A/N:

A więc tak należy wam się teraz takie tycie słówko wyjaśnienia! Otóż, wraz z Intoxic, doszłyśmy (bez skojarzeń Intoxic!) do wniosku, że akcja może dziać się trochę za szybko, a więc w związku z tym, w rozdziale IX, a dokładnie w 2 akapicie przyśpieszyłam akcję, zmieniając tydzień na dwa miesiące. Postanowiłam, to przyśpieszyć, ponieważ ustaliłyśmy, że akcja toczy się trochę za wolno, w sensie Magnus i Alec znają się krótko. Mam nadzieję, że choć trochę wam to wyjaśniłam :)

Kokosz: Aj tam aj tam! W polskim ff'ie i zmieszany Jace może być :) Tak wiem, i dlatego to 2 powód, do tego co opisywałam poniżej :) Ach, młodsze rodzeństwo, pociesze cię, bo pojawi się jeszcze nie raz. A co do "Rocznicy" to dziękuję, zwłaszcza, że był to mój pierwszy RP :) Zabić ojca? Hym... nie.. to nie w moim stylu bardziej pomęczyć, poznęcać się, puszczać fochy i dopiero zabić to tak. Ale samo zabicie to nie XD

Intoxic: Hahahah nie ma to jak wrzeszczeć na kogoś na fejsie, żeby ruszył dupę do pisania :D A teraz zamienimy się rolami i to ja będą tą, która cały czas biadoli! Hahha i kto to mówi! Big Perv! If you know what I mean!?

Glittery Angel: Ojj mogło być, mogło ale niestety nie było, ale być może kiedyś może sie zdarzyć. Hymmm.. czy Alec w końcu zrozumie? Na pewno, tylko, że to nadal Alec, więc może to jeszcze tyćkę potrwać. A co do Intoxic, tak można powiedzieć, że ma na mnie duży wpływ, a szczególnie jak siedzi na fejsie i biadoli pół dnia, żebym coś napisała...

Blue Daisiess: . *Ogłaszam, ze Alec słyszał i przyjmuje do wiadomości.

*Ja nie wiem, ale jego to chyba, każdy już znienawidził :)

*OO ok to przekaże Alec'owi, żeby go tam mocno wyściskał od cb!

*A kto ich nie kocha? xd

*Jakbym słyszała Intoxic...ale to dobrze, w brew pozorom!

*Chcesz CENZURA]? Oook.. to mogę ci chyba zdradzić, że niedługo Intoxic będzie coś pewnie takiego miała, a więc wypatruj nowości na jej profilu :)

Et voilà ! Zapraszam na moje wypocinki! I już możecie dziękować Intoxic, która znowu biadoliła na fejsie!


Rozdział XIV

Już nigdy nie pozwolę cię skrzywdzić.

Magnus mieszkał już u nas cały tydzień z czego byłem bardzo zadowolony. W końcu mieliśmy siebie, jak by to powiedzieć… na wyłączność. Cały dzień, od rana, do wieczora, spędzaliśmy razem, co dobrze oddziaływało na nasz związek. Przez te wszystkie dni, dużo ze sobą rozmawialiśmy i to nie tylko o naszym związku. Przez ten cały czas poznawaliśmy się na nowo. Rozmawialiśmy o naszym hobby, ulubionej muzyce, filmach, a nawet i potrawach. Codziennie rano, chodziliśmy razem do szkoły i razem z niej wracaliśmy. Po czym szliśmy do mnie, Central Parku albo Taki, które stało się teraz, naszą ulubioną restauracją. Ponadto mama, Izzy, Max, a nawet sam Jace świetnie dogadywali się z Magnusem. Przypatrywałem się temu wszystkiemu i z ogromną ulgą na sercu patrzyłem, jak Magnus wrasta w rodzinę i powoli zapomina, o tym, co spotkało, go ze strony ojca. Widziałem, jak każdego dnia, stawał się coraz bardziej radośniejszy, jakby powoli znowu wracał do bycia sobą.

