A/N: Intoxic: Spoko, spoko dam radę!
Glittery Angel: Tak końcówka w zupełności należy do Intoxic!
Roxxie: ich drugie spotkanie musiało być jak z filmu, tak romantycznie :D
Ewelina: Cieszę się, że się nie zawiodłaś! Można powiedzieć, że ich pierwsza mini randka będzie już niedługo :)
Kokosz: Pierwsze: Też lubię, kiedy Izzy daje coś Alec'owi, w sensie ubrania. Zawsze coś mu fajnego dobierze. Drugie: Ulubiony zwrot Intoxic, więc musiała go tu użyć :) Trzecie: Jakoś się tak złożyło, ale teraz bd pamiętać, żeby nie dodawać tego samego dnia, żeby Cię nie rozpraszać w nauce :P
VI rozdział
To on!
Pierwszy dzień w szkole minął mi dosyć szybko. I to za pewne nie ze względu ciekawych zajęć, ale pewnej osoby. A mianowicie Magnusa. Tak, tego brokatowego Magnusa, którego poznałem pod Pandemonium. Miałem naprawdę dużo szczęścia, że wpadłem na niego, tuż przed biologią. Byłem mile zaskoczony, że to jego jako pierwszego spotkałem. Dzisiaj był mój pierwszy dzień, a tu taka miła niespodzianka. Nie dość, że usiedliśmy razem, to do tego dowiedziałem się, że i on o mnie myślał, przez ten cały czas. Byłem prze szczęśliwy. Nigdy nie czułem czegoś takiego. A kiedy zapisał mi swój numer telefonu, nie mogłem usiedzieć na miejscu i cały czas się wierciłem na krześle z podniecenia.
Biologia szybko nam zleciała, i w końcu mogliśmy wyjść z klasy. Niestety Magnus musiał iść na w-f, ale obiecał mi, że po następnej lekcji oprowadzi mnie i ewentualnie, moje rodzeństwo po szkole. Chociaż jak dla mnie, ich w cale nie musieliśmy brać pod uwagę. Izzy i Jace szybko odnajdywali się w nowych miejscach, mi było trochę trudniej. „Ale mając takiego przewodnika pod ręką, jakim jest Magnus, na pewno szybko się tu odnajdę", pomyślałem i z tą właśnie myślą, ruszyłem na następne zajęcia, którymi okazał się angielski. Byłem nawet dobry z tego przedmiotu w poprzedniej szkole, więc z uśmiechem ruszyłem pod salę, cały czas rozmyślając o Magnusie. Szedłem korytarzem i uśmiechałem się sam do siebie, patrząc na kartkę z zapisanym telefonem Magnusa. Ludzie przechodzący koło mnie dziwnie się na mnie patrzyli, ale nie obchodziło mnie to. „Mogą patrzeć, jak chcą, a ja i tak będę się uśmiechał, w końcu mam numer do mojego wybawcy!" pomyślałem, cały w skowronkach.
Po kilku minutach z planem i telefonem Magnusa w ręce, doszłem w końcu do Sali nr 32, gdzie miała się odbyć moja druga lekcja. Nadal z wielkim uśmiechem i małym rumieńcem na twarzy wszedłem do środka. Rozejrzałem się po klasie. I w tedy mój cały zapał i entuzjazm zniknęły, jak ręką odjął. W ostatniej ławce, tuż przy oknie siedział Michael, a koło niego siedziało także dwóch chłopaków. Chociaż siedzieli odwróceni do mnie bokiem, od razu ich rozpoznałem. James i jego kolega, którego imienia nie znałem, ale zapamiętałem jego twarz. To oni w tedy dopadli mnie pod klubem. Stanąłem jak wryty. Miałem ochotę stamtąd uciec, i nigdy nie wrócić. I już odwracałem się w stronę wyjścia, kiedy usłyszałem za sobą donośne wołanie.
