A/N: Intoxic: Hahahha I knew it! Te równania to jednak dobrze mi robią, a że będę je jeszcze miała przez okrągłe 2 miechy to przyszykuj się na powrót sweetaśnych rozdziałów and perv! :D Buahaha Intoxic zwracająca honor... No, no no, aż ci powiem zatkało mnie, ale oczywiście przyjmuję te twoje "przeprosiny" XD

Kokosz:Bardzo się cieszę, że spodobał ci się sweetaśny rozdział, bo wiem, że chyba bardziej wolisz dramaciki :)

Glittery Angel: Jakbym słyszała Intoxic, która siedziała nade mną i wypytywała co dalej... :D Uprzedzam, że ja uwielbiam kończyć rozdziały w takich momentach, wiec z góry bardzo przepraszam! Hahaha ciesze się ogromnie, że podoba wam się takie oblicze Alec'a, jeszcze nie raz będzie mógł się z takiej strony pokazać, więc don't worry :)

A teraz, zapraszam do czytania moich wypocinek! :D

Miłego czytania!


XIII A rozdział.

Ja ciebie też!

Alec spoglądał na mnie zaskoczony z otwartą buzią. Wiedziałem, że usłyszał to, co powiedziałem i cieszyłem się z tego. I tak prędzej, czy później bym mu to powiedział. Ale teraz bałem się, że go wystraszyłem swoim wyznaniem. Może on nie był jeszcze na to gotowy? Stał jeszcze tak przede mną w tym samym ubraniu co wczoraj z rozszerzonymi oczami i otwartą buzią, przez jakieś 5 minut, aż w końcu doszedł do siebie. Potrząsnął głową, zamrugał i spojrzał prosto w moje oczy, był cały zarumieniony.

-Kocham cię Alexandrze – powiedziałem wpatrując się w jego oczy, które teraz skierowane były prosto w moje.

-Ja.. Ja ciebie też kocham Magnus – powiedział cicho, jeszcze bardziej się rumieniąc.

Uśmiechnąłem się do niego, na co on także zareagował swoim uroczym uśmiechem. On naprawdę odwzajemniał moje uczucia. Byłem tak szczęśliwy. Nawet nie dało się opisać, tego co czułem w tym momencie. Dotknąłem jego policzka i przybliżyłem się na nieznaczną odległość, tak, że mogłem poczuć ciepło jego ciała. Schyliłem się lekko i wpiłem w jego urocze usta. Alec automatycznie zarzucił ręce na moją szyję i wplótł rękę w moje włosy , lekko ściskając i przyciągając mnie jeszcze bliżej. Po chwili uniosłem chłopaka do góry, a on oplótł mnie swoimi nogami w talii, po czym nie przerywając pocałunku, posadziłem go na blacie. Wsunąłem ręce pod jego koszulkę i zacząłem wodzić nimi po jego plecach. Poczułem jego dreszcze, wywołane moim dotykiem. Po chwili poczułem, jak Alec przesuwa językiem po mojej dolnej wardze. Zaskoczony tym gestem , otworzyłem usta, aby mógł wsunąć swój język do środka. Gładził swoim językiem wnętrze moich policzków, podniebienie, aż w końcu otrząsnąłem się z zaskoczenia i mój własny język zaczął się poruszać w podobnym rytmie. Całowaliśmy się przez kilka minut, aż w końcu zabrakło nam tchu. Nasze oddechy były ciężkie i nierówne. Moje serce waliło jak u małego ptaszka i co dziwniejsze, przez nieznaczną odległość, jaka nas dzieliła mogłem wyczuć, ze serce Alec'a, także przyspieszyło i obydwa biją w podobnym rytmie. Uśmiechnąłem się szeroko. Kiedy nabrałem oddechu ponownie, chciałem powrócić do tej jakże przyjemnej czynności i kiedy już byłem dostatecznie blisko, żeby ponownie wpić się w jego usta, zabrzęczał dzwonek do drzwi.

-Szlag by to trafił! – powiedziałem wściekły, że przerwano mi coś takiego. Podniosłem się z nad blatu i pocałowałem Alec'a w policzek. – Zaraz wracam, skarbie.