Szliśmy teraz ramie w ramie przez parking koło szkoły. Szliśmy dopiero na trzecią lekcję, ponieważ mój budzik się zepsuł i zaspałem do szkoły, a Magnus będąc dżentelmen nie obudził mnie, bo jak powiedział „Wyglądam tak słodko kiedy śpię, że nie mam serca cię budzić". Przewróciłem oczami na samo wspomnienie, ale uśmiechnąłem się lekko. Poczułem jak Magnus łapie mnie za rękę. Na początku chciałem się wyrwać, ale zważywszy na to, że nikogo nie było w pobliżu, uścisnąłem jego rękę i splotłem nasze palce, co wywołało szkarłatny rumieniec na moich policzkach. Najwyraźniej, nie uszło to uwadze Magnus, gdyż zaśmiał się lekko. Przeszliśmy cały parking trzymając się za ręce i kiedy byliśmy już przy głównym wejściu, zza naszych pleców dobiegł mnie śmiech, który już tak dobrze znałem, a nie słyszałem przez długi czas. Tak się cieszyłem, kiedy dowiedziałem się że zachorował w pierwszym miesiącu szkoły, a później, że miał rozgrywki, przez kolejny miesiąc. Jednak teraz, kiedy wrócił, żołądek znowu podskakiwał mi do gardła i robiło mi się gorąco. Tak bardzo nie chciałem go spotkać, nie dzisiaj, nie teraz kiedy wszystko się zaczęło układać.

Ponownie usłyszałem drwiący śmiech chłopaka i jego bandy. Chciałem się już odwrócić i spojrzeć w twarz Michael'owi, ale Magnus pociągnął mnie za rękę w stronę drzwi.

-Och, widzę, że nasi przyjaciele, w końcu postanowili się pokazać w szkole. Ciekawe co tyle czasu, robili razem. Powiedz Alec, dobry jest w te klocki? – Z pośród chichotów dopadł mnie szyderczy ton chłopaka. Tego było za wiele. Odwróciłem się gwałtownie, ale wpadłem na Magnusa.

-Chodź. Nie warto – szepnął mi do ucha i ponownie pociągnął mnie w stronę wejścia. Ale kiedy usłyszałem jego wredny głos, nie mogłem się już powstrzymać i wyrwałem się mu.

-Przecież, on nie może ciebie, mnie, nas tak obrażać – zaprotestowałem ruszając ku Michael'owi.

-Alec! – zawołał za mną Magnus, ale ja już stałem twarzą w twarz z chłopakiem.

-Ażebyś wiedział, że jest – odparowałem, uśmiechając się złowieszczo d o niego. Jego koledzy natychmiast umilkli i wpatrywali się w swojego „przywódcę" w oczekiwaniu na jaką kol wiek jego reakcję. – Jest nie ziemski, jak to określiłeś „w te klocki", ale ktoś taki jak ty tego nie zrozumie! To takie przykre, patrzeć na to jaki jesteś zazdrosny, że ja mam kogoś, a ciebie nikt nie chce.

Po tych słowach wszystko potoczyło się w mgnieniu oka. Michael doskoczył do mnie i dosłownie rzucił się na mnie z pięściami. Runęliśmy na ziemie. Chłopak usadowił się na mnie i mocno zamachnał się pięścią, mierząc w moją twarz. Poczułem silne uderzenie i słony smak krwi, która spływała mi zapewne z nosa. Tego było za wiele. Zaczęliśmy się szarpać. W końcu nie wytrzymałem i odepchnąłem go od siebie na tyle mocno, że upadł kilka kroków dalej. Szybko poderwałem się z miejsca i rzuciłem się w jego kierunku. Ból przeszywał moje kości, ale nie zwracałem na to uwagi. Szybo usadowiłem się na chłopaku przytrzymując jego ręce i wymierzając kolejne ciosy w jego twarz.

-Alec! Przestań! Co ty robisz?! – usłyszałem przestraszony głos swojej siostry. Kątem oka widziałem, jak Magnus do nas podbiega, a z tyłu niego zamajaczyła mi postać siostry i jej nowego chłopaka, Johna.

