A/N: A więc, ponieważ zhakowałam konto Oli, buahahhahah, nie no żart, dała mi dostęp, gdyż morduje się tam na jakiś SKS, komentarze do poprzedniego rozdziału otrzymają swoje odpowiedzi, w kolejnym.-Intoxic!
Enjoy reading moich wypocinek! Rekord! Napisałam randkę w godzinkę! Mam nadzieję, że się wam spodoba
Rozdział X
Rendez-vous d'amour
Wracając na Manhattan, wciąż się zastanawiałem, dlaczego to zrobiłem? Dlaczego zaprosiłem go na randkę? Czy to była chwila słabości? Czy ja w ogóle chciałem iść z nim na randkę? Cóż ostatnio się do siebie zbliżyliśmy, to był fakt. I rzeczywiście, chciałem rozwinąć naszą znajomość. Ale czy byłem gotowy na związek? Na randkowanie? Hmm…podobało mi się całowanie z Magnusem. Musiałem przyznać, że czułem się za każdym razem, jakby mi się kolana trzęsły, a serce waliło jak po maratonie. Ciepło oblewało moje ciało, gdy tylko był blisko mnie. Z jednej strony tyle nowych uczuć we mnie wywierał, a z drugiej bałem się. Bałem się, bo nie byłem doświadczony w niczym. Jeszcze z nikim się nie umawiałem, nigdy. To wszystko było nowe dla mnie. Ale chciałem spróbować. Może w końcu by mi przeszło to, co czuję do Jace'a. Wiem, że to złe, co czuję wobec niego. Ale nic na to nie mogę poradzić. Ale może Magnus będzie mógł.
Będąc już w domu, zauważyłem swoje rodzeństwo w kuchni. Kierując się w stronę lodówki, po zimny napój, czułem ich wymowne wzroki na sobie. Obróciłem się powoli do nich, zamykając lodówkę, z której wyjąłem wodę, i spojrzałem na nich karcąco.
-Jak mogliście?—rzuciłem ostro—Jak mogliście nas podglądać?
-Wybacz Alec—zaczął Jace. Następnie głupawo się do mnie uśmiechnął—I jak on całuje?
-Słucham?—zapytałem otępiale
-No jak Magnus całuje?—powtórzył.—Podobało ci się?
-To…To nie wasz interes!
-No weź Alec—tym razem wtrąciła Izzy—Chodzicie już ze sobą?
-Co? Nie! Dopiero co na randkę się umówil…-natychmiast zamknąłem swoje usta. Byłem zły na siebie, że im to powiedziałem. Chciałem to zatrzymać dla siebie. Isabelle i Jace spojrzeli na mnie i szczerzyli się do siebie. 'Aha, zaraz się zacznie' pomyślałem. I nie pomyliłem się. Po chwili usłyszałem głośny pisk Izzy.
-W końcu!—krzyknęła zeskakując ze stołka—Już myślałam, że będziemy musieli wam randkę w ciemno zorganizować. Ale się cieszę! O rany! Musisz wybrać strój! A gdzie idziecie? A w ogóle kto kogo zaprosił? Kiedy ta randka? Czy zdążymy ze wszystkim…
-Stop! Izzy! Stop!—podszedłem do niej i złapałem ją za ręce, starając się ją uspokoić—Randka jest jutro. I ja go zaprosiłem. Jeszcze nie wiem, gdzie go zabiorę…
-Nieźle bracie—Jace poklepał mnie po ramieniu i się uśmiechnął—Myślałem, że to brokatowy cię zaprosi pierwszy. Szacun.
-Alec ma randkę!—wykrzyknęła jeszcze raz, a wtedy drzwi frontowe się otworzyły. Po chwili do kuchni wbiegł Max i mama. Patrzyła na nas ze zmieszaniem na twarzy—Mamo, Alec ma jutro randkę!
-Izz!—syknąłem na nią. Jeszcze tego brakowało, by moja matka mieszała się w moje życie miłosne. Starczy, że robi to moja siostra i brat.