Po chwili już otwierałem drzwi, ale to co, a raczej kogo zobaczyłem po drugiej stronie zupełnie mnie zaskoczyło. Przede mną stała niewysoka blondynka o niebieskich oczach. Ubrana w czarną spódnicę do kolan i białą koszule z długim rękawem, stałą w moich drzwiach i wpatrywała się we mnie niecierpliwie.

-No ile można do ciebie dzwonić?! Dzwonię od wczoraj i nic?! Coś ty robił?! – zaczęła z wyrzutem, wpraszając się do mojego mieszkania. Westchnąłem i zamknąłem za nią drzwi. Cate prawiła mi kazanie, aż w końcu stanęła na progu kuchni, tak aby Alec nie mógł jej zobaczyć i raptownie umilkła, odwracając się w moja stronę raptownie tak, że o mało na nią nie wpadłem. Spojrzała na mnie przenikliwym wzrokiem i dodała ciszej. – Aha to, to jest ten powód nie odbierania ode mnie telefonów, tak?

-Tak. A teraz proszę cię, nie chcę być nie miły, ale idź już sobie – poprosiłem grzecznym tonem, chociaż, tak naprawdę chciałem sam ją wyprowadzić, nawet siłą. – Zobaczymy się w szkole.

-No ja mam nadzieję. – rzuciła ruszając do drzwi. – I oczekuję szczegółów Magnus. Wszyściuteńkich – powiedziała tonem, nie znoszącym sprzeciwu wychodząc i zamykając za sobą drzwi.

Przewróciłem oczami. „Cała Cate", pomyślałem i odwróciłem się i ruszyłem w stronę swojego chłopaka, który nadal siedział na blacie rozglądając się po kuchni. Powoli podszedłem do niego i jednym palcem przyciągnąłem jego podbródek do siebie. Alec spojrzał w moje oczy i uśmiechnął się lekko.

-To.. na czym skończyliśmy? – zapytałem kuszącym tonem, jeszcze bardziej przybliżając się do niego. Alec nic nie odpowiadając, także zaczął zbliżać się do mnie i spotkaliśmy się w pół drogi. I kiedy nasze usta zatknęły się ponownie w namiętnym pocałunku, drzwi frontowe otworzyły się i usłyszeliśmy kroki, zbliżające się do kuchni. Alec natychmiast odskoczył ode mnie i zeskoczył z blatu. Jego policzki niemal natychmiast oblały się rumieńcem, kiedy w wejściu stanął nie kto inny, jak mój ojciec.

-Magnus?! Co tu się dzieje do cholery?! – zaczął patrząc to na mnie, to na Alec'a. – Co ten chłopak tu robi? Co wy tu robicie?

-A jak ci się zdaje? – odparowałem. Jak on w ogóle mógł się tu pojawić. Po tym wszystkim. – A w ogóle co ty tu do cholery robisz?

-Jak śmiesz takim tonem do mnie mówić Magnusie! Jestem twoim ojcem! – ojciec nagle poczerwieniał na twarzy i z uniesioną ręką ruszył ku mnie. Wtem, zza mnie wyskoczył Alec i zatrzymał rękę ojca, która chciała wymierzyć mi kolejny cios. Niebieskooki odparował jego cios i odepchnął go, aż ten zatoczył się trochę do tyłu. „To zadziwiające, jak bardzo Alexander jest silny", pomyślałem.

-Ty gówniarzu! Jak śmiałeś mnie odepchnąć?! To niedopuszczalne! – wrzeszczał, próbując ponownie się do mnie zbliżyć, ale Alec zatorował mu drogę.

-Nawet niech pan o tym nie myśli. Nie pozwolę panu mu go tknąć. Nigdy więcej. Po moim trupie!

-Jak możesz się tak do mnie odzywać?! Nie, nie pozwolę na to. Wyprowadzam się. Mam tego dosyć. Wracam do Norwegii. – oznajmił piorunując Alexandra wzrokiem. Po czym przeniósł go na mnie. Miałem wrażenie, że patrzy na mnie z odrazą. Wzdrygnąłem się. – Od dzisiaj możesz nie nazywać mnie swoim ojcem. Nie chcę cię znać. Nie jesteś już moim synem.

