A/N:

Rozdział IX:

Kokosz: Młodsze rodzeństwo to najlepszy szpieg i kabel w jednym (wiem z własnego doświadczenia, bo sama jestem młodszym rodzeństwem XD) Fejs dziwnym miejscem? Hymmm... No chyba masz rację :) To już wiem, dlaczego większość pomysłów na rozdziały mnie tam naszła!

Glittery Angel: Tak to jest jedna odmiana słodkiego Alec'a, który pojawił się w tym opowiadaniu. I ponowne tak Intoxic napisała pierwszą randkę, gdyż suszyła mi głowę od miesiąca XD

Intoxic: Wiem, wiem! Powtarzasz się kobieto! Mówiłaś to już z 1000 razy, ale spox kox :) No jasne, że pizza pepperoni, pepsi i Freddie rządzą! Nie mogło ich zabraknąć! :D

Blue Daisiess: Hahaha! Aż sobie to wyobraziłam jak spadłaś, ale nie martw się, na pocieszenie ci powiem, że ja jak ostatnio się zaczytałam to walnęłam głową w koparkę :) Bardzo sie cieszę, że ci się spodobało :)

Rozdział X (odpowiada Intoxic):

Glittery Angel: Oczywiście, że Alec może być bardziej słodki. Randka musiała być jak najbardziej romantyczna, a gdzie lepszy romantyzm niż w całowaniu się na lodzie? Matka Magnusa podglądająca w oknie? Pomysł się wziął z jakiegoś filmu, który kiedyś oglądałam. I dziękuję, i cieszę się, że się podobało.

Kokosz: Czułam, że ci się ten tekst spodoba!

Blue Daisiess: Ten tekst zdecydowanie jest jednym z lepszych, które wymyśliłam. Randka musiała być przesłodka. W końcu takie są pierwsze randki. Alec musiał zaimponować Magnusowi.

PS. Czułam, że końcówką się wam przypodobam!


XI rozdział

Chcę spróbować.

-Magnus! Maa… gnus! – z zamyślenia wyrwał mnie wesoły Ragnora, który wymachiwał mi przed oczami swoją ręką. – Magnus! Mówię do ciebie! Co się dzieje? O czym tak myślisz?

-Nie o czym. Tylko o kim – odpowiedziałem przecierając rękoma oczy, tak aby nie rozmazać makijażu. – Myślałem o Alexandrze. No wiesz, mówiłem ci że byliśmy na randce? – przytaknął. – No i było fantastycznie, wręcz bajecznie, lecz od tamtej pory on do mnie nie zadzwonił. Rozumiesz? Nawet głupiego sms'a, i nie wiem, czy zrobiłem coś wtedy nie tak, czy może coś mu się stało. A może ja już mu się nie podobam, może już go nie obchodzę. Może…

-Magnus! – krzyknął na mnie Rags potrząsając mną za ramiona. Spojrzałem na niego zamglonym wzrokiem. Myślami wciąż byłem przy moim Aniele. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego do mnie nie zadzwonił. Owszem, teoretycznie mogłem zrobić to ja, tylko, żebym miał jeszcze jego numer. Jemu dałem swój, ale o jego to już zapomniałem zapytać. Ach! „Jaki ja jestem głupi!", wrzasnąłem na siebie w myślach. A kiedy zadzwonił do mnie w dzień spotkania, miał zastrzeżony numer, więc w żaden sposób nie mogłem się z nim skontaktować. Była jeszcze jedna opcja, pójść na Manhattan. Ale jeśli on nie chciał mnie widzieć? Bałem się, że zamknie mi drzwi przed nosem i nigdy więcej się do mnie nie odezwie. A mi strasznie na nim zależało. Sam nie wiem czemu, ale coś mnie do niego ciągnęło. I podobało mi się to. Przed nim miałem wiele partnerów, ale z Alexandrem to co innego. Przy nim czułem się, tak lekko, beztrosko i bezpiecznie. Kiedy się całowaliśmy, za każdym razem, myślałem, że zaraz odlecę. Nogi mi miękły, serce wariowało, a oddech przyśpieszał. Ponadto Alexander ma przepiękne oczy, kiedy tylko w nie spoglądam, od razu się zatracam i ten jego rumieniec, ach. Tak to cały Alec, śliczny i wstydliwy, i to mi się w nim podoba. Ta jego wstydliwość, jest wręcz urocza. „Magnus! Nie myśl teraz o tym!", nakazałem sobie w myślach i potrząsnąłem głową, po czym spojrzałem na przyjaciela. Chłopak coś mówił, i patrzył na mnie badawczo. Jeszcze raz przetarłem oczy i skupiłem się na jego słowach.

