A/N: Intoxic: No a do kogo miał napisać co? :D A no i tak, a więc zwracam honor i
oficjalnie ogłaszam, że do poprzedniego rozdziału tytuł wymyśliła Intoxic podczas jej morderczej nauki języka niemieckiego!
Glittery Angel: A wiesz, że masz racje to pierwszy raz, kiedy Magnus to powiedział :) A czy do Alec'a to się okaże...
Kokosz: Nie przegapiłaś nowego rozdziału! W sobotę go dodałam, więc się nie martw, jesteś na bieżąco! Tak wiem, Magnus trochę wycierpiał, ale don't worry teraz sie wszystko ułoży :) A co do twoich podejrzeń, to chyba sie sprawdzą, coś tak czuję...
No nic ode mnie to tyle!
Miłego czytania!
XIII rozdział
Kocham Cię...
Kiedy tylko dostałem wiadomość od Magnusa, serce zaczęło bić mi szybciej, a w głowie pojawiło się kilka czarnych scenariuszy. Przestraszyłem się. Nie wie działałem co się z nim dzieje. Magnus nie odbierał komórki, bałem się o niego. Może coś mu się stało? Może ktoś mu coś zrobił? Pytania przelatywały mi przez głowę, niczym błyskawice. Potrząsnąłem głową. Musiałem opanować emocje, musiałem go teraz zobaczyć i upewnić się, że nic mu nie jest.
W mgnieniu oka zbiegłem na dół pochodach, chwyciłem kurtkę i wybiegłem na zewnątrz. Wypadłem przed dom niczym burza i od razu skierowałem się biegiem na Brooklyn. Biegłem przed siebie, ile sił, aby jak najszybciej dostać się do mieszkania chłopaka. Jednak po kilku ulicach, pokonanych bezustannym biegiem, mój organizm nie wytrzymał i postanowiłem zatrzymać, pierwszą lepszą taksówkę, która się nawinęła.
I już po kilkunastu minutach, stałem przed drzwiami do mieszkania.
-Magnus otwórz to ja, Alec! – zacząłem wołać, kiedy nikt mi nie otwierał. - Magnus proszę cie otwórz, wiem, że tam jesteś. Co się stało?
Po chwili usłyszałem kroki za drzwi, które zaraz się otworzyły. Przede mną stanęła niewysoka kobieta z długimi, ciemnymi włosami, które kolorem przypominały włosy Magnusa, spiętymi w luźny kucyk i ciemnymi oczami, jak u Izzy. Pewnie to matka Magnusa, chociaż niezbyt go przypominała. Wyglądała nie więcej niż 36-8 lat. Ubrana w fioletowy szlafrok, patrzyła na mnie z góry zaskoczona.
-Dobry wieczór, czy Magnus jest w domu? – zapytałem. Oczy kobiety rozszerzyły się jeszcze bardziej w szoku. – Muszę go zobaczyć.
-Ja nie wiem, czy on chciałby się z kimś teraz widzieć. Wątpię czy…
-Nie! Ja musze go zobaczyć – powiedziałem stanowczym tonem i zrobiłem krok na przód, ale kobieta zagrodziła mi wejście. – Proszę mnie puścić. Muszę go zobaczyć. Pani nie rozumie…
-Mylisz się. Rozumiem – oznajmiła łagodnym tonem. – Wiem kim jesteś, Alexandrze, ale nie wiem, czy Magnus czuje się na siłach, żebyś go odwiedził.
-Ale ja wiem. On mnie potrzebuje. Wiem to. I nie przyszedłem się tu kłócić, więc proszę, niech mnie pani wpuści.
Kobieta westchnęła po chwili i opuścił rękę, którą przetrzymywała mnie na klatce schodowej.
-Niech ci będzie. Tylko ostrzegam. Jeśli po twojej wizycie Magnus poczuje się gorzej , będziesz miał ze mną do czynienia.