To było jak uderzenie w policzek. Ponownie łzy naleciały do moich oczu, ale nakazałem sobie, ze nie okażę słabości. Nie przy nim.

-Jak sobie życzysz – odpowiedziałem, siląc się na neutralny ton.

-Tak tego sobie życzę. –rzucił ruszając w stronę sypialni, aby zapewne spakować swoje rzeczy.– Jutro już mnie tu nie będzie. Spakuję się i pierwszym samolotem wracam do siebie.

Po chwili zniknął w głębi mieszkania, nie zaszczycając nas przy tym nawet jednym spojrzeniem.

Opadłem na blat. Ale natychmiast znalazł się przy mnie i wziął mnie w ramiona. Po chwili, także odwzajemniłem uścisk i wtuliłem głowę w jego ramie. Łzy same zaczęły spływać po moich policzkach. Niue mogłem nic na to poradzić. Byłem bezsilny. To wszystko mnie przytłaczało. A jedyną osobą, która była dla mnie w tym momencie, wystarczającym wsparciem, był Alexander. Mój chłopak. Po chwili Alec odsunął się delikatnie ode mnie i wziął moją twarz w swoje dłonie i ocierając łzy kciukiem.

-Maggie, proszę nie płacz już. Jestem przy tobie. Wszystko będzie dobrze. Rozumiesz? Razem sobie poradzimy. Przejdziemy przez to razem. Słyszysz? Pomogę ci – przytaknąłem mu ruchem głowy i ponownie się w niego wtuliłem. Niebieskooki objął mnie swymi silnymi ramionami, w których czułem się tak bezpiecznie.

-Magnus? – zapytał niebieskooki, kiedy odsunęliśmy się od siebie. – Może poszlibyśmy się przewietrzyć do parku co? Świeże powietrze dobrze ci zrobi. A poza tym, nie wiem, czy chciałbyś się ponownie z nim zobaczyć – powiedział wskazując głową, w kierunku odgłosów przeszukiwania szafek i kartonów, które dochodziły z sypialni.

-Tak, masz racje. Przejdźmy się – oznajmiłem wycierając oczy, uważając przy tym, aby nie rozmazać makijażu. Po czym ująłem dłoń Alexandra w soją i ruszyliśmy w kierunku wyjścia.

-Alec, ja już nie daje sobie z tym rady – oznajmił łamiącym się tonem, Magnus, kiedy usiedliśmy na ławce w głębi Central Parku. – Ja już nie wiem co mam robić. To wszystko… to wszystko mnie przytłacza….

Magnus ukrył twarz w dłoniach, po których zaczęły spływać łzy. Od razu, całkiem automatycznie, nie zważając na to, że jesteśmy w miejscu publicznym, objąłem Magnusa i przytuliłem do siebie, mocno. Nic nie mówiłem, tylko głaskałem delikatnie po włosach, jak małe dziecko, czekając aż w końcu emocje opadną i chłopak się uspokoi.

Niedawno, sam miałem taką sytuację. No podobną sytuacje. Mój ojciec także nie tolerował, cóż on nadal nie toleruje, tego że jestem gejem. Od czasu tego feralnego popołudnia, kiedy po raz pierwszy zobaczył mnie z Magnusem, prawie się do mnie nie odzywa. Unika mnie, jak tylko może. Zresztą nie tylko mnie. Izzy i Jace'a, też unika i mam jakieś dziwne wrażenie, że za jego zachowaniem, kryje się coś, więcej, niż tylko niechęć do syna geja.

Żal ściskał mi serce, kiedy musiałem patrzeć, jak Magnus to mocno przezywa. Jak wypłakuje mi się w koszulkę. A ja nic nie mogłem na to poradzić. Chociaż…

-Magnus?

-Tak?

-Czy nie miałbyś nic przeciwko, żebym zabrał cię do mojego domu? W sensie, czy nie chciałbyś może pomieszkać trochę u nas? – zapytałem pełen nadziei, że się zgodzi. Nie tylko ze względu na to, że mógłby sobie odpocząć od tych wszystkich stresów, ale też ze względu na nasz związek. Przez ten czas, na pewno zbliżylibyśmy się jeszcze bardziej do siebie. Poznalibyśmy się jeszcze dokładniej. Po prostu spędzilibyśmy ze sobą, więcej czasu.

