A/N: Hejka! Witam wszystkich po tej długiej przerwie i zapraszam na nowy rozdział :)
Intoxic: Nie narzekała, nie narzekała, bo nie miała innego wyboru, jak ruszyć swój szanowny tyłek i piszać dalej! No ba! W końcu nasz Alec musiał wydusić z siebie, co stało sie w Pandemonium. Sweet? Och, yes, it was sweet :D No zapomniałaś, że Alec jest urodzonym wojownikiem? XD Taa... to twoje biadolenie... Ale ok! Nic już nie mówię!
Blue Daisiess: Gorące sceny mówisz? Intoxic już je planuje dla tej opowieści (ale nw czy ją na razie dopuszczę, bo to big perv jest). Tak, Alec w końcu się ogarnął. A Michael się zmieni. Oczywiście, że Magnus to ideał, to się rozumie samo przez się.
Kokosz: 1. Od Intoxic: To nie ja mam skojarzenia tylko Olka (Yhym... już to widzę! Zawsze spada na mnie...) 2. Nasze prywatne relacje są na poziomie więzów krwi. 3. Nie oglądam Glee ale Michael się zmieni. 4. Intoxic nie byłaby sobą, gdyby nie biadoliła na fejsie.
Glittery Angel: 1. Wszyscy kochają Intoxic, jej się nie da nie kochać (buahah-Tu Intoxic i jej samouwielbienie :D ) 2. Oczywiście, że Alec musiał się odegrać za sytuację w klubie i za obrażanie jego chłopaka 3. Cóż Michael się założył, więc musiał dotrzymać warunków zakładu, aczkolwiek było to niestosowne i jakże niesmaczne robić zakład o takie coś (Teraz to się czepiasz! Ok.. mogłam wymyślić coś innego, ale nie moja wina, że to było na fazie - anime/chińskie disco!)
Na komentarze, pomagała odpowiadać Intoxic, gdyż jej się nudzi, a ja mam totalna pustkę dzisiaj.
Ok to nie zabieram, wam więcej czasu!
Miłego czytania!
Rozdział XV.
Chcę swoja nagrodę!
Nie widziałem już Magnusa, przez okrągłe trzy tygodnie. Na święta wyjechał do babci, do Buenos Aires i ni jak mogłem go zobaczyć. Powiedzieć, że tęskniłem za nim, to mało powiedziane. Ja wręcz usychałem z tęsknoty. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Chodziłem w tę i we w tę, codziennie odliczając dni do jego powrotu. Codziennie spałem w koszulce z napisem „Mój chłopak się świeci", którą dostałem od niego w prezencie na święta, żeby chodź przez chwilę poczuć jego zapach przy sobie.
Moje zachowanie strasznie dziwiło moje rodzeństwo, gdyż nigdy się tak nie zachowywałem. Szczerze, to i mnie to zdziwiło, że mogę tak za kimś tęsknić, jeśli tym kimś nie jest Jace, czy ktokolwiek z moich bliskich. Ale czy Magnus nie był jedną z tych osób? Przecież Magnus to mój chłopak i kocham go. Tak kocham Magnusa Bane'a i jestem tego pewien. Ten chłopak zaczarował mnie całym sobą, z brokatem włącznie. W końcu zrozumiałem, że tak naprawdę, moje zauroczenie Jace'em, nic nie znaczy. On nigdy nie odwzajemniłby moich uczuć. Kocha mnie jak brata i ja jego także. I wiem, ze blondyn będzie szczęśliwy z Clary, wierze w to. I wierzę również w to, że i ja będę mógłby szczęśliwy z Magnusem.
-Dzień dobry Alec – z zamyślenia wyrwał mnie łagodny, cichy głos. Podniosłem oczy z nad kuchennego blatu i spojrzałem przed siebie. Na krześle przy stole siedział zaspany Max. Oparty o krzesło przyglądał mi się zaspanymi oczami.