-Obiecuję, że tak nie będzie. I dziękuję. – odpowiedziałem wchodząc do mieszkania za matką chłopaka, która pokazała mi drogę do jego pokoju. Stałem chwilę przed jego drzwiami i zastanawiałem się co tam zastanę, co mam mu powiedzieć, jak zareagować. Potrząsnąłem głową. „Nie czas o tym myśleć, Alec. Po prostu tam wejdź.", nakazałem sobie i tak zrobiłem. Zapukałem lekko i nie słysząc żadnych oporów, wszedłem do środka.
To co zobaczyłem, po przekroczeniu progu, ścisnęło moje serce w zupełności. Magnus leżał na łóżku i płakał w poduszkę. Nawet nie podniósł głowy, kiedy wszedłem. Włosy w nieładzie, opadały na ramiona, które trzęsły mu się od szlochu. Wyglądał jak półtora nieszczęścia. Jego płacz wypełniał cały pokój, od razu podeszłem do łóżka i usiadłem obok. Chwilę wpatrywałem się w niego, nie wiedząc co zrobić, ale po chwili, nawet nie wiedziałem, kiedy zacząłem głaskać go po głowie.
-Magnus co się stało? Napisałeś do mnie, więc przyszedłem, jak najszybciej mogłem, proszę cię spójrz na mnie. – powiedziałem łagodnie, nadal delikatnie głaszcząc go po włosach. – Maggie. Proszę spójrz na mnie. Nic ci się już nie grozi. Jestem tu. Proszę spójrz na mnie.
W końcu kociołki podniósł głowę i spojrzał na mnie, swoimi pięknymi oczami, które teraz były zaczerwienione i pełne łez. Wyglądał okropnie. Serce jeszcze bardziej mi się ścisnęło. Magnus ewidentnie mnie potrzebował, odkąd się znamy, nie widziałem jeszcze żeby płakał, nigdy. Ale to co w tedy zobaczyłem przerosło moje oczekiwania. Na prawym policzku chłopaka widniał czerwony ślad, ja po uderzeniu. Powoli podniosłem rękę i dotknąłem go w miejscu uderzenia, Magnus się skrzywił. Nie wierzyłem. Ktoś skrzywdził mojego chłopaka. Ale jak? Jak to możliwe? Nie. Nie pozwolę na to, żeby ktoś krzywdził Magnusa.
-Kto… kto ci to zrobił? – zapytałem patrząc mu w oczy.
-N..n… nieważne – odpowiedział podciągając nosem.
-Nieważne? Magnus czy ty siebie słyszysz? Jak to nieważne. Ktoś cie skrzywdził. Nie zostawię tak tego, powiedz mi kto to zrobił, albo sam się tego dowiem.
-M… mój ojciec – odpowiedział spuszczając wzrok. Zatkało mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć. Jak to? Jego własny ojciec ale jak? Dlaczego?
-Co? Jak to twój ojciec? Dlaczego? Co się stało? Proszę, powiedz mi, co się stało?
I wtedy chłopak opowiedział mi całą historię od początku. O tym jak się ucieszył, kiedy wrócił ojciec. O tym, jak zdobył się na odwagę wyznać mu prawdę. A przede wszystkim o tym, jak ojciec zareagował i co zrobił. Kiedy skończył, oczy znowu zaszły mu łzami, których nie umiał dłużej powstrzymywać i ponownie wybuchnął płaczem. Automatycznie przyciągnąłem go ku sobie.
-Wszystko będzie dobrze Maggie. Jestem przy tobie. Nie pozwolę, żeby ktoś cię więcej skrzywdził. Nie mogę patrzeć jak cierpisz. Nie płacz. Zobaczysz wszystko się ułoży. Będę przy tobie. – powiedziałem mocno go przytulając.
-Wątpię czy wszystko się ułoży. Wszyscy zawsze tak mówią, a z doświadczenia wiem, że prawie nigdy tak nie jest – odpowiedział odsuwając się ode mnie i patrząc w poduszkę. Westchnąłem. Wziąłem go pod brodę, aby spojrzał mi prosto w oczy.