-Ymmm… To bardzo miło z twoje strony Alexandrze, ale… ale czy twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko? Albo twoje rodzeństwo? Czy nie będę wam przeszkadzał? Wiesz, nie chcę stwarzać wam dodatkowych kłopotów. Już i tak wystarczająco zrobiłem…

Westchnąłem, i ująłem twarz Magnusa w obie dłonie, zmuszając aby spojrzał prosto w moje oczy.

-Ty. Nic .Nie Zrobiłeś – powiedziałem stanowczo, wymawiając, każde słowo osobno. - Zrozum, to nie twoja wina. A co do tego, czy będziesz nam przeszkadzał. Czyś ty na głowę do końca upadł? Moja mama z chęcią cię pozna. I błagam Izzy i Jace? Oni akurat nie mają tu nic do gadania. A teraz chodź – powiedziałem podrywając się z ławki i ciągnąć Magnusa za rękę. – Idziemy do mnie. Mama zadzwoni do twojej i wszystko sobie ustalą, a ty zostaniesz u nas. Na tak długo jak będziesz w stanie wytrzymać, bo uwierz mi, z Izzy i Jace'em, długo się nie wytrzyma i na tyle, ile będziesz potrzebował.

Oznajmiłem, po czym wspiąłem się delikatnie na palce i pocałowałem Magnusa w policzek, co wywołało u mnie natychmiast czerwony kolor na policzkach. Na twarzy Magnusa od razu pojawił się uśmiech.

-Uwielbiam kiedy się rumienisz. To od razu poprawia mi humor, a w dodatku dodaje ci jeszcze większego uroku – szepnął mi do ucha swoim kuszącym głosem, od którego miękną mi kolana. Przewróciłem tylko oczami i pociągnąłem go w stronę Manhattanu.

-Alec!? – usłyszałem głos swojej matki dochodzący z kuchni.

-Tak mamo to ja! – zawołałem pomagając zdjąć Magnusowi, jego jesienny płaszcz i odwieszając go na wieszak.

-No na reszcie! Gdzieś ty się do jasnej cholery podziewał?! I Dlaczego nie odbierasz komórki?! Co się z tobą stało?! Gdzie ty… - mama umilkła raptownie kiedy, wychodząc z kuchni zobaczyła naszego gościa. Spojrzała na mnie pytającym i zarazem karcącym tonem, a później przeniosła go na Magnusa.

-Dzień dobry, pani Lightwood – przywitał się Magnus, podchodząc do mamy i całując ją w rękę.

-Ah..emm.. Dzień dobry – odparła zaskoczonym, ale delikatnym głosem. – A ty jesteś?

-Magnus. Magnus Bane – przedstawił się, posyłając jej delikatny uśmiech i wycofując się do mnie.

-Ach. Jak mogłam nie poznać. Alec opowiadał, mi o tobie. Jezu, ty naprawdę świecisz się jak kula dyskotekowa.

-Mamo! - zaprotestowałem szybko i posłałem jej karcące spojrzenie. Po czym spojrzałem na Magnusa, który lekko się zaśmiał i posłał szeroki uśmiech w stronę mamy i przeniósł wzrok na mnie.

-Och, Alexandrze, to takie miłe, że opowiadałeś o mnie swojej mamie – oznajmił wesoło mrugając do mnie, czym natychmiast wywołał u mnie szkarłatny rumieniec.

-No dobrze, już dobrze. Alec, czy odpowiesz w końcu na moje pytanie.? Gdzie byłeś wczoraj w nocy. Próbowaliśmy się do ciebie do dzwonić, ale nie odbierałeś – oznajmiał, ponownie wracając do mnie karcącym spojrzeniem.

-Ach, tak. Byłem… byłem u Magnusa – odpowiedziałem nieśmiało, a moje policzki jeszcze bardziej zrobiły się czerwone. „Pewnie teraz wyglądam, jak burak", pomyślałem. – A nie odbierałem, bo wyłączyłem telefon, a później o nim zapomniałem.

