A/N: Intoxic: Oj zobaczy, zobaczy. A co do telefony, to Magnus zdecydowanie by tak zrobił! Ps. Chodziło mi o taką ciężarówkę co jest w reklamach coca-coli, ale wypełniona PEPSI!

Glittery Angel: Tak, to zdecydowanie najlepsi przyjaciele na świecie! W końcu musiał jakoś to odreagować, aż padło na telefon to już inna sprawa :)

Kokosz: Hahaha miło Cię znowu widzieć! Powroty w wielkim stylu zawsze mile widziane! Tak Intoxic uwielbia rumieniącego się Alec'a. A co do rozdziały to, jak zawsze cieszę się, że się podoba!

Ewelina: Tak nik nie ma tyle cierpliwości co Cate do Magnusa. Ale tak w roli ścisłości tęczowy telefon był Magsa, a nie Cate. Ale to taki mały szczegół! Oj będzie się działo będzie! :)


V rozdział

Nie mogłem się doczekać spotkania z tobą

Minął już cały miesiąc odkąd spotkałem Magnusa Bane'a. Minął miesiąc odkąd mama i Jace dowiedzieli się o mojej orientacji. Teraz wiedzieli już prawie wszyscy, no oprócz ojca i Maxa'a, ale on był jeszcze za mały żeby to zrozumieć. A razem z mamą i moim rodzeństwem, doszliśmy do wniosku, że na razie nic nie powiemy tacie. Powiem mu sam, kiedy będę gotów, aby zmierzyć się z jego opinią. A wiedziałem, że nie będzie ona zbyt łagodna. Wiedziałem, że ojciec nie zbytnio toleruje homoseksualistów, a najbardziej gejów. Bałem się jego reakcji na moje wyzwanie. Ale miałem nadzieję, że moje rodzeństwo wstawi się za mną, tak jak zrobiło to, kiedy zdecydowałem się wyznać mamie prawdę, która w końcu nie przyjęła tego tak najgorzej. Wiem, że nie jest jej łatwo to zaakceptować, ale przynajmniej próbuje. A co najważniejsze, nie odwróciła się ode mnie, kiedy oznajmiłem jej, że jestem gejem.

Przed oczami, ponownie pojawiła mi się mina mamy, kiedy wyjawiłem swój sekret. I w tedy rozległo się ciche pukanie do drzwi. Spojrzałem na zegarek. Była dopiero 6:30, do szkoły mieliśmy na 8, więc kto do cholery chce coś ode mnie o tej porze. O tej godzinie powinni spać, a nie nachodzić mnie w mojej sypialni. Z ciężkim westchnieniem wstałem z łóżka i podszedłem do drzwi. Kiedy je otworzyłem moim oczom ukazała się Izzy w swoim różowym szlafroku i z papierowymi torbami ze sklepów z pobliskiego centrum handlowego.

-Hej śpiochu – rzuciła lekko wchodząc z gracją do pokoju. Obeszła moje łóżko dookoła i położyła na nim torby. Po czym spojrzała na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy. – No co tak patrzysz? Czas cię upiększyć, żeby Magnus był tobą oczarowany. Musisz wyglądać wspaniale, jeśli chcesz go zaczarować. – Patrzyłem na nią z niedowierzaniem. Czy ona naprawdę miała zamiar mnie „upiększyć"? O 6 rano? Nie mogłaby z tym zaczekać chociaż godziny?

-Izyy ja nie…

-Oj przestań! – przerwała mi. – Musisz wyglądać dobrze i koniec. A teraz nie dyskutuj tylko idź się umyj i przebierz w te rzeczy – powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwy, podając mi jedną z papierowych toreb. Zajrzałem do środka. Znalazłem tam czarne jeansy i granatową koszulę. „Dzięki Bogu", pomyślał łem się, że w środku znajdę coś kolorowego, pstrokatego, ale na szczęście Izzy pozostała przy moich ulubionych kolorach. – No już ruszaj się! Nie mamy całego dnia! – rzuciła i dosłownie wepchnęła mnie do łazienki.