-Dzień dobry Max – odpowiedziałem mierzwiąc mu włosy i siadając obok niego. Chłopak spojrzał na mnie groźnym wzrokiem, spod burzy roztrzepanych ciemnych włosów.
-Nie lubię gdy to robicie! Traktujecie mnie jak dziecko! – odpowiedział poirytowany.
Zaśmiałem się lekko i ponownie zmierzwiłem mu włosy.
-To dlatego, ze jesteś dzieckiem Max – rzuciłem wesoło przeze ramie kierując się do wyjścia. Kątem oka zauważyłem, ze znacznik od skrzynki pocztowej jest uniesiony ku górze. Zaciekawiony tym, chwyciłem swoją kurtkę i poszedłem sprawdzić pocztę. Kiedy tylko przestąpiłem przez próg domu, otrzeźwiło mnie mroźne zimowe powietrze. Śniegu było pełno, po bokach odśnieżonego podjazdu. Zadrżałem lekko z zimna i ruszyłem szybkim krokiem do skrzynki. Po chwili byłem już w środku, z pełną ręką listów.
-Reklamy, rachunki, ulotki, reklamy, reklamy, ulotki, rachunki – wyliczałem odkładając poszczególne papiery na stolik w korytarzu. –Nic szczególnego – powiedziałem rzucając resztę poczty na stolik. Listy i ulotki rozsypały się na blacie, a kilka z nich spadło na podłogę. Schyliłem się szybko, żeby je podnie tedy coś przykuło moją uwagę. Pośród stosu listów, reklam i ulotek leżała kolorowa, nie, tęczowo-brokatowa kartka. Zaintrygowany nią, od razu pomyślałem o Magnusie. Tylko on mógł użyć takiej ilości brokatu na jednej kartce papieru. Uśmiechnąłem się szeroko, podnosząc kartkę z podłogi. Obróciłem ja w rękach. Kartka cała była pokryta kolorowym brokatem. Z przodu małymi kryształkami, był wyklejony napis Zaproszenie. Wzruszyłem ramionami i otworzyłem ją. Po czym szybko tego pożałowałem. Z wnętrza kartki wyleciało na mnie pełno brokatu. Zacząłem się dusić i kichać." Kto do cholery faszeruje zaproszenia brokatem?!", pomyślałem, ale przecież znalem juz chyba odpowiedź. Znalem tylko jedną osobę, która by była do tego zdolna. Strzepując resztę brokatu z oczu i część z ubrania, ponownie podniosłem kartkę, którą niechcący opuściłem, tuż po otwarciu i zajrzałem do środka. Tym razem odbyło się bez żadnych wybuchów i brokatu. Zdmuchnąłem resztę brokatu, który widniał w środku i spróbowałem przeczytać, pięknie wykaligrafowane litery.
„Magnus Wspaniały Bane zaprasza Alexandra Lihghtwooda na imprezę z okazji rozpoczęcia ferii. Przyjęcie odbędzie się w domu Magnusa Bane'ana Brooklynie, dzisiaj o 20, motywem przewodnim zostaną lata 80-te . Mile widziane przebranie!
nadzieję, że przyjdziesz mój słodki Alexandrze. Nie mogę doczekać się naszego spotkania. Będę czekał specjalnie na ciebie.
ście, możesz zabrać swoją uroczą siostrę i jakże denerwującego brata.
Twój Magnus."
-Twój Magnus – powtórzyłem cicho, patrząc na kartkę. Twój Magnus. Jak to fajnie brzmi. Mógłbym to powtarzać cały czas. To fajnie mieć kogoś, tak bliskiego, tylko dla siebie. Kogoś takiego jak Magnus. – Mój Magnus.
-Twój kto? – z zamyślenia wyrwał mnie melodyjny, kobiecy głos. Odwróciłem się szybko w jego stronę, chowając za plecami zaproszenie. Izzy stałą kilka kroków przede mną i przewiercała mnie oczami na wylot. – Twój kto?