Na twarzy mamy pojawiło się zdziwienie.

-Chcesz mi powiedzieć, że spałeś u Magnusa?

-T..

-Tak, Alexander rzeczywiście wczoraj nocował u mnie. Ale proszę się nie martwić, nie robiliśmy nic niestosownego, czym musiałaby się pani przejmować – przerwał mi Magnus, zwracając się z pełną uprzejmością do mamy. – Miałem wczoraj bardzo trudną sytuacje, a Alec przyszedł i pomógł mi to sobie poukładać. Naprawdę. Proszę go o nic nie obwiniać. To moja wina…

-Nie to nie twoja wina. Przecież nie musiałem iść do ciebie, a jednak poszedłem, więc…

-Dobrze, już dobrze. Ok, rozumiem. Alexandrze, wiem, że zapewne chciałeś dobrze i tym razem nie dostaniesz, żadnego szlabanu. Ale, kiedy następnym razem postanowisz zniknąć na cała noc, powiadom mnie łaskawie, chociaż o swoich planach dobrze?

-Dobrze. Dziękuję mamo.

Po tych słowach mama jeszcze raz posłała ciepły uśmiech Magnusowi i skierowała się do kuchni. Kątem oka spojrzałem na Magnusa, który odprowadzał ja wzrokiem i nagle coś sobie przypomniałem.

-Mamo! – zawołałem, a ona odwróciła się do nas.

-Tak skarbie?

-Czy.. czy Magnus mógłby zostać u nas na kilka nocy? – zapytałem, a mama spojrzała na mnie pytająco. – Magnus, ma teraz trudna sytuację w domu i chciałbym, żeby został na kilka dni u nas. Czy byłaby taka możliwość.

-Oczywiście, jeśli nie będę państwu przeszkadzał – dodał grzecznie Magnus.

-Hym… No dobrze, niech będzie. Ale najpierw będę musiała zadzwonić do twojej mamy i zapytać ją o zgodę.

-Dobrze. Dziękuję.

-Jeszcze nie dziękuj kochany . Porozmawiamy o tym później, a teraz zmykajcie na górę, dzisiaj odpuszczę wam szkołę, bo nie mam czasu wyjaśniać tego wszystkiego teraz waszym nauczycielom. Ojciec wyjechał wczoraj wieczorem i wróci dopiero za tydzień, a ja musze jechać do pracy. Wiec zmykajcie teraz a ja lecę do pracy bo się spóźnię – oznajmiła podchodząc i mierzwiąc mi słowy.

-Mamo! – rzuciłem wymownie, odgarniając pasemka, które opadły mi na oczy.

-No dobra chłopcy. To ja idę, tylko nie zbombardujcie mi domu, przez ten czas. Będę wieczorem. A ty się Magnus nie martw, zadzwonię do twojej mamy w drodze do pracy i wszystko jej wyjaśnię – oznajmiła uśmiechając się do nas delikatnie, po czym zniknęła za drzwiami. A po chwili mogliśmy usłyszeć, jak odpala silnik i wyjeżdża z podjazdu.

-Alec? – Spojrzałem pytająco na chłopka. – Wiesz, że możesz oddychać prawda?

Dopiero teraz, uświadomiłem sobie, że wstrzymywałem oddech, odkąd zapytałem się mamy, czy Magnus może u nas zostać. Wypuściłem głośno powietrze.

-No tak lepiej – stwierdził przyglądając mi się rozbawiony. – Wiesz, ja wiem że jestem oszałamiająco przystojny, ale nie musisz wstrzymywać oddechu przy mnie, bo jeszcze nam tu zejdziesz.

Przewróciłem oczami.

-Oj, odczep się – rzuciłem poirytowany, ruszając w stronę swojego pokoju. Ale Magnus złapał mnie za rękę w pół drogi i odwrócił w swoją stronę. Spojrzałem na niego pytająco, a on pochylił się lekko i pocałował mnie delikatnie w policzek, czym ponownie wywołał u mnie rumieńce.

-Oj nie złość się już – szepnął mi do ucha. Ponownie przewróciłem oczami i pociągnąłem go na górę do swojego pokoju.

