A/N: Intoxic: Po pierwsze: Klawisz ci się wcisnął? Czy to takie wymowne ii było? XD Zdecydowanie się do siebie zbliżają no i już pomału, pomału... a zresztą co ja będę gadać sama dobrze wiesz! XD Hymmmm... cała blacha mówisz? No spox kox, jak ja to mówię wykombinuję ci już tą blachę niech ci będzie :D
Kokosz: Hahahahahaha wszyscy zazdroszczą Intoxic, no ale nic, tobie też mogę podesłać orzechowaca i peperoni, jeśli Intoxic ich nie zje jak wpadnie, bo znając ją to nic nie zostanie XD A tu cię zaskoczę, bo pomysł naszedł mnie przed komputerem, a dokładnie na fejsie, więc nie jest jednym z tych "dziwnych miejsc". No tak, to dobre pytanie. Nie wiem czy można nazwać Magnusa Przyziemnym, ale niech już będzie, dla Alec'a może być kimkolwiek chce :)
Blue Daisiess: Spox kox nic się nie stało! Wybaczamy! :) Tak wiem! Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina! Wszelkie błędy ortograficzne i interpunkcyjne to moja specjalność, a w tym rozdziale było ich dużo, ponieważ był pisany w czasie ekstremalnym, ale cieszę sie, że ci się spodobał! Wątpię, czy dużo ludzi lubi Roberta, no ale kto co (czy kogo) woli. Hahaha a co do Magnusa, to jeszcze będzie miał sytuacje, w których będzie taki słodki, może nawet bardziej :D
IX rozdział.
Umówisz się ze mną?
Przez te wszystkie dni dużo rozmyślałem. Myślałem o moim życiu, rodzinie, przyjaciołach dosłownie o wszystkim. I jak na razie, jestem pewien dwóch rzeczy. Po pierwsze: mój ojciec zdradzał matkę. Tak zdradzał. A przynajmniej, tak mi powiedział. Obiecał, że więcej się z nią nie spotka. Zerwie wszelkie kontakty, tylko nic nie możemy powiedzieć mamie. Oczywiście nie było to do końca fair, względem jej, ale nie chciałem by cierpiała. Wolałem nic nie mówić i nie burzyć świata mojej mamie. Po drugie: Magnus i ja coraz bardziej, małymi krokami zbliżaliśmy się do siebie. Kociooki zawsze był przy mnie, kiedy go potrzebowałem, a ostatnimi czasy potrzebowałem go nadzwyczaj. Gdyby nie on, sam na pewno nie dałbym sobie rady. Codziennie dziękowałem aniołom, że postawiły go na mojej drodze. Magnus nawet poza szkołą, nie odstępował mnie na krok, a w szkole zawsze mogłem na niego liczyć.
Pierwsze dwa miesiące szkoły minęły nam wszystkim bardzo szybko. Na moje szczęście, Michael zachorował i nie było go przez cały miesiąc, a później miał mecze, więc także go nie widywałem. A bez niego, jego kumple, już nie byli tacy odważni, i trzymali się z daleka od nas.
Widziałem też, że Izzy i John, coraz bardziej idą ku sobie, co mnie bardzo ucieszyło. Izabelle zasługiwała na kogoś, kto by się o nią troszczył. Ponad to, także Jace i Clary, pogodzili się, i wyglądało na to, że są na dobrej drodze, aby ponownie zaczęli ze sobą chodzić, co już mnie trochę mniej ucieszyło.
Ciągle zależało mi na Jace'ie. Blondyna znam wprawdzie od zawsze. Kocham go i to nie tak, jak powinienem kochać swojego młodszego, przyrodniego brata. Nie kocham go jak Maxa, jak brata. Jace od zawsze był kimś więcej. Jednak odkąd poznałem Magnusa, nie byłem już tego taki pewien, czy nadal go kocham. Może to było tylko zauroczenie? A może to mi się tylko wydawało? Przez moją głowę coraz częściej przelatywały takie pytania, na które sam nie mogłem sobie odpowiedzieć. Postanowiłem więc, dać sobie czas. Postanowiłem, że jeśli spróbuję zbliżyć się do Magnusa, moje wątpliwości się rozejdą. Dowiem się, na którym mi tak naprawdę zależy.