-Nikt. Nie twoja sprawa Izzy – odpowiedziałem poirytowane wyrzucając ręce do góry, w ogóle zapominając, ze trzymam w nich zaproszenie. Dziewczyna kiedy spostrzegła owy papierek w mojej dłoni, ani chwili się nie wahając, wyrwała mi je i pobiegła na górę. Potrzasnąłem głową i ruszyłem za nią schodami do góry.
-Izzy oddaj to! To nie twoje! – krzyczałem biegnąc za nią, aż pod drzwi swojego pokoju, gdzie łaskawie się zatrzymała. Kiedy tylko stanęła od razu wyrwałem jej zaproszenie z rąk i schowałem do kieszeni. Dziewczyna odwróciła się do mnie twarzą, na której widniał szeroki uśmieszek.
-Twój Magnus. Och, Alec jak to słodko brzmi – oznajmiła rozmarzonym tonem, spojrzałem na nią karcąco. Dziewczyna tylko przewróciła oczami i spojrzała na mnie podejrzliwie. – Powiedz pójdziesz tam? To znaczy pójdziemy?
-Pójdziemy? Chyba oszalałaś, nie mam zamiaru nigdzie iść. A na pewno nie z tobą – odpowiedziałem poirytowany wchodząc do swojego pokoju i próbując zamknąć drzwi. Jednak na próżno. Izzy zatrzymała je nogą i wparowała szybko do środka sadowiąc się na łóżku. Westchnąłem ciężko i usiadłem przy biurku, wyjmując zaproszenie. Odłożyłem je do szafki i odwróciłem się na krześle do siostry. Izzy siedziała na łóżku i wpatrywał się we mnie, tymi ciemnymi jak noc oczami. –No co?
-Ty już dobrze wiesz co – odpowiedziała, mierząc mnie wzrokiem. – Dlaczego nie chcesz tam iść? Myślałam, że lubisz Magnusa i…
-Bo lubię – odpowiedziałem cicho, spuszczając wzrok. Czułem jak moje policzki zaczyna oblewać rumieniec. – I to nawet bardzo. Ale…
-Nie ma żadnego ale, Alec! – krzyknęła niecierpliwie. Spojrzałem na nią zszokowany. Dziewczyna uśmiechnęła się i podeszła do mnie. Ukucnęła przede mną i wzięła moje dłonie w swoje i spojrzała mi w oczy. – Nie ma żadnego ale, braciszku. Kochasz go. Widzę to po tobie. Kiedy Magnusa cie odwiedza, kiedy go spotykasz, ja to widzę. Widzę jak uśmiechasz się na sam jego widok. Widzę jak na niego patrzysz, jak rumienisz się kiedy tylko cię dotknie. Ty go kochasz. Zakochałeś się w nim. I mam wrażenie, że z wzajemności. Wiec nie marudź mi tutaj i rusz dupę. Musimy cię wystroić na to przyjęcie. W końcu chcesz zaczarować Magnusa nie prawdaż? – zapytała i podniosła się ciągnąc mnie za sobą do drzwi.
-Cz…czekaj! Gdzie idziemy? – zapytałem, biegnąc za nią po schodach. Dziewczyna stanęła na dole i odwróciła się z tajemniczym uśmieszkiem.
-Na zakupy!
-Izzy czekaj – powiedziałem łapiąc dziewczynę za ramię i ciągnąc ją do tyłu. Staliśmy właśnie przed wejściem do budynku Magnusa. Z wewnątrz można było usłyszeć głośne dźwięki typowych piosenek z lat 80-siatych.