Na początek wziąłem krótki prysznic, a później przebrałem się w rzeczy, które siostra dla mnie kupiła. Kiedy je założyłem i obejrzałem się w lustrze, musiałem przyznać, że nie wyglądałem najgorzej. Rzeczy idealnie leżały na mnie i co najważniejsze były w ciemnych kolorach. Tak jak lubię. Jeszcze raz obejrzałem się i wyszedłem do pokoju. Izzy była już przebrana. Pewnie poszła do siebie się przygotować, kiedy byłem w łazience. Miała na sobie czarną, krótką sukienkę, ledwo sięgającą do połowy ud z krótkimi koronkowymi rękawami. Do tego wysokie, czarne szpilki, które przy jej wzroście w ogóle nie były potrzebne. Wyglądała elegancko, a zarazem, jak większość chłopaków uważa, seksownie. Już się do tego przyzwyczaiłem. Izzy nie lubi sportowego look'u, tak jak większość nastolatek w XXI w. Zamiast dresów, rurek, trampek czy luźnych T-shirtów, Izzy stawiała na krótkie sukienki, szpilki i biżuterię. Kiedy zamknąłem drzwi, okręciłem się przed nią, prezentując cały strój.

-Wiedziałam! – wykrzyknęła. – Wyglądasz zabójczo. A teraz chodź zrobię coś z tymi włosami i będziesz gotowy na podbój świata. To znaczy Magnusa – powiedziała wesoło, wskazując na krzesło, które odsunęła od biurka, abym usiadł. Z westchnieniem męczennika usiadłem. Nawet nie zdążyłem mrugnąć, a Izzy już stała obok i robiła coś z moimi włosami. Przyznam, że trochę bałem się efektu, ale z drugiej strony, miała rację muszę wyglądać dobrze, żeby zrobić wrażenie na Magnusie.

-I… gotowe! – wykrzyknęła po kilku minutach. Od razu zerwałem się z krzesła i ruszyłem do łazienki, aby przyjrzeć się dziełu mojej siostry. I znowu muszę przyznać jej rację. Wyglądałem fajnie. Izabelle ułożyła moje włosy tak, że teraz pozostawały w nieznacznym nieładzie i jednocześnie wyglądały na luzie. „No to teraz musi się udać.", pomyślałem cały uszczęśliwiony. Teraz czas udać się do szkoły i odnaleźć Magnusa, być może moją pierwszą, prawdziwą miłość.


POV Magnus:

-Magnus! Przestań się tak kręcić! Zobaczysz, zaraz przyjdzie! – Cate złapała mnie za ramiona i obróciła twarzą do siebie. Spojrzałem jej prosto w oczy. Jak miałem się nie kręcić i stać spokojnie, kiedy czekałem na Alec'a. Od rana żyłem myślą, że dziś go zobaczę. A teraz, kiedy stałem tutaj w szkole, a on nie przychodził byłem jak bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć. – Uspokój się!

-Jak mam się uspokoić, kiedy on nie przychodzi! – powiedziałem sfrustrowany wyrzucając ręce do góry.

-Maggie, Cate dobrze mówi. Uspokój się! Przecież on zaraz przyjdzie. Musi – wtrącił Ragnor stając obok Cate. No tak miał rację. Musi przyjść. Dzisiaj pierwszy dzień szkoły, więc musi się zjawić. Tylko dlaczego to trwa tak długo?! Ponownie odwróciłem się plecami do moich przyjaciół i znów począłem go szukać.

Rozglądałem się na wszystkie strony, w nadziei, że ujrzę znajomą czarną czuprynę i najpiękniejsze na świecie niebieskie oczy. Ale Alexandra wciąż nie było widać. A już za chwilę miało się zacząć przemówienie dyrektora. W sali gimnastycznej zgromadziło się już sporo uczniów, zaczął się tworzyć niezły tłum. No nieźle. Teraz to już w ogóle nie miałem jak go dostrzec, chyba, że bym stanął. Co wyglądałoby niejako dziwnie, zważywszy na to, że wszyscy uczniowie mieli siedzieć na ławkach i słuchać mowy. W końcu do Sali wszedł dyrektor Black, ojciec James'a. Tak tego James'a, który szykanował Alec'a. Mojego Alec'a. James jest typem badboya, szykanował młodszych, zaczepiał starszych. Ale te jego występki, zawsze uchodzą mi na sucho. A dlaczego? Dlatego, że ma ojca dyrektora. Nikt go nie lubi, chociaż nie okazują tego zbytnio, gdyż boją się jego ojca.