– Dlatego Magnus nie przejmuj się – kontynuował, powoli wstając z mojej ławki, kiedy zadzwonił dzwonek. – Zobaczysz Alec, zaraz przyjdzie i pogadacie sobie. Nie wierzę, że jemu tak po prostu przestało na tobie zależeć. Widziałem jak na ciebie patrzy. Tego nawet nie da się opisać. Jesteście dla siebie stworzeni. Uwierz mi. A teraz trzymaj się bracie, spadam na swoje lekcję, a ty pamiętaj nie zamartwiaj się już tak. Alec zaraz przyjdzie i wszystko sobie wyjaśnicie. Trzymaj się! – Poklepał mnie po ramieniu i wyszedł z klasy.

Odprowadziłem go wzrokiem, po czym wyjąłem książki do angielskiego i postanowiłem poczekać spokojnie na pana Garroway'a , który za raz miał się tu pojawić oraz na Alexandra, który także zaraz powinien przyjść i usiąść koło mnie tak, jak zwykle.

Byłem ciekawy co Alec ma mi do powiedzenia. Chciałem to jak najszybciej wyjaśnić. Nie chciałem kończyć tej znajomości, ale jeśli taka będzie jego wola, niech tak będzie. Zrobiłbym wszystko, żeby był szczęśliwy, nawet jeśli wiązało to się z tym, że nie będziemy się widywać.

-Dzień dobry kochani! – moje dalsze przemyślenia, przerwał pan Luke, który właśnie wszedł do klasy z kubkiem kawy w ręku. – Jak tam minął weekend?

-Fajnie – odpowiedzieli chórem inny, ja natomiast rozglądałem się w poszukiwaniu niebieskookiego. Czyżby przyszedł już i usiadł gdzieś indziej? Ogarnąłem całą klasę jednym spojrzeniem. Nigdzie go nie było. Zaczynałem się trochę martwić. Alec zawsze był punktualny. Nie wiedziałem, co się dzieje to do niego nie podobne, on zawsze jako jeden z pierwszych czekał na nas w klasie.

Wtem drzwi do klasy się otworzyły i stanął w nich zziajany Alec.

-Prze… przepraszam za spóźnienie – wysapał kierując się w stronę naszej ławki.

-No ma pan szczęście panie Lightwood, zdążył pan w ostatniej chwili – odpowiedział z uśmiechem nauczyciel, po czym wskazał gestem, aby Alec zajął swoje miejsce. – A więc tak. Co ja chciałem… A no tak! Słuchajcie, mam tu trochę papierkowej roboty ze sprawdzianami. Muszę je sprawdzić, wiec proszę byście byli cicho i zajęli się sobą. Ok?

-OK! – odpowiedzieliśmy wszyscy radośnie, a nauczyciel kiwnął tylko głową i zabrał się za sprawdzanie testów, a ja w tym czasie zwróciłem się do Alec'a.

-Dlaczego nie zadzwoniłeś? – zapytałem prosto z mostu. Nie chciałem tego przedłużać. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony i zamrugał, lekko potrząsając głową.

-Co? To znaczy… Ja.. Wiesz chciałbym pogadać bez świadków – powiedział i głową delikatnie wskazał na tyły. Spojrzałem ukradkiem do tyłu. Za nami siedział Michael ze swoją świtą. „No tak. Zapomniałem o nim.", pomyślałem i wróciłem spojrzeniem do Alec'a.