-Co się stało Alec? – zapytała łagodnie stając przede mną. Izzy wyglądała ślicznie. Była ubrana w krótką, czarną sukienkę na ramiączkach, na którą miała założoną żółtą, półprzezroczystą bluzkę z długim rękawem, różowe getry i białe szpilki wyglądała naprawdę dobrze. Do tego natapirowane włosy z doczepianymi, kolorowymi pasemkami, gdzie wczepiła ogromną kokardę oraz kolorowe naszyjniki, dopełniały całe jej przebranie. Widać było, że naprawdę przyłożyła się co do tego i poważnie potraktowała temat imprezy. Natomiast ja. Miałem wrażenie, że wyglądam dziwnie, i to bardzo dziwnie. Obcisłe, czarne, skórzane spodnie w ogóle do mnie nie pasowały. Były zbyt obcisłe, czułem się jakbym miał drugą skórę na sobie. Do tego obcisła, biała koszulka z Guns n' Roses, czerwona bandana, zwisająca z kieszeni spodni i czarna, skórzana kurtka, naładowana ćwiekami. Moich włosów Izzy, także nie oszczędziła i ułożyła je na żel, w postaci irokeza. Czułem się dziwnie, to nie były moje jeansy i wyblakłe swetry, które najbardziej lubiłem. Ale Izzy się uparła, że musze zrobić wrażenie na Magnusie. Ale ja nie byłem pewien, co do tego. Nie byłem pewien co do tego przebrania, nie mówią już o reakcji Magnusa.
-Izzy, nie uważasz, ze trochę przesadziliśmy z.. z tym? – zapytałem wskazując na swój strój.
-Nie wyglądasz zabójczo! Zobaczysz, Magnusowi szczęka opadnie na twój widok! – zawołała i pociągnęła mnie do wejścia.
Po chwili staliśmy przed drzwiami do mieszkania mojego chłopaka. Izzy niecierpliwie pukała w drzwi. Skarciłem ją wzrokiem, na co przewróciła oczami. W tym samym momencie drzwi otworzyły się i stanął w nich wysoki chłopak, o kocich oczach. Magnus. Wyglądał olśniewająco. Ubrany był w szerokie, błękitne dzwony z cekinami na dole i dużą ilością brokatu z przodu. Do tego pasująca koszula w tym samym kolorze i także z cekinami i mnóstwem brokatu. Na głowie widniała u niego wielka, tęczowa peruka afro. A na nogach miał srebrne buty na koturnie. Wyglądał jakby urodził się w tamtej dekadzie. Chłopak przejechał wzrokiem po Izzy i uśmiechnął się szeroko, wpuszczając ją do środka. Po chwili Izzy zniknęła wśród tłumu tańczących, kolorowych ludzi, a ja zostałem porwany w mocny uścisk ukochanego. Uśmiechnąłem się szeroko, kiedy poczułem silne, znajome ramiona na swojej tali i wtuliłem twarz w jego ramię, wdychając znajomy zapach drzewa sandałowego. Odwzajemniłem swój uścisk, równie mocno jak Magnus, po czym chłopak wypuścił mnie z uścisku i postawił na ziemi. Jednak nie dał mi szansy, żebym mógł coś powiedzieć, bo momentalnie wpił się w moje usta. Odwzajemniłem pocałunek, z równą namiętnością i zapalczywością co Magnus. Jeszcze przez chwile się całowaliśmy, po czym oderwałem się od niego, żeby zaczerpnąć odrobiny tchu. Na Anioł! To był chyba drugi nasz, najdłuższy pocałunek. Oddychałem ciężko jak za pierwszym razem, kolana się pode mną ugięły i gdyby nie to, że Magnus nadal lekko, mnie przytulał, na pewno bym upadł.
-Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłem skarbie! – powiedział Magnus przyciągając mnie do siebie jeszcze bliżej. Teraz to ja wpiłem się w jego usta. Chciałem przedłużyć ten pocałunek, ale Magnus odsunął się ode mnie. Spojrzałem na niego pytająco. – Nie patrz tak na mnie. Dobrze, wiesz, że wyglądasz dzisiaj bardzo pociągająco. Te obcisłe ubrania… Ach! Chyba nie chcesz, żebym się na ciebie teraz rzucił co?