-Drodzy uczniowie. Rozpoczynamy nowy rok szkolny…- w moje rozmyślania wdarł się głos dyrektora. Nie minęła nawet minuta, a poczułem mocne uderzenie w bok. Spojrzałem złośliwie na Ragnora.

-Au! Zgłupiałeś?! – powiedziałem rozmasowując bok, a ten żadnej reakcji. Tylko patrzył się za mnie, szeroko się uśmiechając, widocznie kogoś obczajając. Obróciłem głowę by spojrzeć na obiekt, który on obserwował, spodziewając się jakiejś ładnej dziewczyny. I w tym momencie ujrzałem swojego Anioła. Siedział obok jakiejś dziewczyny, bardzo podobnej do niego, prawdopodobnie jego siostry, i obok Jace'a. Wyglądał na zdenerwowanego, siedział wyprostowany, patrząc prosto przed siebie, lecz cały czas bawiąc się rękami lub kurtką. Wyglądał tak samo jak pierwszego dnia, kiedy go zobaczyłem, chociaż trochę inaczej zaczesał dziś włosy. Co bardzo mi się podobało. Teraz wyglądał jeszcze ładniej.

-To on! – pisnąłem do Ragnora i Cate, podskakując lekko na ławce. Moja przyjaciółka przewróciła oczami i spojrzała na Alexandra. Mierzyła go wzrokiem, od stóp, aż po czubek głowy, po czym kiwnęła głową w moją stronę, dając mi do zrozumienia, że aprobuje go.

-Niezły—wtrącił Ragnor, go automatycznie wzrokiem.

-Odwal się Rags. To mój przystojniak—syknąłem na niego—Jest mój. A raczej będzie mój.

-Dobra, dobra. Tylko nie gryź! – powiedział podnosząc ręce do góry, w geście poddania. Wyszczerzyłem do nie go zęby. Nikt. Nawet mój najlepszy przyjaciel. Nie odbierze mi Alec'a.

Całe przemówienie spędziłem na ukradkowym oglądaniu niebieskookiego. Wyglądał tak słodko. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Patrzyłem się i patrzyłem. A od czasu do czasu, Rags albo Cate dawali mi znać, jakimś szturchnięciem w bok, abym się odwrócił, czy zaklaskał.

Po jakże monotonnym przemówieniu mieliśmy udać się na zajęcia. Biorąc nowy plan z sekretariatu udałem się na moją pierwszą lekcję, która była biologia. Nigdy nie lubiłem tego przedmiotu, nie miałem głowy do skomplikowanych nazw. Więc z miną cierpiętnika wszedłem do Sali za bratem Clarissy, Jonathanem.

-Cześć Magnus — rzucił sucho blondyn nawet nie spoglądając na mnie.

-Witaj Jonathan — odpowiedziałem w podobnym tonie także nie zaszczycając go spojrzeniem. Kiedy wieszałem kurtkę na wieszaku przy drzwiach, poczułem, że ktoś na mnie wpadł od tyłu. „Boże, czy ci nowi muszą być tak upierdliwi. Nawet nie patrzą jak chodzą", pomyślałem obracając się w stronę drzwi. I kiedy już miałem na tego, kogoś nawrzeszczeć, żeby uważał jak chodzi, ujrzałem przed sobą parę oczu w kolorze nocnego oceanu.

-Najmocniej przeprasz…- zaczął, a moje serce automatycznie przyspieszyło, a na twarzy malował mi się szeroki uśmiech. Mój Anioł stał przede mną w całej okazałości, z rumieńcem na twarzy i zaskoczeniem w oczach—Magnus…

-Alec—powiedziałem radośnie. Miałem ochotę rzucić mu się na szyję i wpić w usta. Tak marzyłem o tej chwili, miałem ją idealnie zaplanowaną w myślach, a teraz gdy spełniły się moje marzenia nie wiedziałem, co mam zrobić. Stałem jak sparaliżowany. Bałem się, że jeśli coś zrobię, Alec ucieknie i nigdy więcej go nie zobaczę.