-Dobrze. To może podczas lunchu? – zapytałem, a on pokiwał głową. - Możemy przejść się do tego parku niedaleko.

-Dobrze – zgodził się i uśmiechnął do mnie szeroko. Pomimo tego, że nie byłem zadowolony, że nasza rozmowa się przedłuża, nie mogłem nie odwzajemnić tego gestu, więc też się do niego uśmiechnąłem.

Następnie cała lekcja przeminęła nam na gadaniu o zupełnie, nie istotnych rzeczach oraz na pytaniu, przeze mnie Alec'a trygonometrii, gdyż dzisiaj miał z tego sprawdzian. Nawet nie zauważyłem, kiedy ten czas minął. Gdy zadzwonił dzwonek wyszliśmy razem z klasy, po czym rozdzieliliśmy się, by później spotkać się przed szkoła w czasie lunchu.

W końcu nadeszła pora lunchu. Czekałem na Alec'a przed szkołą. Mieliśmy iść do pobliskiego parku, żeby na spokojnie porozmawiać. Szczerze, to trochę się bałem. Przecież od tej rozmowy, może zależeć wszystko. To czy nadal będziemy przyjaciółmi, albo kimś więcej, na co bardzo liczyłem lub to, że rozstaniemy się na zawsze, o czym w ogóle nie chciałem słyszeć. Nie chciałem tego kończyć i miałem nadzieję, że Alexander, też nie chce. Strasznie mi na nim zależało, co było trochę dziwne, bo znaliśmy się niecałe dwa tygodnie. Moje poprzednie partnerki i partnerzy, nawet nie dorastali mu do pięt. Nawet sama Camille, która była moim pierwszym poważnym związkiem, nie dorównywała Alec'owi. Nie wiedziałem, o co w tym wszystkim chodzi, ale miałem nadzieję, że dzisiaj się tego dowiem. Miałem nadzieję, że po tej rozmowie wszystko stanie się jasne, zarówno dla mnie, jak i dla Alexandra.

-Hej Magnus! Już jestem, możemy iść – powiedział niebieskooki, stając obok mnie przed szkołą.

Kiwnąłem głową i ruszyliśmy razem do parku. Po drodze Alec opowiadał mi, co działo się u niego na lekcjach. Próbowałem skupić się na jego słowach, lecz zbytnio mi to nie wychodziło. Ciągle martwiłem się tym, co będzie. I kiedy w końcu doszliśmy do parku, stanąłem przed nim i spojrzałem prosto, w te jego nieziemskie oczy.

-To bardzo interesujące co mówisz, Alec, ale proszę cię, nie przedłużajmy tego – powiedziałem stanowczo wpatrując się w niego. Alec wziął głęboki oddech i także spojrzał mi w oczy, przytakując. – Dobrze. Po pierwsze: czemu do mnie nie zadzwoniłeś? Co się stało? Czy zrobiłem coś źle? Czymś cię uraziłem? Myślałem, że wszystko było w porządku, że świetnie się razem bawiliśmy. Myślałem..

-I dobrze myślałeś – oznajmił niebieskooki, zakrywając mi ręką usta i patrząc prosto w oczy. – Dobrze myślałeś. Świetnie się z tobą bawiłem. Było cudownie. Tylko, że.. nie wiedziałem – powiedział odrywając rękę od moich ust i rumieniąc się. Spojrzałem na niego pytająco.

-Czego nie wiedziałeś?

-Nie wiedziałem, to znaczy… musiałem to sobie wszystko przemyśleć. Bardzo cię lubię, ale… - „O nie, czy on powie, to co zaraz myślę, że powie. NIE! Proszę nie! Boże, on nie może tego zrobić!", zaklinałem w myślach – zrozum, to wszystko jest dla mnie nowe. Nie wiem, co jest między nami. Nigdy czegoś takiego nie czułem. Nawet przy Jace'ie. To wszystko jest inne, nowe. Sam nie wiem, co mam o tym myśleć. Bardzo cię lubię i nie chciałbym tego zepsuć. Nie chciałbym zepsuć naszej przyjaźni.