-Nie prawda. Z doświadczenia wiem, że jeśli ma się osobę, która jest przy tobie, i która cię wspiera, zawsze wszystko się układa. A ja tutaj jestem i jak na razie nigdzie się nie wybieram – odpowiedziałem pewnie i uśmiechnąłem się do niego, na co on także zareagował uśmiechem, jednak nie był to jeszcze ten uśmiech, którym codziennie mnie obdarzał, ale byliśmy na dobrej drodze, żeby znowu się pojawił. – A teraz posuń się trochę.
Kociooki popatrzył na mnie zdziwiony.
-No chyba nie myślałeś, że tak szybko się mnie pozbędziesz – wyjaśniłem wesoło kładąc się obok niego. – Co to, to nie.
Magnus uśmiechnął się jeszcze raz i położył głowę na moim torsie i wtulając się we mnie. Nakryłem nas kocem.
-Jeśli chcesz mogę tu zostać. Na noc – powiedziałem, a na moim policzku pojawił isę rumieniec. Chłopak natychmiast podniósł się do pół przysiadu i spojrzał mi w oczy.
-Naprawdę mógłbyś? – zapytał z nadzieją w głosie.
-Jasne – przytaknąłem.
-Dziękuję. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy – odpowiedział, po czym, zaczął zbliżać swoja twarz do mojej. Od razu zrozumiałem, czego ode mnie oczekuje i tak samo, zacząłem się do niego przybliżać i spotkaliśmy się w pół drogi. Poczułem słony smak jego łez. Po chwili odsunęliśmy się od siebie i Maggie ponownie wtulił się we mnie. – Dziękuję. Dziękuję za to, że jesteś. – wyszeptał kładąc głowę na moim torsie. Złapałem go za rękę i splotłem nasze palce.
-Od dzisiaj zawsze będę przy tobie. Nic nie poradzę zaczarowałeś mnie i już się nie pozbędziesz. Chyba, że nigdy więcej nie będziesz chciał mnie widzieć, w tedy odejdę.
-Nie! Nawet tak nie mów! – zaprotestował, ponownie zrywając się i patrząc mi w oczy. To niesamowite, jak jego wzrok działał na mnie. Mogłem tak siedzieć godzinami i wpatrywać się w te złoto-zielone tęczówki. – Nie chcę, żebyś odchodził. Chcę żebyś tu był. Ze mną. Zawsze.
Zaśmiałem się lekko. I pocałowałem go w policzek.
-A więc ustalone. Zostaję. A teraz połóż się. Odpocznij. Na pewno jesteś zmęczony, dużo się dzisiaj działo – oznajmiłem łagodnym tonem. Maggie spojrzał na mnie z obawą w oczach. –Nie bój się. Ja tu będę. Potrzymam cię w nocy za rękę, jeśli chcesz. A kiedy się obudzisz, ja nadal tu będę. Przy tobie. Dzisiaj to ja będę twoim aniołem, więc śpij spokojnie. Będę nad tobą czuwał, nikt cię już nie skrzywdzi. Śpij spokojnie. – powiedziałem, po czym ucałowałem go jeszcze raz w czubek głowy, kiedy zamknął oczy i odpłynął do krainy Morfeusza.
Jeszcze chwile siedziałem tak głaszcząc śpiącego Magnusa po włosach i rozmyślając o tym, jak wielkie szczęście miałem, że go spotkałem. Pamiętałem doskonale, jak pierwszy raz go ujrzałem. Pierwsze spojrzenie w oczy. Pierwsza rozmowa. Nasz pierwszy pocałunek. Pierwsze przyśpieszone bicie serca, spowodowane jego widokiem. Pierwsze motyle w brzuchu, na samo jego wspomnienie. I wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że Magnus nie jest tylko moim przyjacielem. Jest moim chłopakiem. I zależy mi na nim. Zależy mi na nim, jak na nikim innym. To wtedy po raz pierwszy, pomyślałem, że ktoś oprócz Jace'a, może zagościć w moim sercu na dłużej. To w tedy pomyślałem, że tym kimś może być Magnus. I z tą myślą zamknąłem oczy i po chwili odpłynąłem do krainy snów razem z moim Magnusem.
