A/N: Intoxic: Zapas pepsi mówisz? No spox, wpadaj to ci kupię od razu taką ciężarówkę, co jest w reklamach coca-coli na święta! :)
Ewelina: Intoxic dziękuje! Myślałam nad różnymi scenariuszami tej historii, ale pomysł, aby chodzili razem do szkoły najbardziej przypadł mi do gustu, ponieważ ma to być historia o dwóch nastolatkach, więc opcja ze szkołą najbardziej tu pasowała :)
Glittery Angel: Intoxic uwielbia matczyną stronę Maryse :D No i śpiewanie Jace'a było pierwszą rzeczą, która przyszła Intoxic do głowy gdy poprosiłam o pomoc przy rozdziale z POV Jace'a
Roxxie: Intoxic ma dziwny, zakręcony umysł. Stąd te wszystkie pomysły.
VI rozdział.
Znowu go zobaczę.
Już od paru tygodni chodziłem jak nakręcony. Do rozpoczęcia szkoły pozostało jeszcze tylko 3 dni, a ja nadal nie spotkałem Alec'a. Może to i dziwne, ale ten chłopak mnie zaczarował. Nigdy nie spotkałem nikogo tak bardzo urodziwego. Nawet moja była – Camille nie dorównywała mu urodzie. Kiedy go spotkałem, w tedy przed klubem, wiedziałem, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Wiedziałem to, kiedy po raz pierwszy spojrzał na mnie swymi przepięknymi oczyma, w kolorze błękitnego oceanu. Aż dech zapierało, kiedy tak na mnie patrzył. I jeszcze tak słodko się rumienił. No po prostu, aż brak mi słów… Szkoda tylko, że znałem tylko jego imię. Żałowałem, że przed jego odejściem nie zapytałem, o żaden kontakt. Ale i to mnie nawet nie zniechęciło.
Codziennie, o tej samej porze, kiedy po raz pierwszy go spotkałem, przychodziłem pod ten klub i czatowałem. Tak dosłownie czatowałem na niego. Miałem nadzieję, że może pewnego dania, kiedy tam będę znajdę go i uda mi się zagadać. Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, na dłuższą znajomość. Ale wszystko po kolei. Najpierw musiałem go znaleźć. Chociaż, to nie było takie proste. Stałem pod tym klubem, i czekałem, aż się pojawi. Wyglądałem go przez cały czas, odkąd pierwszy raz go ujrzałem. Chodziłem pod ten klub i czekałem, kilka czasami kilkanaście godzin, żeby choć przez chwilę go zobaczyć. Porozmawiać. Ale on nie przychodził. A ja nadal stałem tam, jak ten kołek, dopóty, dopóki, któreś z moich przyjaciół nie zlitowało się nade mną i nie przyszło po mnie, aby odeskortować mnie do domu. I tak też było i tego dnia.
Sterczałem pod Pandemonium już od jakiś 2 godzin. W między czasie, pełno ludzi przemykało mi przed oczami. Jednakże tego, którego chciałem zobaczyć najbardziej, nadal nie było. W myślach przywoływałem sobie błękit jego nieziemskich oczu, które były jak ocean nocą. I wtedy usłyszałem znajome mi głosy, które wyrwały mnie z zamyślenia.
- No wiedziałem, że tu go znajdziemy – powiedział Ragnor podchodząc do mnie wraz z Cate. Popatrzyłem na nich w ogóle nie zdziwiony ich obecnością. Wiedziałem, że prędzej czy później się tu zjawią, żeby odprowadzić mnie do domu. – I znowu miałem rację.
Ragnor wyszczerzył się do Cate, patrząc nią wymownie. Moja przyjaciółka przewróciła, tylko oczami i zwróciła się do mnie.
- Maggie! Ty znowu tutaj? Ile razy mamy ci powtarzać, że to nie jest najlepsze wyjście, żeby tu tak na niego czatować. — Kiedy mówiła, w jej głosie można było wyczuć troskę, która w pełni odmalowała się na jej twarzy.