-Hej Magnus! – krzyknąłem wybiegając ze szkoły niczym burza. Wiedziałem, że Magnus tam będzie, zawsze tam na mnie czekał. Kiedy tylko go zobaczyłem od razu podbiegłem do niego. Stał sam. Wszyscy nasi znajomi poszli już do domu. Jeszcze tylko musieliśmy poczekać na moje rodzeństwo i także mogliśmy ruszać na Manhattan. – Mam pytanie. No wiesz dzisiaj piątek, więc może wpadłbyś do nas? Zjedlibyśmy pizzę, pooglądali jakieś filmy? Co ty na to?
Za pewne rumieniłem się w tej chwili, bo Magnus jeszcze szerzej się uśmiechnął. Wiedziałem, że lubi kiedy to się dzieje, ale ja nie za bardzo. Nigdy nie lubiłem, kiedy moje policzki nabierały rumieńców, czułem się tym skrępowany. Ale nic na to nie poradzę, już tak mam.
Magnus przez moment przyglądał mi się uważnie swoimi zielono-żółtymi oczyma. I gdyby nie to, że stoimy teraz przed szkołą, a ja czekam na jakąkolwiek odpowiedź, na pewno bym w nich zatonął.
-Ja.. No z przyjemnością Alec! – wykrzyknął uradowany i mocno mnie przytulił. Oczywiście odwzajemniłem uścisk uśmiechając się szeroko.
-Ma…Magnus! Duszę się! – wydusiłem, kiedy mocniej mnie przytulił.
-Ojj przepraszam! Nic ci nie jest? – zapytał z przejęciem bacznie mnie obserwując. Roześmiałem się.
-Niee! Nic mmi nie jest! - wykrztusiłem pomiędzy śmiechem.
-To nie jest zabawne – powiedział z udawaną urazę i odwrócił się do mnie plecami. Ponownie się roześmiałem.
Nikt tak, jak Magnus nie potrafił mnie rozśmieszyć. I za to go lubiłem. Chociaż, nie tylko za to. Kiedy zdołałem się opanować, lekko postukałem go w łopatkę. Odwrócił lekko głowę z obrażoną miną. Ponownie chciałem się roześmiać, lecz uśmiechnąłem się tylko szeroko.
-Prze… Przepraszam! – powiedziałem, próbując powstrzymać śmiech. – Zgoda?
Magnus przewrócił teatralnie oczyma, ale odwrócił się i uśmiechnął.
-Zgoda! – wykrzyknął i pocałował mnie lekko w policzek. „No świetnie, i znowu wyglądam jak burak", pomyślałem. – Nie mógłbym się na ciebie gniewać. Jesteś za śliczny.
Przewróciłem oczami i w tym momencie ze szkoły wyszedł Jace a za nim Izzy z John'em. Blondyn od razu do nas podszedł, natomiast moja siostra pożegnała się z jej adoratorem i po chwili także do nas dołączyła, cała w skowronkach. Znajomość z niebieskowłosym dobrze jej robi. Uśmiechnąłem się na ten widok.
-To jak? Ruszamy? – zapytała czarnowłosa patrząc na mnie wyczekująco.
-Taak, jasne. Chodźmy – odpowiedziałem szybko, ruszając w stronę metra.
Po długiej przejażdżce metrem i krótkim spacerze przez ulice Manhattanu doszliśmy w końcu do domu. Od razu wszyscy weszliśmy do środka.
W pierwszej kolejności Jace złapał za telefon, żeby zamówić dla nas wszystkich pizzę. Wybraliśmy peperoni z sosem meksykańskim i cztery pepsi.
Teraz pozostało nam tylko wybrać filmy i czekać na dostawcę. Mama miała wrócić dopiero po 20, a ojciec miał wrócić późno w nocy, gdyż miała jakąś ważną konferencję. Miałem nadzieję, że to naprawdę bardzo ważna konferencja, a nie „bardzo ważny" ktoś. Miałem nadzieję, że ojciec mnie nie okłamał i naprawdę z tym skończył.
-Alec! Co wolisz? „Koszmar z ulicy wiązów" czy „Dom nad jeziorem"? – z salonu dobiegł mnie głos Izzy.