Ale nie przejmowałem się tym. Na rękach miałem ślady krwi , chociaż nie byłem już pewny kogo ona jest i liczne zadrapania. Wszystko mnie bolało, mięśnie, kości, ale to tylko motywowało mnie do dalszej bójki. Po kilku ciosach z mojej strony, Michael przestał się szarpać i zaczął zakrywać twarz rękoma i błagać, abym już przestał. Ale ja nie mogłem. Jakbym był w jakimś, transie czy coś. Zadawałem cios za ciosem. Rozwaliłem sobie przez to całą pięść, ale pomimo bólu, nadal nie mogłem przestać. Wybawienie przyszło ze strony Jonathana i Magnusa, którzy zaczęli odciągać mnie od chłopaka. Próbowałem się wyrwać z ich mocnego uścisku, ale nie miałem już tyle siły co przed chwilą, więc z łatwością przytrzymali mnie na miejscu.

-Alec uspokój się już do jasnej cholery! – krzyknęła na mnie Izzy, stając tuż przede mną i zasłaniając widok Michael'a, który z pomocą kolegów próbował podnieść się z ziemi. – Co w ciebie wstąpiło?! Czyś ty oszalał do reszty?! Nie dość, że znikasz na cała noc, to teraz przychodzisz po prawie trzech godzinach lekcji i bijesz się przed szkołą?! Co z tobą się dzieje!?

-Nic się ze mną nie dzieje – odpowiedziałem wyrywając się w końcu z uścisku chłopaków. – Wszystko jest w jak najlepszym porządku Izzy. Nie masz się czym martwić. Ten idiota zasłużył na to, żeby dostać w pysk! Obrażał Magnusa!

-Nie mam się czym martwić?! – zawołała sfrustrowana. – Jak nie mam się o ciebie martwić, jesteś moim bratem do cholery! I może mu się należało, ale nie musiałeś tego robić! To nie w twoim stylu, żeby rzucać się na pierwszego lepszego, który cię obrazi!

-On nie obrażał, mnie tylko Magnusa, a to zasadnicza różnica!

-Że jak?! To nie jest żadna różnica Alec! Co ciebie napadło!

Przewróciłem oczami.

-Oj, przestań Izzy. Zakończymy temat. Było minęło. Chodźmy na lekcje – odpowiedziałem ruszając ku szkole i wymijając po drodze rannego Michael'a, który posłał mi wręcz morderczy wzrok.

Szybkim krokiem wszedłem do szkoły. Było już po dzwonku, więc nikt się już nie pałętał niepotrzebnie po korytarzu. „I dobrze", pomyślałem. Po czym natychmiast skierowałem się do łazienki, aby ocenić w jakim stanie teraz jestem. Czułem nadal jak ciepła ciecz, spływa mi po brodzie. Spojrzałem w dół. Spodnie miałem całe w ziemi i w dodatku całe były w krwi, podobnie jak koszulka i reszta ubrań.

Kiedy wszedłem do środka i przejrzałem się w lustrze. Widok mnie nieco zaskoczył. Miałem podbite prawe oko, pełno siniaków i poobijany nos, z którego nadal ciekła krew. Obmyłem twarz w umywalce i ponownie spojrzałem w lustro. Tym razem zobaczyłem, także Magnusa, który stojąc za mną przyglądał się w skupieniu mojemu odbiciu. Przyłożyłem chusteczkę do nosa i odchyliłem głowę, aby powstrzymać krwawienie.

-Co? – zapytałem, kiedy przez dłuższą chwilę nie odrywał ode mnie wzroku.

-Wyglądasz okropnie – stwierdził podchodząc do mnie bliżej. Odwróciłem się do niego.

-Dzięki – odpowiedziałem sarkastycznie i wyrzuciłem brudną chusteczkę do końca. – Nie ma to jak dobry komplement.

-Oj, przecież wiesz, że nie o to mi chodził, skarbie – oznajmił przyglądając się mojej twarzy. – Nie wygląda to za dobrze. Powinieneś iść do pielęgniarki.

-Oj, przestań, nic mi nie będzie – odpowiedziałem, delikatnie odpychając jego rękę od swojej twarzy. – Ty i Izzy za bardzo dramatyzujecie. Nic mi nie będzie.

-Jesteś strasznie uparty wiesz? – przytaknąłem.