-No wiem. Ale jak inaczej miałem go odnaleźć? Przecież znam tylko jego imię. Nie wiem gdzie mieszka, jak ma na nazwisko. Nic o nim nie wiem. Pamiętam tylko, jego nieziemskie imię i wspaniały błękit jego oczu – ponownie się rozmarzyłem.
-No i właśnie od tego ma się przyjaciół – wtrącił Ragnor, sprowadzając mnie na Ziemię. Spojrzałem na niego pytająco. Ten tylko wzruszył ramionami i odpowiedział lekko. – No wiesz. Cate gadała dzisiaj z Clary…
-Z Clary Fray? Tą rudą dziewczyną z naszej szkoły? – zapytałem, a Cate przytaknęła, uśmiechając się szeroko.
-Tak właśnie z nią – kontynuował mój przyjaciel. – I w tedy…
-Clary powiedziała, że jej były wraz z rodzeństwem będzie chodził do naszej szkoły! – wykrzyknęła uradowana Cate. Widziałem, jak bardzo jest podekscytowana, ale ja nadal nie wiedziałem o co im chodzi. Kim jest Jace, znaczy widziałem go może raz w życiu, kiedy wyszedłem z Clary z zajęć ze sztuki. Tak. W tedy się spotkaliśmy. Ten cały Jace czekał na nią po zajęciach koło szkoły. Przyjrzałem mu się w tedy uważnie. Miał blond włosy, w świetle popołudniowego słońca prawie złote, oczy tego samego koloru – bursztynowe. Był nawet przystojny. Ale nie w moim typie. A poza tym miał już dziewczynę, a ja nie rozbijam związków. Clary przedstawiła nas w tedy sobie, ale nie wspomniała nic o jego rodzeństwie więc, nie wiedziałem o kogo może chodzić. Jeszcze raz popatrzałem na moich przyjaciół otępiały. Cate patrzyła na mnie cały czas się uśmiechając, natomiast Ragnor widząc moją reakcję westchnął ciężko.
-Helloł! Ziemia do Magnusa! – wykrzyknął machając mi przed oczami swoja ręką. – Jace to brat Alec'a!
Kiedy to usłyszałem, na początku nie trafiło to do mnie. Ale kiedy trafiło, moje serce natychmiast przyśpieszyło. Znowu odzyskałem swoją nadzieję. Miałem ochotę krzyczeć z radości. Znowu zobaczę mojego Alec'a. Znowu będę mógł spojrzeć w jego oczy. Znowu zobaczę jak się rumieni. Znowu…
-Magnus! – z zamyślenia wyrwał mnie opiekuńczy głos Cate. – Nic ci nie jest?
- Muszę mieć numer do Jace'a! Natychmiast! – wykrzyknąłem, ignorując jej pytanie.
Ragnor i Cate oczywiście wybuchnęli śmiechem.
-No i właśnie takiej reakcji oczekiwaliśmy od ciebie! – wybąkał Ragnor, kiedy zdołali się w końcu opanować. – Ale bardzo mi przykro. Nie mamy do niego numeru.
-Co? Jak to nie macie?! – krzyknąłem sfrustrowany. – Przecież musicie mieć do niego numer! Jak ja mam się skontaktować z Alec'iem, kiedy moi najlepsi przyjaciele nawet nie załatwili mi jego telefonu?
-Nie dałeś mi dokończyć Maggie! – wtrącił Ragnor, próbując powstrzymać kolejny napada śmiechu. – Nie mamy jego numeru, ale mamy numer do Clary…
-A po co mi numer do Clary?!