Zaśmiałem się cicho chwytając dłoń Magnusa w soją i złączając nasze palce. Chłopak uśmiechnął się szeroko i przepuścił mnie w drzwiach. „Prawdziwy z niego dżentelmen", pomyślałem, po czym wszedłem do środka ciągnąc go za sobą. W środku roiło się od kolorowych, brokatowych, różnorodnych ludzi. Wśród tłumu rozpoznałem kilka twarzy ze szkoły i drużyny. Magnus wyniósł z salonu kanapę i ławę i zastąpił je miejscem dla DJ'a, który grał same hity lat 80-siątych. Uśmiechnąłem się, kiedy dostrzegłem, że DJ'em jest nie kto inny jak John, chłopak Izzy. Chłopak pomachał do nas z nad sprzętu i posłał nam szeroki uśmiech. Odmachałem mu i usiadłem przy barze, który Magnus zorganizował z kuchennego blatu.
-Czego się napijesz Alexandrze? – zapytał, stając za barem. Rozejrzałem się dookoła. Po drugiej stronie stał Michael, który robił za barmana. Kiedy mnie spostrzegł uśmiechnął się blado. Odpowiedziałem skinieniem i wróciłem nim do Magnusa.
-A to nie on jest barmanem? – zapytałem wskazując na Michael'a.
-Jest. Ale dla mojego chłopaka barmanem jestem ja sam – odpowiedział mrugając do mnie. Uśmiechnąłem się jeszcze raz do niego i poczułem jak moje policzki zalewa szkarłatny rumieniec. Magnus otworzył buzię, jakby chciał coś powiedzieć, jednak jego wypowiedź zakłócił jakiś inny, niski głos.
-Magnus! Coś się dzieje przy wyjściu! Elliot się z kimś leje! – zawołał, a Magnus westchnął ciężko i przewrócił oczami, po czym spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem. – Przepraszam Alexandrze, zaraz wracam.
Pocałował mnie szybko w policzek i zniknął wśród kolorowych nastolatków. „Rany, zebrał się tu chyba cała szkołą", pomyślałem. Ale to nic dziwnego. Każdy wiedział, że Magnus Bane wyprawia najlepsze imprezy na całym Brooklynie i każdy z nastolatków, którzy go znają i ci nawet, którzy nie, zapewne choć raz w życiu chcą się pojawić na takiej imprezie. Nie wiedziałem, co ci wszyscy widzą w takich przyjęciach, ale kiedy przekroczyłem próg mieszkania Magnusa, chyba zrozumiałem. Tu było nawet lepiej, niż w Pandemonium. Wszędzie brokat i kolorowe światła. A dzięki kuli dyskotekowej, która obracała się na środku sufitu i dzięki temu tłumowi przebranych nastolatków, naprawdę można było poczuć się jak za lat 80-siątych. Magnus naprawdę zna się na rzeczy. Nikt nie umiałby stworzyć takiej atmosfery, jak on. Tutaj każdy się bawił, wszyscy tańczyli i podskakiwali w rytm muzyki. Nikt nie siedział i przynudzał. Wszyscy byli uśmiechnięci i pochłonięci zabawą. Nawet Michael, który stał za barem bujał się w rytm piosenki.
-Siema stary! – usłyszałem za sobą i po chwili poczułem lekkie uderzenie w ramie. Odwróciłem głowę, po mojej prawej stronie stał wysoki, ciemnowłosy chłopak. Był strasznie umięśniony, od razu go poznałem.
-Hej Brad! Co tu robisz? Myślałem, że masz dzisiaj mecz! – oznajmiłem, przekrzykując muzykę.
-Ta… schrzaniliśmy ostatni mecz i nie dostaliśmy się do finałów, ale mniejsza o to. A ty co tu robisz? Mówiłeś, że nie lubisz, tego typu imprez – odpowiedział przyglądając mi się uważnie.
