A/N: Ewelina: Tak nareszcie pocałunek! Ale niestety wszystko co dobre się kiedyś tam kończy... Istotnie pierwszy tekst należy do Intoxic :)

Kokosz: Hahahaha taki jest plan! Muszę jakoś was zachęcić do czytania tych wypocin xd I tak wiem, moja wina, moja wina, moja bardzo ciężka wina, że pojawiają sie tak późno ale ostatnio nie miałam coś czasu, ale już niedługo przerwa więc przypuszczam, że będą pojawiać się wcześniej!

Glittery Angel: No niestety, a bardziej stety, ale nie nie ma nic innego do roboty chyba!

Blue Daisiess: Bardzo się ciesze, że mogę cię powitać w tym jakże skromnym gronie czytelników XD Tak wiem, że ta grupa, jest bardzoo uboga, ale z tych wszystkich to polecam ci Ty i ja to jedno Intoxic, ale pewnie to już znasz jeśli przewertowałaś wszystko, a jeśli nie to zachęcam do czytania! No i cieszę się, że podobają ci się postacie, mam nadzieję, że nie zmienisz zdania i nadal będziesz nas zaszczycać swoją obecnością :)


VIII rozdział.

Pocałunek, który zmienił wszystko!

Nie mogłem uwierzyć we własne szczęście. Byłem w tej kręgielni z Alexandrem. Od tak dawna chciałem gdzieś wyjść, po prostu być tylko z nim. I nie ważne, że byli tu też nasi inni znajomi. Dla mnie się liczyło to, że byłem tu ja i Alec. Chciałem się dowiedzieć, dyskretnie, czy Alec też coś czuje do mnie. Ja za każdym razem, gdy na niego spojrzałem, miałem w brzuchu motyle. Robiło mi się ciepło w okolicy serca. Czyżbym się zakochał? Tak szybko? Przecież dopiero widziałem go drugi raz. Czy to może być miłość od pierwszego wejrzenia? Czy coś tak ckliwego mogło mi się przydarzyć? Nie miałem pojęcia, co to za uczucie, które mam wobec Alexandra, ale cokolwiek to było, chciałem tego więcej. I udało mi się nawet złapać już go za rękę. Idealnie się układała razem z moją, jakby była stworzona dla niej. A gdy zbliżyłem się do niego i stanąłem za nim, kładąc moją dłoń na jego brzuchu, poczułem, że dostał dreszczy od mojego dotyku, czyżby mu się podobało? A potem pokazałem mu, jak trzeba rzucić kulę.

-Dzięki!—usłyszałem jego krzyk radości, gdy zbił wszystkie kręgle. Ale to co zrobił następnie, zbiło mnie z pantałyku na chwilę.

Alec rzucił mi się na szyję i chciał mnie pocałować, chyba w policzek. Ale ja szybciej przekręciłem głowę i nasze usta się zetknęły. Czułem jak Alec drętwieje w moich ramionach. Był jak sparaliżowany, jego miękkie, malinowe usta w ogóle nie reagowały na mój gest. Już chciałem się od niego odsunąć i przeprosić, ale w tej samej chwili Alec rozluźnił się w moim uścisku i zarzucił swoje ręce na moją szyję i w końcu odwzajemnił mój pocałunek. Uśmiechnąłem się pomiędzy nimi. Alec naprawdę odwzajemnił mój pocałunek. Tak marzyłem o tej chwili, a teraz kiedy ona nadeszła czułem się jak w siódmym niebie. Kiedy tylko poczułem, że Alec rozluźnił się do końca, przyciągnąłem go jeszcze bliżej, tak, że teraz dzieliły nas od siebie tylko nasze ubrania. Przesunąłem językiem po jego cienkiej wardze. Alec natychmiast zrozumiał ten gest i otworzył swoje usta, abym mógł wsunąć swój do środka. Zacząłem wodzić nim po jego podniebieniu. Jeszcze przez moment się całowaliśmy, po czym ostrożnie postawiłem Alec'a na ziemi. Staliśmy ramię w ramie, nasze oddechy były nie równe, moje serce waliło jak u małego ptaszka. Czułem się wspaniale, a kiedy czarnowłosy spojrzał prosto w moje oczy, wiedziałem, że i jemu się to podobało. I kiedy, już otwierał usta, żeby za pewne coś powiedzieć, wokół nas rozbrzmiało wymowne chrząknięcie, a po nim rozbrzmiał głęboki, męski głos. Alec momentalnie odsunął się ode mnie i spuścił wzrok. Poczułem się urażony. Czemu on mi to robi? Czy nie widzi, że mi na nim zależy?