-Doprawdy?—zapytała mama, a ja z niechęcią przytaknąłem—Z tym całym Magnusem?
-Tak
-Kim jest Magnus?—zapytał Max, siadając na stołku obok Jace'a.
-To chłopak Alec'a—rzucił blondyn, a ja go skarciłem wzrokiem
-Chłopak?—zdziwił się Max—Ale Alec jest chłopakiem, to powinien mieć dziewczynę, jak ty Jace.
-Widzisz, bo…-zaczął Jace, ale przerwała mu mama.
-Na takie rozmowy jeszcze przyjdzie czas Jace.—blondyn tylko jej przytaknął i potargał włosy Max'a—Max idź do swojego pokoju i przygotuj się do snu. Już późno.
Max mrucząc coś pod nosem, niechętnie ruszył do swojego pokoju. Mama odprowadziła go wzrokiem, po czym zbliżyła się do mnie i wyciągnęła z portfela pieniądze.
-Na twoją randkę jutro—powiedziała, kładąc na stole 200$, zaraz pochwyciła je Izzy.
-Na zakupy—rzuciła lekko. Spojrzałem na nią przerażony—No przecież nie możesz iść w swetrze z dziurami i starych jeansach. Alec to twoja pierwsza randka. Jak chcesz zbajerować Magnusa, musisz wyglądać dobrze.
Przełknąłem ciężko ślinę i zgodziłem się z nią. Następnie ruszyłem do swojej sypialni.
Gdy wyszedłem spod prysznica, już w piżamie, zauważyłem, że ktoś jest na moim łóżku.
-Na Anioła!—krzyknąłem—Jace! Co tu robisz?!
-Chcę pogadać—poklepał pustą przestrzeń na łóżku obok siebie, a ja powoli tam usiadłem. Spojrzał mi głęboko w oczy. Kiedyś za każdym razem się w nich zatracałem, ale teraz jakoś nie wychodziło mi to. Nie czułem już jakiejś siły, która mnie rozmarzała, gdy spoglądałem w te bursztynowe oczy.—Naprawdę się cieszę, że układa ci się z Magnusem.
-Jeszcze nic się nie układa Jace—powiedziałem lekko—Nie jesteśmy parą.
-Ale podoba ci się on, prawda?—przytaknąłem nieśmiało—To dobrze, dobrze, że znalazłeś taką osobę. Chcę byś był szczęśliwy Alec.
-Dzięki?—odpowiedziałem, nie do końca wiedząc, co powinienem powiedzieć w tym momencie.
-Już wiesz, gdzie go zabierzesz?—zapytał znienacka, spoglądając na mnie z zaciekawieniem. Pokręciłem głową—W ogóle byłem zaskoczony, że to ty go zaprosiłeś.
-Ja też—powiedziałem cicho—Nie wiem, gdzie go zabrać Jace. Wiem, że Magnus by chciał gdzieś w miejscu publicznym, ale ja…
-To jeszcze za szybko dla ciebie?—potwierdziłem ruchem głowy. Moja przydługa grzywka opadła mi na oczy. Po chwili Jace je odgarnął—To zabierz go w miejsce, gdzie nie ma dużo osób. No…co lubi Magnus? Poza tobą oczywiście.
-Nie wiem…koty?—rzuciłem niepewnie. Przez chwilę byliśmy cicho, pogrążeni w myślach, dopóki moja matka nie weszła do mojej sypialni, wnosząc moje łyżwy.
-Alec proszę schowaj je u siebie w szafie, bo w holu już nie ma miejsca.
I wtedy coś w moim umyśle kliknęło. Już wiedziałem, gdzie go zabrać, byśmy byli sami i jednocześnie mogli nacieszyć się sobą.