-No bo nie lubię. Powiedzmy, że zostałem do tego zmuszony – powiedziałem wesoło. To była prawda, tak naprawdę nie chciałem tu iść, to Izzy mnie przekonała i zmusiła. Brad tylko pokiwał głową i po chwili spojrzał na mnie. W jego oczach, można było dostrzec jakiś błysk, a usta ułożyły się w złowieszczym uśmieszku.
-No to jak tu już jesteś, to może coś wypijemy? – zapytał pokazując na bar.
-Nie, dzięki. Może później – odpowiedziałem i już chciałem się podnieś i iść szukać Magnusa, ale zatrzymał mnie wyżywający ton chłopaka.
-No Alec, nie bądź baba! – krzyknął wesoło. – No dawaj! Kto pierwszy wymięknie. No nie mów mi, że się boisz! Twój chłopak chyba nie będzie zły, jeśli sie trochę napijesz bez niego nie?
Spojrzałem na niego zaskoczony. Skąd on wie o mnie i Magnusie? Przecież my nikomu nie mówiliśmy.
-Wiedziałem, wymiękasz. Tak to już jest z wami!
-Z wami?
-No, gejami. Jesteście tacy słabi. Wymiękacie nawet przed spróbowaniem! Wydaje mi się, że nie dałbyś nawet wypić jednego!
W moich oczach pojawiła się iskierka irytacji, a na usta wstąpił szyderczy uśmieszek.
-Jeszcze zobaczymy, kto pierwszy wymięknie!
Przeszukiwałem wzrokiem cały pokój, żeby odnaleźć swojego chłopaka. Byłem przy barze, ale nie zastałem go tam. Michael powiedział, że widział jak idzie gdzieś z Brad'em, kapitanem naszej drużyny koszykarzy i pełną butelką czystej. Zaniepokoiłem się. Przecież Alec nie lubił pić, a co dopiero z kimś obcym. To nie było do niego podobne. Przepychałem się właśnie przez tłum tańczących nastolatków, kiedy nagle mignęła mi para dobrze znajomych niebieskich oczu. A po chwili poczułem ręce na swojej tali. Odwróciłem się zaskoczony i moim oczom ukazał się wysoki chłopak, o czarnej czuprynie i niebieskich oczach, który ledwo mógł ustać na nogach. Od razu złapałem go za ramiona i przepchałem się z nim przez tłum, do swojego pokoju. Ledwo zdążyłem zamknąć drzwi, a ponownie poczułem delikatne ręce Alec'a na sobie.
-Jesteś taki fajny Magnusie. Kocham cię – powiedział, kiedy delikatnie wywinąłem się z jego uścisku i stanąłem przed nim, uważnie mu się przyglądając. Chłopak ledwo stał na nogach, kiwał się w obie strony, ale ciągle patrzył mi w oczy. – Słysz, kocham cię Magnusie! Kooooooooocham cię!
-Jesteś pijany – stwierdziłem, prowadząc go do łóżka. – Prześpij się, to ci dobrze zrobi!
-Ale ja nie chcę spać! Chcę swoja nagrodę! – odpowiedział, tonem obrażonego dziecka, które nie dostało swojej wymarzonej zabawki. Westchnąłem lekko, próbując powstrzymać śmiech.
-Jakiej nagrody?
-Wygrałem, więc należy mi się nagroda! – odpowiedział przybliżając się do mnie i zarzucając mi ręce na szyję. - Pocałunek od najwspanialszego chłopaka w tym domu! – oznajmił przyciągając mnie ku sobie i wpijając się w moje usta. Automatycznie zarzuciłem mu ręce na talię i odwzajemniłem pocałunek. Alec jeszcze bardziej pogłębił nasz pocałunek i przyciągnął mnie bliżej siebie. Poczułem jak jego ręce wędrują po moich plecach, aż w końcu włożył mi je pod koszulkę i zaczął ją podnosić. To mnie otrzeźwiło. On był pijany. Nie mógłbym go wykorzystać. Nie w takim stanie. I nie zależnie jak bardzo, pociągająco wyglądał w tym stroju i niezależnie od tego, jak bardzo był słodki. Alec pewnie nie wybaczył by mi, gdybym to zrobił. Stanowczym ruchem odsunąłem się od niego i spojrzałem mu w oczy.