-Czyżbyśmy wam przeszkodzili chłopcy?

Oderwałem wzrok od niebieskookiego i przeniosłem oczy na intruza. Osoba, która nam przeszkodziła okazała się wysokim mężczyzną, w średnim wieku. Miał ciemno brązowe włosy oraz oczy, w kolorze ciemnej czekolady. Wpatrywał się co chwila to we mnie, to w Alec'a. Miałem wrażenie, że chce nas przewiercić na wylot.

-Tato? Co ty tutaj robisz? Myślałem, że jesteś w pracy.– zapytał zdezorientowany Alec. Spojrzałem na niego. Rumienił się i to mocno, co dodawało mu jeszcze większego uroku. Patrzył na tego mężczyznę wyraźnie zaskoczony.

-Co ja tu robię? – mężczyzna widocznie wymigiwał się od odpowiedzi. Widać było, że jest zmieszany. – Co ty tu robisz do cholery Alexandrze...I dlaczego...całowałeś tego...tego chłopaka?

-No ja ten, tego…. ja – Alec zaczął się jąkać. – Ja… ja.. ja go wcale nie całowałem!

I w tedy, nie wytrzymałem. Czy on naprawdę zaprzeczył, tego co przed chwilą między nami zaszło? Czy to w ogóle nic dla niego nie znaczyło?

-Ach tak?! – wykrzyknąłem poirytowany w jego stronę. Alec spojrzał na mnie z przepraszającym spojrzeniem. Ale byłem na niego za bardzo zły, żeby to mnie uspokoiło. Nie. Może nie zły, ale zraniony. Tak poczułem się zraniony. Myślałem, że coś dla niego znaczę, pomimo, że nie znamy się za długo. Myślałem, że choć trochę mu na mnie zależy. – Jeśli się nie całowaliśmy, to twoim zdaniem co to było?!

-Ja…

-Alexandrze! Wytłumacz co się tu dzieje! – krzyknął jego ojciec, przeszywając mnie obrzydzonym wzrokiem.

-Twój syn jest gejem? – w tym samym czasie rozległ się cienki, kobiecy głos. Mężczyzna obejrzał się przez ramię, a za niego wyłoniła się średniego wzrostu blondynka, która podeszła do nas bliżej. Z bliska jej oczy przybrały kolor błękitu. Ubrana w czarną sukienkę do kolan, która podkreślała jej szczupłą sylwetkę i czarną skórzaną kurtkę i buty na obcasie. Podeszła do nas szybko i spojrzała najpierw na ojca niebieskookiego, a ten nie odwzajemniając jej spojrzenia, odwrócił czym prędzej głowę w naszą stronę. Widząc to kobieta, także spojrzała na nas. Przez chwilę lustrowała mnie wzrokiem, po czym spojrzała na Alec'a i ponownie wróciła nim do mężczyzny. – Ten niebieskooki chłopak to twój syn? I jest gejem?

-Mój syn nie jest żadnym przebrzydłym gejem Annmarie! To niedorzeczność! Mój syn nie jest, żadnym gejem! – Obserwowałem twarz ojca Alec'a. Mężczyzna cały poczerwieniał, a żyłka na jego szyi pulsowała tak mocno, że myślałem, że zaraz wybuchnie. Patrzył się na kobietę z wściekłością w oczach. Ona natomiast ciągle przyglądała się Alec'owi, który cały przestraszony i blady na twarzy spoglądał na ojca. Chyba tylko ja zatrzymałem zimną krew w tej sytuacji.

-Naprawdę? No wiesz, przed chwilą wyglądało to inaczej.

-Alec! Alec! – wypowiedź Annamarie przerwał męski głos dochodzący za naszych pleców. Obróciłem się. Z przeciwnej strony Sali biegł do nas Jace. Był cały zdyszany, ale cały czas nawoływał Alec'a i wymachiwał rękoma. – Alec! Widziałem ta… - krzyknął, kiedy dobiegł, lecz zawahał się spostrzegłszy swojego ojczyma. Umilkł natychmiast, wyprostował się i zwrócił swoje złote oczy na mężczyznę kiwając mu lekko głową. – Dzień dobry tato.

-Jace?! Co ty tu robisz?! Nie mów mi, że ty też jesteś gejem!