-Nie chciałeś zniszczyć naszej przyjaźni? – powtórzyłem otępiały. Przytaknął. Westchnąłem lekko i dotknąłem jego policzka. – Posłuchaj, ja też dużo o tym myślałem. I teraz wiem, że masz rację. Ja też nie chcę niszczyć naszej przyjaźni, wręcz przeciwnie. Chciałbym ja rozwinąć. Zaczarowałeś mnie Alec i chciałbym byśmy spróbowali być ze sobą, jako para. Jeśli oczywiście się zgodzisz, Alexandrze.

-Ja… Ja nigdy nie miałem chłopaka, zawsze bałem się przyznać do mojej orientacji. I nadal się boję. Nie jestem na to gotowy – powiedział pośpiesznie. Po czym dodał cicho, spuszczając głowę. – Nie wiem, może kiedyś mi się uda, ale tylko w tedy, kiedy ty będziesz obok.

Kiedy tylko to usłyszałem, zrobiło mi się ciepło na sercu. Jemu jednak zależało na mnie. Ująłem go pod brodę, aby spojrzał mi prosto w oczy.

-Alexandrze, ja zawsze będę obok. I nie bój się, razem przejdziemy przez to. Jeśli nie chcesz, nie musisz się ujawniać, zaczekam na to. Zaczekam na ciebie tyle, ile trzeba będzie. Nie zrezygnuję z ciebie, mówiłem ci, jesteś za śliczny – powiedziałem wesoło, mrugając do niego, na co on uśmiechnął się uroczo do mnie, a na jego policzkach wykwitł rumieniec, jak zawsze w takich sytuacjach. Pogłaskałem go delikatnie po policzku.

-Dziękuję. Za to, że jesteś – oznajmił, po czym zbliżył się do mnie. Nasze usta zetknęły się w subtelnym, a zarazem pełnym uczucia pocałunku. Moje ręce automatycznie objęły go w pasie, a on delikatnie zarzucił swoje na moją szyję, czym trochę mnie zaskoczył bo myślałem, że odskoczy, ode mnie jak oparzony, w końcu znajdowaliśmy się w miejscu publicznym. Ale nic z tych rzeczy, Alec odwzajemnił mój gest, bez żadnych sprzeciwów. Nasz pocałunek nie trwał długo, ale to w zupełności wystarczyło. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, pozostaliśmy w nieznacznej odległości. Nasze oddechy znowu przyśpieszyły, moje serce zaczęło wariować, a kolana o mało się pode mną nie ugięły. Ponad to czułem, jak serce Alexandra także przyśpieszyło i oba biły w podobnym rytmie. Uśmiechnąłem się szeroko do niego, kiedy spostrzegłem, jak bardzo się zarumienił.

-Ach! Jak ja kocham kiedy się rumienisz – powiedziałem, całując go w policzek. Alec zaśmiał się cicho.

Usiedliśmy na ławce i siedzieliśmy w ciszy, ciesząc się swoim towarzystwem.

-Magnus? – Po chwili usłyszałem głos mojego Anioła.

-Tak? – Spojrzałem na niego pytająco, po czym on spuścił głowę i bawił się swoimi palcami. – Co się dzieje?

-Czy teraz? Czy ty, ja… Czy to znaczy, że jesteśmy razem? Wiesz, chciałbym wiedzieć na czym stoję – powiedział ciągle bawiąc się swoimi palcami. Złapałem jego ręką w swoją, a drugą wziąłem go pod brodę, zmuszając, aby spojrzał na mnie.