-Ja…-zaczął, ale nie dane było mu skończyć, bo do Sali wszedł pan Garroway i rozpoczął zajęcia.

-Magnus, zajmij miejsce, razem ze swoim nowym znajomym, dobrze?— powiedział wskazując na Alec'a. Od razu przytaknąłem mu ochoczo i chwyciłem rękę Alec'a. Pociągnąłem go w stronę wolnej ławki w drugim rzędzie, tuż przed Jonathanem i Sebastianem. Gdy zajęliśmy nasze miejsca, nauczyciel rozpoczął lekcje.

-Kochani…wiem, stęskniliście się za mną, wiem.—z tyłu dobiegły nas głosy sztucznego aplauzu chłopaków i wzdychania dziewczyn. Luke Garroway był przystojny, jak na nauczyciela, nie dziwiłem się że dziewczyny z mojej klasy się za nim oglądały, chociaż był dla nich stanowczo za stary. No ale cóż. To w końcu młodzież XXI w. ich się nie ogarnie. Westchnąłem, a kątem oka zauważyłem, że Alec wywraca oczami. Pewnie był tego samego zdania co ja. Uśmiechnąłem się szeroko, a profesor kontynuował swoją mini przemową. –W tym roku zajmiemy się jedną z najciekawszych dziedzin biologii, Anatomią człowieka.

Na samą myśl, robiło mi się niedobrze. Choć, gdy ponownie spojrzałem na Alec'a, który ściągał kurtkę, zmieniłem zdanie. Miał na sobie w miarę obcisłą koszulkę, więc mogłem dostrzec zarys mięśni jego brzucha. Natychmiastowo chciałem zobaczyć więcej. Wiedziałem, że , muszę przestać o nim tak myśleć, bo mogłem mieć niezręczny problem w szybkim tempie. Ale jakoś nie mogłem się powstrzymać. Z nim zdecydowanie anatomia byłaby przyjemniejszą do nauki.

Po chwili usłyszałem szelest kartki, spojrzałem na nasz stół i dostrzegłem biały papier z kilkoma słowami.

„Wszystko gra?"

„Tak" szybko odpisałem po czym od razu dodałem „Nie mogłem się doczekać spotkania z tobą".

„Ja też " przyszła szybka odpowiedź. Spojrzałem na Alec'a dyskretnie, na jego policzkach malował się porządny rumieniec.

„Wystawałem nawet pod klubem. Tak bardzo chciałem cię ponownie spotkać. Nawet doprowadzałem tym do śmiechu moich przyjaciół." Szybko zapisałem i podałem mu kartkę, gdy nauczyciel odwrócił się by zanotować coś na tablicy

„Poważnie? Szkoda, że ja już nie odważyłem się pójść do klubu ponownie. Pewnie byśmy się spotkali."

Uśmiech mi wstąpił na usta, gdy to odczytałem. On też chciał mnie spotkać? To musi być przeznaczenie.

„Chcesz…" zacząłem pisać, ale przerwałem, gdy usłyszałem wymowne chrząkniecie. Podniosłem oczy do góry. Pan Garroway stał nad naszą ławką i patrzył na nas wymownie, co chwilę zerkając na kartkę. Szybko ją schowałem pod zeszyt.

-Panie Bane, Panie Lightwood — zaczął nauczyciel — Ja mam nadzieję, że na tej kartce zapisujecie zagadnienia, które napisałem na tablicy.

-Oczywiście—powiedzieliśmy oboje. Policzki Alec'a zrobiły się czerwone ze wstydu. „Zdecydowanie, czerwony to jego kolor", pomyślałem. W końcu oboje zanotowaliśmy zagadnienia.

Gdy nauczyciel znów odwrócił się, ponownie chwyciłem kartkę i szybko zanotowałem swój numer telefonu. Na końcu dodałem „Zadzwoń do mnie, Niebieskooki Aniele".


A/N: No i jak zwykle, wielkie DZIĘKUJĘ dla Intoxic, która pomogła przy tworzeniu tego rozdziału!

Ps. Teraz to wiszę ci 2 ciężarówki PEPSI! :D