-Hej Alec! – Oczywiście był to nie kto inny, jak Michael. Chociaż rozmawialiśmy ze sobą tylko kilka minut, w tedy, w klubie, od razu poznałem jego ton głosu. Odwróciłem się powoli i spojrzałem na niego. Nadal siedział wyciągnięty na swojej ławce, lecz tym razem patrzył prosto na mnie. Obserwował mnie zwyczajnie rozbawiony. Bawiło go to, a ja natomiast przestraszyłem się. Kiedy weszłem do Sali i go zobaczyłem, wspomnienia z klubu wróciły do mnie automatycznie. Wzdrygnąłem się. Chciałem o tym zapomnieć, ale teraz, gdy razem z Michael'em mieliśmy chodzić razem na te zajęcia, zrozumiałem, że to będzie trudne zadanie. Wiedziałem, że za każdym razem, kiedy spojrzę na niego wszystko wróci.
-Cześć – rzuciłem, siląc się na neutralny ton głosu.
-Widzę, że jesteś nowy? – przytaknąłem. – No to siadaj, o tu masz wolne – powiedział wskazując na miejsce obok siebie. Nie wiedziałem co mam zrobić. Stałem jak sparaliżowany. Byłem zdziwiony jego propozycją. Czy on już nie pamiętał co się stało w klubie? Czy chce mnie jakoś w ten sposób upokorzyć? O co tu chodzi? Pytania przelatywały przez moją głowę, jak torpeda.
Kiedy tak stałem jak kołek, a Michael z kumplami patrzył się na mnie drwiąco, poczułem szarpnięcie. Ktoś chwycił mnie za rękaw, i teraz ciągnął mnie w przeciwną stronę klasy. Otrząsałem się z oszołomienia, w tym samym momencie, kiedy ten ktoś się zatrzymał. Stanąłem wraz z nim i spojrzałem w górę. Moim oczom ukazał się wysoki, niebiesko włosy chłopak, i tak samo niebieskich oczach. Był nawet przystojny. Wydajne kości policzkowe, wąskie usta, ale nie był w moim typie. Choć miałem wrażenie, że gdzieś już go widziałem. I kiedy miałem go o to zapytać, chłopak sam zabrał głos.
-Jesteś bratem Izabelle, prawda? – zapytał uśmiechając się do mnie. Przytaknąłem mu szybko. Skąd on o tym wiedział? Skąd znał Izzy? Przecież znałem jej wszystkich kolegów, nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Widocznie zauważył moje pytające spojrzenie, gdyż westchnął lekko i bardziej się uśmiechnął. – Zgadywałem. Jesteście do siebie bardzo podobni.
-Skąd znasz moją siostrę?
-Poznaliśmy się w Pandemonium, miesiąc temu. Chociaż od tamtej pory nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Aż tu nagle zjawiła się w mojej szkole. No cóż, jednak szczęście mi dopisuje.
-Aaaaa, to stąd cię pamiętam. Widziałem cię w tedy w klubie. No i moja siostra opowiadała mi o tobie.
-Izabelle opowiadała ci o mnie? – powtórzył. Wyglądał, jakby zaraz miał zacząć skakać ze szczęścia. Przewróciłem oczami, próbując się nie roześmiać.
-No tak – machnąłem na to ręką. – A tak w ogóle to jestem Alec.
-Miło mi ciebie poznać – zaczął ściskając moją rękę. – Ja jestem John Devon.
-Mnie również John – odpowiedziałem uśmiechając się. No to być może od dzisiaj mam już dwóch przyjaciół: Magnusa i John'a. Chociaż z tym pierwszym, liczyłem na coś więcej. No i trzech możliwych wrogów: Michaela i jego wkurzających kumpli. Kiedy zacząłem rozmyślać, jakie jeszcze kłopoty mogą mi oni przysporzyć, z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka.
-Skąd znasz Michaela? No wiesz, nie chciałbym być wścibski ale…
I nie dane mu było skończyć, bo właśnie do klasy wszedł nauczyciel. Niewysoki mężczyzna o srebrnych włosach. W szarym garniturze i czarną teczką. Wszedł pewnym krokiem do Sali i rozejrzał się dookoła. Przesunął wzrokiem po wszystkich, począwszy od Michaela, aż jego wzrok spoczął na nas. Mężczyzna przyglądał nam się przez chwilę i rzekł silnym męskim głosem.
-A wy czemu stoicie? Panie Davon i panie… jak się pan nazywa? – zapytał wskazując na mnie ręką.