-Daj mi dokończyć brokatowy! – warknął na mnie. Przewróciłem oczami. Jak miałem mu nie przerywać, kiedy w jednej chwili mówią mi, że być może miłość mojego życia będzie chodzić z nami do szkoły, a drugiej, że nie mają nawet do niego numeru. – Jak już mówiłem, mamy numer do Clary – ponownie otwierałem usta, żeby coś powiedzieć, ale chłopak zmroził mnie wzrokiem, po czym kontynuował dalej. –A ona natomiast ma numer do Jace'a, który jest przyrodnim bratem Alec'a. Więc, jeśli chcemy zdobyć numer Jace'a musimy zadzwonić do rudej, i poprosić ją żeby nam go dała. I w tedy do niego zadzwonimy…
-I wtedy on umówi mnie z Alec'iem! Och, jesteście genialni! – wykrzyknąłem uradowany, wieszając im się na szyjach.
-M… Maggie! Dusisz nas! – wykrzyknęli jednocześnie. Odsunąłem się od nich delikatnie.
-Przepraszam. – powiedziałem. – No ale teraz dajcie mi ten numer! – oboje wymienili ze sobą spojrzenia. – No proszeee! – rzuciłem błagalnie. Byłem nawet zdeterminowany, aby błagać na kolanach, jednak nie było takiej potrzeby. Oboje ponownie spojrzeli na mnie z uśmiechami na twarzach, a Cate podała mi jej numer. Od razu wyjąłem swojego smartphone'a w tęczowej obudowie i wstukałem numer. Po 3 sygnałach, które wydawały się wiecznością, przynajmniej dla mnie, w słuchawce usłyszałem dziewczęcy głos.
-Halo? Kto tam?
-Hej. To ja, Magnus.– wyjaśniłem.
-Magnus Bane?
-Tak. Tak, to ja – potwierdziłem, po czym nie dając jej czasu na odpowiedź, kontynuowałem dalej. – Słuchaj, nie mam zbytnio czasu na wyjaśnienia, ale mam do ciebie prośbę.
-No dawaj, słucham.
-Otóż. Potrzebuję numer do twojego byłego.
-Jace? – zapytała. – A po co ci numer do Jace'a?
-Och Clary, nie czas na wyjaśnienia. Po prostu go potrzebuję, czy mogłabyś mi go podać? Proszę.
Na chwilę zapadła cisza, myślałem, że nie uzyskam już odpowiedzi, ale w tedy rudowłosa westchnęła, i odpowiedziała trochę zmęczonym głosem.
-No, ok. Niech ci będzie – rzuciła, po czym podała mi numer swojego byłego.
-O… ok.. Mam. Dzięki i pa. –Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź rozłączyłem się w mgnieniu oka i wybrałem numer Jace'a. Kątem oka zauważyłem, jak moi przyjaciele obserwują mnie z wielkimi bananami na twarzy. Ja też się uśmiechałem. Byłem tak szczęśliwy, jak nigdy w życiu. Jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś, kto działał na mnie tak jak Alec. Miałem ochotę krzyczeć i skakać ze szczęścia. I kiedy powoli, układałem sobie plan co powiem Jace'owi, kiedy w końcu odbierze. W słuchawce rozległ się dźwięk, a po nim jedne z najbardziej znienawidzonych słów, przez dzisiejszych nastolatków.
- Numer pod który dzwonisz jest nieaktywny.
Kiedy to usłyszałem, natychmiast oderwałem telefon od ucha i rzuciłem nim o chodnik. Smartphone uderzył szybą o bruk i rozbił się na kawałki.
-Magnus! Co ty robisz?! – usłyszałem za sobą zaniepokojony głos Cate, równocześnie czując jak kładzie rękę na moim ramieniu. Powoli odwróciłem się do nich.
-Jace zmienił numer – zrobiłem mała pauzę, po czym dodałem trochę rozpaczliwym tonem. – I jak ja teraz go znajdę?
- Nie martw się Maggie, za trzy dni zobaczysz go w szkole – powiedziała pocieszycielskim tonem moja przyjaciółka. Uśmiechnąłem się do niej smutno.
-Mam taką nadzieję. Mam taką nadzieję.
