdążył tak się upić. Ale znając Jace'a, to wszystko jest możliwe.

-Jasne! Już się robi — odpowiedziałam biorąc chłopaka pod drugie ramię. Kiedy złotowłosy oparł się na nas całym ciałem, ruszyliśmy do wyjścia. Jednak zanim zdążyliśmy wyjść, Jace pogrążył się w głębokim śnie. Po przepchnięciu się przez tłum ludzi tańczących na parkiecie, w końcu dotarliśmy do wyjścia. Kiedy znaleźliśmy się na świeżym powietrzu, Alec zatrzymał pierwszą lepszą taksówkę, która się pojawiła. Po chwili siedzieliśmy już w środku.

Kiedy kierowca odpalił silnik, postanowiłam, że opowiem teraz Alec'owi jak do tego doszło, że umówiłam go na randkę. Za pewne nie chciał o tym słuchać, ale musiałam mu wyjaśnić, dlaczego tak zrobiłam. Miałam nadzieję, że kiedy usłyszy całą historię od początku zrozumie, że chciałam dobrze. I wybaczy mi to. Ale miałam także nadzieję, że i on wyjaśni mi co się stało w tedy po drugiej stronie ulicy, kiedy po tej fatalnej znajomości, wyszedł z klubu. No ale, wiedziałam, że zanim Alec postanowi mi to wyjawić, wpierw to ja muszę wyjaśnić mu całą tą historię z Michael'em. A więc wzięłam jeden głęboki wdech i zaczęłam swoją „0przemowę".

-Widziałeś tamtego chłopaka w niebieskich włosach? Mówię ci, był mega przystojny. Miał na imię John, i to właśnie dzięki niemu poznałam Michael'a. To znaczy widziałam go już wcześniej na parkiecie, ale to właśnie John utwierdził mnie w przekonaniu, że jest gejem — zrobiłam mała pauzę i spojrzałam na Alec'a. Patrzył prosto przed siebie. W jego oczach nadal można było zobaczyć iskierki, chociaż jego uśmiech znikł. Ponownie wzięłam głęboki oddech i kontynuowałam.— Wiem, że nie chcesz pewnie słuchać, dlaczego postanowiłam cię z nim umówić. Ale nie daje mi to spokoju. Wiem. To był głupi pomysł. Nie powinnam tego robić. Ale kiedy John powiedział, że to jego kolega ze szkoły, i że nie ma chłopaka, pomyślałam, że to może być on. Myślałam, to znaczy, miałam nadzieję, że może kiedy z nim porozmawiasz, zrozumiesz, że Jace nie jest jedynym chłopakiem, w twoim otoczeniu. Myślałam, że może znajdziesz wspólny język z Michael'em. Miałam nadzieję, że znajdziesz w nim osobę, z którą być może będziesz chciał stworzyć swój pierwszy związek. Że może w ten sposób zapomnisz. Zapomnisz o twojej miłości do Jace'a i zaczniesz żyć normalnie. Miałam nadzieję, że Michael pokaże ci, jak bardzo wartościowy jesteś, i że twoja orientacja nie ma tu nic do rzeczy. A kiedy podeszłeś do niego i zagadałeś, widziałam że mu się podobasz. Michael sprawiał wrażenie naprawdę miłego chłopaka. Nie wiem co się między wami stało, ale bardzo cię za to przepraszam. — Chciałam coś jeszcze dodać, ale kiedy Alec w dopowiedzi ponownie mruknął tylko „Yhym", wiedziałam, że coś jest z nim nie tak. Spojrzałam na niego uważnie. I w tedy zobaczyłam, że Alec w ogóle mnie nie słuchał. Był pogrążony w myślach, ale zapewne, nie myślał w tedy o Michael'u. Jego oczy były rozmarzone, na policzkach wykwitły mu czerwone plamki. Alec się rumienił. I to nawet bardzo. A na jego ustach znowu powitał, ten sam wesoły uśmiech, jak w tedy kiedy zobaczyłam go wybiegającego z tej ciemnej ulicy. Chyba wyczuł, że się na niego patrzę, bo powoli podniósł na mnie swoje niebieskie oczy pełne iskierek. Uhh… On mnie naprawdę nie słuchał.

-Alexandrze Gideonie Lightwood! — przybrałam surowy ton naszego ojca. — Czy ty mnie w ogóle słuchałeś?