-Co? Gejem? Jak… - Jace popatrzył przestraszony na Alec'a, który pokręcił nerwowo głową i patrzył na niego błagalnym wzrokiem. Złotowłosy w net pojął o co chodzi i ponownie odwrócił się do ojczyma. – Nie, nie jestem gejem!

-Masz szczęście! Ale co ty tutaj robisz?! Mieliście być wszyscy już dawno w domu! Jeszcze mi powiedz, że wasza siostra, Izabelle jest z wami!

-No… No tak – ciągnął dalej Jace. Alec nic się już nie odzywał tylko stał cały biały na twarzy, bledszy nawet niż zwykle. Choć widziałem, że trochę odetchnął, jak ojciec zmienił trochę temat. Wiem, jak dużo to musi go kosztować. To całe ukrywanie się. Chciałem teraz go przytulić i powiedzieć, że wszystko się jakoś ułoży, ale wiedziałem, że nie mogę tego zrobić. Nie przy jego ojcu. Niebieskooki nigdy by mi tego nie wybaczył. – Przyszliśmy tu wszyscy: ja, Alec, Magnus, Izzy, Clary, Jonathan, Sebastian, Cate i Ragnor. Przyszliśmy tutaj po szkole, żeby uczcić nasz pierwszy dzień w…

-Wystarczy Jace! Już wszystko wiem! A teraz wracając do sprawy Alec'a, czy ty kiedykolwiek miałeś zamiar mi powiedzieć, że jesteś gejem!?

-Ja nie...

-Nie wiem, jak mogłeś mi to zrobić! – mężczyzna zlekceważył słowa syna i nie dopuszczał go do głosu. – To nie dopuszczalne! To obrzydliwe! Aleksandrze ja wiem, że dzisiejsze nastolatki mają strasznie wybujałą wyobraźnie, ale ty nie jesteś, żadnym przebrzydłym, gejem! Nie możesz nim być! To nie dopuszczalne! To koszmarne! To się w głowie nie mieści! Ty..

W tym momencie nie wytrzymałem, jak on mógł tak obrażać Alec'a. To, że gra w innej drużynie nie oznacza, że ma go obrażać. Nie wierzę, że to jego ojciec. Jak on może coś takiego mówić, na własnego syna. Byłem wściekły nikt, nie będzie obrażał Alec'a. Nikt dopóki ja żyję i jestem u jego boku. Nawet jego ojciec.

-Wystarczy! – krzyknąłem w jego stronę. Mężczyzna podniósł na mnie swój wściekły wzrok. Podeszłem do niego, tak blisko, że staliśmy twarzą w twarz. Kiedy szłem, kątem oka zauważyłem jak Alec wciąga mocno powietrze, a Jace blednie na twarzy. Oni ewidentnie bali się swojego ojca. Nawet Złotowłosy Chłopiec, który wyglądał mi na takiego, który niczego, ani nikogo się nie boi. Tym bardziej poczułem, że musze coś z tym zrobić. Spojrzałem prosto w jego oczy. – Niech pan zostawi tego chłopaka w spokoju! To nie jest pańska sprawa, kogo on woli, chłopaków czy dziewczyny! Niech pan lepiej się zamknie i pomyśli do kogo mówi! Mówi pan do syna, a nie do jakiegoś śmiecia! I niech pan lepiej zabierze swoją kochankę i spieprza mi stąd!

-Magnus! – zza pleców dobiegł mnie błagalny ton niebieskookiego. Odwróciłem się do niego z lekkim uśmiechem na twarzy. On natomiast się nie uśmiechał tylko patrzył tymi swoimi niebieskimi, wielkimi oczyma, w których tak lubiłem się zatracić. I kiedy już chciałem odciągnąć go w przeciwną stronę i oddalić się jak najdalej, w ciszę wdarł się ponownie wzburzony głos jego ojca.

-Jak śmiesz do mnie tak mówić! Ty okropny, plugawy pedale! Nie jesteś wart na…

-Tak! Tak! Już to słyszałem! – rzuciłem sarkastycznie. – A poza tym to, nie ma pan prawa obrażać mnie! A tym bardziej swojego syna, Alec'a! A jeśli to się panu nie podoba, to ma pan problem!

Dalszych słów już nie dosłyszałem, gdyż wziąłem Alec'a za rękę i pociągnąłem go do wyjścia.


A/N: Rozdział stworzony z pomocą Intoxic (jak ja cię lubię normalnie) xD

A następny rozdział postaram się dodać w piątek :)