Następnego dnia, oczywiście po torturach w centrum handlowym, wracałem z Isabelle i Jace'm do domu. Nigdy więcej nie będę chodził z tą dziewczyną na zakupy. Nie dość, że kazała mi przymierzać ciasne…nie…obcisłe ciuchy, to jeszcze były one w tak dziwacznych kolorach, że miałem ochotę wybiec ze sklepu. Na szczęście był tam ze mną mój brat, który zachował odrobinę rozsądku i wspólnymi siłami udało nam się przekonać Izzy, że najodpowiedniej będę wyglądać w 'swoich kolorach'. I zadecydowaliśmy kupić dla mnie nowy granatowy T-shirt z nadrukiem, czarne jeansy trochę bardziej obcisłe niż zwykle noszę i nowy grafitowy blezer. A przynajmniej tak ten kolor określiła ekspedientka. Strój już miałem. Łyżwy postanowiłem wypożyczyć na miejscu, by Magnus nie zorientował się, gdzie go zabieram.
Będąc już w domu, wręcz wbiegłem do swojej sypialni. Miałem niewiele czasu, zanim Magnus miał się zjawić. Szybko wskoczyłem pod prysznic, a kilkanaście minut później już ubierałem się w nowe ciuchy. Jeszcze przed zejściem na dół sprawdziłem kieszenie swoich spodni i skórzanej kurtki, by upewnić się, że wszystko mam. Portfel jest, klucze od domu są, pieniądze w portfelu też były. I wtedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Nie chcąc skazywać go na tortury ze strony mojego rodzeństwa, popędziłem w dół schodami. Gdy mnie tylko zauważył, szeroko się uśmiechnął. 'Jaki on jest przystojny'…pomyślałem, patrząc na niego.
Magnus miał na sobie wąskie, obcisłe niebieskie jeansy, do tego wysokie, wiązane oficerki. Biała koszulka z nadrukiem „Jestem ciachem" , dopasowana do jego smukłej talii, jednocześnie ukazywała zarys mięśni brzucha. Do tego miał oldschoolową zieloną kurtkę z jeansu z brokatem na przedzie i na to zarzuconą jeszcze drugą zieloną kurtkę.
-Hej—rzuciłem lekko, gdy stanąłem przed nim. Teraz mogłem zobaczyć jego makijaż. Na powiekach miał nałożony zielony cień, do tego miał zrobioną ciemno zieloną kreskę na każdej z powiek. Dodatkowo na powiekach miał brokat, co mnie nie zdziwiło. Wszystko to na nim idealnie wyglądało i komponowało się z włosami postawionymi na żel w kolce. Zastanawiałem się ile czasu poświęca na przygotowanie siebie.
-Witaj Alexandrze—uśmiechnął się do mnie. I spodziewałem się, że mnie pocałuje, ale on tylko delikatnie chwycił moją dłoń. Co i tak u mnie wywołało rumieniec. Po chwili usłyszeliśmy ciche chichotanie. Czy wspominałem już, że kocham swoje rodzeństwo? Obróciłem się tak szybko, że nie zdążyli schować się ponownie w kuchni. Zmroziłem ich oboje wzrokiem. Ponownie zwróciłem się do Magnusa, gdy zniknęli za ścianą kuchenną—Gotów?
-Tak
Otworzyłem dla niego drzwi i puściłem go pierwszego. Gdy ja zamykałem drzwi, nie zauważyłem, że stanął za mną. Więc kiedy się obróciłem, wręcz wpadłem w jego ramiona. A wtedy Magnus pocałował mnie w usta. Choć krótko, to i tak wywołało to u mnie przyspieszenie bicia serca.
-Chciałem to zrobić u ciebie w domu, ale miałem przeczucie, że będzie to niewygodne dla ciebie…w końcu twoje rodzeństwo tam było
-Racja…
-To gdzie mnie zabierasz?—zapytał podekscytowany, łącząc nasze palce.
-Zobaczysz.