-Posłuchaj Alec, mówiłem to już z tysiąc razy, ale powtórzę jeszcze raz. Bardzo cię lubię i chciałbym spróbować, czegoś więcej, a jeśli i ty tego chcesz, to owszem jesteśmy razem. Ale jeśli…

-Nie! Nie ma żadnego ale. Chcę spróbować. Chcę żebyś został moim chłopakiem – powiedział, robiąc się czerwony na całej twarzy. – Jeśli się zgodzisz, oczywiście.

-Jasne, że się zgodzę Alec! – wykrzyknąłem, rzucając mu się na szyję. Alec przytulił mnie mocno do siebie. Pocałowałem go w czubek głowy i odsunąłem się nieco, aby mógł oddychać. – To co teraz robimy mój CHŁOPAKU?

-Nie wiem, a nie powinniśmy wracać na lekcje?

-Szczerze, to nie mam zamiaru wracać teraz do szkoły. Chciałbym jakoś to uczcić. Może poszlibyśmy do Java Jones? Co ty na to?

-No dobrze. Świat się chyba nie zawali, jeśli nie wrócę na lekcje, w końcu został mi tylko w-f. Dobrze możemy iść, tylko wyślę Izzy sms'a, żeby się nie martwiła.

Po trzech godzinach spędzonych z moim Alexandrem, wracałem w końcu na Brooklyn. Byłem prze szczęśliwy. W końcu ja i Alexander jesteśmy razem. W końcu mogę nazywać go swoim chłopakiem, chociaż wiedziałem, że nie mogę robić tego przy wszystkich. Przy jego rodzeństwie, mojej mamie i jego, owszem, ale przy innych nie. Alec nie chciał się jeszcze ujawnić, a ja szanowałem jego decyzję, to nie było teraz najważniejsze. Najważniejsze jest to, że jesteśmy razem. Chciało mi sie krzyczeć ze szczęścia. Mogłem wykrzyczeć to całemu światu. Nie wiedziałem, jeszcze, czy go kocham, ale jestem na dobrej drodze. Teraz jest ten czas, żeby się o tym przekonać. W głębi serca wierzę, że to ten jedyny, ale czas pokaże. Bardzo chciałbym by był tym jedynym.

Idąc na Brooklyn cały czas rozmyślałem o Alexandrze. O jego pięknych, błękitnych jak bezchmurne niebo oczach, o jego słodkich rumieńcach, o czarnych jak heban włosach, a przede wszystkim o tym, jak bardzo go lubię. Do nikogo, no oprócz Ragsa i Cate, nie czułem takiej sympatii, jak do niego. Może to będzie miłość od pierwszego wejrzenia? Kto wie, kto wie. Teraz wszystko jest możliwe. I z taką właśnie myślą, doszedłem na Brooklyn i skierowałem się prosto do swojego mieszkania. Kiedy doszedłem na górę, chwyciłem za klamkę, było otwarte.

-Dziwne. Mama miała skończyć dopiero za godzinę – powiedziałem sam do siebie, przekraczając próg mieszkania.

-Nareszcie! Dobry wieczór synu! – usłyszałem zza pleców, gdy zamykałem za sobą drzwi. Bardzo dobrze znałem ten głos, wiedziałem kim jest ta osoba, która zagadała do mnie. Rozmawiałem z nią jeszcze dzisiaj rano przez komputer, lecz tym razem wydawał się zbyt realny, żeby brzmieć z komputerowych głośników. Powoli odwróciłem się. Przede mną stał wysoki mężczyzna o brązowych oczach i kasztanowych, przystrzyżonych na jeża włosach, w ciemnym garniturze. Uśmiech sam pojawił mi się na twarzy.

-Tak się cieszę, że wróciłeś tato! – wykrzyknąłem i nawet nie wiem, kiedy wylądowałem w ramionach mężczyzny.


A/N: Wielkie Dziękuję dla Intoxic, która znowu zabawiła się w korektę :)

Od dzisiaj rozdziały będą się pojawiać co tydzień, za co was bardzo przepraszam!

Ale obiecuję, że poprawię się po nowym roku! Od stycznia rozdziały będą się pojawiać co 3-4 dni :)

I dziękuję za życzenia z weną, przydają się :)