-Nie prowokuj mnie Alec bo to naprawdę skończy się źle dla ciebie! – oznajmiłem sadowiąc go na łóżku, lecz chłopak zachowywał się tak, jakby w ogóle mnie nie słyszał. Przyciągnął mnie za przód koszulki i pociągnął na łóżko. Wylądowałem tuż nad nim i nim zdążyłem, jakoś zareagować Alec ponownie wpił się w moje usta i wplątał jedną dłoń w moje włosy, a drugą włożył pod moją koszulkę. Jęknąłem cicho, kiedy ścisnął mocniej moje włosy. Boże! Co ten chłopak ze mną robi! Alec uśmiechnął się przez pocałunki i rozchylił swoimi ustami, moje, żeby mógł włożyć do środka swój język. Chłopak zaczął nim wodzić po moim podniebieniu i policzkach. Czułem się jak w niebie, jeśli zaraz nie przestanie rzucę się na niego.
-A..Alec, proszę cie przestań bo.. rzucę się na ciebie! – oznajmiłem pomiędzy pocałunkami. Alexander zaśmiał się cicho i spojrzał na mnie wyzywająco.
-To zrób to! – zamruczał mi do ucha, lekko je przegryzając i kierują ręce do przodu mojej koszuli i rozpinając guziki. Potrząsnąłem głową. To, że byłem zaskoczony, to mało powiedziane. Wiedziałem, że Alec jest pijany i nie myśli racjonalnie, ale pomimo to, nie mogłem się powstrzymać. Kiedy chłopak odpiął do końca moją koszulę i zrzucił ją na podłogę i przejechał dłońmi po moim torsie, nie wytrzymałem i wpiłem się w jego usta, także pozbywając się jego kurtki oraz koszulki. Mogłem teraz podziwiać, jego pięknie wyrzeźbiony tors. Błądziłem rękami po jego nagim torsie. Chłopak przyciągnął mnie bliżej, błądząc dłońmi po moich plecach i brzuchu, jęknąłem cicho, kiedy Alec przejechał nimi po moich sutkach. Zjechałem ustami na jego szyję, robiąc mu przy tym malinkę. Alec także jęknął zadowolony, a jego ręka powędrowała do moich dolnych partii ciała. Poczułem jak Alec dobiera się do mojego paska i kiedy uporał się z nim, nagle zastygł. Przestał sie ruszać. Przestraszyłem się, że coś się stało i uniosłem się nad nim. Spojrzałem na niego z góry i spostrzegłem, że Alec śpi. Nadzwyczajnej w świecie zasnął. Zszedłem z niego delikatnie, próbując powstrzymać śmiech. Ubrałem się szybko, nakryłem go kocem i pocałowałem w policzek. Alexander uśmiechnął się delikatnie przez sen.
-Kocham cię Magnus – wyszeptał, pochłonięty krainą Morfeusza.
-Ja ciebie też Alexandrze. Ja ciebie też – odpowiedziałem posyłając mu subtelny uśmiech i wychodząc z sypialni.