MAGNUS POV:
Szliśmy za ręce, w jakimś tajemniczym kierunku. Alec nie chciał zdradzić, gdzie mnie zabiera. Jedyne czego się dowiedziałem tego ranka to, to, że mam założyć coś ciepłego na siebie. Gdzie ten chłopak chce mnie zabrać? Zwykle nie lubiłem niespodzianek, ale teraz…teraz byłem tak podekscytowany tą, że bałem się iż nie wytrzymam i zacznę go błagać by cokolwiek mi powiedział. Gdy tak szliśmy obok siebie, ręka w rękę, czułem się jak w niebie. Wiedziałem, że dla Alexandra to poważny krok z uświadomieniem sobie, że bycie gejem wcale nie jest złe. I cieszyłem się, że mogę mu w tym pomóc. Przez ostatni czas, bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Miałem wrażenie, że nie odstępujemy siebie na krok. Cóż, potrzebowaliśmy siebie nawzajem. Ja jeszcze nigdy nie miałem takiego partnera, który by we mnie wywoływał tyle uczuć, na którym by mi tak bardzo zależało. Nawet z Camille nie czułem się tak lekko i naturalnie. A tym bardziej z Woolseyem. A przy Alexandrze czułem się bezpiecznie, zwłaszcza po wczorajszym oglądaniu filmów, kiedy mnie przytulał. A potem gdy się całowaliśmy…to tak, jakby nagle mój świat zawirował. I byłem przy nim po prostu szczęśliwy, radośniejszy. I Alec też częściej się uśmiechał, a gdy to robił moje serce bardziej się radowało.
-Jesteśmy na miejscu—wyrwał mnie z zamyślenia, głos mego Anioła.
Spojrzałem na budynek, do którego mnie teraz prowadził. Był nowoczesny, w kształcie owalnym, duży, pomalowany na beżowo. Zastanawiałem się, co jest w środku. Alec jak prawdziwy dżentelmen otworzył dla mnie drzwi. Po chwili już wiedziałem, gdzie jesteśmy.
-Lodowisko?—zapytałem, a on potwierdził. W duchu się trochę przeklinałem, bo dawno nie jeździłem na łyżwach, chyba od siedmiu lat.—Am…am…dawno nie jeździłem…
-Bez obaw—powiedział, nieśmiało się uśmiechając—Obiecuję, że uratuję cię przed każdym upadkiem.
-Ależ ty jesteś czarujący—mrugnąłem do niego, i natychmiast policzki mu się zaróżowiły. Wyglądał tak słodko.
Alec poszedł po łyżwy dla nas i już po kilku minutach wchodziliśmy na lód. Z początku, przyznaję, bałem się, że upadnę i najprościej w świecie zrobię głupka z siebie. I mówię z ręką na sercu, byłem piekielnie zaskoczony, gdy Alec chwycił mnie za rękę, splatając nasze palce i prowadząc mnie. Przez chwilę całkiem dobrze nam razem szło. Oczywiście niebieskooki był lepszym łyżwiarzem, ale nie przeszkadzało mi to, dopóki trzymał mnie za rękę. Ale w pewnym momencie ją puścił i wyprzedził mnie. O nie. Automatycznie przyspieszyłem swoje ślizgi i przegapiłem moment, gdy Alec się zatrzymał i obrócił do mnie. W mgnieniu oka wpadłem na niego i oboje runęliśmy na lód. Ja dosłownie leżałem na Alexandrze, który nie mógł przestać się śmiać. Lekko go uderzyłem w ramię. Chciałem się podnieść ale niefortunnie znów na niego padłem. Tym razem moja twarz znalazła się kilka centymetrów od jego. Patrzeliśmy sobie głęboko w oczy. I wtedy pocałowałem go. Całkiem instynktownie. Alexander przez chwilę był zaskoczony moim czynem, ale po chwili odpowiedział na mój gest. Przejechałem językiem po jego dolnej wardze, a chłopak nieśmiało rozchylił swoje usta, bym mógł wsunąć swój język. Gładziłem swoim językiem wnętrze jego policzków, podniebienie, a w końcu jego język odpowiedział ruchem. Nasze języki teraz prowadziły taniec, a nawet walkę o dominację. Całowaliśmy się przez dobre kilka minut, a przynajmniej tak mi się zdawało, aż do momentu, gdy zabrakło nam powietrza.