-„Koszmar z ulicy wiązów" – odpowiedziałem wchodząc do pomieszczenia. Wszyscy troje siedzieli na kanapie i przeglądali płyty. Kiedy weszłem do środka Magnus spojrzał na mnie spod płyty i uśmiechnął się szeroko, odpowiedziałem mu tym samym. – A ty Magnus? Co wybrałeś? – zapytałem siadając obok niego.
-Hymmm… Może być ten horror, dawno nie oglądałem nic strasznego.
-No to postanowione! – krzyknął Jace. – Oglądamy Freddiego!
Po kilku minutach oglądania pierwszej części „Koszmaru z ulicy Wiązów" zadzwonił dzwonek do drzwi. Jace od razu się poderwał i otworzył je, zabierając pizze dostawcy.
Kiedy wrócił z nią do pokoju, rozniósł się zapach, który uwielbiałem. Świeżo wyrobionego ciasta, peperoni, i wielu innych składników. Po chwili z pizzy nie został nawet kawałek okruszka. Zjedliśmy wszystko i wróciliśmy do oglądania.
I kiedy Freddie zabił we śnie Tinę, Magnus nagle krzyknął i wtulił się mocno we mnie, a na mojej twarzy ponownie wykwitły rumieńce. Chciałem się od niego odsunąć, czułem się lekko zawstydzony, lecz w tym samym czasie spostrzegłem, że mojego rodzeństwa nie ma z nami. Wymknęli się po tak po cichu, że nawet nie zauważyłem, kiedy. Zaśmiałem się cicho. „Nie ma to jak rodzeństwo, które zawsze ci pomoże", pomyślałem, a Magnus jeszcze raz krzyknął i jeszcze mocniej się we mnie wtulił. Tym razem objąłem go i pogłaskałem po plecach. Tulił się do mnie, jak małe dziecko. Cały wtulony we mnie zaciskał oczy i objął mnie rękoma w pasie. Jeszcze mocniej go przytuliłem i pogłaskałem po włosach.
-Wszystko dobrze Magnus! Nie ma się czego bać. To tylko film – powtarzałem łagodnym tonem, aż w końcu się rozluźnił, lecz ciągle mnie przytulał, co o dziwo bardzo mi się podobało. – Jeśli nie chcesz oglądać, to możemy zrobić coś innego
-Nie. Już wszystko ok. Po prostu, trochę się przestraszyłem, kiedy ten wysuszony, psychopatyczny facet pojawił się na ekranie. Czy on nie słyszał o kremie z filtrem? Ktoś musi go o tym poinformować, bo strasznie się sprażył.
Zaśmiałem się. Magnus zawsze umiał mnie rozśmieszyć.
-Oh Magnus, on nie …. – zrobiłem pauzę, po czym spojrzałem na niego. Był taki uroczy, jak się bał. Uśmiechnąłem się. Fajnie jest mieć kogoś takiego jak Magnus. Prawdziwego przyjaciela, a może kogoś więcej? Coraz częściej się nad tym zastanawiałem i coraz częściej dochodziłem do wniosku, że nie chcę, żeby Magnus był tylko moim przyjacielem. Chciałem czegoś więcej. – a nie ważne. To może jednak obejrzymy coś innego? No wiesz, nie musimy tego oglądać. Izzy na pewno ma tu jakieś romansidła.
-Nie – powiedział łapiąc mnie za rękę, gdy chciałem chwycić płytę z jakimś romansidłem siostry. Spojrzałem na niego pytająco, lecz nie miałem już możliwości zapytania, gdyż Magnus znalazł się tak blisko mnie, że nasze oddechy mieszały się w jedno. I kiedy jego wargi musnęły moje, drzwi od pokoju otworzyły się raptownie i do środka wleciała Izzy. No może nie tyle co wleciała, a upadła.
-Ała! Jace ty idioto! Miałeś trzymać te drzwi! – wrzasnęła stając z podłogi i masując z czoło. Podniosłem się raptownie. Czy oni nas podglądali?! Jak mogli?!
-No sory! One same się otworzyły! – odpowiedział blondyn szczerząc się do Izzy. – Poza tym ja ci nie kazałem całować podłogi!
-Ty idioto! – wrzasnęła rzucając się na niego.
-Ej, ej! EJ! – wrzasnąłem rozdzielając ich i stając pośrodku. Byłem wściekły, czułem jak krew dopływa mi do twarzy.– Co wy do cholery robicie?! Podglądaliście nas?! Czy wy zwariowaliście do końca?!