-Lightwood. Alexander Lightwood – odpowiedziałem pośpiesznie.
-A więc, panie Lightwood proszę zająć miejsca, zaczynamy lekcje – nakazał, a my posłusznie usiedliśmy w pierwszej lepszej ławce pod ścianą. Następnie profesor McCras zaczął swoją lekcję, od nudnego mini przemówienia, a później przeszliśmy do zadań z gramatyki. Mieliśmy dużo roboty, co z jednej strony było strasznie nudne, a z drugiej, cieszyłem się, że jest ich aż tyle, ponieważ John nie miał czasu ponownie zagadnąć mnie o Michaela.
Kolejne lekcje miały mi dosyć szybko. Podczas przerw rozmawiałem ze swoim rodzeństwem, nowo poznanymi znajomymi i oczywiście Magnusem. Magnus odwiedzał mnie na każdej przerwie. Czasami oprowadzał mnie po szkole, a czasami siedzieliśmy tylko pod klasą i gadaliśmy. Rozmawialiśmy o błahych sprawach, jak starzy przyjaciele. A kiedy zadzwonił dzwonek, oznajmiający koniec ostatniej lekcji, wiedziałem, że kiedy tylko wyjdę za drzwi Magnus już tam będzie na mnie czekał. I nie pomyliłem się, gdy wyszedłem z klasy jako ostatni Magnus stał oparty o ścianę, ale nie sam. Wraz z nim stał tam jeszcze: Jonathan - brat Clary i ona sama, Sebastian Verlac, Cate i Ragnor, najlepsi przyjaciele Magsa, których poznałem jakieś 2 godziny temu oraz moje rodzeństwo – Izzy i Jace. Wszyscy stali obok siebie i wesoło o czymś rozmawiali. „To fajnie, że wszyscy się tak ze sobą dogadują", pomyślałem. No może wszyscy oprócz Jace'a i Clary, którzy odkąd ze sobą zerwali nie przepadają za sobą zbytnio. Chociaż, jak twierdzi Izzy, oni nadal się kochają, tylko, żadne z nich nie chce wyciągnąć pierwsze ręki i przyznać się do błędu. Przewróciłem oczami. Znając mojego brata, on na pewno nie wyciągnie jej pierwszy. Jego duma mu na to nie pozwoli.
-Alec! – z zamyślenia wyrwał mnie głos Magnusa, który cały rozpromieniony szedł w moją stronę. – No na reszcie! Myślałem, że będę musiał cię wyciągać siłą z tej klasy.
-Przepraszam, ale musiałem zostać jeszcze na chwilę – wyjaśniłem, także uśmiechając się na widok Magnusa.
-Ok, ok. nie przepraszaj. Wybaczamy – wtrąciła Izabelle, która z resztą paczki zdążyła już do nas podejść. – To co teraz robimy?
-No idziemy do domu chyba nie? – zapytałem.
-Niezupełnie – powiedział Magnus z małą nutką tajemnicy w głosie. Popatrzyłem na niego pytająco. Ubrany był w fioletową koszulę, czarne rurki, skórzaną kurtkę z… z brokatem? Tak to na pewno brokat. Miał go pełno i to nie tylko na kurtce. Miał go we włosach lekko natapirowanych, trochę na spodniach i na powiekach. Po prostu cały się świecił, jak w tedy, kiedy go poznałem. Uśmiechnąłem się na to wspomnienie, a na moich policzkach znowu wykwitły rumieńce. Magnus za pewne to zauważył i uśmiechnął się jeszcze szerzej i po chwili dodał patrząc się na mnie. – Razem z Clary, Jonathan'em, Sebastianem, Cate i Ragsem chcieliśmy uczcić wasz pierwszy dzień w szkole i chcieliśmy zabrać was na kręgle. Co wy na to?
-Jasne! – wykrzyknęli równocześnie Jace i Izzy. „No tak, oni to pierwsi do zabawy", pomyślałem. Kiedy nic nie odpowiedziałem, zaraz wszystkie twarze skupiły się na mnie. Westchnąłem.
-No niech będzie. Idziemy! – powiedziałem i wszyscy razem wyszliśmy ze szkoły.