-Wiem. To jedna z moich zalet.

Magnus westchnął i spojrzał głęboko w moje oczy.

-Alec dlaczego to zrobiłeś? Po co się z nim biłeś? Przecież to nie miało sensu.

-To długa historia – odpowiedziałem uciekając wzrokiem w dół i ponownie odwracając się do umywalki. Ale Magnus by ł szybszy. Chwycił mnie za rękę i obrócił twarzą do siebie. Westchnąłem i spojrzałem w jego oczy.

-Powiedz, dlaczego to zrobiłeś? Chodziło, o to co powiedział przed szkołą?

-Nie… – zrobiłem pauzę i znowu uciekłem wzrokiem. – To znaczy tak. Ale nie tylko o to chodziło. Ja.. ja nie chcę o tym rozmawiać, przepraszam.

Odpowiedziałem cicho i ruszyłem w kierunku wyjścia. Usłyszałem ciche westchnienie Magnusa. Po czym poczułem, jak ciągnie mnie za rękaw do tyłu. Objął mnie swoimi ramionami i przytulił mocno.

-Jasne. Rozumiem. Powiesz mi, kiedy będziesz gotowy – odpowiedział spokojnie jeszcze bardziej się do mnie przytulając i całując mnie w czubek głowy. Teraz to ja westchnąłem i odwzajemniłem uścisk, równie mocno jak on. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi.

-Nie chcę wam przeszkadzać gołąbeczki, ale Izzy przyniosła ci ciuchy z twojej szafki Alec – oznajmił John, zaglądając do środka.

-Ach tak – rzuciłem i odebrałem od niego czyste ciuchy. – Dzięki.

-Spox – odpowiedział niebiesko włosy, chwytając za klamkę. – I nie przejmuj się Michael'em to kretyn. A jeśli będziesz miał z nim jakieś problemy, wal śmiało, na pewno coś zaradzimy.

Rzucił jeszcze, wychodząc zza drzwi.

-Jasne. Dzięki – zawołałem i spojrzałem na Magnusa . – Pójdę się przebrać. Poczekasz?

Chłopak przytaknął, a na jego ustach wykwitł szatański uśmieszek.

-Jak chcesz to mogę ci pomóc – oznajmił wesoło.

Zaśmiałem się, a na moich policzkach znowu wykwitł rumieniec.

-Kusząca propozycja, ale nie, sam sobie poradzę – odpowiedziałem, zamykając się w kabinie, po czym usłyszałem zrezygnowane westchnięcie Magnusa.

-A mogło, być tak fajnie.

-Dzień dobry. Przepraszamy za spóźnienie – powiedziałem wchodząc do klasy za Magnusem.

-Och! Pan Lightwood i pan Bane! Jak miło, że zaszczycili nas panowie swoją obecnością! A już się bałem, że jednak nie przyjdziecie – powiedział profesor Garroway mierząc nas wzrokiem. – No nie stójcie już tak. Usiądźcie w ławce i wyjmijcie książki.

-Dobrze – odpowiedzieliśmy chórem i ruszyliśmy do swojej ławki. Kiedy przechodziliśmy przez klasę, kątem oka zauważyłem, że Michel i jego świta mierzą nas morderczym wzrokiem. Chłopak wyglądał na wściekłego . I nie ma się czemu dziwić, kto miejąc podbite oko i pełno siniaków byłyby zadowolony. Szybko przeszedłem do ławki i zająłem swoje miejsce koło okna.

-Dobrze, to skoro wszyscy już dotarli.. Gdzie ja skończyłem. Ach tak…

Pan Garroway zaczął omawiać ponownie przerwaną lekcję. Siedziałem tak w ławce, o mało nie zasypiając, słuchając wykładu u bakteriach, żyjących wokół nas, kiedy nagle poczułem stukanie w plecy. Odwróciłem się szybko, a chłopak o imieniu Nathan podał mi małą zwiniętą karteczkę. Zaskoczony odebrałem go z jego rąk i odwróciłem się do przodu. Spojrzałem na pana Garroway'a, który zawzięcie pisał coś na tablicy i ponownie spojrzałem na karteczkę. Rozwinąłem ją delikatnie. Katem oka zauważyłem, jak Magnus przysuwa się do mnie troszkę bliżej i zagląda mi przez ramię. Przewróciłem oczami, próbując powstrzymać śmiech.