-Ja.. my.. To był jego pomysł! – krzyknęła Izzy wskazując na Jace'a.
-Chyba ocipiałaś do końca! To nie był mój pomysł tylko twój! Kto ciągle namawiał, żebyśmy poszli i zobaczyli „jak sprawy się mają"?! – zapytał drwiącym tonem, kreśląc cudzysłów przy ostatnich słowach.
-Wcale nie...
-Oh zamknijcie się już! – wrzasnąłem na obydwu mierząc ich wzrokiem. – Zachowujecie się jak dzieci?! Wiecie, co? Nie chce mi się z wami gadać. Mam was dosyć – powiedziałem stanowczo, biorąc zaskoczonego kociookiego chłopaka za rękę i wyprowadzając go z pokoju i zatrzaskując za nami drzwi. Ciągle trzymając go za rękę, zaprowadziłem do swojej sypialni. I gdy tylko drzwi zatrząsnęły się za nami, zacząłem swoje przeprosiny.
-Magnus, bardzo cię przepraszam za moje rodzeństwo! Nie wiem co w nich wstąpiło, normalnie się tak nie zachowują. No może Jace, on zawsze jest irytujący, ale to Jace. Natomiast Izzy.. no cóż nie wiem co powiedzieć. Strasznie cię przepraszam ja…
-Alec! Ci! Już jest ok! Nie masz za co przepraszać. A nie przepraszam, może jednak masz… - zrobił pauzę i przysunął się do mnie. Już drugi raz dzisiaj stał tak blisko mnie, że mogłem czuć jego bijące serce i oddech, który owiewał moją twarz. – Gdyby nie oni, mógłbym dokończyć to, co zacząłem.
I w tedy Magnus nachylił się i złączył nasze usta w słodkim i delikatnym pocałunku. A kiedy oderwaliśmy się od siebie, Magnus dotknął mojego policzka i uśmiechnął się czarująco. Znowu poczułem, jak moje policzki zalewa rumieniec. Mój oddech przyśpieszył trochę, serce zaczęło bić w przyśpieszonym rytmie, a w brzuchu, znowu odezwało się to dziwne uczucie. „Zupełnie jakbym miał tam motyle", pomyślałem uśmiechając się sam do siebie, po czym spojrzałem w oczy Magnusowi i dostrzegłem, ze jego oddech także nie jest równomierny, a przez nieznaczną odległość mogłem poczuć, jak jego serce biło w przybliżonym rytmie do mojego. Patrzył na mnie z czułością, nadal delikatnie się uśmiechając.
-Wyglądasz tak słodko i niewinnie, kiedy się rumienisz wiesz? – szepnął mi do uch, na co ja jeszcze bardziej się zarumieniłem. – Podoba mi się to.
-Ja, ten, noo… - język mi się plątał. – Dziękuję.
Chłopak zaśmiał się cicho i usiadł na łóżko rozciągając się wygodnie. Po chwili i ja do niego dołączyłem, siadając po drugiej stronie łóżka.
-To może ten? Może posłuchamy muzyki? – zapytałem. – Mam świetną płytę „Metamorphosis" Papa Roach. Możemy jej posłuchać, jeśli oczywiście chcesz.
-Jasne. Czemu nie. Dla ciebie, mogę zrobić wszystko – powiedział i mrugnął do mnie. Uśmiechnąłem się i poszukałem płyty. Po paru chwilach miałem już ja w rękach i włożyłem do wieży, podkręciłem głośność i wróciłem do złotookiego.
Słuchaliśmy moich ulubionych piosenek rozmawiając ze sobą. Rozmawialiśmy o wszystkim. Począwszy od nocy, w której się poznaliśmy, a zakończywszy na dzisiejszym wieczorze. Jak tak rozmawialiśmy o tym, co wydarzyło się Nadole, nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu. Kiedy emocje, już opadły z perspektywy czasu, wydawało sie to bardzo zabawne. Izzy „całująca" podłogę, Jace powstrzymujący się od śmiechu no i ja cały wkurzony i krzyczący na rodzeństwo. I kiedy tak wspominaliśmy, Magnus spojrzał na zegarek i z przepraszającą miną zwrócił się do mnie:
-Bardzo cię przepraszam skarbie, ale musze już zmykać. Mama na mnie czeka. Obiecałem jej, że wrócę przed 9 – powiedział i nachylił się by dać mi buziaka w policzek, po czym wstał z łóżka i ruszył do drzwi.