Kiedy tylko wszedłem do swojej sypialni, od razu rzuciłem się na zaścielone granatową kołdrą łóżko i wskazałem na Magnusa, aby także usiadł koło mnie. Po chwili chłopak usiadł obok mnie i rozłożył się na łóżku przymykając lekko oczy.

Przysunąłem się bliżej niego i pochyliłem się nad nim, całując go namiętnie. Magnus wnet otworzył oczy i spojrzał na mnie zdziwiony. Mogłem się założyć, że w tej chwili na moich policzkach wykwitł pokaźny rumieniec, ale nie przejmowałem się tym. W mojej głowie ciągle szumiało tylko jedno słowo „Magnus".

Chłopak otrzeźwiał po krótkiej chwili i oddał pocałunek, przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie. Nie przerywając pocałunku, chwycił mnie w tali i przekręcił nas, tak, że teraz to ja wylądowałem na dole. Poczułem jego kolana, koło swoich bioder. Oderwaliśmy się od siebie, na moment, aby zaczerpnąć powietrza. Lecz po chwili Magnus ponownie pochylił się nisko i złożył krótki pocałunek na moich ustach. Chciałem go przedłużyć, ale chłopak miał inne plany. Pochylił się jeszcze niżej i zaczął całować mnie po szyi, robiąc jednocześnie na niej malinkę. Jęknąłem zaskoczony i wplątałem palce w jego włosy, lekko ściskając. Usłyszałem cichy pomruk zadowolenia z jego strony. Uśmiechnąłem się, przyciągając go jeszcze bliżej. Magnus muskał wargami i językiem moją szyją. Czułem się wspaniale, miałem wrażenie, że zaraz wybuchnę. Przymknąłem oczy, kiedy ręce Magnusa zaczęły błądzić po moim ciele. Nawet nie wiem, kiedy przesunąłem rękę z włosów Magnusa, pod jego koszulkę. Zacząłem wodzić swoimi rękoma, po jego plecach i torsie. Po chwili zacząłem podciągać jego koszulkę. W tym samym czasie Magnus zaprzestał swoich igraszek i spojrzał na mnie zdziwiony, unosząc się na rękach.

-Alec? – Spojrzałem na niego pytająco. – Czy ty na pewno tego chcesz?

-Prze.. Przecież nie musimy iść od razu na całość prawda? – zapytałem, a moje policzki ponownie się zarumieniły. – Ale jeśli nie chcesz, to nie..

Nie było mi dane skończyć, gdyż Magnus ponownie wpił się w moje usta, lekko przegryzając moją dolną wargę. Odwzajemniłem pocałunek, z równą namiętnością, jak on. Po chwili wsunął swój język do środka. Na Anioła! Czułem się wspaniale. Ponownie zacząłem podciągać jego koszulkę, tym razem Magnus od razu pozwolił mi ją zdjąć, a sam pozbył się mojej. Teraz obie zdobiły podłogę. Chłopak dotykał mój brzuch i tors, gładząc je delikatnie. Jęknąłem cicho, kiedy ręce Magnusa musnęły moje sutki. Przebiegły mnie dreszcze. Rozkoszowałem się tą chwilą, kiedy nagle drzwi od mojej sypialni otworzyły się szeroko, a stanął w nich Jace. Przestraszyłem się i odepchnąłem Magnusa od siebie, tak mocno, że aż spadł na podłogę.

-Ałaa.. – rzucił urażony, patrząc na mnie wręcz morderczym wzrokiem. Spojrzałem na niego błagalnie. Tym razem nie odwzajemnił mojego spojrzenia, tylko zabrał szybko swoją koszulkę z podłogi i ubrał się. Wróciłem spojrzeniem do Jace. Stał w drzwiach z szeroko otwartymi oczami i patrzył to na mnie, to na Magnusa. Po jego twarzy można było poznać, że czuje się zmieszany, jednak szybko to się zmieniło i na jego ustach pojawił się złowieszczy uśmieszek.

-To nie tak jak myślisz Jace! –wykrzyknąłem, także zabierając z podłogi swoją koszulkę i szybko zakładając ja na siebie. Czułem jak moje policzki zalewają się szkarłatnym rumieńcem. Nie wiedziałem, co mogę innego powiedzieć. Jak to wyjaśnić.