-Jeszcze się policzymy geju! Będziesz skończony – przeczytałem szeptem, a Magnus wyrwał mi karteczkę z rąk i schował do kieszeni.

-Nie przejmuj się tym. Już ja to załatwię – szepnął mi na ucho. Spojrzałem na niego podejrzliwie, ale on udawał, że jest zajęty przepisywaniem notatki do zeszytu. Westchnąłem ciężko i osunąłem się na krześle, zerkając przez ramie na Michael'a, który swoją drogą cudownie się bawił. Patrzył na nas pogardliwie tym swoim złowieszczym uśmieszkiem, szepcząc coś do Elliotta, jego odwiecznego kumpla.

-Hej wszystkim! – rzuciłem wesoło przysiadając się do naszego stolika w rogu stołówki. Zająłem miejsce obok Magnusa, zresztą jak zawsze.

-Coś ty taki wesoły? – zapytała podejrzliwie Izzy. A wszystkie oczy zostały skierowane na mnie. Izzy, John, Jace, Clary, Simon, Maia, Ragnor, Cate i Magnus wręcz przewiercali mnie wzrokiem. Wzruszyłem tylko ramionami i zabrałem jabłko z tacy Izzy, która natychmiast się oburszyła.

-Idź weź sobie, a nie podkradasz innym!

-Nie chcę, nie jestem głodny – odpowiedziałem przysiadając się bliżej Magnusa, który nadal nie odrywał ode mnie swoich złotozielonych oczu.

-To powiesz nam co się stało, czy mamy się domyślać? – zapytał uśmiechając się do mnie.

-Ach, tak. Otóż, podczas w-f'u trener powiedział, że bardzo dobrze gram w football i chciałby, żebym dołączył do jego drużyny – relacjonowałem, coraz bardziej się ekscytując. Od zawsze uwielbiałem sport, a football szczególnie. I nie chcę się chwalić, ale jestem w tym naprawdę dobry.

-To świetnie Alec! – wykrzyknęła uradowana Izzy, prawie wywracając tacę z jedzeniem. – To świetnie! I jak zgodziłeś się?

-Tak. Od jutra zaczynam jako nowy członek drużyny „Dzikich Kotów" – powiedziałem wesoło i chwyciłem pod stołem dłoń Magnusa, splątując nasze palce razem. Chłopak wyraźnie zaskoczony tym gestem zakrztusił się piciem. Jego przyjaciel, Ragnor spojrzał na niego pytająco, ale on tylko wzruszył ramionami. Czułem jak moje policzki zalewa pokaźny rumieniec. Spojrzałem na niego, a on odpowiedział mi szerokim uśmiechem i lekkim uściskiem dłoni.

-No bracie! Widzę, że nieźle sobie radzisz w nowej szkole. Jestem z ciebie dumny – oznajmił Jace klepiąc mnie w plecy i siadając obok Clary, z którą zszedł się jakieś 2 tygodnie temu. Omiotłem cały nasz stolik wzrokiem. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych. Każdy miał swoja drugą połówkę koło siebie. Izzy, Johna, który otaczał ją opiekuńczo ramieniem, Jace, Clary, która zawzięcie opowiadała mu o swoich nowych rysunkach, Simon, przyjaciel Clary, Maię, która była w niego wpatrzona, niczym cielę w malowane wrota, Cate i Ragnor, którzy od niedawna coś ze sobą kręcą i w końcu my. Ja i Magnus. Tak my też byliśmy szczęśliwi. Spojrzałem w kocie oczy mojego ukochanego i przesunąłem się jeszcze bliżej niego, tak, że teraz stykaliśmy się ramionami. Magnus odwzajemnił moje spojrzenie, w jego oczach, mogłem dostrzec miłość, którą mnie obdarzył. Miałem nadzieję, że i w moich oczach, widać to samo. I wtedy, nie wiem co mnie opętało, ale zbliżyłem swoja twarz do Magnusa i wpiłem się lekko w jego usta. Czułem, jak Magnus zastyga, znieruchomiał do końca. Usłyszałem zdziwione westchnienia naszych przyjaciół. I to mnie otrzeźwiło, chciałem się odsunąć, lecz w tym samym momencie Magnus otrzeźwiał i odwzajemnił mój pocałunek. Moje policzki zalały się szkarłatnym rumieńcem, kiedy chłopak przyciągnął mnie jeszcze bliżej, kładąc rękę na mojej tali. Automatycznie zarzuciłem jedną rękę na szyję Magnusa i przyciągnąłem go jeszcze bliżej i jeszcze bardziej zatapiając się w jego ustach, czując słodki smak soku truskawkowego, który przed chwilą popijał. Przejechałem lekko językiem po wargach chłopaka, jednak nim zdążył odpowiednio zareagować, na ten gest przerwało nam niecierpliwe chrząkanie Ragnora.