-Magnus! Czekaj! Odprowadzę cię! – oznajmiłem wesoło doganiając go na schodach.
-Naprawdę nie musisz Alec. Dam sobie radę, ale dziękuje za troskę – odpowiedział całując mnie w czubek głowy. Przewróciłem oczami.
-O nie. Tak łatwo mi się nie wywiniesz. Nie mogę pozwolić, żebyś sam wracał po ciemku odprowadzę cię i koniec kropka – powiedziałem stanowczo wychodząc za chłopakiem, nim zamknęły się drzwi zdążyłem krzyknąć, że wrócę za jakąś godzinę i razem ruszyliśmy przez ulice Manhattanu na Brooklyn.
-No to jesteśmy na miejscu. Tutaj mieszkam – powiedział Magnus, wskazując na małą kamieniczkę z czerwonej cegły.
-Całkiem fajny ten twój domek – odpowiedziałem wesoło.
-Nie tak fajny jak ty – rzucił jeszcze weselej chłopak i znowu się do mnie zbliżył. Wiedziałem co chce zrobić, kiedy zaczął zbliżać swoja twarz do mojej. Zrobiłem to samo i spotkaliśmy się na końcu. Wargi Magnusa znowu złączyły się z moimi w namiętnym pocałunku. Automatycznie zarzuciłem ręce na szyje chłopaka, a on oplótł mnie w pasie. Całowaliśmy się jeszcze przez chwilę, a kiedy się oderwaliśmy od siebie, nasze oddechy znowu przyśpieszyło, a moje serce mało nie wyskoczyło mi z piersi. Kiedy spojrzeliśmy sobie w oczy, kociołki ponownie się nachylił i dał mi buziaka w policzek.– Dobranoc.
-Dobranoc – odpowiedziałem, jeszcze nie do końca kontaktując po tak emocjonującym pożegnaniu. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nie byłem sobą. Czułem się tak lekko, tak beztrosko, jednak kiedy Magnus odwrócił się otrzeźwiałem i złapałem go jeszcze za rękę, obracając twarzą do siebie. Spojrzał na mnie pytająco, tymi swoimi przecudnymi oczyma. – Ja ten… chciałem cie jeszcze o coś zapytać. Czy no czy..
-Tak? O co chciałeś zapytać? – zapytał patrząc na mnie wesoło, a jego głosie można było wyczuć lekkie podniecenie, którego nie chciał zdradzić. Zarumieniłem się. Nie codziennie pytam o coś takiego.
-No ten… - wziąłem głęboki oddech i wyrzuciłem z siebie, jak najszybciej umiałem. – No ten.. Umówisz się ze mną?
A kiedy to z siebie wyrzuciłem, spojrzałem na Magnusa, który zaniemówił. Zacząłem rozmyślać, że może źle zrobiłem. Że nie powinienem, że może lepiej byłoby się teraz wycofać.
-Chcesz się ze mną umówić na randkę? – przytaknąłem nie śmiało, chłopak wnet się rozpromienił. – Jasne. Myślałem, że już nie zapytasz.
Uff.. Kamień spadł mi z serca.
-To kiedy? Może jutro? W sobotę? Pasuje ci? – zapytałem, cały podekscytowany.
-Jasne. Pasuję. Przyjdę po ciebie koło 5 dobrze? – przytaknąłem, a on ponownie nachylił się i musnął mnie ustami i pogłaskał po policzku. – Dobranoc mój Alexandrze.
-Dobranoc Magnus – odpowiedziałem, a on odwrócił się pomału i wszedł do środka.
A/N: Wielkie dziękuję, dla Intoxic, która okazała dobre serce i zabawiła się w korektorkę i poprawiła moje liczne błędy ortograficzne :D
And nowy rozdział jutro, o ile Intoxic się wyrobi, gdyż następny rozdział będzie jej autorstwa :D
A więc pokładam wszelkie nadzieje w tobie, niech choroba cię nie zmoże i PISZAJ! PISZJA powiadam CI :D