-Nie, no spoko Alec wszystko gra – oznajmił tym swoim zabawnym tonem. – Przyjdę później. Nie przeszkadzajcie sobie gołąbeczki.

-Jace, my nie..

Nie dane mi było skończyć, gdyż chłopak wycofał się szybko z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Odwróciłem się do Magnusa, który właśnie zbierał się z podłogi i ruszył do drzwi. Od razu poderwałem się z miejsca i podbiegłam do niego blokując mu wyjście z pokoju. Chłopak stanął przede mną i westchnął.

-Alec, proszę puść mnie to nie ma sensu – powiedział smutnym tonem. Spojrzałem w jego oczy, które były skierowane prosto w moje. Zobaczyłem w nich urazę i żal.

-Jak to nie ma sensu?! – zapytałem. – Magnus wiem i przepraszam. Nie powinienem tak reagować, ale zrozum to dla mnie nowe. Nigdy nie miałem chłopaka, nie wiem, jak to jest. A kiedy Jace wparował tutaj, przestraszyłem się. Nie wiedziałem co mam zrobić. Proszę cię, musisz mnie zrozumieć. Ja.. Ja naprawdę cię lubię. Nie chciałbym tego zniszczyć. Przepraszam…

-Alec nie przepraszaj. Posłuchaj – oznajmił dotykając lekko mojego policzka – wiem, że to wszystko jest dla ciebie nowe i rozumiem cię. Ale mam wrażenie, że bardziej zależy ci na Jace'ie i n tym, co on sobie pomyśli, kiedy zobaczy nas razem, niż na mnie i na tym co ja czuje do ciebie. Zrozumiałem, że cię kocham i także nie chcę tego niszczyć, ale jeśli ty kochasz Jace'a, to… to nie ma sensu Alec.

-Nie! Ja.. ja nie kocham Jace'a, chyba nie.. – powiedziałem cicho. – Ja sam nie wiem. To co czuję do ciebie, to co czuję do Jace'a, jest różne ja nie wiem, nie rozumiem. Ale wiem, że jeśli będziesz ze mną w końcu się przekonam, że to ciebie tak naprawdę kocham..

-Alec, ja.. ja nie mogę zmusić cię do tego, żebyś mnie kochał. Oczywiście mogę ci pomóc, ale to ty sam musisz do tego dojść, kogo tak naprawdę kochasz i z kim chcesz być. To twój wybór. Nie mój, nie Jace'a, Izzy czy kogoś innego, tylko twój. Może będzie lepiej, jak sobie to wszystko przemyślisz, a ja wrócę do siebie..

-Nie! Nigdzie nie pójdziesz - -powiedziałem stanowczo. – Proszę cię, zostań. Nie musisz nigdzie wychodzisz, proszę cię. Ja wiem, że cię kocham, ale kocham też Jace'a, to znaczy, myślę, że tak jest. Ale czuje też, że to się zmienia. I wiem, że jeszcze się zmieni, ale tylko w tedy, kiedy ty będziesz obok. Proszę cię, zrobię wszystko, ale nie odchodź.

-Wszystko powiadasz? – zapytał wzruszając brwiami. Przytaknąłem i uśmiechnąłem się lekko, a na moich policzkach ponownie wykwitł pokaźny rumieniec. W tym samym momencie Magnus chwycił mnie za koszulkę i przyciągnął do siebie. Zaśmiałem się cicho i po chwili Magnus wpił się w moje usta. Nie przerywając pocałunku, ponownie przenieśliśmy się na łóżko. Chłopak oderwał się ode mnie na chwilę i popchnął mnie lekko na łóżko. Kiedy opadłem na nie, Magnus usadowił się na mnie i znowu złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Przejechałem językiem po jego dolnej wardze, prosząc aby wpuścił mnie do środka. Chłopak automatycznie otworzył usta, a ja wsunąłem swój język do środka. Gładziłem swoim językiem jego policzki, podniebienie, rozkoszując się tą chwilą doszczętnie. Po chwili język Magnusa, dołączył do mojego, ruszając się w podobnym rytmie. Prowadziliśmy teraz wręcz walkę o dominację. Moja prawa dłoń przesunęła się z pleców chłopaka we włosy. Ścisnąłem je lekko, co wywołało u Magnusa cichy jęk. Uśmiechnąłem się poprzez pocałunki. Poczułem jak Magnus podciąga moją koszulkę. Po chwili pozwoliłem mu ją zdjąć, a sam zająłem się jego. I znowu dzisiaj obie zdobiły podłogę, a Magnus przeniósł swoje usta na moją szyję. Odchyliłem głowę do tyłu, kiedy jego usta dotknęły mojej szyi, delikatnie ją całując. Gładziłem jego tors rękoma, poznając jego ciało. Chłopak jęknął przeciągle, kiedy niechcący otarłem się o niego.