-Ymmm….To znaczy tak. Zawsze cię słucham Izzy — zapewnił mnie pośpiesznie. Ale jakoś mu nie wierzyłam. Jego mina i oczy same mówiły za siebie. Gdyby mnie słuchał, na pewno nie zareagował by uśmiechem, co w ogóle nie było podobne do Alec'a. Przecież on rzadko się uśmiechał. A szczególnie, kiedy rozmawialiśmy o sprawach dotyczących jego i jego orientacji. W tych sprawach Alec zawsze był poważny. A teraz. Wprost emanował szczęściem. Nie wiem o czym, on myślał, ale to było bardzo podejrzane.

-Czyżby?—uniosłam brwi do góry. — Jeśli mnie słuchałeś, jak twierdzisz to powiedz o czym przed chwilą mówiłam?

Alec się zawahał. Po jego minie widziałam, że w ogóle nie miał pojęcia o czym mówiłam. Wątpię, czy w ogóle wiedział co się działo przez cały ten czas, kiedy był pogrążony w sowim umyśle.

-No emm…o tych chłopakach z klubu prawda? — zapytał. W jego głosie wyczułam nutkę nadziei.

-Nie! Wiedziałam! Wcale mnie nie słuchałeś Alec! Mówiłam ci o… — zawahałam się na moment. Jeszcze raz spojrzałam na niego. Czy chciałam popsuć mu ten wesoły humor? Może lepiej zostawię tą rozmowę na później, aż wrócimy do domu. W tedy spokojnie o wszystkim z nim porozmawiam. Spojrzałam w jego roześmiane oczy. Może dla odmiany, to niech on opowie, o czym tak zacięcie myślał. —A, już nie ważne. Lepiej powiedz o czym ty myślałeś. I radzę ci, żeby to był jakiś ważny powód i dlatego mnie nie słuchałeś.

Alec długo i uważnie mi się przyglądał. Myślałam, że już nigdy nie odważy mi się opowiedzieć, swojej historii. I kiedy straciłam już nadzieję, Alec westchnął i z powrotem spojrzał w moje oczy. Uśmiechnął się do mnie delikatnie, po chwili także odwzajemniłam ten gest. I w tedy mój starszy brat, ponownie otworzył się przede mną i opowiedział mi cała historię o Magnusie. Oczywiście zaczął od momentu, w którym znalazł się na dworze. Ani słowem nie wracał do sytuacji z Michael'em. Ale nie miałam mu tego za złe. Miałam nadzieję, ze kiedy nadejdzie pora, Alec sam wszystko mi opowie.

Patrzyłam na mojego brata, który z zapałem opowiadał mi o nowo poznanym chłopaku. Widziałam zmiany, które pojawiały się na jego twarzy kiedy opowiadał mi o Magnusie. Mówił z takim zapałem, że myślałam, że zaraz rozsadzi tą taksówkę. Jeszcze nigdy nie widziałam Alec'a tak bardzo szczęśliwego, tak bardzo podnieconego. Z każdą minutą coraz bardziej emanował szczęściem. W ogóle go teraz nie poznawałam. A kiedy skończył nie mogłam się powstrzymać i wykrzyknęłam uradowana:

-Musicie się spotkać Alec!

-Izzy ciszej! Nie wszyscy musza o tym wiedzieć — powiedział patrząc na Jace'a.

-Nie martw się. Śpi jak zabity – stwierdziłam kiedy przeniósł wzrok z powrotem na mnie. Uśmiechnęłam się do niego i dodałam ciszej. — Ale Alec, posłuchaj musicie się jeszcze spotkać rozumiesz?

Czarnowłosy nic mi nie odpowiedział, tylko odwrócił głowę do okna i spoglądał przez nie na nocne niebo usłane gwiazdami. Natomiast ja, doszłam do wniosku, że ten cały Magnus Bane zawrócił mu w głowie. I to zawrócił dość mocno. Mojemu bratu nawet oczy się cieszyły, gdy opowiadał o tym chłopaku. Cieszyłam się, że jest radosny. Miałam nadzieję, że ten cały Magnus pomoże Alec'owi zapomnieć o Jace'ie. Miałam szczerą nadzieję, że jeszcze się spotkają. Zresztą, mogłabym w tym pomóc. Dla Isabelle Sophii Lightwood nie ma niemożliwych rzeczy. I wtedy postanowiłam, że pomogę mojemu bratu. Pomogę znaleźć tego chłopaka.


A/N: Wielkie dzięki dla Intoxic, która pomogła dokończyć mi ten rozdział! Jeszcze raz dziękuję :D