-Wow—powiedział Alec w uniesieniu.
-Zwykle moje umiejętności w całowaniu są lepiej opisywane—czarnowłosy spojrzał na mnie niepewnie—Ale jesteś tak słodki, że przyjmę to wow.
-Chyba…chyba powinniśmy się…um…podnieść z lodu…tak…um…-tak uroczo się jąkał, gdy był zawstydzony. Czy mógł być jeszcze bardziej słodki? Przytaknąłem mu i wstałem z niego. Następnie podałem mu dłoń i pomogłem mu—Pójdziemy się czegoś napić?
-Oczywiście—wzdrygnąłem się—Mam ochotę na coś ciepłego.
Gdy oddaliśmy łyżwy, Alec zabrał mnie do pobliskiej kawiarni, która była na lodowisku. Zamówił dla nas dwie duże czekolady, dla siebie z chili a dla mnie z cynamonem. Obie oczywiście z bitą śmietaną. Do tego spory kawałek jabłecznika z cynamonem oczywiście. Piliśmy nasze napoje i dzieliliśmy ten kawałek ciasta. Było tak romantycznie. I w tym momencie zobaczyłem, że Alec ma na czubku nosa trochę bitej śmietany. Cicho się zaśmiałem, na co on spojrzał na mnie zdziwiony.
-Alec kochanie masz trochę bitej śmietany…-nachyliłem się do niego przez stół i palcem usunąłem resztki białej śmietany. Na policzkach Alec'a zagościł pokaźny rumieniec, gdy zlizałem tą śmietanę z palca.
-Am…dziękuję…-Przez następne półgodziny rozmawialiśmy o błahostkach. A później Alec zaczął się podnosić z krzesła—Przejdziemy się jeszcze?
-Jasne
Spacerowaliśmy teraz przez park w kierunku Brooklynu. Czekało nas jakieś czterdzieści minut drogi, więc mieliśmy sporo czasu by porozmawiać.
-Magnus?—zapytał Alec łapiąc moją dłoń—Powiedz mi coś więcej o sobie.
-A co chcesz wiedzieć?
-Wszystko—rzucił szybko
-Hmmm…od czego by tu zacząć—zamyśliłem się na chwilę—Wiesz, jaką lubię muzykę, wiesz, że nie bardzo lubię horrory, no chyba, że ty ze mną je oglądasz. Lubię rysować, malować, robić zdjęcia. Uwielbiam modę, ale to chyba oczywiste.
-Pokażesz mi kiedyś swoje rysunki i zdjęcia?—wtrącił nagle Alec
-Jak zasłużysz—spojrzał na mnie zmieszany—Jak będziesz dla mnie nadal taki słodki i uroczy to z pewnością ci pokażę. Lubię koty…jestem zdecydowanie kociarzem. Mam małego, białego kota, Prezesa Miau.
-Dziwne imię—powiedział Alec, gdy mijaliśmy klub Pandemonium, pod którym się poznaliśmy.
-Może, ale mnie się podoba. Jest unikalne, jak ja.
-Zdecydowanie.—rzucił lekko—Poza malowaniem i modą, jakie masz jeszcze pasje?
-Lubię podróżować, kiedyś z mamą dużo podróżowaliśmy, jak tata mieszkał z nami.
-Oh…
-Mój ojciec mieszka za granicą teraz. Rzadko go widuję.—zrobiłem krótką pauzę—Ale mieszkam z mamą. I jest nam razem dobrze we dwójkę.
-Cieszę się.
-A jakie są twoje pasje Alexandrze—zapytałem.