Obudziłem się rano z okropnym bólem głowy. Chodź nazwać to bólem, to mało powiedziane. Czułem się jakby ktoś całą noc wiercił mi w niej wiertarką. I ta suchość w gardle, natychmiast poderwałem się do półprzysiadu i sięgnąłem do nocnego stolika, gdzie zawsze zostawiałem sobie szklankę wody. Ale tym razem jej nie było. I jakoś mój pokój, wcale nie przypominał mojego pokoju. Rozejrzałem się dookoła. To nie był mój pokój. Ściany były pokryte dosyć jasna, różową farbą. Gdzieś już widziałem ten pokój. Był taki znajomy, ale nie mogłem sobie przypomnieć, skąd go znam. Moja głowa odmawiała współpracy. Spojrzałem w dół na swoja piżamę. I ponownie przeżyłem szok. Wcale nie miałem piżamy, byłem ubrany w te same, czarne, skórzane spodnie co teraz, a moja koszula zginęła gdzieś. Potrząsnąłem głową, próbując sobie przypomnieć co się wczoraj tak w ogóle stało. Pamiętałem wszystko do momentu, kiedy Brad wyzwał mnie do picia shotów. A później nic. Pustka. Urwał mi się film. Przejechałem dłonią po twarzy i w tym samym momencie poczułem jakiś ruch na łóżku. Zaskoczony spojrzałem w bok i o mało nie spadłem z łóżka. Obok mnie leżał Magnus. Omiotłem go wzrokiem, chłopak oprócz bokserek nie miał nic na sobie. Przez moja głowę przemknęło kilka scenariuszy. „Co tu się do cholery działo? Czy ja, czy my, ze sobą… Nie! To na pewno nie to! Zapamiętałbym swój pierwszy raz! To na pewno nie to!" pomyślałem i z tą właśnie myślą wyskoczyłem jak najszybciej z łóżka brokatowego i odnalazłem swoje ciuchy. Pośpiesznie się ubrałem i ruszyłem ku drzwiom.
Będąc już na dole, ruszyłem prosto do drzwi i kiedy już chwyciłem za klamkę, poczułem silne ramiona wokół mojej talii. Podskoczyłem zaskoczony, a chłopak odwrócił mnie twarzą do siebie i przycisnął mnie do drzwi. Spojrzałem na niego zaskoczony, ale on już schylał się ku mnie. Natychmiast odepchnąłem go od siebie i odsunąłem się szybko. Chłopak spojrzał na mnie pytająco, z jego oczu można było wyczytać, że jest zdezorientowany, jak i zaskoczony moim zachowaniem.
-Co się stało kotku? Wczoraj nie byłeś taki zaborczy – powiedział wesoło ponownie się do mnie zbliżając. Lecz powstrzymałem go ręką. Chłopak stanął posłusznie i ponownie spojrzał na mnie pytająco.
-N…nie byłem zaborczy? T..t.. to znaczy? – zapytałem jąkając się i nerwowo wyczekując odpowiedzi. Bałem się, że usłyszę coś, czego wcale teraz nie chcę.
-No jak to co? Już nie pamiętasz, jak wręcz mnie błagałeś, żebym cię dotknął? – zapytał wzruszając sugestywnie brwiami i przybliżając się do mnie. Żołądek podszedł mi do gardła. Czy my? Czy my, naprawdę to zrobiliśmy? Nie, nie nie! To nie mogło się stać! Nie kiedy nic nie pamiętam! Odsunąłem się pod same drzwi, kiedy chłopak przybliżył się do mnie na nieznaczną odległość. – Tak bardzo tego chciałeś, że nie potrafiłem ci odmówić, ale…
-Przepraszam cie, Magnus! Muszę już iść! Do zobaczenia – wykrzyknąłem gorączkowo mu przerywając. Chłopak spojrzał na mnie zmieszany, jakby zrobił coś nie tak „bo zrobił", pomyślałem.
-Ale Alec? Czy coś nie tak? My n… - dalszych słów już nie dosłyszałem. Zbiegłem jak najszybciej ze schodów i wypadłem na zewnątrz. Biegiem ruszyłem przed siebie. Chciałem znaleźć się jak najdalej stąd. Jak najdalej od Magnusa.
A/N: I jak wrażenia? Podobał sie wam rozdział?
Następny za tydzień, a dla tych, którzy czytają także DS, ogłaszam, ze rozdział pojawi się jutro :)
Ola