-Panowie wybaczą, ale musimy zmykać na lekcje – powiedział przyglądając nam się z rozbawieniem. Rozejrzałem się wokoło w stołówce już nikogo nie było, oprócz mnie, Magnusa i Ragnora, który stał nad nami, czkając zapewne, aż Magnus wypuści mnie z uścisku i ruszymy za nim na lekcje. Usłyszałem zrezygnowane westchnięcie Magnusa.

-Czy ty zawsze, musisz przerwać, taką świetną zabawę!? Dlaczego, ja się pytam dlaczego?! – zapytał dramatycznym tonem, przykrywając jedną dłonią oczy. Razem z Ragnorem , wybuchnęliśmy śmiechem, natomiast Magnus zrobił urażoną minę. Powoli wyplątałem się z jego uścisku i pocałowałem lekko w policzek, na co się trochę rozpromienił i nim zdołałem wstać, chłopak zdołał mi szepnąć na ucho.

-Później to nadrobimy, kochanie.

Moje policzki natychmiastowo nabrały czerwonego koloru. Teraz to Magnus się zaśmiał i razem wyszliśmy ze stołówki.

-To zobaczymy się przed szkołą, poczekam na ciebie – oznajmił Magnus, pochylając się lekko nade mną. Wiedząc, że nikogo nie ma na korytarzu, wspiąłem się na palce i subtelnie ucałowałem go w usta.

-Zobaczymy się później – rzuciłem przez ramie, biegnąc do klasy.

Czekałem przed szkolą na Magnusa już od jakiś 15 minut. Izzy i Jace dawno poszli już do domu, a ja nadal sam czekałem przed tym budynkiem i wyglądałem swojego chłopaka. „Gdzieś ty się do cholery podziewasz?" pytałem sam siebie. Zdziwiło mnie to, ze kiedy wyszedłem jego nie było, on zawsze jako pierwszy wychodził ze szkoły i czekał na mnie przed nią z szerokim uśmiechem. Ale tym razem się nie zjawił.

-Może poszedł już do domu? – zapytałem sam siebie, wyjmując komórkę i wystukałem jego numer. I kiedy, już miałem nacisnąć zielona słuchawkę, drzwi wejściowe otworzyły się i stanął w nich Magnus a za nim, nie. Nie możliwe. Za nim stał Michael. I to przestraszony Michael. Spojrzał na mnie, a później na Magnusa, który ruchem głowy wskazał, żeby szedł za nim. Po chwili stanęli tuż przede mną, a ja nadal nic z tego nie rozumiejąc, patrzyłem się na nich z szeroko otwartymi oczami.

-No dawaj – powiedział cicho w stronę Michael'a Magnus. Michael przewrócił lekko oczami i podszedł do mnie wyciągając przed siebie rękę.

-Przepraszam – powiedział, a mnie dosłownie wmurowało. Spojrzałem pytająco na Magnusa, a ten ruchem głowy pokazał, abym uścisnął jego rękę. I tak też zrobiłem, choć nadal nic z tego nie rozumiejąc. Jak to możliwe, że Michael, ten Michael mnie przeprosił. Coś mi tu nie grało, ale wolałem się w to nie zagłębiać. Uścisnąłem dłoń Michael'a i spojrzałem prosto w jego oczy. – Przepraszam i obiecuję, ze już więcej nic ci nie zrobię.