-Lubię grać w piłkę nożną. W starej szkole byłem kapitanem w drużynie—mówił o swoich pasjach tak lekko, tak naturalnie.—Lubię obserwować gwiazdy. Jak byłem mały często z mamą chodziłem do obserwatorium. Izzy i Jace nigdy tego nie lubili, ale ja kochałem obserwować gwiazdy. Lubię zimowe sporty, łyżwy, snowboard. Wiesz, jaką muzykę lubię. A z filmów to horrory i filmy akcji. Nie lubię romansideł, a przynajmniej nie lubiłem. Kiedyś ćwiczyłem z Jace'm karate.
-Karate?—Alec przytaknął—Hmm…to będziesz w stanie mnie obronić, gdyby coś mi groziło?
-Jasne, że tak. A przynajmniej bym się postarał.—odpowiedział z pewnością w głosie.
Nawet się nie spostrzegłem, a już byliśmy na Brooklynie pod moim domem. Przekląłem w duchu, że to już koniec naszej wspaniałej randki. Wszystko dziś było idealne. Poczynając od uroczego Alec'a, kończąc na odprowadzeniem mnie do domu. Nie dość, że uroczy, to czarujący dżentelmen w dodatku. Czy mogłem trafić lepiej? Ale nie mogę się nastawiać, przecież jeszcze nie zdeklarowaliśmy na jakim stopniu znajomości jesteśmy. Czy wciąż jesteśmy przyjaciółmi, czy może już zaczynamy związek? Czy mogę już nazywać go swoim chłopakiem? Oh, jak ja tego chciałem.
-Świetnie się dziś bawiłem—powiedział Alec, stając na schodach przed drzwiami do mojego domu.
-Ja też—szczerze się do niego uśmiechnąłem i ścisnąłem jego dłoń—Było wspaniale Alexandrze.
-Cieszę się, że podobało ci się—jego głos nagle załamał się i wstąpiła w niego niepewność ponownie—Chciałbym…chciałbym to powtórzyć…jeśli…jeśli i ty chciałbyś
-Och, oczywiście, że chcę!—miałem wrażenie, że odetchnął z ulgą.
Przez chwilę patrzeliśmy sobie w oczy, wyraźnie nie chcąc się żegnać jeszcze.
-Chyba powinieneś wejść do środka—powiedział cicho—Chyba twoja mama patrzy na nas przez okno.
Spojrzałem w kierunku okiennic domu i rzeczywiście ujrzałem smukłą postać mojej matki, która się uśmiechała. Zmroziłem ją wzrokiem. Nie wiem, czy to widziała, ale po chwili zniknęła z okna. Ponownie spojrzałem na Alec'a i zacząłem się nachylać w jego stronę. On zrobił to samo i spotkaliśmy się w pół drogi. Gdy nasze usta się zetknęły znów poczułem motyle w brzuchu. Pocałunek był słodki, jaki pożegnanie wymaga. Gdy się odsunęliśmy od siebie Alec ponownie złapał moją dłoń i pocałował mnie w policzek subtelnie.
-Dobranoc Magnus
-Dobranoc Alexandrze—wypowiedziałem, gdy już odchodził w ciemności wieczora.
Jeszcze przez chwilę stałem na ganku i patrzyłem jak odchodził, nim zniknął za rogiem ulicy. Uśmiechając się szeroko, wciąż w stanie rozmarzenia wszedłem do środka i oparłem się o drzwi. Moja matka spojrzała na mnie z uczuciem.
-Jak się bawiłeś Magnus?
-Idealnie—powiedziałem lekko—Mamo?
-Tak kochanie?
-Chyba się zakochałem…
A/N: tłumaczenie tytułu, gdyby ktoś nie znał francuskiego to "Randka"
Wiem, wiem. Widzicie u mnie nie było ostatnio romantycznie, to przynajmniej tu wam napisałam.
Jestem pewna, że Ola by napisała w A/N: Intoxic truła mi tyłek o napisanie tej randki od miesiąca, więc w końcu dałam jej szansę. No cóż, ale ja lubię pisać o randkach i romantycznych rzeczach :)
Peace out
Intoxic