Kiedy się obudziłem, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Z niedowierzania przetarłem je klika razy, ale obraz nadal zostawał taki sam. „A więc został. Nie kłamał, on naprawdę tu został.", pomyślałem uradowany. Alexander wyglądał tak beztrosko, niewinnie, zupełnie jak dziecko, kiedy spał. Chciałem mocno się do niego przytulić i powrócić do błogiego snu, kiedy usłyszałem przekręcanie klucza w drzwiach. Spojrzałem na zegarek. Była 6 rano. „To była mama. Wyszła do pracy", pomyślałem. Podniosłem się na łokciu i pocałowałem Alexandra w policzek. Ten zmarszczył swój uroczy nosek i powoli otworzył zaspane oczy, które szybko spoczęły na mnie.
-Dzień dobry – rzuciłem lekko, uśmiechając się promiennie.
-Kt.. która godzina? – zapytał, przecierając swoje błękitne oczy.
-6 rano. Więc, śpij jeszcze – powiedziałem, ponownie całując go w policzek. – Obudzę cię na śniadanie.
-Yhymm… - mruknął i przewrócił się na drugi bok.
Tymczasem wstałem i poszedłem wziąć poranny prysznic. Po 30 minutach byłem gotowy. Wyszedłem z łazienki i kiedy zobaczyłem, że Alec jeszcze słodko śpi, zszedłem na dół, żeby przygotować dla nas śniadanie. W kuchni nikogo nie było, w końcu mama już wyszła. Pozostałości po wczorajszej kolacji zniknęły. Wszystko było czyste, jakby w ogóle nic się tu wczoraj nie działo. Oparłem się o blat i przymknąłem oczy. Natychmiast wszystkie wspomnienia wróciły. Pod powiekami widniał mi obraz wściekłego ojca i twarz Alec'a, który zaniepokojony zjawił się u mnie w pokoju. Swoja uwagę skupiłem na nim i obraz ojca zniknął. Pozostał tylko Alec. Jego niebieskie oczy, które były przepełnione troską o mnie, jego promienny uśmiech i usta, w które tak bardzo chciałem się teraz zatopić. Nie mogłem się oderwać od tego widoku. Nie umiałem tego wyjaśnić, ale kiedy tylko o nim myślałem zaraz czułem motyle w brzuchu i kołatanie serca. Jeszcze nikt tak na mnie nie działał. Byłem już w kilku związkach, lecz jeszcze nic takiego nie czułem. I wtedy coś mnie trafiło. W głowie mi się rozjaśniło i nagle wszystko zrozumiałem. Zrozumiałem, że to musi być miłość. Bo kiedy ktoś cię kocha, inaczej wymawia twoje imię. Masz uczucie, po prostu to wiesz, że twoje imię jest u niego bezpieczne. Miłość to to, co wywołuje uśmiech na twojej twarzy, kiedy stracisz sens w życiu. Bo kiedy ktoś cię kocha, znasz go najbardziej na świecie, a on zna ciebie. Miłość jest w tedy, kiedy mówisz "Kocham Cię" i wiesz, że jesteś tego pewny i możesz to powtarzać codziennie. Przez wiele godzin i nigdy ci się to nie znudzi. I to wszystko o czym marzę, czego pragnę mam w zasięgu ręki. Jedynym czego potrzebuję to miłość do Alexandra.
-Kocham cię Alexandrze – powiedziałem otwierając oczy i spoglądając w cudowny błękit, który ukazał się tuż przede mną.
A/N: I jak wrażenia?
Dzisiaj był jak ja to mówię sweet, a następny rozdział za tydzień, no chyba, że się wyrobie to bd wcześniej :)