-Y… Dobra.. Spox, przyjmuję twoje przeprosiny i też przepraszam – powiedziałem, a chłopak tylko przytaknął i wyminął nas szybko, ruszając przed siebie. Odprowadziłem go wzrokiem, po czym odwróciłem się do Magnusa i spojrzałem na niego przenikliwie. – Co żeś mu zrobił?

-No wiesz, od razu mnie o coś oskarżasz. Ranisz mnie potwornie, okrutnie – oznajmił dramatycznym tonem, przykładając dłoń do serca i robiąc zbolałą minę. Zaśmiałem się cicho.

-Ja mówię, poważnie – oznajmiłem.

-Ja też. Ale wiesz, myślałem, ze będziesz zadowolony. Nie wiedziałem, tylko, że tak się dziękuje – oznajmił pochylając się do mnie i wskazując palcem swój policzek. Przewróciłem oczami i zaśmiałem się lekko. Po czym wspiąłem się na palce i omijając jego policzek, pocałowałem go prosto w usta. Chłopak w mgnieniu oka odwzajemnił mój pocałunek. Chciał go przedłużyć, jednak przerwałem go z wielkimi rumieńcami na policzkach. Magnus spojrzał na mnie oczami szczeniaczka, ponownie pochylając się nade mną, ale ja zrobiłem mały unik, złapałem go za rękę i pociągnąłem w stronę metra. Magnus westchnął ciężko i podążył za mną, splątując nasze palce.

-To powiesz mi, coś mu takiego powiedział, że mnie przeprosił? – zapytałem idąc koło Magnusa ulicą Manhattanu, kierując się do domu.

-Hym… Powiedzmy, ze wiem coś, czego nie wiedzą jego koledzy – odpowiedział, a ja uśmiechnąłem się szeroko.

-Co? Że jest gejem? – zapytałem wesoło.

Magnus stanął jak wryty. Zdziwiony jego zachowaniem, także się zatrzymałem i spojrzałem na niego pytająco. Chłopak spojrzał prosto w moje oczy.

-A ty skąd o tym wiesz? – zapytał ogłupiały.

-Skąd wiem o czym?

-Skąd wiesz, że Michael jest gejem? – zapytał przeszywając mnie na wylot. Zarumieniłem się i wzruszyłem lekko ramionami.

-Tak mi się powiedziało – oznajmiłem i ruszyłem przed siebie. Magnus w mig mnie dogonił i zatrzymał mnie, łapiąc za rękę i obracając ku sobie.

-Ja pytam poważnie. Skąd wiesz, że Michael jest gejem? Przecież nikt oprócz mnie i Johna, o tym nie wie.

Ponownie wzruszyłem ramionami i rzuciłem od niechcenia.

-Tak mi się powiedziało.

-Nie kłam Alec! Widzę, że coś kręcisz.

-Oj nie ważne Maggie! Naprawdę, tak tylko mi się powiedziało.

-Alec! – powiedział karcąco mierząc mnie wzrokiem. Westchnąłem ciężko i spojrzałem w jego oczy.

-Dobrze, niech ci będzie. Pamiętasz, kiedy się poznaliśmy? – Chłopak przytaknął automatycznie. – Właśnie w tedy, zanim mnie uratowałeś przed tymi chłopakami byłem w Pandemonium z Izzy i Jace'em. Izabelle uparcie szukała mi chłopaka, bo myślała, ze pomoże mi to zapomnieć o zauroczeniu do Jace'a. I natknęła się na Michael'a. Tak tego Michael'a. Ustawiła mnie z nim na randkę. – Magnus naprężył swoje mięśnie, lecz nie przerwał mi i słuchał dalej, bacznie mi się przyglądając. – Na początku było fajnie. Michael był nawet przystojny. Dopiero później, okazało się jakim jest dupkiem.

Zatrzymałem się, a Magnus spojrzał w moje oczy.

-Je.. Jeśli nie chcesz, nie musisz dalej opowiadać – oznajmił łagodnie.