-Nie prowokuj mnie, dobrze? Bo źle się to skończy – powiedział, unosząc się nade mną. W jego pociemniałych oczach mogłem dostrzec podekscytowanie, a zarazem i pożądanie. Uśmiechnąłem się szeroko, lecz moje policzki znowu zalał szkarłatny rumieniec. Nie mogłem pojąć, dlaczego tak bardzo mi się to wszystko podoba. Pocałunki, dotyk, bliskość Magnusa. To wszystko było nowe, ale i bardzo pociągające. Nie mogłem się od tego odpędzić. Moje serce wariowało, za każdym razem, kiedy Magnus tylko się zbliżał, a kiedy zaczynał mnie całować, nogi same się pode mną uginały.

-Jak sobie życzysz – odpowiedziałem, uśmiechając się złowieszczo i przyciągając go bliżej siebie. Po czym wpiłem się w jego usta. Magnus jęknął zaskoczony, ale oddał pocałunek. W tym samym czasie rozległo się walenie do drzwi.

-Nie myślcie sobie, że was nie słychać! – zawołał Jace, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Magnus westchnął zrezygnowany i położył się obok mnie.

-Chyba nic z tego nie będzie, skarbie – powiedział, przyciągając mnie od siebie.

-Oj, brokatowy, czemu od razu nie będzie. Nie poddawaj się tak szybko. Nie mam nic przeciwko, tylko moglibyście być trochę ciszej. Zaraz przyjdzie Izzy, a ja próbuję się czegoś nauczyć – oznajmił otwierając drzwi. Sięgnąłem po pierwszą lepszą poduszkę i rzuciłem nią w niego. – Ej! Nie tak nerwowo! Bez przemocy..

-Wynocha Jace! – krzyknąłem i ponownie rzuciłem w niego poduszką.

-Dobra, już dobra. Kumam. Chcecie zostać sami. Kumam. Już sobie idę – powiedział uśmiechając się złowieszczo i znikając za drzwiami. Po czym krzyknął jeszcze za nich.– Tylko się zabezpieczcie!

-Spadaj Jace! – odkrzyknąłem i wtuliłem się w Magnusa. Usłyszałem cichy śmiech za drzwi, do którego dołączył jeszcze śmiech Magnusa. Spojrzałem w górę. Chłopak patrzył na mnie rozbawiony, szeroko się uśmiechając. – Z czego się śmiejesz?

-Z was – odpowiedział mierzwiąc mi włosy. Spiorunowałem go wzrokiem, a on tylko wzruszył ramionami. – Dla tego nigdy nie chciałem mieć rodzeństwa, a w szczególności młodszego.

Przewróciłem oczami i ponownie położyłem głowę na torsie chłopaka i splotłem nasze palce. Po czym odpłynąłem do krainy Morfeusza, uśpiony głosem Magnusa, który podśpiewywał swoją ulubioną piosenkę.


A/N: I wielkie dzięki dla Intoxic, która ponownie zabawiła się w korektorkę i poprawiła moje błędy!

And dziękujmy Intoxic (oraz Lilith), która siedziała nade mną (i to prawie dosłownie) i nakazała mi piszać, gdyby nie ona rozdział pojawiłby się troszkę później a wiec DZIĘKUJE X2 :D

And 2: Kolejny rozdział pojawi się może nawet w środku tygodnia, a wiec wyglądajcie :)