-Nie! Muszę to w końcu z siebie wyrzucić. Lepiej nie trzymać tego w sobie – oznajmiłem stanowczo biorąc głęboki oddech, kontynuując dalej. – Rozmawialiśmy przez jakiś czas i muszę przyznać, że było nawet fajnie, ale musiałem iść do toalety. A kiedy wracałem, zobaczyłem, że Michael rozmawia z jakimś chłopakiem. Zatrzymałem się kilka kroków od nich i stanąłem tak, żeby mnie nie zauważyli. Podsłuchałem kawałek ich rozmowy. Tamten chłopak mówił, że ma jeszcze tylko półtora godziny na wykonanie zadania, jeśli nie wszyscy jego znajomi dowiedzą się kim tak naprawdę jest. Zaintrygowało mnie to, więc podsłuchiwałem dalej. Michael próbował negocjować o więcej czasu, ale chłopak był nie ugięty. Nic z tego nie rozumiałem, aż do momentu, kiedy…

Ponownie się zatrzymałem. Magnus otworzył już buzię, aby zapewne coś powiedzieć, ale gestem nakazałem mu milczeć.

-Aż do momentu, kiedy chłopak powiedział, że jeśli mnie nie zaliczy i nie dostarczy mu odpowiednich materiałów nawet jego rodzice dowiedzą się, kim tak naprawdę jest ich kochany synek. W tedy nie wytrzymałem,. Wszystko stało się dla mnie jasne. Michael chciał mnie tylko „zaliczyć" - mówiąc to nakreśliłem słowa cudzysłowu, a do moich oczu napłynęły łzy, które po chwili zaczęły wypływać spod moich przymkniętych powiek. Poczułem, jak Magnus ociera je swoim kciukiem. – On chciał mnie tylko wykorzystać, nie zależało mu na niczym innym, tylko na sexie. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Przestraszyłem się i wybiegłem z klubu. A resztę już znasz…

W tym momencie moje emocje dosięgły zenitu. Wpadłem w objęcia Magnusa a łzy same poczęły lecieć strumieniem z moich oczu. Chłopak zapewne nie wiedząc co powiedzieć i jeszcze zapewne nie otrząsając się do końca z otępienia, przytulił mnie mocno do siebie. Objął mnie swoimi silnymi ramionami a ja oparłem głowę o jego tors, rycząc jak małe dziecko, mocząc mu przy tym koszulkę. Chłopak po chwili otrzeźwiał do końca, jego mięśnie rozluźniły się, a ręka zaczęła głaskać mnie po włosach.

-Już cicho skarbie. Cicho – zaczął mówić cichym, delikatnym głosem, próbując mnie choć trochę uspokoić. – On już nic ci nie zrobi. Nigdy więcej cię nie skrzywdzi. Obiecuję ci. Już ja o to zadbam.

Spojrzałem do góry w jego piękne kocie oczy, które były skierowane prosto na mnie. Widziałem w nich miłość, troskę, żal i gniew. Chłopak delikatnie dotknął mojego policzka i zbliżył moja twarz do siebie, dotykając mojego czoła swoim.

-On już nigdy więcej cię nie skrzywdzi. Obiecuję – oznajmił stanowczo. – Kocham cię i już nigdy nie pozwolę cię skrzywdzić. Nigdy.

-Ja ciebie też kocham – odpowiedziałem, a chłopak delikatnie musnął moje usta swoimi, po czym jeszcze raz przytulił mnie do siebie, szepcząc, jak bardzo mnie kocha.


A/N: I jak wrażenia?

Jak widzicie życzenia z weną się przydają, za co bardzo dziękuję!

I teraz wiem, możecie się na mnie fochnąć, jak ja to mówię, ale następny rozdział pojawi się dopiero po nowym roku!

A korzystając z okazji chciałabym wam złożyć życzenia a więc:

Świątecznego nastroju,
miłosnego podboju.
Seksu w łóżeczku,
pieniędzy w woreczku,
Finlandii na stole,
Porsche w stodole!
Ogółem wesołych świąt wam życzę!

Do zobaczenia w 2014 roku, uściski

Ola.